W małych rzeczach wielcy

Budzik zadzwonił o 6:00 rano. Przyznam szczerze - choć nie ma się czym chwalić - że chciałem soczyście zakląć, aby w ten sposób zamanifestować chęć dłuższego snu. Chociaż chwilkę, choćby 15 minut. Ale omiatając nieprzytomnym wzrokiem pokój, zobaczyłem krzyż stojący na moim biurku. Postawiłem go tam nie przez przypadek. Chciałem, aby w chwilach takich jak ta przypominał mi, jakich wyborów powinienem dokonywać.

Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Zamiast wulgaryzmu wybrałem dziękczynne “Chwała Ojcu”. Wyjść spod ciepłej kołdry było co prawda ciężko, ale Pan Bóg dał mi kolejny dzień. Brzmi to może trywialnie, ale kiedyś nadejdzie chwila, gdy to się nie stanie. Niby nic, ale poczułem się jak zwycięzca. Po wypiciu kawy, porannej toalecie i napełnieniu kotu miski z jedzeniem wyszedłem z domu.

Wszedłem do sklepu, aby zakupić bilety i prowiant. Zawsze zastanawia mnie to, dlaczego najdłuższe kolejki ustawiają się zazwyczaj przede mną. Spieszy mi się przecież. A na domiar złego dziewczynka przede mną jakoś niespiesznie odchodziła od lady. Popatrzyła na swoją dłoń i zmarszczyła czoło. Widać było po jej twarzy, że rozgrywa się w niej właśnie jakaś walka. Wypuściła poirytowana powietrze i wróciła do kasy, zanim jeszcze zdążyłem wyłożyć na ladę swoje zakupy. “Mogę?” – spytała mnie i nie czekając na odpowiedź zwróciła się do ekspedientki przekazując jej, że ta wydała jej za dużo pieniędzy. Chodziło dosłownie o jakąś złotówkę. Ale dziewczynka była uczciwa, więc wygrała.

W małych rzeczach wielcy

W tramwaju stanąłem sobie na samym końcu. Mało kiedy siadam, bo zawsze znajdzie się osoba, której należałoby ustąpić miejsca. Mama byłaby dumna, a dla Mamy wszystko. W słuchawkach brzmi mi “Luxtorpeda”. Dokładnie “Wilki dwa”. Nagle tramwaj podjeżdża na “przystanek kryzysowy”, to znaczy taki, na którym zawsze wchodzą tłumy i nie ma stojącej osoby, która nie dostałaby z łokcia. Zwieram szeregi, osłaniam nos i… wchodzi tylko jedna starsza pani. Klasycznie, nie ma gdzie usiąść. Wszyscy odwracają głowy w stronę tramwajowych szyb i jak nigdy zachwycają się szarością miasta, przez które wszyscy przejeżdżamy. Ale jeden chłopak, z twarzą w rodzaju tych “zakazanych”, zatrzymał wzrok na staruszce, a późnie zawiesił go na podłodze. Widzę, że coś na swój sposób rozkminia. Moja bujna wyobraźnia sprawia, że widzę po obu stronach jego głowy aniołka i diabełka, którzy coś mu tam szepcą do uszu. Nagle chłopak wstaje, podchodzi cztery, może pięć kroków do babci i coś do niej mówi. Nie słyszę co, bo po pierwsze stoję za daleko, a po drugie Litza krzyczy mi w słuchawkach, że “wygrywa ten, którego karmię”. Starsza pani siada. Chłopak tkwi w stanie, w którym zażenowanie miesza się z dumą. Niepewnie uśmiecha się sam do siebie, odsłaniając niepełne uzębienie.

Wbrew temu, co często pisze się na kwejkach albo innych demotywatorach, nikt nie zaczął mu klaskać, motorniczy nie zatrzymał tramwaju i nie wyszedł z szoferki, wręczając chłopakowi medal z ziemniaka. Ale kolega bez jedynki dokonał dobrego wyboru i wygrał.

Co prawda ani ja, ani dziewczynka ze sklepu, ani chłopak z tramwaju przez swoje wybory świata nie zbawiliśmy. Bo to były sprawy maleńkie. Ale wielkiej wagi. Bo “kto jest wierny w małej rzeczy, jest wierny i w wielkiej, a kto w małej rzeczy jest nieuczciwy, jest nieuczciwy i w wielkiej”.

