video-jav.net

Święty Franciszek z Asyżu. Patron zaangażowania

Święty Franciszek jest idealnym wzorem na dzisiejsze czasy: pokazuje, że w życiu należy stawiać sobie wysoko poprzeczki, z odwagą podejmować nieszablonowe decyzje, i z zaangażowaniem dążyć do wyznaczonego celu.

Magdalena
Wyżga
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ubogi, dobroduszny zakonnik, wrażliwy na piękno przyrody, w otoczeniu zwierząt, twórca szopki bożonarodzeniowej… to pierwsze skojarzenia z postacią świętego Franciszka z Asyżu.

Dosyć ckliwe, wywołujące pobłażliwy uśmiech na twarzy, można nawet powiedzieć – dziecinne.

Gdybyśmy zatrzymali się tylko na takim opisie Franciszka, szybko moglibyśmy wstawić go w ramkę i postawić na półkę, jak lukrowany obrazek, i przypominać sobie o nim tylko wtedy, kiedy trzeba zetrzeć grubą warstwę kurzu.

Dobry start

Franciszek urodził się w 1182 roku w Asyżu. Tak naprawdę miał na imię Jan (zapisane w akcie chrztu), ale ojciec zaczął wołać na niego niespotykanym wówczas imieniem „Francesco” – niektórzy egzegeci łączą to określenie z Francją, z której pochodziła jego matka Joanna.

Ojciec, Piotr Bernardone, był handlarzem tkanin, podróżującym po całej Europie. Bardzo często zabierał syna na służbowe wyjazdy, aby mógł zobaczyć inne kraje, ale też zapoznać się z jego zawodem. Być może oczekiwał, że przejmie po nim rodzinne interesy.

Franciszek od najmłodszych lat jeździł więc po świecie, zdobywał nowe doświadczenia, poznawał nowe miejsca. Podróże kształciły go bardziej niż szkoła – katolickie szkolnictwo było w tamtym czasie na niskim poziomie i Franciszek zdobył jedynie elementarne wykształcenie.

Języka francuskiego i prowansalskiego nauczyła go matka.

Rodzice Franciszka byli bardzo bogaci i nie szczędzili pieniędzy na potrzeby swojego syna. A on chętnie korzystał z ich szczodrobliwości… organizując często uczty i zabawy dla swoich przyjaciół.

Uwielbiał przebywać z rówieśnikami, być duszą towarzystwa. Był bardzo otwarty, miał łatwość nawiązywania kontaktów, a poza tym talent muzyczny i literacki – pięknie śpiewał i układał wiersze, czym wprawiał w zachwyt młode dziewczyny.

Święty Franciszek z Asyżu. Patron zaangażowania

Rycerskie ideały

Jak każdy młody chłopak w tamtym czasie, Franciszek był zafascynowany obyczajami rycerskimi. Przygotowywał się do udziału w krucjacie – której celem było uwolnienie Jerozolimy z rąk muzułmanów – aby zdobyć rycerski pas.

Angażował się w sytuację społeczno-polityczną Asyżu, która była dosyć napięta z powodu konfliktu między arystokratami, kontrolującymi władze miejskie, a członkami klas przedsiębiorców i kupców, którzy mieli ambicje współudziału w rządzeniu miastem.

Walcząc wraz z wojskami asyskimi przeciwko sąsiedniej Perugii dostał się do niewoli, skąd został wykupiony najprawdopodobniej przez rodziców.

Udział w zbrojnych walkach hartował charakter Franciszka, dodawał mu męstwa i odwagi. Dążenie do zdobycia chwały rycerskiej przerwała mu jednak choroba, która okazała się punktem zwrotnym w jego życiu.

Cnota ubóstwa

Franciszek od najmłodszych lat był wrażliwy na wezwania wiary, udał się nawet na pielgrzymkę do Rzymu, aby pomodlić się w miejscu męczeństwa pierwszych chrześcijan.

Odznaczał się również troską wobec żebraków, których wspomagał hojnie jałmużną, chociaż nędza, cierpienie i śmierć napawały go zawsze ogromnym obrzydzeniem.

Podczas choroby, na którą zapadł w czasie jednej z rycerskich wypraw, w jego życiu miało miejsce niezwykłe wydarzenie: w kościele św. Damiana zaraz poza murami Asyżu objawił mu się Chrystus ukrzyżowany, który wezwał go do odbudowy Kościoła.

Franciszek z dnia na dzień porzucił swoje zamożne młodzieńcze życie, oddał się służbie ubogim i chorym, i rozpoczął odbudowywanie zniszczonych kościołów.

Nagła zmiana  nie spodobała się ojcu Franciszka, który groźbą wydziedziczenia próbował zmusić syna do porzucenia nowego stylu życia.

Franciszek był jednak pewien, że droga którą obrał jest właściwa i na znak ostatecznego zerwania z bogactwem, na oczach zebranego tłumu oddał swoje ubranie ojcu.

Nagiego Franciszka okrył swoim płaszczem biskup Gwidon, dając tym samym do zrozumienia, że bierze go pod swoją opiekę.

Święty Franciszek z Asyżu. Patron zaangażowania

Legenda o św. Franciszku: Św. Franciszek karmi ptaki

Wspólnota

Franciszek rozpoczął pracę wśród ubogich i trędowatych. Zamieszkał najpierw w lasach na Monte Subasio, a później w dolinie, niedaleko kaplicy Matki Boskiej Anielskiej zwanej „Porcjonkulą”.

Podczas długich modlitw zrozumiał, że jego powołaniem jest czynienie dobra wszędzie tam, gdzie to tylko jest możliwe. Dlatego wrócił do Asyżu i zaczął głosić Ewangelię, nawołując do życia w ubóstwie i oddania się na służbę potrzebującym.

Bardzo szybko zaczęli dołączać do niego dawni towarzysze zabaw, zawiązując w ten sposób pierwsze fraternitas – zgromadzenia osób świeckich, oddanych życiu wspólnotowemu i wzajemnej miłości.

Zostało ono uznane i uprawomocnione w 1210 roku przez papieża Innocentego III. Dwa lata później powstał również żeński odłam, który zapoczątkowała Klara Offreduco. Kobiety jednak przyjęły formę życia kontemplacyjnego, aby przez swoją modlitwę wspierać działalność braci.

Franciszek zaś pielgrzymował po całej Europie i Ziemi Świętej, niosąc pomoc ubogim, zakładając wspólnoty braci i sióstr, ale również prowadząc działalność misyjną wśród muzułmanów.

Długie podróże nadwyrężyły jego zdrowie, pobyt w Egipcie zakończył się dla niego prawie całkowitą utratą wzorku.

Reguła zakonna

Franciszek od samego początku nawrócenia miał jasno sprecyzowaną drogę – chciał swoim życiem naśladować Chrystusa. I tak też widział swoje zgromadzenie, pisząc dla niego dość surową regułę.

Dla niego życie w ubóstwie oznaczało nie tylko wyzbycie się własności, ale również władzy i wiedzy, które były postrzegane jako formy wyższości i bogactwa.

Dlatego też bardzo oburzył się na swoich braci z Bolonii, którzy zamiast mieszkać w prowizorycznych schronieniach zakładali zwykłe domy i angażowali się w studia uniwersyteckie.

Wielu braci dążyło do złagodzenia reguły zakonnej i mieli również za sobą poparcie dostojników Kościelnych, m.in. kard. Ugolina z Ostii, który był zaniepokojony innowacyjnym charakterem nowego zakonu, zupełnie niepodobnego do tradycji monastycznej.

Franciszek był zaniepokojony, że jego droga pójścia za Chrystusem jest zagrożona.

Na kapitule namiotów w 1221 roku w Zesłanie Ducha Świętego w obecności 5 tysięcy braci z całą energią bronił swojej idei chrześcijańskiej, różnej od tej głoszonej przez inne zakony. Zdawał sobie jednak sprawę, że Kościół będzie dążył do tego, by reguła zakonu franciszkańskiego była dostosowana do potrzeby chwili, z których pierwszą było umocnienie dyscypliny kościelnej, walka z herezją i konieczność pokierowania nowym zjawiskiem społeczno-kulturowym, jakim były studia uniwersyteckie.

Widząc, że jego zasada życia „nagim za Chrystusem” była w niebezpieczeństwie, ale bezgranicznym posłuszeństwie papieżowi Honoriuszowi III napisał z jego pomocą nową regułę dla zakonu, która została zatwierdzona w 1223 roku. Sam jednak zrezygnował z czynnego przewodzenia zakonem.

Święty Franciszek z Asyżu. Patron zaangażowania

Testament

Franciszek przeniósł się do małej umbryjskiej wioski Greccio, gdzie w okresie bożonarodzeniowym zbudował pierwszą szopkę. Przebywając w klasztorze św. Damiana, w czasie kolejnej długiej choroby napisał „Pieśń Stworzenia” – najwybitniejsze dzieło poetyckie w historii języka włoskiego, w którym wychwalał Boga za cuda jakie stworzył.

We wrześniu 1224 roku usunął się na skałę La Vernę w paśmie apenińskim, gdzie odprawił długi post poświęcony Archaniołowi Michałowi, a w dniu Podwyższenia Krzyża Świętego otrzymał stygmaty.

W kwietniu 1226 roku przeniósł się do Cortony, gdzie napisał „Testament”, a później wrócił do ukochanego Asyżu i zatrzymał się w Porcjonkuli, gdzie zmarł 3 października o zachodzie słońca żegnany śpiewem słowika.

Niemal natychmiast został ogłoszony świętym, jego kanonizacja odbyła się w roku 1228.

Kwiatki świętego Franciszka

Nie sposób jednak pisać o świętym Franciszku, nie wspominając o jego niezwykłej wrażliwości na piękno przyrody i drugiego człowieka. O tej jego postawie najlepiej opowiadają „Kwiatki świętego Franciszka”:

Jak św. Franciszek oswoił dzikie turkawki

Pewien młodzieniec nachwytał raz wiele turkawek. Kiedy niósł je na sprzedaż, spotkał go św. Franciszek, który miał zawsze litość szczególną dla stworzeń łagodnych i który patrząc okiem miłosiernym na turkawki rzekł do młodzieńca: „O dobry młodzieńcze, proszę cię, daj mi je, aby ptaki tak łagodne, które pismo przyrównywa duszom czystym, pokornym i wiernym, nie dostały się w ręce okrutników, którzy je zabiją”. Ów, natchniony od Boga, natychmiast dał wszystkie św. Franciszkowi; ten zasię przygarnąwszy je do łona jął słodko do nich przemawiać: „O siostrzyczki moje, turkawki proste, niewinne i czyste, czemu się chwytać dajecie? Ocalę was od śmierci i zbuduję wam gniazda, byście płodziły się i rozmnażały wedle przykazań Stwórcy naszego”. I poszedł św. Franciszek, i pobudował im gniazda. One zaś korzystając z nich jęły płodzić i nieść się w obliczu braci. I tak się obłaskawiły i oswoiły ze św. Franciszkiem i innymi braćmi, jak gdyby to były kury zawsze przez nich żywione. I nie odlatywały nigdy, póki im św. Franciszek błogosławieństwem odlecieć nie pozwolił.

A młodzieńcowi, który mu je darował, rzekł św. Franciszek: „Synu mój, będziesz jeszcze bratem w tym Zakonie i służyć będziesz wdzięcznie Jezusowi Chrystusowi”.

I tak się stało, bowiem młodzian ów został bratem i żył w Zakonie w świętości wielkiej.

Jak św. Franciszek wyzwolił brata, który przez grzech był w mocy czarta

Kiedy św. Franciszek modlił się raz w klasztorze Porcjunkuli, widział w objawieniu Boskim cały klasztor otoczony i oblężony przez czarty, niby przez wojsko wielkie. Atoli żaden z nich nie mógł dostać się do wnętrza klasztoru, jako że bracia byli takiej świętości, iż czarty nie miały wejść do kogo.

Jednak podczas tego jeden z braci pokłócił się z drugim i przemyśliwał w sercu swoim, jak by go oskarżyć i zemścić się na nim. Przeto, kiedy tę złą myśl żywił, diabeł, mając wnijście otwarte, wszedł do klasztoru i usiadł bratu owemu na karku.

Skoro pasterz litosny i troskliwy, który czuwał zawsze nad trzodą swoją, ujrzał, że wilk wszedł, by pożreć owieczki jego, polecił zaraz owego brata przywołać do siebie i rozkazał mu odkryć natychmiast jad nienawiści, którą powziął przeciw bliźniemu i która wydała go w ręce nieprzyjaciela. Tedy ów przestraszony, że święty ojciec przejrzał go, odkrył przed nim jad wszelki i urazę i wyznał winę swoją. I prosił pokornie o pokutę i miłosierdzie. Kiedy odpuszczony był mu grzech i zadana pokuta, czart odbiegł go natychmiast w obliczu św. Franciszka.

A brat ocalony z rąk bestii okrutnej, dzięki świętego ojca dobroci, dziękował Bogu i wróciwszy poprawiony i pouczony do trzody pasterza świętego, żył potem w świętości wielkiej.

Modlitwa św. Franciszka

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego Pokoju Abyśmy siali miłość, tam gdzie panuje nienawiść Wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda Jedność, tam gdzie panuje zwątpienie Nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz Światło, tam gdzie panuje mrok Radość, tam gdzie panuje smutek. Spraw abyśmy mogli Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć Nie tyle szukać miłości co kochać Albowiem dając, otrzymujemy Wybaczając, zyskujemy przebaczenie A umierając rodzimy się do wiecznego życia.


Więcej o świętych poczytaj w kategorii “Święci”.


Magdalena Wyżga

Zobacz inne artykuły tego autora >
Magdalena
Wyżga
zobacz artykuly tego autora >

Pasterz to nie lider

Czwarta Niedziela Wielkanocna chyba od zawsze opatrzona jest tym pięknym, miękkim i delikatnym tytułem Niedzieli Dobrego Pasterza, wywiedzionym z samej Ewangelii św. Jana, w której czytamy Jezusową autodeklarację:

ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ja jestem dobrym pasterzem (…) znam owce moje, a moje Mnie znają.

Pasterz to nie lider

Od dzieciństwa towarzyszy mi przypisany do tej niedzieli wizerunek Pana Jezusa z owcą na ramionach, z pewnością tą zagubioną, a którego bodaj najstarszy ślad znajdziemy w cubiculum Dobrego Pasterza w katakumbach Domitilli.

Im jednak jestem starszy, tym coraz częściej ta niedziela budzi we mnie dość różne, trochę około dobropasterskie myśli i skojarzenia.

Pierwsza sprawa dotyczy coraz większego kłopotu ze współczesną czytelnością chrześcijańskiej symboliki, powiedziałbym nawet z jej zrozumieniem.

Weźmy na przykład wodę, która niezbędna jest do Chrztu, bez której jest on przecież niemożliwy. Coraz trudniej przychodzi nam postawić znak równości między wodą, a życiem. O ile jeszcze związek wody z czystością wydaje się nam być oczywisty, o tyle z życiem, już nie bardzo, nie do końca. A przecież woda w Chrzcie, to nie tylko obmycie, oczyszczenie z tego odziedziczonego grzechu, ale przede wszystkim nowe życie.

Tyle tylko, że my już od dawna nie mamy doświadczenia zaschniętych warg, braku wody. Ona po prostu jest. Wystarczy odkręcić kran. Ja już nie pamiętam sytuacji, żeby w kranie zabrakło wody.

Przypomniałem sobie o tym, a nawet to uświadomiłem, będąc w ubiegłym tygodniu na takiej short pielgrzymce w Ziemi Świętej. Wystarczył wcale nie długi odcinek jazdy z Jerozolimy do Jerycha, i wcale nie przy wielkim słońcu, żeby wysiadłszy z busika na placo-parkingu przed Górą Kuszenia, wszyscy nie skierowali swoich pierwszych kroków do pobliskiego kiosku kupić wodę, i to z zapasem, by poczuć się bezpiecznie.

Pasterz to nie lider

Odnoszę wrażenie, że podobny zanik czytelności znaczenia znaku, odniesienia dotyczy też pasterza, jego roli, funkcji, ale i cech charakteru. Bo kto to jest pasterz? To ten, który jest powszechnie znany i rozpoznawany po głosie, który nie fałszuje i nie nudzi, który jest słuchany, i który daje poczucie bezpieczeństwa, który wie, dokąd prowadzi, jest wprawdzie na czele, ale jest blisko, nieodgrodzony, dostępny, no i jest odpowiedzialny.

W miejsce pasterza coraz częściej stawiany jest, albo sami stawiamy, lidera. A kto to jest lider? Lider, to inaczej przywódca, ktoś, kto przewodzi innym, zarządza grupą, jest dowódcą, doradcą, nauczycielem i sędzią.

A to nie to samo, co pasterz, to nawet zupełnie, co innego.

Pasterz, to nie lider. Między pasterzem, a tymi, których prowadzi są zupełnie inne relacje niż między liderem, a grupą, czy zespołem.

W pierwszej relacji jest bezpośredniość i zadbanie, a w drugiej, przywództwo, zarządzanie i dowodzenie. W pierwszej, wyraźnie czuć ciepło i bliskość, a w drugiej chłód i dystans. W pierwszej liczy się pojedyncze dobro i bezpieczeństwo, a w drugiej osiągnięcie celu przez grupę, zespół.

Tak sobie myślę, że zamiana pasterza na lidera jest jednym z większych niebezpieczeństw teraźniejszości, ale też i łatwizn usprawiedliwianych coraz rzadszą postawą owcy.

Sprawa druga. Jeśli mówimy o pasterzu, pasterzach, to nie możemy zapomnieć i nie powiedzieć sobie o owcy, owcach.

Dziś symbolika owcy kojarzy się źle. Owcę widzi się przede wszystkim w stadzie, a więc bezmyślnie, bezwolnie idącą w grupie. Przyzwyczajona do obecności pasterza, kojarzona jest z błądzeniem i zagubieniem, brakiem samodzielności.

Na dodatek owca widziana jest, jako zwierzę łagodne i cierpliwe, w milczeniu, niekiedy tylko pobekując, znoszące strzyżenie, przez co stała się nawet symbolem niezasłużonego cierpienia. Nadto, owca to ofiara, to nieśmiałość, uległość, a nawet głupota.

Te cechy owcy są dziś kompletnie nie w modzie. Kto dziś chce być ofiarą, jak owca, i bezwolnie iść w stadzie. Kto dziś przyznaje się do pobłądzenia i braku samodzielności, i kto łagodnie, milcząco i bez sprzeciwu jest w stanie znosić jakiekolwiek smutek, o cierpieniu nawet nie wspominając.

W Niedzielę Dobrego Pasterza cały akcent położony jest na modlitwę o nowe powołania kapłańskie, w domyśle o nowych pasterzy, a brakuje mi prośby, za tych, którzy już są, by bliżej im było do pasterza niż do lidera.

I na koniec myśl jeszcze jedna. Nie jest tak, że jedni są tylko pasterzami, a drudzy to tylko owce.

Każdy z nas, niezależnie kim by nie był, bywa w życiu i pasterzem, i owcą. Ważne, żebyśmy pasterzowania nie zamieniali na liderowanie i panicznie nie uciekali przed własną owczością.

ks. Piotr Brząkalik

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Piotr
Brząkalik
zobacz artykuly tego autora >