video-jav.net

Niedzielna Msza lustrem wspólnoty

W niedzielnym zgromadzeniu liturgicznym jak w lustrze odbija się stan danej wspólnoty parafialnej - zauważa ks. Michał Dąbrówka, szef wydziału duszpasterstwa w tarnowskiej kurii. W diecezji tarnowskiej trwa synod a parafialne zespoły synodalne dyskutowały właśnie o świętowaniu niedzieli. Ich wnioski i sugestie usłyszeli księża.

Polub nas na Facebooku!

Homilie głoszone prostym językiem z prawdziwymi przykładami z życia, troska o piękno liturgii z aktywnym udziałem świeckich – m.in. takie wnioski płyną z synodalnych obrad w parafiach diecezji tarnowskiej. Poznali je wszyscy kapłani diecezji. “Dlaczego ludzie mieliby przyjść do kościoła albo do niego wracać, jeśli tydzień po tygodniu to doświadczenie nie wnosi nic do ich życia?” – pytał ks. Michał Dąbrówka, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego Kurii Diecezjalnej w Tarnowie.

Osoby tworzące Parafialne Zespoły Synodalne podkreślają, że ważna jest troska o piękno i spokój w jej celebrowaniu. Wskazują, że potrzebne są komentarze podczas uroczystości. Są także postulaty dotyczące potrzeby prostego i autentycznego języka w homilii.

„Tak zwane teologiczne wywody oraz moralizatorski ton nie przemawiają do młodych, a wręcz budzą opór” – stwierdzają członkowie Parafialnych Zespołów Synodalnych. Ich zdaniem potrzeba też wytrwałości w głoszeniu Ewangelii i ciągłego powtarzania podstawowych prawd i zasad moralności. Są też postulaty, by pozwolić wiernym jeszcze mocniej włączyć się w przygotowanie celebracji liturgicznej oraz angażować rodziny i wspólnoty parafialne w prowadzenie nabożeństw pozaliturgicznych, np. modlitwy różańcowej czy adoracji.

Świeccy chcieliby także, aby parafie organizowały wydarzenia, które będą integrowały wspólnotę, takie jak spotkania w kawiarence parafialnej, pikniki, festyny itp. Wymieniają spotkania z dobrą książką, wieczory filmowe a nawet wieczorki taneczne i koncerty. W tym celu mogłyby powstać parafialne kluby młodzieżowe czy seniora – sugerują wierni.

„Wnioski Parafialnych Zespołów Synodalnych zaprezentowano wszystkim kapłanom podczas dyskusji o niedzieli, która jest najważniejszym wydarzeniem ewangelizacyjnym w parafii” – mówi ks. Michał Dąbrówka, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego Kurii Diecezjalnej w Tarnowie.

„Od pewnego czasu zauważamy, że coraz więcej ludzi – zwłaszcza młodych i w średnim wieku – odchodzi od Chrystusa i Kościoła. Zewnętrznym przejawem tego stanu rzeczy jest opuszczanie niedzielnej Eucharystii. Wzywamy ich więc do nawrócenia, do powrotu do Kościoła, który jest przecież ich „domem”. Ale czy jednocześnie zadajemy sobie pytanie – „jaki jest ten dom? „Co” oraz „kto” w tym domu na nich czeka? Dlaczego ludzie mieliby przyjść do kościoła albo do niego wracać, jeśli tydzień po tygodniu to doświadczenie nie wnosi nic do ich życia?” – dodaje ks. Dąbrówka.

Zdaniem dyrektora Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego Kurii Diecezjalnej w Tarnowie, wierni odchodzą od Kościoła, a co za tym idzie opuszczają niedzielną Eucharystię, bo odczuwają braku doświadczenia wiary, wspólnoty, braku doświadczenia mocy słowa Bożego oraz misyjnego zaangażowania Kościoła.

Ks. Dąbrówka zwraca uwagę, że coraz bardziej zatraca się świadomość tego, czym jest Msza św. „Pewnym antidotum mogą być homilie czy katechezy na ten temat. Ale one dają nam jedynie wiedzę. My zaś potrzebujemy także doświadczenia wiary. A takie doświadczenie daje modlitwa. Można więc przemyśleć wprowadzenie krótkiego przygotowania modlitewnego do Eucharystii (swego rodzaju medytacji) np. po przeczytaniu wypominków, po odmówieniu różańca, a jeszcze przed rozpoczęciem Mszy św.” – podkreśla.

Kapłani diecezji tarnowskiej usłyszeli także, że zwykła niedzielna Msza św. nie powinna trwać dłużej niż godzinę, a homilia kilka czy kilkanaście minut.

„Homilia stanowi dla większości wiernych jedyny kontakt ze słowem Bożym, jakiego doświadczają w ciągu całego tygodnia. Zatem od tych kilku czy kilkunastu minut zależy stan ich wiary, bo ona ‘rodzi się z tego, co się słyszy’. To prawda, że przygotowanie dobrej homilii jest niejednokrotnie swego rodzaju krzyżem, gdyż wymaga od nas dużej ilości czasu i wysiłku. Jednak, jeśli będziemy uciekać od tego krzyża, to on prędzej czy później do nas wróci, tyle że w innej postaci, a będą nim puste kościoły” – dodaje.

Ks. Dąbrówka zachęca kapłanów, by serdecznie przywitali zgromadzonych wiernych na początku Mszy św., oraz angażowali dorosłych w liturgię słowa i procesję z darami, które mogłaby nieść cała rodzina. – Ważna jest także życzliwa obecność duszpasterzy pośród wiernych np. po Mszy św. – wylicza.

„Warto zauważyć, że w niedzielnym zgromadzeniu liturgicznym jak w lustrze odbija się stan danej wspólnoty parafialnej. Kiedy więc patrzymy na prezbiterium w czasie niedzielnej Eucharystii, niejednokrotnie możemy odnieść wrażenie, że w Kościele zaangażowani są jedynie kapłani oraz dzieci i młodzież, zaś dorośli są jedynie biernymi odbiorcami. Szukając osób, które mogłyby się włączyć się w liturgię słowa warto zacząć od Parafialnego Zespołu Synodalnego. Być może znalazłaby się w nim ktoś, kto chciałby organizować grafik na poszczególne niedziele. W tego typu inicjatywach potrzeba bowiem kogoś, kto bezpośrednio będzie zachęcał konkretne osoby do podjęcia danej posługi” – dodaje.

Reklama

Dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego tarnowskiej kurii zaproponował także księżom przemyślenie przeniesienia na niedzielę niektórych spotkań przygotowujących do przyjęcia sakramentów.

„Warto przemyśleć tę kwestię zwłaszcza w odniesieniu do I Komunii św. W tygodniu większość rodziców ma duże trudności z dotarciem na spotkania w ramach przygotowań do tego sakramentu. Zazwyczaj przychodzi na nie tylko jeden rodzic, albo któryś z dziadków. Tymczasem przeniesienie tego spotkania na niedzielę np. raz w miesiącu być może zmobilizowałoby rodziców do wspólnego uczestnictwa we Mszy św. wraz z dziećmi, a zauważamy w tym względzie coraz większą absencję” – dodaje.

Przedstawione kapłanom inspiracje nie są zobowiązaniem, bo w parafiach wiele z tych rzeczy już jest realizowanych. „Każda parafia może jednak wykonać jakiś kolejny mały krok do przodu, który może okazać się wielkim skokiem w przeżywaniu niedzieli i niedzielnej Eucharystii. Zachęcam do takiej dyskusji podczas spotkań Parafialnego Zespołu Synodalnego. Może ona doprowadzi do wspólnego podjęcia przez kapłanów wraz ze świeckimi konkretnych małych kroków” – podkreśla.

KAI/awo

Reklama

CBOS: Polacy coraz bardziej akceptują rozwody

W ogólnych deklaracjach Polaków stosunek do rozwodów ewoluuje w kierunku coraz większej ich akceptacji, jednak akceptacja ta – jak wynika z badań CBOS – w większości przypadków nie jest bezwarunkowa, a samo zjawisko niezmiennie budzi w społeczeństwie wiele kontrowersji. Dwie trzecie badanych ma w swoim otoczeniu przynajmniej jedną rozwiedzioną osobę, a co dwunasty sam jest po rozwodzie. Odsetek osób, które zetknęły się z rozwodem w swoim najbliższym kręgu, maleje wraz ze wzrostem religijności.

Polub nas na Facebooku!

Zjawisko rozpadu małżeństw od wielu lat utrzymuje się w Polsce na stabilnym, aczkolwiek relatywnie wysokim poziomie, co przy spadku liczby zawieranych związków małżeńskich sprawia, że współczynnik liczby małżeństw zawartych do liczby rozwodów jest w ostatnich latach najmniej korzystny w historii. Średnio na trzy zawierane związki małżeńskie przypada jeden rozwód. Sytuacja ta powoduje, że zjawisko rozwodu nie jest obce większości Polaków.

Stosunek do rozwodów ewoluuje w kierunku coraz większej ich akceptacji. Osoby mające rozwodników w swoim najbliższym otoczeniu, a tym bardziej rozwiedzione, częściej niż ogół badanych przyzwalają na rozwiązanie małżeństwa bez względu na okoliczności i niemal powszechnie wyrażają przekonanie, zgodnie z którym liczy się przede wszystkim osobiste szczęście człowieka i jeśli małżeństwo nie jest szczęśliwe, powinno się rozwieść i próbować ułożyć sobie życie na nowo – podaje Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS).

Okazuje się, że zdecydowana większość dorosłych Polaków (67%) ma w swoim otoczeniu przynajmniej jedną osobę, która jest rozwiedziona. Znajomość takich osób jest tym częstsza, im wyższy poziom wykształcenia badanych, większa miejscowość zamieszkania i rzadsze uczestnictwo w praktykach religijnych. Relatywnie częściej niż inni znajomość osób rozwiedzionych deklarują także osoby o najwyższych dochodach per capita, badani w wieku od 35 do 44 lat, a w grupach społeczno-zawodowych – kadra kierownicza oraz specjaliści wyższego i średniego szczebla.

Ci, którzy mają w swoim otoczeniu osoby rozwiedzione, w większości twierdzą, że po rozwodzie jest ktoś z ich dalszych znajomych lub sąsiadów (64%). Niemal trzy piąte ma takie osoby wśród dalszych krewnych (58%) oraz w gronie najbliższych przyjaciół lub znajomych (57%). Z kolei dwie piąte (40%) deklaruje, że po rozwodzie jest ktoś z ich najbliższej rodziny (rodzice, rodzeństwo, dzieci) lub ktoś z rodziny męża/żony czy partnera/partnerki (37%). Co dziewiąty z tej grupy badanych sam jest rozwiedziony (11%), a co czternasty żyje aktualnie w związku z osobą rozwiedzioną (7%).

Odnosząc powyższe dane do ogółu badanych można stwierdzić, że ponad dwie piąte dorosłych Polaków zetknęło się z rozwodem wśród swoich dalszych znajomych lub sąsiadów (42%), a niewiele mniej do grona osób rozwiedzionych może zaliczyć kogoś spośród swojej dalszej rodziny (38%) lub najbliższych przyjaciół i znajomych (38%). Mniej więcej jedna czwarta osoby rozwiedzione ma wśród członków najbliższej rodziny (27%) lub w rodzinie swojego męża/żony czy partnera/partnerki (24%). Co dwunasty dorosły Polak deklaruje, że sam jest rozwiedziony (8%), a 4% stanowią ci, których obecny mąż/żona lub partner/partnerka są po rozwodzie.

Łącznie ponad połowę badanych (52%) stanowią osoby, które zetknęły się z rozwodem w swoim najbliższym kręgu – same są po rozwodzie albo rozwiódł się ktoś z ich najbliższej rodziny lub przyjaciół. Odsetek tych osób jest tym wyższy im wyższe ich wykształcenie, dochód per capita, pozycja zawodowa i wielkość miejscowości zamieszkania, natomiast maleje wraz ze wzrostem religijności. Z kolei nieposiadanie osób rozwiedzionych w najbliższym gronie rodzinno-przyjacielskim najczęściej deklarują osoby najmłodsze – mające nie więcej niż 24 lata (73%), o najniższym poziomie wykształcenia (67%), najbardziej zaangażowane w praktyki religijne (64%) oraz badani mieszkający na wsi (60%). W grupach społeczno-zawodowych są to głównie uczniowie i studenci (74%) oraz rolnicy (63%).

Osoby, które same się rozwiodły lub mają rozwodników w gronie swojej najbliższej rodziny i/lub przyjaciół, CBOS zapytał o ich obserwacje i doświadczenia związane z przebiegiem rozwodów osób z ich najbliższego otoczenia. Większość z nich nie ma wątpliwości co do tego, że decyzja o rozwodzie najczęściej była słuszna (63% wskazań). Rozwody – w ocenie badanych – zazwyczaj przebiegały sprawnie i bez większych trudności (61%), najczęściej też udawało się uniknąć poważnych konfliktów związanych z podziałem majątku, opieką nad dziećmi itp. (56%).

Wyraźnie mniej jednoznacznie wypada jedynie akceptacja stwierdzenia, że w większości przypadków byli małżonkowie utrzymują ze sobą poprawne relacje. Zgadza się z nią 42% badanych, a 45% wyraża opinię przeciwną. Co czwarta osoba przyznaje, że rozwodom, które są jej znane, zazwyczaj towarzyszyły poważne konflikty na tle majątkowym lub związane z podziałem opieki nad dziećmi (26%), a co piąta nie może przyznać na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji, że rozwody zazwyczaj przebiegały sprawnie i bez większych trudności (20%). Niemal taki sam odsetek stanowią ci, którzy w ogóle kwestionują zasadność rozwodów w większości znanych im przypadków (19%).

Osoby mające w swoim najbliższym otoczeniu rozwodników oraz będące po rozwodzie istotnie częściej niż ogół badanych, a tym bardziej niż ci, którzy deklarują, że nie znają osób rozwiedzionych, podzielają stwierdzenie, że jeśli w małżeństwie nie ma dzieci, to lepiej się rozwieść, niż żyć w nieudanym związku, oraz że jeśli człowiek nie jest szczęśliwy w danym związku, to powinien się rozwieść i próbować ułożyć sobie życie na nowo. Rzadziej z kolei wyrażają przeświadczenie, że rozwody są złe i zawsze należy walczyć o związek małżeński, rozwody są grzechem i należy trwać w związku pomimo występujących problemów oraz że rozwody czynią spustoszenie w życiu dzieci, dlatego nawet jeśli rodzice nie potrafią się porozumieć, powinni pozostać w związku dla dobra dzieci.

Również deklarowane przyzwolenie na rozwód jest różne w zależności od osobistych doświadczeń w tym względzie. Ogólny wskaźnik przyzwolenia na rozwody mierzony na skali od 0 do 9, gdzie 0 oznacza brak przyzwolenia na rozwody w każdej z dziewięciu przedstawionych sytuacji, a 9 – zgodę na rozwód we wszystkich zaprezentowanych okolicznościach, najwyższą wartość przyjmuje dla respondentów rozwiedzionych (5,77), następnie dla mających w swoim bliskim gronie osoby po rozwodzie (5,37), a najniższą dla badanych, którzy deklarują brak takich osób w swoim otoczeniu (4,69).

Rozwiedzeni zdecydowanie częściej niż ogół badanych wyrażają przyzwolenie na rozwody w sytuacji choroby wenerycznej jednego z małżonków (52% wobec 35%), niezgodności charakterów (65% wobec 49%), niedobrania seksualnego (62% wobec 47%) oraz opuszczenia rodziny przez jednego z małżonków (92% wobec 81%).

KAI/kh

Reklama

Reklama
Share via