Zapraszamy na pierwszy odcinek rekolekcji “Wilki dwa”:


Wilki dwa. Odcinek 1: Kłamstwo



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Mateusz Ochman

Mateusz Ochman

Specjalista ds. social media. Autor bloga "Bóg, honor & rock`n`roll" oraz programu "Brzytwa Ochmana".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Mateusz Ochman
Mateusz
Ochman
zobacz artykuly tego autora >

Syn Człowieczy przyjdzie

Komentarz do niedzielnej Ewangelii (Mt 24, 37-44) autorstwa ks. Piotra Brząkalika.

ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

„A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.” – to Ewangelia na dziś.

Syn Człowieczy przyjdzie

Pierwsza Niedziela Adwentu. Liturgiczny cykl zatoczył koło. Dziś zakończenie, koniec nie dawny, przechodzi w początek, rozpoczęcie nowego.

I na to rozpoczęcie nowego usłyszeliśmy fragment Ewangelii z rozdziału o powtórnym przyjściu Chrystusa. Innymi słowy o zakończeniu, o końcu wszystkiego. 

Pierwsza rzucająca się w oczy cecha, wręcz oczywistość tego końca, finału to nieznany czas jego przyjścia, niewiadoma, której ni jak nie da się przewidzieć, obliczyć, zapowiedzieć. Wszystkie dotychczasowe próby, a było ich już całkiem sporo, okazały się być chybione, nietrafione.

I ta nieprzewidywalność tego końca coraz bardziej nam chyba doskwiera, bo przecież tyle spraw, zdarzeń, procesów możemy prognozować, przewidzieć, zapowiedzieć, a tu każda próba „pali na panewce”. A przydałoby się wiedzieć, kiedy przyjdzie koniec, bo że przyjdzie, to przecież pewne.

Jedno wszak wiemy na pewno, przyjdzie niespodziewanie, nawet nagle. I o towarzyszącej temu końcowi niewiedzy Pan Jezus lojalnie nas uprzedza: nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. A skoro nie wiemy i się nie dowiemy, stąd ta podpowiedź Pana Jezusa: czuwajcie. To czuwanie nie jest dla samego czuwania. To nie ujawnienie nam, kiedy Syn Człowieczy przyjdzie, ta niewiedza nie po to jest, żeby nas trzymać w napięciu, w niepewności, mieć w szachu, „pobawić się w kotka i myszkę”, „wiem, ale nie powiem”.  

Ta niewiedza ma przynieść, zaowocować właśnie czuwaniem: czuwajcie więc. A czuwanie ma dać gotowość: wy bądźcie gotowi. Nie jest sztuką być gotowym, kiedy się wie, kiedy i gdzie?. Sztuką i sprawdzianem czuwania jest być gotowym nie wiedząc, nawet się nie domyślając, kiedy i gdzie?. 

Zabójcza dla czujności jest powtarzalność, przyzwyczajenie, monotonia codzienności: przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia … i nie spostrzegli się… Łatwo jest wtedy nie spostrzec, nie zauważyć, nie rozpoznać czasu swojego nawiedzenia. A co gorsza, tak uśpiona czujność potrafi wyprowadzić na manowce poddania się przekonaniu, że Pan długo jeszcze nie powróci, i wtedy szybko zapominamy o swoim miejscu, zajmujemy nam nienależne, no i bliźniego zaczynamy mieć za nic.

Nie da się być gotowym tak z marszu, bez czuwania.

To bardzo jednoznaczne przypomnienie, na początku Adwentu, o konieczności czuwania jest tym ważniejsze, że jesteśmy jak tamci przed potopem: jemy i pijemy, żenimy się i za mąż wydajemy. I ta powtarzalność, monotonia zwyczajności może i nas skutecznie uśpić, jeśli już nie uśpiła, że się nawet nie spostrzeżemy…

Więcej, w swoim zachowaniu bywamy też bardzo podobni do owego sługi, którego tak zwiódł opóźniający się powrót Pana, że zaczął prowadzić cokolwiek hulaszczy tryb życia i nadużywać swojej władzy wobec bliźnich.

Zbyt dużo uwagi poświęcamy corocznemu adwentowi przed bożonarodzeniowemu. Zbyt mało uwagi adwentowi życiowemu. Skupiamy się na adwencie przed wigilijnym, zapominając zupełnie o adwencie przed paruzyjnym.

Ten pierwszy jest oczywiście łatwiejszy, bo wystarczy wypełnić go choinką, szopką, prezentami i melodią kolęd. Ten drugi, zdecydowanie trudniejszy, bo każe czuwać, by nie zastygnąć w porządnej skądinąd codzienności, żeby być gotowym na to najważniejsze spotkanie, gdy Syn Człowieczy przyjdzie.

I niech nas nie zwodzi, że Pan nasz zwleka ze swoim przyjściem, choć coraz częściej na takich wyglądamy.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

ks. Piotr Brząkalik

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >