Nasze projekty
ks. Piotr Brząkalik

Zamieszkać razem

Komentarz do niedzielnej Ewangelii (Mt 1,18-24) autorstwa ks. Piotra Brząkalika.

Reklama

„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: "Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów". A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: "Bóg z nami". Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1,18-24).

 

Zamieszkać razem

Reklama

Radość świętowania jest już w drzwiach, za progiem. W Adwentowym Kalendarzu pozostało jeszcze tylko jedno okienko z czekoladką w nagrodę za roratnie czekanie. I na finiszu tego czekania słuchamy mateuszowego zapisu, jak to było z narodzeniem Jezusa. A jak słyszymy z tego opisu, z narodzeniem Pana Jezusa, jeszcze przed narodzeniem, wcale nie było tak sielankowo. U początku tych narodzin jest jedna wielka niepewność. Niepewność Józefa, wszak Ta, którą zaślubił, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną. I niepewność Maryi, bo On miał prawo, mógł, a nawet zamierzał oddalić Ją potajemnie… nim zamieszkali razem.

 

„Zamieszkać razem”, ten pełny stałości i bardzo ciepły zwrot jeszcze do niedawna był synonimem, najkrótszym opisem małżeństwa. Ileż piękna i trafności jest w tych dwóch słowach: „zamieszkać razem”, to innymi słowy dzielić, podzielić się przestrzenią swojego życia w całości. Dzielić, podzielić się, nie wynająć jakiejś tylko jego części, tylko uczuć, tylko pragnień, planów na krótką przyszłość.   

Reklama

 

„Zamieszkać razem”, to znaczy, że wszystko, co do tej pory było osobne, tylko twoje i moje, uznajemy wzajemnie za swoje. To oznacza też wspólność własności: domu, kłopotów, nadziei, słabości, choroby, życiowych konsekwencji, a nawet grzechu, ale też i nadziei, spełnienia, szczęścia.

 

Reklama

Ten prosty, lapidarny i w swej banalności piękny opis małżeństwa słyszany dziś, w kontekście nie najłatwiejszych, zachmurzonych niepewnością i niepokojem początków wspólnego życia Józefa i Maryi, nabiera szczególniejszego znaczenia właśnie dziś, kiedy powodzeniem cieszą się luźne związki, tzw. partnerskie związki. I nie sposób w tej logice „zamieszkania razem” nie odczytać przypomnienia, że w małżeństwie nic się nie dzieje luźno, chwilowo, czasowo, przelotnie.

 

Bo „zamieszkanie razem” to zupełnie co innego niż tylko pomieszkiwanie, wynajęcie pokoju, stancji. Pierwsze oznacza stałość, a drugie czasowość.

 

Może to dlatego takie wzięcie mają wszelkie luźne i partnerskie związki, że wszystko, co nas otacza jest już tylko czasowe, tymczasowe, kadencyjne, o określonej trwałości i z nie najdłuższą gwarancją. Jak to dobrze, że dla Józefa „zamieszkanie razem” okazało się ważniejsze niż jego własna sprawiedliwość, i samousprawiedliwienie legalnością wobec prawa.

 

Przy okazji Józef daje nam milczącą, ale wyrazistą lekcję. Po pierwsze podejmowania decyzji, gdzie w grę wchodzi przyszłość nie tylko swoja, dobro nie tylko swoje, po namyśle, dogłębnym namyśle, nie pochopnie, w emocjach, „w gorącej wodzie kąpanym”. Po drugie, podejmowania decyzji w perspektywie dalszej niż teraźniejszość i szerszej niż tylko dobro własne. I po trzecie, bez przekonania, że nie wszystko musi być oczywiste, jasno zrozumiałe, bez niedomówień i wątpliwości. I po czwarte, ze zgodą na to, że ważniejsze jest dobro wspólne, i to, co stałe, trwałe.

 

Józef bez jednego słowa przypomina nam też, o czym chyba coraz częściej zapominamy, że warto czasem nie skorzystać z przysługującego sobie prawa dla większego dobra, nawet, jeśli na początku to dobro jest mało czytelne. I warto też nie tłumaczyć przysługującym sobie prawem dbałości jedynie o swoje dobro.

 

Dobrze jest umieć od czasu do czasu zrezygnować z dbałości o swoją sprawiedliwość, nawet dobrego imienia i przysługującego sobie prawa dla dobra większego niż swoje własne. Tyle tylko, że do tego trzeba namysłu, nie pochopności, delikatności serca, a nie tylko logiki umysłu.

 

Namysłu i delikatności serca, niestety coraz częściej, jak na lekarstwo.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite