Nasze projekty

Czy figura ojca Pio zapłakała krwią? Włoski Kościół bada niezwykłe zjawisko

Leżąca nieopodal Neapolu Casalba stała się w ostatnich dniach miejscem pielgrzymek. Na twarzy stojącej przed kościołem figury ojca Pio odkryto „krwawą łzę”. Na polecenie biskupa sprawę bada specjalna komisja.

fot. Canva Pro/edizione_caserta, instagram.com

Włoskie media szeroko komentują domniemane nadprzyrodzone zjawisko, do którego doszło w parafii Matki Bożej Łaskawej w Casalbie. Jest to niewielka wioska, zamieszkana przez czterysta osób, położona w gminie Macerata Campania i należąca do archidiecezji Capua.

CZYTAJ>>> Ojciec Pio i Matka Boża. „Zawsze dotrzymywała mi towarzystwa podczas Mszy Świętej”

Odkrycie

Wszystko zaczęło się 18 kwietnia, gdy jedna z wiernych poinformowała proboszcza, że na policzku ojca Pio „jest jakaś plama”. Jego naturalnych rozmiarów figura stała na kamiennym podmurowaniu w zadaszonej kapliczce przed kościołem. Ponieważ do wieczornej Mszy brakowało jeszcze trochę czasu, ks. Girolamo Capuano wziął miotłę na kiju i próbował wyczyścić twarz Świętego, plama jednak pozostała. Proboszcz postanowił, że zajmie się tym następnego dnia. Rankiem wziął drabinę i szmatką bezskutecznie próbował wyczyścić plamę na lewym policzku ojca Pio. Przyglądając się z bliska, zdał sobie jednak sprawę, że nie jest to plama, ale „krwawa łza”.

Reklama

Po tym odkryciu proboszcz przejrzał klatka po klatce nagrania z kamery skierowanej na figurę świętego z Pietrelciny, by mieć pewność, że nie doszło do manipulacji. Dla pewności sprawdził nagrania z całego miesiąca. Ustalił, że w poprzednich dniach wiele osób podchodziło do figury, by dotknąć stóp Świętego, ale nikt nie dotykał jego twarzy. 20 kwietnia proboszcz powiadomił o zdarzeniu arcybiskupa Capui, Pietro Lagnese.

Trwa postępowanie

Kapłan zachował dyskrecję i nie nagłaśniał wieści o możliwym „cudzie ojca Pio”. Do parafii wraz z arcybiskupem przyjechała specjalna komisja z kurii, która po wstępnym oględzinach zdecydowała o zabraniu figury i poddaniu „krwawej łzy” dalszym badaniom przez specjalistów. Dalsze postępowanie przebiegać będzie zgodnie z nowym dokumentem Dykasterii do spraw Nauki Wiary nt. rozeznawania domniemanych zjawisk nadprzyrodzonych, który wszedł w życie 17 maja 2024 roku.

Dokument ten stwierdza, że ani biskup, ani Stolica Apostolska nie będą się wypowiadać w sprawie orzeczenia o nadprzyrodzonym charakterze danego zjawiska, a ograniczą się do zezwolenia na kult i pielgrzymki oraz ich promowania. Potrzebne jest do tego „Nihil obstat” dykasterii, które nie wyraża pewności co do nadprzyrodzonej autentyczności zjawiska, lecz rozpoznaje znaki działania Ducha Świętego. A co za tym idzie zachęca biskupa miejsca do docenienia wartości duszpasterskiej, a także do poparcia dla rozpowszechniania danego zjawiska.

Reklama

Maleńka Casalba

Proboszcz czeka na wynik prac komisji, nie ucieka jednak od rozmów na ten temat z wiernymi czy ludźmi przybywającymi obecnie do parafii z wielu włoskich miejscowości. Nie odmawia też komentarzy dla mediów, które szeroko komentują „domniemany cud ojca Pio”. W rozmowie z dziennikiem „Il Messaggero” ks. Capuano powiedział, dlaczego jego zdaniem wydarzyło się to w maleńkiej i nieznanej Catalbie. Ogólnie rzecz biorąc, Bóg preferuje małe miejsca. Nie chcę dokonywać lekceważących porównań, ale Fatima, Lourdes, Medziugorje były miejscami mniej lub bardziej nieistotnymi dla historii ludzkości – mówi kapłan.

Wskazuje, że parafia jest bardzo oddana ojcu Pio, który zawsze powtarzał, iż chce być zapamiętany tylko jako modlący się ksiądz. Nie zdziwiłbym się, gdyby chciał nam pomóc w powrocie do modlitwy, w czasach, gdy współczesny człowiek o niej coraz częściej zapomina – podkreśla proboszcz. W rozmowie z włoską telewizją RAI UNO wyznaje, że Casalba może być małą szkołą modlitwy. Przez cały rok, za wyjątkiem wakacji, codziennie wieczorem spotykam się z wiernymi na modlitwie w ich domach, a to przekłada się na życie sakramentalne – powiedział.

ZOBACZ TEŻ>>> Modlitwa, którą codziennie odmawiał o. Pio. Koronka do Najświętszego Serca Jezusa

Reklama

„Wierzę, że jest to znak Boga”

Parafianie wskazują na ogromne zaangażowanie proboszcza, który jak może wychodzi do ludzi. W miesiącu maryjnym, ale nie tylko, ksiądz Capuano przenosi odmawianie różańca i Mszę na ulice, odprawiając je w bramach prywatnych domów, z kalendarzem wywieszonym na tablicy ogłoszeń parafialnych. Kapłan podkreśla, że „łzy w historii Kościoła są zawsze zaproszeniem do pokuty i modlitwy, a w obliczu trwających wojen doświadczamy, czym jest świat bez Boga”. Pomimo ostrożności, ks. Girolamo wierzy w głębokie znaczenie tej „łzy”:

Wierzę, że jest to znak Boga, ponieważ widziałem nagrania monitoringu, a także ze względu na wszystko, co robimy, na to, czym jest moje życie i moja pobożność, ponieważ jest to spójne z moją drogą wiary. Oczywiście ostatecznie to eksperci wyjaśnią sprawę – mówi. Tymczasem „tajemnica łzy” budzi ciekawość i modlitwę. Pojawiły się też opinie, że „krwawa łza” może być rdzą, która wryła się w policzek Świętego, spływając z metalowego daszku nad kapliczką. Według kościelnych standardów prace komisji badającej sprawę mogą potrwać nawet rok.

KAI, pa/Stacja7

Reklama

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas