Za wszelką cenę

Pracuje w mediach, bo wszyscy wokół mówili, że ma do tego talent. Dołożyła pracowitość. Kiedy miała przeskoczyć kolejny szczebelek na ścieżce kariery – dramatycznie zabrakło pewności siebie. Deficyt znikał po lampce wina. Potem po dwóch, trzech, kilku, kto by tam liczył. O spotkaniu, które przerwało ten ciąg opowiada Marta, dziennikarka, lat 32.

Joanna
Maleńka
zobacz artykuly tego autora >

W mojej pierwszej pracy, na II roku studiów, po pierwszym miesiącu miałam wrażenie, że najtrudniejsze, co mnie w niej spotyka, to nadążyć za moimi szefami w… piciu. W taki sposób, aby jednocześnie nie wypadać z omawianych poważnych tematów po – mojej jednej a ich kilku – lampkach koniaku, wina czy czegokolwiek, co tam się jeszcze pojawiało w tle.

Na szczęście nie próbowałam z nimi ścigać się na mocne głowy a oni szybko zauważyli, że pożytku ze mnie nie będzie, jeśli na spotkaniach służbowych będą i mnie do picia namawiać. Dali spokój. Pięć lat później, pracując w innej redakcji zupełnie innego pisma, usłyszałam od redaktorki, którą podziwiałam: "Po lampce wina cudownie mi się pracuje". To zdanie i błogi uśmiech na twarzy tej pięknej kobiety nie wiedzieć czemu wróciły mi przed oczy, kiedy parę lat później w kolejnej redakcji stanęłam przed wyzwaniem, moim zdaniem ponad moje siły. Z drugiej strony – bardzo chciałam spróbować. Z trzeciej strony – nie mogłam odmówić, bo zlecenie dostałam od naczelnego, i już.

Żeby napisać zlecony reportaż, musiałam rozmawiać z kilkunastoma osobami, z których kilka to takie sławy, że w rozmowie z nimi – wcześniej pracowałam w dziale miejskim, później na stanowisku, na którym nie musiałam sama kontaktować się z bohaterami tekstów – łamał mi się głos po pierwszym "dzień dobry". Miałam do wyboru: albo nawalę, albo zwariuję z napięcia, albo coś wymyślę. "Po lampce wina świetnie mi się pracuje" – właśnie wtedy wróciło mi to zdanie. Wypiłam lampkę, i drugą – pierwsza rozmowa poszła świetnie. Przed kolejną więc – znów. I tak przez trzy tygodnie pracy nad trudnym tekstem, od którego zależało moje być albo nie być w tej redakcji. Wypiłam w tym czasie więcej niż przez poprzedzające ten tekst dwa lata. Może nawet trzy. Nigdy nie zwracałam większej uwagi na to, ile piję, bo nigdy to nie był temat numer 1 (choć abstynentką nie byłam). Tekst został przyjęty, wskoczyłam z nim szczebelek wyżej w redakcyjnej hierarchii. Ego podbudowane, kolejna butelka otwarta, bo przecież było co świętować.

Za wszelką cenę

Był jeszcze facet poznany na jednym z portali randkowych. Na jednym z portali, bo wcześniej mocno zawiedziona miłość: zakochany po uszy okazał się – mówiąc dyskretnie – mieć zobowiązania.  Po trzech miesiącach niemal codziennych spotkań z tym z portalu, przegadanych na lanczach, śniadaniach albo do zamknięcia lokalu kolacjach – okazał się kimś owszem, zauroczonym, ale niezobowiązująco jednak, bo… , powtórka z rozrywki. Lampka – chciałabym napisać, ale chcąc być szczerą: butelka – wina wydawała się ratunkiem przed totalnym załamaniem. W życiu osobistym.

W zawodowym też była ratunkiem. Prosty sposób na zbicie stresu, zabicie smutku i rozczarowania, uwolnienie błyskotliwej riposty, poczucia humoru – tak bardzo cenionych przez kolejnych rozmówców do kolejnych tekstów. Przez wiele miesięcy sprawdzał się doskonale.

Tyle że ja z miesiąca na miesiąc coraz bardziej czułam się tak, jakby jedna część mnie pięła się w górę, druga – wciąż skulona ze strachu – została gdzieś daleko z tyłu.

Ani się obejrzałam, pić zaczęłam, żeby w ogóle móc żyć w tym świecie, do którego tak aspirowałam, a z czasem – w ogóle żyć. Dotąd wszystko pięknie, elegancko i nie sprawiało kłopotów. Aż zaczęły się kłamstwa, bo… a to  nie mogłam iść na spotkanie, a to do pracy, na imprezę nawet. Straciłam całkowicie kontrolę nad swoim piciem. Wymówki, izolacja, zacieranie śladów, pogłębiająca się samotność, rozpacz, bezsilność i świadomość, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć, bo stracę wszystko.

Nie chcę opisywać prób walki z nałogiem, obietnic, jakie sobie składałam, dni, kiedy leżałam bez siły, nie mogąc iść nie tylko do pracy, ale w ogóle wyjść z domu po coś do jedzenia. O roku, dwóch, prawie trzech – które nie wiadomo kiedy minęły. O tym, że moje koleżanki zdążyły wyjść za mąż, albo wyjść z małżeństwa, urodzić dziecko i nawet nauczyć je chodzić. Nie wiem, kiedy minęły te dni, bo ja wciąż myślałam: "jutro o tym pomyślę", albo: "nie mam siły o tym teraz myśleć",  a żeby nie myśleć, piłam.  Byłam za dobra w pracy i zbyt pozbierana w życiu (pozornie, bo ilość nieodebranych awizo, zaniedbanych płatności, spóźnionych reakcji na to i owo mogłabym zgłosić do księgi rekordów Guinessa), żeby komuś chciało się zauważyć, że coś jest nie tak. Każdy patrzy w swój monitor, każdy leci za swoim motylem, zdobywa swoje góry – nie ma kiedy zauważyć, że drugi zdycha co wieczór i co rano. A jeśli nawet – znaleźć sposób, by się zatroszczyć i pomóc, skoro sam nie prosi. Raz czy dwa poszłam na spotkania AA, dziwnie się tam czułam. Potem znów ze trzy razy, do innej grupy. I na terapię trzy razy w tygodniu po trzy godziny. Mili ludzie, ale i ich nie chciałam oszukiwać: nie umiałam przestać pić.

Himalaje poczucia winy. Kiedyś chodziłam do kościoła, jak się zaczęło z tym piciem na ostro, przestałam. Żeby i Bogu nie ściemniać. Zostałam sama. Pojawiły się myśli, żeby z tym skończyć raz na zawsze. Ciemność. Opuszczenie. Bo wciąż piłam sama i wciąż nikt o tym nie wiedział. A jak ktoś coś być może zauważył – udawał że nie widzi, skoro ja nic nie mówiłam. Zresztą po co miałby widzieć? Co miałby z tym widzeniem zrobić? Najpierw elegancka samotność szybko więc zmieniła się w bezradność w pijackim widzie.

Za wszelką cenę

Na ostrym kacu, któregoś z kolei takich ranków, trzęsąc się od dreszczy pod kołdrą, myśląc o tym, że czas ze sobą skończyć, bo nie ma ratunku, zobaczyłam coś dziwnego: że Jezus siada na brzegu mojego łóżka, poprawia kołdrę i po prostu ze mną jest. Nie robi wyrzutów, nie mówi, że wszystko zmarnowałam, że zniszczyłam swoją szansę, że zawiodłam i nic już ze mnie nie będzie. Nie mówi nic, ale jest i ucisza rozpacz we mnie. To było tak dojmujące i tak realne, że ten dzień spędziłam wprawdzie w łóżku, ale już nie myśląc o śmierci, a tylko o tym, aby się wyspać.

Rano umyłam się, ubrałam, zadzwoniłam do znajomego księdza, prosząc o spowiedź. Potem Msza, śniadanie. Potem praca, obiad, praca i kolacja. Potem walka ze sobą, by po byle stresie nie polecieć po kieliszek, ale po pierwszym i drugim trudnym wytrzymaniu "na stopie", po kilku nieudanych z mojej strony, udanych z Jego interwencjach (biegłam do sklepu zawsze czynnego – a tam przyjęcie towaru, więc zamknięty; innym razem – napis na drzwiach: zaraz wracam), podjęłam decyzję: nie piję.  Poszłam na adorację przy Placu Zbawiciela w Warszawie i powiedziałam: Jezu, dziękuję Ci, że mną nie wzgardziłeś, kiedy ja sama sobą byłam załamana. Jeśli  chcesz, żebym żyła i żebym żyła inaczej, poprowadź mnie, bo ja nie wiem jak. I nie wiem, jak wiedzieć, że to Ty mnie prowadzisz, więc weź to pod uwagę, proszę..

To było osiem miesięcy temu. W tym czasie zdarzyła mi się jedna wpadka. Nie piję. Jak mam słabszy dzień, czytam wywiady ze Stanisławą Celińską. A ostatnio świetną książkę Caroline Knapp: Picie. Opowieść o miłości – dla mnie nie tyle o piciu, co demaskująca styl życia, którego mi lepiej się wystrzegać, bo do picia mnie prowokuje. Zaczynam terapię ponownie, tym razem połączoną z indywidualną. Uwierzyłam, że komuś zależy na mnie bardziej niż wszystkim innym, łącznie ze mną samą. Nawet jeśli inni myślą, że tamtego dnia, kiedy Jezus poprawiał mi kołdrę, mi się przywidziało. Ale nigdy nie czułam się tak zaakceptowana. I tak przez nikogo zaskoczona prostą miłością. Wystarczyło, by znaleźć sens do… jeszcze nie wiem dokładnie do czego, ale na pewno do życia.

 

 
Wesprzyj nas

Joanna Maleńka

Zobacz inne artykuły tego autora >
Joanna
Maleńka
zobacz artykuly tego autora >

Franciszek: ewangelizacja to nie spokój, lecz udręki

- Trudności i cierpienia są częścią dzieła ewangelizacji i jesteśmy powołani, aby znaleźć w nich okazję do sprawdzenia autentyczności naszej wiary i naszej relacji z Jezusem - powiedział papież Franciszek w rozważaniu poprzedzającym dzisiejszą modlitwę „Anioł Pański” na placu św. Piotra w Watykanie

 

– Musimy uważać te trudności za szansę, aby być jeszcze bardziej misyjnymi i wzrastać w tej ufności ku Bogu, naszemu Ojcu, który nie opuszcza swoich dzieci w godzinie burzy – dodał Ojciec Święty.

 

Wskazał, że posłanie uczniów przez Jezusa „nie gwarantuje im sukcesu, podobnie jak nie stawia ich z dala od niepowodzeń i cierpień. Muszą brać oni pod uwagę zarówno możliwość odrzucenia, jak i prześladowania”. Uczeń bowiem „jest wezwany do upodobnienia swojego życia do Chrystusa, który był prześladowany przez ludzi, zaznał odrzucenia, opuszczenia i śmierci na krzyżu”. – Nie ma misji chrześcijańskiej pod znakiem spokoju – stwierdził Franciszek. A jednocześnie „przeżywając trudności chrześcijańskiego świadectwa w świecie, nigdy nie jesteśmy zapomniani, ale zawsze wspierani życzliwą troską Ojca”.

 

Papież zaznaczył, że „prześladowania chrześcijan mają miejsce również w naszych czasach”. – Módlmy się za naszych braci i siostry, którzy są prześladowani i chwalmy Boga, ponieważ, pomimo tego, nadal odważnie i wiernie świadczą o swojej wierze. Niech ich przykład pomaga nam, byśmy bez wahania zajmowali stanowisko na rzecz Chrystusa, świadcząc o Nim mężnie w sytuacjach dnia powszedniego, nawet w sytuacjach pozornie spokojnych. W istocie bowiem jakąś formą próby może być także brak wrogości i udręk. Także w naszych czasach Pan posyła nas nie tylko jak „owce między wilki”, ale także jak straże pośród ludzi, którzy nie chcą być przebudzeni z odrętwienia światowego, pomijającego słowa Ewangelicznej prawdy, budując sobie własne ulotne prawdy – mówił Franciszek.

 

Zauważył, że w tym wszystkim Jezus ciągle nam mówi, tak jak mówił uczniom swoich czasów: „Nie bójcie się!”. – Nie bójcie się, tego kto was wyśmiewa i źle was traktuje, nie bójcie się tego, kto was nie zna, lub kto z pozoru was szanuje, a za plecami zwalcza Ewangelię. Jezus nie zostawia nas samych, ponieważ jesteśmy dla Niego cenni – stwierdził papież.

 

Podkreślił, że „w dawaniu świadectwa wierze nie liczą się sukcesy, ale wierność Chrystusowi”.


st, pb (KAI) / Watykan

Katolicka Agencja Informacyjna

Jutro Niedziela – XII zwykła A

Prawdziwa odwaga: wiedz, czego bać się trzeba. I zaufaj Panu

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Choć ani razu nie pojawia się ten wyraz, dzisiejsza Liturgia Słowa mówi o odwadze. Prawdziwa odwaga nie polega na tym, by nie bać się niczego. Przeciwnie, by wiedzieć, czego się bać: Bójcie się… Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.

To mocne zdanie wprowadza perspektywę, z poziomu której rzeczywiście nie trzeba bać się tych, którzy zabijają ciało, choć duszy zabić nie mogą. To wielkie pocieszenie Jezusa znajduje potwierdzenie w doświadczeniu Jeremiasza i psalmisty: choć znajdowali się w sytuacji beznadziejnej, choć byli prześladowani przez ludzi – nigdy nie zatracili nadziei, bo zaufali Panu.

Zaufać Panu to być nieustraszonym.

 

NALEŻY WIEDZIEĆ


Dwunasta niedziela zwykła • Rok A KOLEKTA: Modlimy się, aby Bóg obdarzył nas ustawiczną bojaźnią i miłością do Jego imienia • CZYTANIA: Księga Jeremiasza 20,10-13 Psalm 69,8-10.14.17.33-35List do Rzymian 5,12-15Ewangelia wg św. Mateusza 10,26-33

 

CHMURA SŁÓW

Najczęściej w dzisiejszym Słowie powtarza się uspokajające pocieszenie PANA (7): NIE BÓJCIE SIĘ (4). Liturgia Słowa zatem, mimo że mówi o sytuacji beznadziejnej – ŚMIERCI (4) jest optymistyczna, daje nadzieję, nadzieję ostateczną. Ta nadzieja wybrzmiewa przede wszystkim u św. Pawła: dzięki JEDNEMU (3) GRZECH (4) WSZYSTKICH (4) będzie pokonany.

Jutro Niedziela - XII zwykła A

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst I czytania

Czytanie z Księgi Jeremiasza

(Jr 20,10-13)

Słyszałem oszczerstwo wielu: Trwoga dokoła! Donieście, donieśmy na niego! Wszyscy zaprzyjaźnieni ze mną wypatrują mojego upadku: Może on da się zwieść, tak że go zwyciężymy i wywrzemy swą pomstę na nim! Ale Pan jest przy mnie jako potężny mocarz; dlatego moi prześladowcy ustaną i nie zwyciężą. Będą bardzo zawstydzeni swoją porażką, okryci wieczną i niezapomnianą hańbą. Panie Zastępów, Ty, który doświadczasz sprawiedliwego, patrzysz na nerki i serce, dozwól, bym zobaczył Twoją pomstę nad nimi. Tobie bowiem powierzyłem swą sprawę. Śpiewajcie Panu, wysławiajcie Pana! Uratował bowiem życie ubogiego z ręki złoczyńców.

Oto Słowo Boże

[01][02]

 

PIERWSZE CZYTANIE

Modlitwa Jeremiasza Jr 20,10-13

KSIĘGA: Jeremiasza • AUTOR: Jeremiasz CZAS POWSTANIA: ok. 626-587 r. przed Chr.

KATEGORIA: modlitwa • MIEJSCE: Jerozolima • CZAS: 609-605 r. przed Chr., czasy Jojakima  • BOHATER: Jeremiasz • WERSJE: brak


Pod względem liczby słów to najobszerniejsza księga Starego Testamentu. Zawiera aż 52 rozdziały. Podobnie jak Księga Izajasza i inne księgi prorockie, nosi nazwę jej głównego bohatera – Jeremiasza. Usłyszymy fragment, który jest modlitwą Jeremiasza. Jak dowiadujemy się z poprzedzających wersetów, na dziedzińcu domu Pańskiego Jeremiasz przepowiedział nieszczęście, które przyjdzie na miasto, gdyż jego mieszkańcy nie słuchają Boga. W efekcie kapłan Paszchur poddał chłoście i uwięził Jeremiasza.

Modlitwa Jeremiasza Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść (Jr 20,7-18) umieszczona jest właśnie w tym kontekście. To głęboka skarga proroka, który ciągle doświadcza trudności podczas swojej posługi: Słowo Pańskie stało się dla mnie codzienną zniewagą i pośmiewiskiem – skarży się. Jeremiasz narzeka Bogu na oszczerstwa i na zapowiedzi zemsty – a przecież ich powodem jest to, że głosi Jego słowo.

Modlitwa Jeremiasza to nie tylko lament. To wyznanie nadziei w sytuacji z pozoru beznadziejnej: prześladowcy ustaną i nie zwyciężą mówi Jeremiasz.

 

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Psalmu

(Ps 69,8-10.14.17.33-35)

REFREN: W dobroci Twojej wysłuchaj mnie, Panie

Dla Ciebie bowiem znoszę urąganie, hańba twarz mi okrywa. Dla braci moich stałem się obcym i cudzoziemcem dla synów mej matki.

Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera i spadły na mnie obelgi złorzeczących Tobie. Lecz ja, o Panie, modlę się do Ciebie w czas łaski, o Boże.

Wysłuchaj mnie, Panie, bo łaskawa jest Twoja miłość, spojrzyj na mnie w ogromie swego miłosierdzia. Patrzcie i cieszcie się, ubodzy, niech ożyje serce szukających Boga.

Bo Pan wysłuchuje biednych i swoimi więźniami nie gardzi. Niech Go chwalą niebiosa i ziemia, morza i wszystko, co w nich żyje.

[01][02]

 

PSALM

Skarga i pewność  Ps 69, 8-10.14.17.33-35

PSALM 69 • AUTOR: ?  • CZAS POWSTANIA: ?


Psalm 69 to w rzeczywistości synteza dwóch różnych lamentacji o podobnej strukturze: każda najpierw przedstawia skargę, która przeradza się w modlitwę. Skąd o tym wiemy? Znawcy języka oryginalnego poznają to po dwóch różnych rytmach ukrytych w psalmie. Ci, którzy nie znają hebrajskiego, też z łatwością wychwycą różnicę, gdyż każda lamentacja ma odrębną tematykę.

Pierwsza skarga dotyczy człowieka, który ugrzązł w mule topieli (wersety 2-7). Jego modlitwa rozpoczyna się w wersecie 14: Wyrwij mnie z bagna! To obraz przytłoczenia  sytuacją bez wyjścia. Co to za sytuacja? To tzw. wody piekielne, fale śmierci. Innymi słowy, bohatera lamentacji opanował grzech (czy tylko pokusa?) Druga skarga to lament zhańbionego (wersety 8-13). Modlitwa, która wypływa z tej skargi, rozpoczyna się w od wersetu 17: Ty znasz moją hańbę, mój wstyd i mą niesławę. Tu winna jest nie sytuacja, nie grzech, lecz ludzie. Bohater pozostaje bez winy.

Usłyszymy pojedyncze wersety pochodzące z obu lamentacji, raz ze skarg, raz z modlitw. Jednak ich dobór wskazuje raczej na drugą z sytuacji: lamentację człowieka hańbionego, słyszącego obelgi.

 

ZWRÓĆ UWAGĘ


Bo gorliwość o dom Twój mnie pożera – te słowa psalmu 69 są proroctwem, które wypełniło się w świątyni jerozolimskiej, kiedy Jezus powyrzucał stamtąd bankierów oraz sprzedawców. Jak czytamy u Św. Jana: Uczniowie Jego przypomnieli sobie, ze napisano: “Gorliwość o dom Twój pochłonie mnie”. U synoptyków znajdujemy w tym opisie odniesienie do innego proroctwa, pochodzącego z księgi proroka Izajasza: Mój dom będzie domem modlitwy.

 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst II czytania

Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Rzymian

(Rz 5,12-15)

Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli... Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu się jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa. A przecież śmierć rozpanoszyła się od Adama do Mojżesza nawet nad tymi, którzy nie zgrzeszyli przestępstwem na wzór Adama. On to jest typem Tego, który miał przyjść. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem jak z darem łaski. Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa.

Oto Słowo Boże

[01][02]

 

DRUGIE CZYTANIE

Pokonany grzech  Rz 5,12-15

KSIĘGA: List do Rzymian · NADAWCA: św. Paweł · SKĄD: Korynt · DATA: 57-58 · ADRESACI: mieszkańcy Rzymu


Paweł jeszcze nie znał Rzymu, kiedy pisał do jego mieszkańców. Przybył tam dwa lata po powstaniu tego listu. List ma charakter wykładu teologicznego, choć często jest polemiczny. Liczne pytania stawiane przez Apostoła Narodów, na które potem odpowiada, to prawdopodobnie prawdziwe wątpliwości i oskarżenia rzucane przez oponentów pod jego adresem.

Treścią listu jest usprawiedliwienie z wiary. Najczęściej Paweł przywołuje właśnie pojęcie usprawiedliwienia. Najpierw pisze o powodach osamotnienia, grzechu człowieka i o wybawieniu z niego przez Chrystusa. W końcowej części podejmuje temat ostatecznego zbawienia Izraela, wreszcie następują praktyczne upomnienia.

Fragment, który usłyszymy, to zakończenie pierwszej części, syntetycznie mówiącej o przyczynach grzechu i śmierci, słowa istotne dla zrozumienia grzechu pierworodnego: przez jednego, Adama, grzech stał się udziałem wszystkich. W analogiczny sposób, przez Jednego – na wszystkich, przychodzi jednak również zwycięstwo nad grzechem, obfitość łaski, usprawiedliwienie.

 

CZY WIESZ, ŻE…


Oto werset, który według Soboru Trydenckiego zawiera naukę o grzechu pierworodnym: Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli…

 

TRANSLATOR


 

Wybierz 02, aby zobaczyć tekst Ewangelii

Słowa Ewangelii według św. Mateusza

(Mt 10,26-33)

Jezus powiedział do swoich apostołów: Nie bójcie się ludzi. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie na świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach! Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.

Oto Słowo Pańskie

[01][02]

 

EWANGELIA

Duszy zabić nie mogą • Mt 10,26-33

EWANGELISTA: św. Mateusz • CZAS POWSTANIA: po 70 r.

KATEGORIA: mowa • MIEJSCE: Galilea CZAS: ok. 33 r. BOHATER: Jezus • SŁUCHACZE: apostołowie • Wersje: Łk 12,2-9


Po okresach Wielkiego Postu i Wielkanocnym wracamy do okresu zwykłego. A to oznacza, że przed nami systematyczna lektura Ewangelii wg św. Mateusza. Oto rozdział 10. Po Kazaniu na Górze (rozdziały 5-7) Jezus rozpoczyna głoszenie Ewangelii. Rozdziały 8 i 9 obfitują przede wszystkim w opisy uzdrowień. Jezus powołuje też Mateusza pierwszych czterech apostołów powołał jeszcze przed wygłoszeniem Kazania na Górze. Rozdział 10 to mowa, którą Jezus rozsyła dwunastu apostołów.

Usłyszymy fragment tej właśnie mowy. Następuje on po ostrzeżeniu przed prześladowaniami: Będą was wydawać sądom… Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. To ostrzeżenie nie jest jednak straszeniem, przeciwnie, pełne jest nadziei: Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

W podobnym świetle, w świetle nadziei, warto odczytywać fragment, który usłyszymy. Jezus mówi o prawdziwej odwadze: objaśnia, czego nie warto się bać, ale jednocześnie oznajmia, czego bać się trzeba.

 

TRANSLATOR


Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć (Mt 10,26) • Dosłownie: Nic bowiem jest zasłonięte, co nie będzie odsłonięte, ukryte, co nie będzie poznane

Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10,28) • Dosłownie: w Gehennie

Jesteście ważniejsi niż wiele wróbli (Mt 10,31) • W oryginale: Od wielu wróbli różnicie się

 

LINKI


Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą (Mt 10,28)

Ap 2,10: Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał. Oto diabeł ma niektórych spośród was wtrącić do więzienia, abyście zostali poddani próbie… Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia

1P 3,14: Nie obawiajcie się zaś ich groźby i nie dajcie się zaniepokoić. Pana zaś Chrystusa uznajcie w sercach waszych za Świętego…

Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie (Mt 10,32-33)

2Tm2,13: Jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze. Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć samego siebie

…przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie… (Mt 10,32)

Ap 3,5: Tak szaty białe przywdzieje zwycięzca i z księgi życia imienia jego nie wymażę. I wyznam imię jego przed moim Ojcem i Jego aniołami

 

WERSJE


W Ewangelii św. Łukasza mowa ta znajduje się w innym kontekście: już po powrocie uczniów z rozesłania. Jezus, zaproszony do jednego z faryzeuszów na obiad, wytknął obłudę im oraz uczonym w Piśmie. Zarzucił im hipokryzję i dbałość tylko o pozory. Ci starali się pochwycić Go na jakimś słowie. Po tej właśnie scysji z faryzeuszami Jezus ostrzega tłum przed kwasem, to znaczy obłudą faryzeuszów.

Różnica kontekstu jest więc podwójna: u Łukasza Jezus zwraca się do tłumów, a nie do wąskiego grona apostołów. Ostrzega przed faryzeuszami, a nie ogólnie przed ludźmi.

 

TRENDY


#TrwogaDokoła

Strażak boi się ognia, ale wchodzi do płonącego domu, by ratować ludzi. Zakochany boi się odrzucenia, ale drżąc, wyznaje miłość. Podwładny boi się przełożonego, ale narażając się na szykany, mówi mu jakąś trudną prawdę. Ileż takich sytuacji! Pamiętamy na pewno te chwile, w których udało się nam pokonać lęk i podjąć odważną, słuszną decyzję. Długo bolą porażki – kiedy strach nas sparaliżował, zamknął usta lub zmusił do ucieczki. (ks. Tomasz Jaklewicz)

 

 

Zapewne każdy człowiek doświadcza różnych rodzajów bojaźni. Zna dręczące go nieraz obawy. Odbierają one człowiekowi poczucie bezpieczeństwa, tworzą atmosferę zagrożeń i odbierają radość życia. Istnieją jednak i takie obawy, które człowieka napełniają respektem i szacunkiem wobec innych. Wzbudzają też poczucie odpowiedzialności i chronią przed destruktywnym „luzactwem”. W takim kontekście trzeba odczytać przesłanie Jezusa: „Bójcie się raczej tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle”. (ks. Jan Waliczek)

 

 

#NieBójcieSięLudzi

Jak się ktoś z ciebie śmieje zwłaszcza przy innych, jak ktoś obgaduje poza plecami, jak jest tak mściwy, że naprawdę nie można przewidzieć, co mu wpadnie do głowy, jak ma szerokie plecy i może załatwić coś nie po twojej myśli, jak ci wiecznie dokucza, narzekając i biadoląc, jak znajdzie się taki człowiek co jest przeciw tobie, to jesteś jak Jeremiasz albo jak psalmista. I nie tylko, że wtedy człowiek czuje się pokrzywdzony, ale i zaczyna się bać. A Jezus mówi: „Nie bójcie się ludzi”. (ks. Wojciech Węgrzyniak)

 

 

Wulgarni i agresywni kibice okazują się w indywidualnym spotkaniu przestraszonymi chłopcami, którym zabrakło oparcia w ojcu. Hałaśliwe zachowania pseudokibiców są rodzajem projekcji źródła lęku na świat zewnętrzny i sposobem pozbywania się tego lęku. Im mocniej ktoś podkreśla swą osobę, tym bardziej ma rozmyty obraz samego siebie. (Augustyn Pelanowski OSPPE)

 

 

#PoliczoneWłosy

Bóg jest najlepszym bilardzistą świata. (…) Pan Bóg ma sześć miliardów kulek bilardowych. I potrafi teraz tak pyknąć Krzyśka, żeby po rozmowie z tatą odbił się, wpadł na Ewę duchowo, Ewie znowu zmienił tor, potem Ewa tu na spowiedzi zareaguje jeszcze siłą kinetyczną rozmowy. (…) Mistrzowie uderzają nieraz kulkę w drugą stronę. (ks. Piotr Pawlukiewicz)

1/5
Jezu ufam Tobie, Eugeniusz Kazimirowski, 1934r., Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, Wilno
2/5
Wypędzenie przekupniów ze świątyni, El Greco, 1600r., National Gallery, Londyn
3/5
EcceHomo, o. Adam Chmielowski, 1881r., prezbiterium kaplicy sióstr Albertynek, Kraków
4/5
Dawid z głową Goliata, Caravaggio, 1607, Kunsthistorisches Museum, Wiedeń
5/5
Stacja X - Pan Jezus z szat obanażony, cykl Golgota Jasnogórska, Jerzy Duda-Gracz, 2000-2001r., klasztor o.o. Paulinów, Częstochowa
poprzednie
następne

 

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

Doktor nauk biblijnych, wykładowca KUL oraz WSD w Kielcach. Sekretarz czasopism biblijnych The Biblical Annals oraz Verbum Vitae. Uczestnik programów radiowych i telewizyjnych popularyzujących Biblię: W Namiocie Słowa, Szukając Słowa Bożego, Telewizyjny Uniwersytet Biblijny (Radio Maryja i Telewizja Trwam). Moderator Dzieła Biblijnego Diecezji Kieleckiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >
ROZMOWY

Wy też możecie nam pomóc!

Modlę się, aby nikt na świecie nie musiał doświadczać tego, co my w Aleppo. Współczucie i solidarność są nam potrzebne - mówi o. Ibrahim Alsabagh, proboszcz parafii w Aleppo

Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

Z o. Ibrahimem Alsabaghem, franciszkaninem, proboszczem rzymsko-katolickiej parafii św. Franciszka w Aleppo rozmawia Anna Wojtas

 

W Polsce toczy się dyskusja, także polityczna, jak pomagać uchodźcom. Przytaczane są w niej wypowiedzi księży z Aleppo jako argumenty za tym czy pomagać na miejscu, w Syrii, czy zapraszać uchodźców do siebie. Jakie jest Ojca zdanie? Co jest lepsze?

– Rzecz jest bardzo prosta, ale trzeba dokonać radykalnego wyboru związanego z naszą chrześcijańską wiarą. „Czyńcie to, co byście chcieli, żeby ludzie wam czynili”. Myślę, że ktoś, kto znajduje się w bardzo trudnym położeniu, myśli o pomocy, którą można mu przynieść. Zwłaszcza gdy jest to osoba, która ucieka od śmierci czy głodu, jest przestraszona, lęka się o swoje dzieci. Nie trzeba budować intelektualnej drabiny, trzeba stawiać szczeble działania. Nie należy mówić: to robimy, a tego nie; to jest lepsze, a tamto gorsze. Miłosierdzie jest radykalne. Polega na tym, że czynimy wszystko, co możemy zrobić.

O. Ibrahim Alsabagh | fot. Anna Wojtas

Dobry samarytanin opisany w Ewangelii św. Łukasza nie poświęcił się rozmyślaniom filozoficznym. Miał wolne serce. Pozwoliło mu to po prostu współczuć, zakasać rękawy, ubrudzić ręce i pomóc. Dwaj, którzy go poprzedzili patrzyli, przyglądali się, ale trzymali się z dala, pozostali obojętni. Samarytanin spojrzał, współczuł, zbliżył się, obmył rany – zaczął nieść pomoc.

Św. Łukasz potrzebuje trzynastu czasowników, by powiedzieć jak człowiek może pomóc drugiemu np. leżącemu na ulicy. Samarytanin nie oszczędzał ani czasu ani wysiłku, nie dbał o to, by się nie ubrudzić. Nie szczędził sił. Poświęcił się całkowicie człowiekowi okradzionemu, półnagiemu, na granicy życia i śmierci. Może powinniśmy tak samo postępować?

 

Jak przezwyciężyć lęk? Ojciec żyjąc w Aleppo ma chyba na to sposób? Co poradziłby tym, którzy chcieliby pomóc, ale boją się. Jak mogą pokonać własne bariery?

Nie pokonuję lęku, bo lęk istnieje, jest czymś nam przypisanym. Kiedy zdarzało się, że zasypiałem i właśnie wybuchała bomba – bałem się, rzucałem się w łóżku. I to we mnie tkwi. Lęk czujemy, ale nie możemy pozwolić, by nad nami zapanował.

Św. Piotr i Piłat – jeden bał się o swoje życie, drugi o swoją karierę. Jeden się zaparł Mistrza, drugi umył ręce i posłał Jezusa na śmierć. Jezus też się bał w Ogrodzie Oliwnym lecz zaczął się na klęczkach modlić i sprawił, że wola Boga wzięła górę nad jego ludzką wolą.

My nosimy nasze ludzkie lęki, ale zawierzamy je modlitwie. Prosimy Pana o łaskę i dzięki temu udaje się nam przekraczać nasze lęki. Doświadczamy tego, jak łaska Boża ciągle pozwala nam iść naprzód.

 

Ojciec dzieląc los swoich parafian w Aleppo okazuje im solidarność. Jak my katolicy w Polsce, możemy być solidarni z wami?

Dokonujemy wyboru Jezusa, który był bogaty ale dla nas stał się ubogim – jak mówi św. Paweł, żeby wzbogacić nas wszystkich swoim ubóstwem. My, idąc za przykładem Jezusa i zgodnie z duchowością św. Franciszka chcemy się wcielić w rzeczywistość cierpiących i współczuć z nimi w trudnych warunkach życia. Wszelkimi sposobami i środkami, które mamy staramy się służyć biednym – w wolności i szczerości serca.

Wy też możecie nam pomóc. Nade wszystko modlitwą! Modlę się co dzień, aby nikt tutaj w Polsce ani nigdzie indziej na świecie nie musiał doświadczać tego, co przeżywamy w Aleppo. Nie domagamy się od was, żebyście przeżywali to, co my przeżywamy ani żebyście znaleźli się w naszych warunkach ale współczucie – tak! Solidarność – tak! One są nam potrzebne, bo trzeba myśleć o biednych i o tym, jak naprawdę im pomóc. To jest coś, o co prosimy w imię człowieczeństwa, naszej ludzkiej natury i również w imię Jezusa.

 

Anna Wojtas

Anna Wojtas

Zobacz inne artykuły tego autora >
Anna Wojtas
Anna
Wojtas
zobacz artykuly tego autora >

“Ślady stóp”. Niezwykły film dostępny on-line

Ponad 200 000 pielgrzymów ze wszystkich zakątków świata przemierza każdego roku drogę do Santiago de Compostela. Zobaczcie film, po którym sami będziecie mieli ochotę wyruszyć w drogę

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

W styczniu 2017 roku w polskich kinach mogliśmy obejrzeć znakomity film “Ślady stóp” w reżyserii Juana M. Cotelo – twórcy Mary’s Land. Projekt był  realizowany na Szlaku Camino. Dzisiaj możecie go obejrzeć, nie wychodząc z domu.

 

Bardzo serdecznie zapraszamy do obejrzenia filmu online wspólnie z portalem Kino pod Aniołem

 

 

Dziesięciu ochotników wyrusza na starożytny szlak i decyduje się przejść 800 km w 40 dni. Zobaczcie, jak wygląda ten szlak i jak wyglądała realizacja filmu:

 


"Ślady stóp" - kadry z filmu

 

“Ślady stóp” to film drogi, który wciąga w przeżycia bohaterów, w ich wysiłek, ból i radość. Ekipa hiszpańskich filmowców z Juanem M. Cotelo (twórcą “Mary’s Land”) towarzyszyła pielgrzymom w trakcie ich wędrówki. Dzięki temu powstał autentyczny obraz prawdziwie przebytej drogi.

 

Juan Manuel Cotelo o filmie:

Moje pragnienie, by pójść na Camino, wzbudziły historie ludzi, którzy już przeżyli tę przygodę, mimo że żaden nie był w stanie zaspokoić mojej ciekawości w tym temacie. Kiedyś usłyszałem: „Nie umiem tego wyjaśnić, musisz to przeżyć,  to osobiste, intymne doświadczenie. Nie ma dwóch takich samych pielgrzymów”.

Podejrzewam, że gdybym miał to zaplanować, to nigdy bym nie poszedł.  Okazja nadarzyła się niespodzianie, kiedy otrzymałem maila:  „Szukamy  firmy producenckiej, która zechciałaby zrobić film o  naszej pielgrzymce. Wyruszamy na trzy tygodnie z Arizony. Rozmawialiśmy już z firmami w Los Angeles i Nowym Jorku, ale powiedzieli „nie”…  bo  to czyste szaleństwo. Co sądzicie?”

Być może osoba pisząca tego maila zdawała sobie sprawę z atrakcyjności sformułowania „czyste szaleństwo”. Może to była przynęta?  W każdym razie połknęliśmy ją! Jesteśmy ofiarami naszej kompulsywnej natury.  Jedno jest pewne, coś jest nie tak z naszymi mózgami- ale to pokazuje, jak bardzo lubimy przygody!  Niemniej jednak wyłożenie pieniędzy na Camino  oznaczało pewny zakład. Jeżeli lubisz kontemplować naturę, wolisz ciszę od hałasu, kochasz kolorowe krajobrazy zachodniej Hiszpanii i świetną kuchnię, a do tego czerpiesz przyjemność ze spontanicznego przebywania z ludźmi i  nie satysfakcjonuje Cię zgłębianie historii poprzez samo czytanie o czymś…  Jeżeli szukasz doświadczenia, które pozwoli Ci poczuć się czymś więcej niż tylko kupą komórek, a do tego sprawi, że ożyjesz i będziesz w kontakcie ze swoją duszą… to Camino jest dla Ciebie! Jak mogliśmy powiedzieć „nie” tak wielkiemu wyzwaniu?

Nie mogę powiedzieć, że „szedłem”, bo  kręcąc ŚLADY STÓP dużo biegaliśmy. Najpierw, żeby to wszystko przygotować w 20 dni, a potem by nakręcić zdjęcia pielgrzymów, którzy wcale nie zwalniali dla nas w trakcie drogi.

To było 1000 szybko pokonanych kilometrów, które wywołało we mnie pragnienie jednego dnia przeżytego w atmosferze pielgrzymowania. Chciałbym wyruszyć jeszcze raz, ale tym razem bez kamery,  by skupić się na tym, co wewnątrz,  nie na zewnątrz”.

Juan Manuel Cotelo

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

33 uderzenia serca [#22]: Przebłaganie

Czy naprawdę wszystkie nasze grzechy i obrzydliwości będą nam zapomniane?

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Tylko prawdziwie kochające Serce, mogło wywalczyć nam coś tak wielkiego. Nie dla siebie. Dla nas. Dzięki pokorze, posłuszeństwu a przede wszystkim nieskończonej miłości, Jezus nas uratował. Przebłagał. Błaganie może przyjąć różne formy. W błaganiu jest coś z poniżenia, tak się czujemy błagając. Jezus poniżył się aż do śmierci krzyżowej, żeby przebłagać za nasze grzechy.

W Starym Testamencie, czytamy o różnych formach przebłagania, najczęściej były to ofiary. Za nasze grzechy ofiarę z samego siebie złożył Jezus. I przebłagał. Idź i nie grzesz więcej!

 

Serce Jezusa, przebłaganie za grzechy nasze, zmiłuj się nad nami

 

ZOBACZ WSZYSTKIE ROZWAŻANIA Z CYKLU “33 UDERZENIA SERCA”



Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Zróbmy sobie przerwę, czyli wakacje za pasem

Dzieci z zespołu Arka Noego zachęcają do zrobienia sobie przerwy, a Bolek i Lolek do zwiedzania Polski

Robert Friedrich
Robert
Friedrich
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Czas błogiego nicnierobienia przed nami. Zróbmy sobie przerwę. W wakacje małe i większe przyjemnostki są dozwolone. Dzieci z Arki Noego mówią nawet , że można: zrobić sobie przerwę na ciastka i cukierki a może jeszcze torcik, lody, owocowe żelki, czekoladki bombonierki.

 

Hm marzenia…

 

W przerwie wakacyjnej, poza objadaniem się smakołykami warto też zadbać o przygodę o podróże a jeśli zwiedzać to najlepiej Polskę. Pomocna może być (zwłaszcza do zwiedzania z dziećmi) lektura książki “Bolek i Lolek zwiedzają Polskę”. Razem z kultowymi bohaterami można rodzinnie poznawać różne zakątki naszej pięknej Ojczyzny, oglądać, wzruszać się, cieszyć. Zaprowadzą nas nawet na Jasną Górę.

 

Posypując i ocierając pot z czoła, Bolek i Lolek wchodzili na Jasną Górę. Słońce prażyło, a chłopcy – bardzo nierozsądnie – zostawili czapki w Krakowie. Na szczęście w końcu mogli się schować w cieniu jednego z pomników. Wokół było mnóstwo ludzi: pielgrzymów, turystów, zakonników….

Wspólnie z Bolkiem i Lolkiem zapraszamy także do obejrzenia najnowszego teledysku Arki Noego “Na słodko”:

Co za dużo to niezdrowo, mądry ktoś powiedział

Nad trzecim deserem właśnie wtedy siedział

Ref: Chodź, zrobimy sobie przerwę na ciastka i cukierki, a może jeszcze torcik,

lody, owocowe żelki, czekoladki z bombonierki

 

 

Teledysk powstał dzięki Wydawnictwu Znak Emotikon, wydawcy książki “Bolek i Lolek zwiedzają Polskę”

Robert Friedrich

Robert Friedrich

Muzyk, kompozytor, wokalista, gitarzysta, obecnie związany z zespołem Luxtorpeda, członek Acid Drinkers i 2 Tm 2, 3. Ojciec siedmiorga dzieci i dziadek czwórki wnuków. Ze Stacją7 związany przez twórczość muzyczną Arki Noego, której przed 15 laty był pomysłodawcą.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Robert Friedrich
Robert
Friedrich
zobacz artykuly tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

O bezmyślności i obłudzie w Kościele

Kościół jest święty i wspaniały, musi jednak ciągle walczyć ze złem w sobie. ks. Pawlukiewicz dzieli się refleksjami na temat problemów, które znamy z naszego podwórka

ks. Piotr
Pawlukiewicz
zobacz artykuly tego autora >

ks. Piotr Pawlukiewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Pawlukiewicz
zobacz artykuly tego autora >
WIARA

Leon Knabit: Tyle się kocha, ile się słucha

Pan Bóg to taki nasz tata, tylko nieskończenie lepszy!

Leon Knabit OSB
Leon
Knabit OSB
zobacz artykuly tego autora >

Jak się stać Dzieckiem Bożym?

 

Właściwie nie musimy się stać Dzieckiem Bożym, bo jesteśmy nim od momentu Chrztu. Ale jak to św. Benedykt mówił: “Nie chciej być zwanym świętym pierwej, niż byś takim był. Ale tak postępuj, by wprawdzie nosić imię świętego”.

 

Jestem Dzieckiem Bożym niezależnie od mojej woli, ale na miarę tego, jak przyjmuję Ojcostwo Boga w stosunku do ludzi i do mnie, rośnie we mnie pełne zaufanie i posłuszeństwo z miłości. Dziecięctwo rozumiane po ludzku polega na tym, że słucham ojca i matkę, i mam do nich pełne zaufanie. Dokładnie tak samo jest z Panem Bogiem: nie lękam się upadków i słabości, bo ufając Bogu Ojcu wiem, że zawsze mogę się do Niego zwrócić i nie zostanę odrzucony. Pan Bóg to taki nasz tata, tylko nieskończenie lepszy!

 

fot. Patrycja Szczerbińska / TVP1 / Sekrety mnichów

 

A jak postępować w stosunku do Boga Ojca?

 

Nasze postępowanie musi wypływać z miłości. Tyle się kocha, ile się słucha. Jeżeli mówię, że kocham – słowa moje są wspaniałe a serce daleko od Boga, to taka postawa nie jest dobra, nie zbliża mnie do świętości. Już Jezus odrzucił taką postawę. Trzeba kochać prawdziwie i żyć na obraz i podobieństwo Boga.

Leon Knabit OSB

Leon Knabit OSB

Zobacz inne artykuły tego autora >
Leon Knabit OSB
Leon
Knabit OSB
zobacz artykuly tego autora >

O Panu Bogu trzeba umieć mówić

Akademia Dziennikarstwa to nie wykład dla wykładu. To podanie narzędzi i wlanie pewnego stanu emocjonalnego, pasji odkrywania prawdy, dotykania rzeczy niewidzialnych i uchwycenia czegoś, co jest nieuchwytne

Krzysztof Pawlina
Ks. Krzysztof
Pawlina
zobacz artykuly tego autora >
Justyna Sobocka
Justyna
Sobocka
zobacz artykuly tego autora >

O dobrym dziennikarstwie, zakończonej akademii oraz planach na przyszłe edycje studiów organizowanych wspólnie ze stacja7.pl, z Ks. Krzysztofem Pawliną Rektorem Papieskiego Wydziału Teologicznego rozmawia Justyna Sobocka – absolwentka Akademii Dziennikarstwa

 

Jak Ksiądz Rektor ocenia poprzednią edycję Akademii Dziennikarstwa?

Byłem zaskoczony liczbą osób, które przyszły na pierwszy rok  i poziomem, jaki reprezentowały. Nie mogłem się nadziwić, że przyjeżdżali na te studia z tak daleka, pracowali już w jakimś zawodzie, mieli rodziny, ale chcieli wejść w świat mediów. Szukali takiej szkoły, która jest szkołą dziennikarstwa w wydaniu kościelnym. Widziałem ogromne poświęcenie tych ludzi. Niektórzy wstawali o godzinie 4 czy 3 po to, by z nowosądeckiego czy ze Szczecina przyjechać i cały dzień ofiarować nauce. To jest ogromnie wzruszające. Zauważyłem, że w jakiś sposób doświadczyli dziennikarstwa i chcieli poprawić swój warsztat, zdobyć nowe umiejętności i doświadczyć Kościoła. Byli wytrwali w odkrywaniu w mediach Boga niewidzialnego.

 

 

Niebawem kontynuacja Akademii Dziennikarstwa. Jak zachęcić tych młodych (choć patrząc na poprzednią edycję też niekoniecznie młodych) do udziału w projekcie?

Mówić o Bogu niewidzialnym to sztuka. Pisać o nim też jest bardzo trudno. Osobiście jestem zachwycony ukazywaniem Boga na wszystkich wydarzeniach liturgicznych. Fotoreporterzy klękają na Krakowskim Przedmieściu, gdy idzie procesja po to, by uchwycić coś, co jest nieuchwytne. To przepiękne, kiedy człowiek swoim umysłem i narzędziami chce dotknąć rzeczy niewidzialnych. Próbuje się odkryć prawdę i być w służbie prawdy. Myślę, że dla ludzi, którzy chcą studiować dziennikarstwo w takim wymiarze, przekazywać i doświadczać to fascynujące.

Akademia Dziennikarstwa to nie wykład dla wykładu. To podanie narzędzia i wlanie pewnego stanu emocjonalnego, pasji do tego, by tak robić. Ten projekt pokazał, jak wielu ludzi ucieszyło się, że są w środowisku kościelnym. Mają wyobrażenie świata, ale może mniejsze wyobrażenie Boga i szukają prawdy, a to ogromna sztuka. Zachęcam do artyzmu dziennikarskiego, a nie tylko pisania dla zarobienia pieniędzy czy zaskoczenia bezsensownym newsem. Tacy ludzie powinni tu przyjść. Nie jest to miejsce dla osób handlujących prawdą. Jeśli pasjonuje kogoś piękno, prawda, Bóg i Kościół, co więcej ma w sobie wiele talentów, jak było w przypadku uczestników poprzedniej edycji to właśnie odnalazł dla siebie miejsce. Atutem Akademii Dziennikarstwa jest budowanie świata wartości.

 

Przy tym projekcie spotykają się ludzie o takich samych wartościach. Mają w sobie pokłady wiary. Akademia Dziennikarstwa łączy ludzi i pomaga im iść naprzód?

Misją PWTW jest przygotowanie ludzi do pracy w Kościele. Kształcenie opiera się na relacjach personalnych, a uczelnia stara się wprowadzić w klimat rodzinny, wspólnotowy i tego nie da się wyreżyserować. To się po prostu dzieje, bo ludzie, którzy tu przychodzą mają pewien fundament wiary. Spotykanie się ludzi o tych samych poglądach i wartościach sprawia, że szybko rozumieją się i tworzą więzi. Myślę, że uczestnicy zakończonej edycji nie tylko zdobyli umiejętności, ale też umocnili się w więziach. To są bardzo ciekawi ludzie, którzy potrafią bronić prawdy, zabrać głos i przede wszystkim robią to pięknie, ciekawie.

Wszyscy wzrastamy w klimacie dobra, a patrząc na codzienność ten klimat obniża loty, chęci. A przecież to nie diabeł zwyciężył świat. To Bóg zwyciężył świat! Jeśli jesteśmy ludźmi wierzącymi, to współpracujemy z Bogiem, by przynieść dobro, które jest większe od zła. Dziennikarstwo w wydaniu eklezjalnym ma przyszłość, bo ludzie są zmęczeni złą informacją. Jeśli pojawia się dziennikarz, który ma osobowość, wartości i potrafi ich bronić, znajdzie dla siebie pracę.

 

Akademia Dziennikarstwa wychodzi naprzeciw potrzebom ludzi w każdym wieku. Można było spotkać osoby z różnym doświadczeniem, którzy często stawali się dla siebie wzajemnie inspiracją. Czy nie jest tak, że tworzycie w ten sposób historię?

Wszyscy się nawzajem umacniamy swoją wiarą, dobrem i pięknem. Akademia Dziennikarstwa to skrót. To nie są pięcioletnie studia. Te studia trwają rok i ten rok jest właściwie przeznaczony na warsztaty. Zdobywa się umiejętności po to, by ukazać i pomóc zrozumieć to, co niewidzialne. Przekrój ludzi od młodych do starszych z doświadczeniem życiowym, wiary ale też zawodowym- to wszystko sprawiło, że powstała niespotykana na innych uczelniach grupa ludzi. Uczestnicy mieli różne oczekiwania, różne pragnienia, ale jeden cel. Myślę, że ta propozycja na przyszły rok jest dla tych którzy już skończyli, jak i dla tych zainteresowanych tworzeniem piękna, odrywaniem dobra i służeniu prawdzie. Do tego właśnie zachęcam. Atutem tego projektu są także wykładowcy, którzy są profesjonalistami niewstydzącymi się swojej wiary. Potrafili osiągnąć sukces i podzielić się doświadczeniem.

 

 

Czy miał Ksiądz jakieś wątpliwości współtworząc Akademię Dziennikarstwa?

Jedyne, co mnie niepokoiło to mnogość szkół dziennikarskich. Wiele ośrodków przygotowuje ludzi do dziennikarstwa. Natomiast pomyślałem, że warto stworzyć coś, czego inni nie robią i mam wrażenie, że to się udaje. Nie jest to konkurencja dla kogokolwiek, ale dopełnienie. Zależy nam by ludzie przyszli się tu nauczyć służyć Bogu i Kościołowi poprzez media.

 

Czy w takim razie coś Księdza zaskoczyło?

Było wiele pozytywów. Zaskoczył mnie poziom prezentacji na egzaminie. Ludzie noszą w sobie tyle talentów, o których nikt by ich nie posądzał podczas zwykłej rozmowy. Mają tak wiele pomysłów i chcą je realizować.

 

Jakimi słowami Ksiądz zachęciłby potencjalnych kandydatów do udziału w Akademii Dziennikarstwa? Po co warto zgłosić się do tego projektu?

Każdy chce spełnić siebie. Młodzi ludzie szukają często środowiska, które ich doceni. Akademia Dziennikarstwa jest właśnie po to. Możesz nauczyć się posługiwania narzędziami i dotknąć środowiska, które wierzy w Boga. Potem możesz się tym podzielić.

 

Więcej informacji o Akademii Dziennikarstwa – kliknij!

 

Krzysztof Pawlina

Ks. Krzysztof Pawlina

Zobacz inne artykuły tego autora >
Justyna Sobocka

Justyna Sobocka

Wolontariusz Światowych Dni Młodzieży w Archidiecezji Warszawskiej

Zobacz inne artykuły tego autora >
Krzysztof Pawlina
Ks. Krzysztof
Pawlina
zobacz artykuly tego autora >
Justyna Sobocka
Justyna
Sobocka
zobacz artykuly tego autora >

33 uderzenia serca [#21]: Źródło

Panie daj mi tej wody, abym już nie pragnęła.

Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Źródło życia i świętości wciąż bije. Nie potrzebujemy z niego czerpać, żeby zaspokoić pragnienia ciała. Czerpiemy z niego, by żyć w świętości. Jak kobieta z Samarii, która dzięki Jezusowi uświadomiła sobie, że pragnie życia w świętości, że tylko takie życie da jej szczęście i spełnienie, tak i my tylko wtedy znajdziemy szczęście, wolność i spełnienie, jeśli czerpiąc ze źródła prawdziwego życia, będziemy żyć w świętości. To w Sercu Jezusa jest źródło prawdziwego życia. Źródło życia wiecznego.

 

Serce Jezusa, źródło życia i świętości, zmiłuj się nad nami.

 

ZOBACZ WSZYSTKIE ROZWAŻANIA Z CYKLU “33 UDERZENIA SERCA”



Szymon Hiżycki OSB

Szymon Hiżycki OSB

Benedyktyn, najmłodszy opat w powojennej historii Tyńca, doktor teologii, specjalista z zakresu starożytnego monastycyzmu. Miłośnik literatury klasycznej i Ojców Kościoła.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hiżycki OSB
Szymon
Hiżycki OSB
zobacz artykuly tego autora >

Ruszają zapisy na kolejną edycję Akademii Dziennikarstwa

Warsztat dziennikarski, praca z aparatem i kamerą, psychologia mediów, Kościół w sieci. Wokół tych tematów skupia się Akademia Dziennikarstwa - kurs prowadzony przez Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie oraz portal Stacja7.pl. Kolejna edycja Akademii ruszy w październiku. Zajęcia poprowadzą specjaliści świata mediów.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

W nowej edycji Akademii wystartują jednocześnie dwa kursy – podstawowy i zaawansowany.  Kurs podstawowy skierowany jest do osób, które chcą rozpocząć swoją przygodę z działaniami medialnymi. Na ten drugi zaproszone są osoby, które w minionym roku akademickim uczestniczyły w zajęciach oraz wszyscy, którzy zrobili już swoje pierwsze kroki ku medialnej przygodzie. W pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa wzięło udział ponad 70 osób.

 

Akademia Dziennikarstwa skierowana jest przede wszystkim do młodzieży, ale nie tylko. Organizatorzy szczególnie zapraszają na niego administratorów i współtwórców parafialnych i kościelnych stron internetowych oraz osoby, które chcą poszerzyć swoje kompetencje zawodowe i umiejętności praktyczne. Kurs trwa dwa semestry, kończy się egzaminem i uzyskaniem certyfikatu uczelni.

 

Zapraszamy na fanpage Akademii Dziennikarstwa!

 

Na kolejnych zjazdach Akademii uczestnicy będą poznawać kolejne aspekty pracy medialnej m.in. redagowanie tekstów prasowych, podstawy tworzenia grafiki, fotografii i montażu filmowego, działanie w mediach społecznościowych, zarządzanie stronami internetowymi. Pojawią się również zagadnienia z psychologii mediów i teologii. Wiele z tych zajęć odbywa się w podziale na grupy, co zwiększa efektywność pracy uczestników. Nowością na tegorocznym kursie podstawowym będzie konieczność założenia i prowadzenia internetowego bloga. Efekty całorocznej pracy każdego z uczestników Akademii będą podlegały ocenie.

 

Zajęcia poprowadzą znani redaktorzy – m.in. Krzysztof Ziemiec, Alina Petrowa-Wasilewicz, ks. Krzysztof Pawlina, o. Marek Kotyński, Aneta Liberacka, Szymon Hołownia, ks. Marek Dobrzeniecki, Krzysztof Skórzyński, dr Tomasz Rożek, Jakub Szymczuk, Patrycja Michońska, Małgorzata Ziętkiewicz, Marcin Jończyk, Mateusz Ochman. Kierownikiem studium jest ks. Przemysław Śliwiński, rzecznik prasowy Archidiecezji Warszawskiej.

 

Zapisy na kolejną edycję akademii potrwają do końca września. Formularz można znaleźć na stronie akademia.stacja7.pl . Tam też kursanci znajdą dokładne tematy zajęć oraz plan zjazdów.

 

Zapraszamy!

 

Zobacz wywiad z ks. Krzysztofem Pawliną, rektorem PWTW!

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Najpiękniejsze pieśni eucharystyczne

W oktawie Bożego Ciała większą uwagę skupiamy na darze Euchrystii i obecności Jezusa wśród nas.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

 

 

 

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >