Rodzi się Król

Już wkrótce przy wigilijnym stole przeczytamy fragment Ewangelii o narodzeniu Jezusa. Czy opisane w niej okoliczności i towarzyszące znaki miały miejsce w rzeczywistości? Poznaj prawdę o przyjściu na świat Króla "nie z tego świata"

ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

1. Małe miasto z wielką przeszłością

Największe cuda dokonują się w absolutnej ciszy, w zapomnianych częściach świata, z dala od ciekawych oczu. Położone w cieniu Jerozolimy Betlejem, od czasu, kiedy wyszedł z niego wielki Dawid, żyło jedynie dalekim odblaskiem dawnej chwały oraz obietnicą proroka, która mówiła, że do końca swych dni nie będzie przecież najlichszym z miast (Mi 5,1). To właśnie tutaj zatrzymał się Bóg, wybierając małość, zapomnienie i ubóstwo i obdarowując nimi hojnie swego Syna, przychodzącego na nasz ludzki świat. W ten sposób nikt z patrzących na Nowonarodzonego nie mógł całkowicie przekonany wyjść z betlejemskiej stajni i ogłosić światu, że znalazł Mesjasza. Jeśli nawet ktoś obdarzony bardziej przenikliwym wzrokiem, jak choćby legendarni trzej królowie czy Symeon (Mt 2,1-14; Łk 2,25), widział w tym dziecku Kogoś więcej, to jego słowa wywoływały zdumienie nawet u Maryi i Józefa. Bóg wprawił świat w pełne napięcia zdumienie.

2. Problematyczny spis ludności

W noc Bożego Narodzenia czytamy Ewangelię Łukasza, która najprecyzyjniej opisuje narodziny Syna Bożego, umieszczając je w kontekście historycznym.

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna (Łk 2,1-5).

Łukasz troszczy się o precyzję zapisanych faktów. Współcześnie jednak jego relację poddaje się surowej krytyce. Po pierwsze, w materiałach rzymskich brak wzmianki historiograficznej o powszechnym spisie ludności, który objąłby także Judeę, w tym czasie pozostającą pod rządami Heroda. Po drugie, spis ludności opisany przez Łukasza nie zgadza się ze zwyczajami rzymskimi, według których mieszkańcy byli rejestrowani w miejscu zamieszkania i tam gdzie mieli posiadłości. Dla Józefa i jego brzemiennej małżonki najprościej byłoby zatem poddać się spisowi w Nazarecie. Po trzecie, celem spisu rzymskiego było oszacowanie dobytku i nałożenie stosownych podatków. Jeśli Józef udał się do Betlejem dla oszacowania majątku, dlaczego nie znajduje dla siebie i swej małżonki miejsca nawet w gospodzie? Po piąte wreszcie, wspomniany przez Łukasza Kwiryniusz, gubernator Syrii, objął rządy nad Judeą w 6 r. po Chrystusie, kiedy ta stałą się częścią prowincji rzymskiej. Wówczas także zarządzono spis, który spowodował bunt Judasza Galilejczyka, nauczyciela Prawa (Dz 5,37; AJ 18,10; BJ 2.117). Wówczas jednak Herod już od 10 lat  spoczywał w grobie.

Rodzi się Król

Jak rozwikłać sprzeczności i nieścisłości, które na pierwszy rzut oka przekreślają historyczność opisu Łukasza? Ciekawą i udaną próbę podejmuje Armand Puig i Tàrrech, w swojej książce Jesus: An Uncommon Journey (Mohr Siebeck 2010). Autor, badając źródła rzymskie i żydowskie (Józef Flawiusz), dochodzi do wniosku, że spis zarządzony przez Heroda odbył się pod koniec jego panowania, pomiędzy 7 i 6 r. przed Chrystusem. Miał on miejsce w bezpośredniej bliskości spisu rzymskiego zadekretowanego przez Augusta w 8 r. przed Chrystusem dla celów statystycznych. Herod, lojalny poddany Rzymu, zarządził u siebie podobny spis przeprowadzony jednak według zwyczaju żydowskiego (more judaico). Wiązał się on nie z oszacowaniem majątku i zaaplikowaniem podatków, lecz z jednorazowym podatkiem od osoby (tributum capitis) oraz przysięgą wierności wobec króla i imperatora. W spisie mieli brać udział wszyscy od 14/16 do 65 roku życia. Można to było uczynić w miejscu pochodzenia lub w miejscu zamieszkania. Dla Józefa z przyczyn oczywistych wygodniej było udać się w trzydniową drogę do Betlejem, aby usunąć się razem z Maryją z widoku ciekawskich oczu sąsiadów i znajomych. O ich związku, jak przekonuje o tym relacja Mateusza (Mt 1,18-19), krążyły zapewne różne głosy. A co z wspomnianym gubernatorem Kwiryniuszem? Łukasz dodaje jego spis z 6 r. po Chrystusie, pierwszy jaki odbył się w Judei po tym jak stała się częścią prowincji rzymskiej, jako punkt odniesienia dla spisu Heroda. Przywołując to słynne wydarzenie, ewangelista, jak dobry historyk, umieszcza narodziny Jezusa w kontekście historii powszechnej.

3. Cezar czy Jezus?

Łukasz ma dobre powody ku temu, aby umieścić Narodziny Jezusa w kontekście historii uniwersalnej. Dziecko, które się narodzi jest przecież wyczekiwane przez cały świat, ludzi wszelkich religii i kultur. Za czasów Augusta (27 przed Chr. do 14 po Chr.) imperium przeżywa także czas niezwykłej prosperity, czas pokoju i stabilizacji nazywany „pax romana”. Pojawia się zatem ciekawe i ważne pytanie. Kto da temu światu prawdziwy pokój – Cezar August czy Jezus? Czy powszechne szczęście zapewnią ludzkości geniusz i legiony imperatora, czy też nauka przyniesiona przez Nowonarodzonego? Pomiędzy Jezusem i Cezarem rysuje się wyraźnie linia podziału, która później wybuchnie w otwartym konflikcie pomiędzy chrześcijanami i imperium. Przypomnijmy, że słowa takie jak Ewangelia, Pan i Zbawca to pojęcia i tytuły, które nie przynależą tylko do Chrystusa i jego wyznawców. W świecie starożytnym euangelion to dekret cesarski, dobra nowina, jak na przykład ta o narodzinach Augusta, jak mówi tym inskrypcja z Prienne. Pan (Kyrios) czy Zbawca (Soter) to także tytuły cezarów. Jezus przychodząc na ten świat rzuca wyzwanie najpotężniejszemu imperium tamtych czasów, upominając się o Boże prawo do stworzonego świata, który padł łupem Rzymu.

Rodzi się Król

4. Dyskretna ręka Opatrzności

Wreszcie Łukasz troszczy się wyraźnie, abyśmy uzmysłowili sobie, że Józef to nie zwykły mąż Maryi, ale potomek królewskiego rodu Dawida, a Betlejem to nie zapomniana przez wszystkich miejscowość w Judei – to miasto Dawidowe (Łk 2,4). W ten sposób zauważamy jak w świecie pozornie rządzonym przez cezarów i ich namiestników działa niewidzialnie stokroć potężniejsza siła Bożej Opatrzności.Posługując się ziemskimi władcami, wybiera ona czas, Józefa i Maryję oraz miejsce, do którego mają się wybrać, aby wypełniły się proroctwa o Jezusie – potomku Dawida, pochodzącym z Betlejem. Nie ma zatem żadnego przypadku w tym, że właśnie podczas podróży, w Betlejem nadchodzi dla Maryi czas rozwiązania i wydaje na świat swojego pierworodnego syna (Łk 2,6). Układa go w żłobie (Łk 2,7). W ikonografii chrześcijańskiej wyobrażamy sobie stajenkę lub jaskinię, w której na świat przychodzi Jezus. Równie dobrze mogła to być izba w biednym palestyńskim domu. To znak solidarności z opuszczonymi i biednymi – Bóg rodzi się jako jeden z nich. To także nawiązanie do lamentacji z Księgi Proroka Izajasza, w której Bóg skarży się: Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na niczym się nie zna, lud mój niczego nie rozumie (Iz 1,3). Nikt nie rozpoznaje i nie zwraca uwagi na nowo przychodzącego Mesjasza. Bóg godzi się przyjść na świat bez spektakularnych znaków, samotny i niezauważony.

Rodzi się Król

5. Pasterze

O ile jego przyjście wymyka się oczom ludzkim, o tyle nieustannie czuwają nad nim oczy samego Boga. To on wypatruje pasterzy, którzy w tej właśnie okolicy trzymali straż nocną (Łk 2,8). Pasterze to grupa z marginesu społecznego, ludzie pogardzani przez większość z powodu trybu życia, który uniemożliwiał im zachowywanie przepisów Prawa – nieczyści dla pobożnego Izraelity. To oni mają być pierwszymi świadkami narodzin Mesjasza. Realizuje się w ten sposób wola Boga, który objawia swoje tajemnice ludziom o prostym sercu, zdolnym przyjąć z wiarą ogłaszane im Słowo. Łukasz opisuje moment, w którym nasz ziemski świat przeżywa absolutne odwrócenie wartości. Ludzie z marginesu stają się głównymi bohaterami Bożej historii, Bóg przychodzi na ten świat jako jeden z nich.

6. Aniołowie

W historii tej pojawiają się wreszcie aniołowie, których nazwać możemy tłumaczami rzeczywistości niebiańskiej (Łk 2,9). To oni wskazują drogę pasterzom i informują ich o tym, co wydarzyło się w Betlejem. Urodził się tam Mesjasz, Pan i Zbawiciel (Łk 2,11). Trzy tytuły pojawiające się już na początku Ewangelii tłumaczą, kim jest Jezus i jaka jest jego misja. Mesjasz to postać stanowiąca wypełnienie oczekiwań całego Izraela, Pan i Zbawiciel – to tytuły nadawane bogom i imperatorom. Dziecko przychodzące na świat w ubogiej stajni w Betlejem to prawdziwy Bóg i Pan naszego ziemskiego życia. Tę prawdę, którą uczniowie Jezusa odkryją dopiero po Zmartwychwstaniu, prości pasterze otrzymują objawioną już teraz. Aniołowie wskazują im także znak, potwierdzający prawdziwość ich słów: niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie (Łk 2,12). Dziwny znak. Jak odnaleźć w nim pewność, że w biedzie Betlejem na świat przyszedł Mesjasz? Aniołowie nie tłumaczą już nic więcej, reszta zależy od wiary pasterzy. Boży tłumacze odpływają wśród słów hymnu śpiewnego także przez nas podczas liturgii: Chwała Bogu na wysokości, a na ziemi pokój ludziom w których ma upodobanie (Łk 2,14).

Rodzi się Król

7. Trzy prawdy Ewangelii o Narodzeniu Pana

Podsumowując, Łukasz w swojej Ewangelii zawiera 3 najważniejsze prawdy Bożego Narodzenia.

Po pierwsze, skoro Bóg jest Panem historii, posługuje się królami i gubernatorami, jest także Panem naszego czasu i naszego życia. Poprzez wszystkie doświadczenia, także poprzez ludzkie biedy, słabości, przeciwności może realizować swój plan wobec nas. Nie potrzebuje idealnych warunków, potrzebuje tylko oddania się w jego ręce.

Po drugie, nasz Bóg ma kilka nawyków, nałogów, o których warto wiedzieć. Jego ulubionym sposobem docierania do człowieka jest ten najmniej spektakularny: przemawia do nas przez naszych bliskich, poprzez drobiazgi życia, przychodzi po cichu, niepozornie, pragnie być oczekiwany i poszukiwany. Taka właśnie jest Miłość nie-pretensjonalna.

Po trzecie wreszcie jego znaki, znaki, które pozostawia w naszym życiu, wymagają wiary. Nigdy nie dają stuprocentowej pewności. To wiara uruchamia cuda w Bożej historii. I jeszcze dwa małe słowa, które pozostawia nam Łukasz: Dziś narodził się wam Zbawiciel – Jezus rodzi się dzisiaj i rodzi się po to, aby dać nam radość, wielką radość.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
ks. Marcin Kowalski

ks. Marcin Kowalski

Doktor nauk biblijnych, wykładowca KUL oraz WSD w Kielcach. Sekretarz czasopism biblijnych The Biblical Annals oraz Verbum Vitae. Uczestnik programów radiowych i telewizyjnych popularyzujących Biblię: W Namiocie Słowa, Szukając Słowa Bożego, Telewizyjny Uniwersytet Biblijny (Radio Maryja i Telewizja Trwam). Moderator Dzieła Biblijnego Diecezji Kieleckiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Marcin Kowalski
ks. Marcin
Kowalski
zobacz artykuly tego autora >

Betlejem – jak było naprawdę?

Betlejem – miasto Dawidowe, miejsce związane z obietnicą daną od Boga, że to właśnie stąd wyjdzie Zbawiciel, najmniejsze z miast. Maryja z Józefem poszli więc w to miejsce, by wypełniło się Pismo.

Paweł Trzopek OP
Paweł
Trzopek OP
zobacz artykuly tego autora >

A to miejsce było w tamtym czasie naprawdę maleńką i biedną wioską na szczycie wzgórza, gdzie jaskinie były używane jako pomieszczenia gospodarcze, w których trzymano zwierzęta. Natomiast izby mieszkalne znajdowały się na parterze.

Betlejem  jest położone około 8 km od świątyni w Jerozolimie, na skraju pustyni, czyli w zasadzie jest to ostatnie miejsce, gdzie jeszcze można zamieszkać. I zdecydowanie to miasto identyfikowane jest z miastem, z którego pochodził Dawid czyli wybraniec Boży. Bardzo wyraźnie zarówno w Ewangelii Mateusza i Łukasza jest podkreślane Dawidowe podchodzenie Maryi i Józefa.

Na przestrzeni wieków pojawiały się różne wątpliwości, czy Jezus naprawdę urodził się w Betlejem, choć miejsce to jest uznawane już od czasów starożytnych. Skąd dzisiaj jednak mamy pewność, że chodzi właśnie o to Betlejem?

Betlejem – jak było naprawdę?

Świadczy o tym fakt, że w 331 roku, kiedy cesarz Konstantyn postanowił postawić bazylikę narodzenia, wybudował ją w miejscu dawnej świątyni rzymskiej. A wiemy, że Rzymianie zazwyczaj budowali swoje świątynie na miejscach świętych, w których podbite narody sprawowały kult. Jakie święte miejsce mogło istnieć w tamtym czasie w Betlejem? Tylko to, w którym narodził się Jezus. Nie było innego w tej okolicy, zaś dla Żydów jedynym miejscem świętym była jerozolimska Świątynia. Rzymianie mieli takie praktyki, że chcąc znieść lokalny kult, nie niszczyli miejsca, lecz wznosili w nim własne świątynie – to miała być taka „miękka” forma wyciszania pobożności podbitego narodu. Tak stało się po śmierci Chrystusa, kiedy Golgotę i grób zaczęto otaczać kultem, Rzymianie z jednej strony uznawali świętość tego miejsca, ale postawili tam świątynię Afrodyty. Podobnie było w Jerozolimie, gdzie na gruzach świątyni żydowskiej wybudowali własną świątynię Jowisza. I nie ma dzisiaj poważnych wątpliwości, że to właśnie Betlejem jest miejscem narodzenia Jezusa. Trudniej jest natomiast stwierdzić z pewnością, w której z wielu grot urodził się Jezus, choć tradycja już w IV w. wskazywała tę jedną, do której i dziś przybywają pielgrzymi.

Ale nie tylko wiedza historyczna czy odkrycia archeologiczne utwierdzają nas w przekonaniu, że Jezus naprawdę urodził się w Betlejem. Warto też pamiętać o żywej tradycji ustnej. Ludzi pamiętali niezwykłe wydarzenia i rozpowiadali o nich. Mówi nam dzisiaj o tym Ewangelia św. Jana. I choć wprawdzie na terenie dzisiejszego państwa Izrael istnieje jeszcze jedna miejscowość o nazwie Betlejem (w Galilei), to możemy być pewni, że nie jest ono tym miejscem.

Betlejem – jak było naprawdę?

Czy Pan Jezus urodził się wśród zwierząt?

To kolejny fakt, którego możemy być pewni. Domy w Betlejem były naprawdę ubogie. W tamtym czasie wykorzystywano naturalne groty, jako pomieszczenia gospodarcze i pomieszczenia dla zwierząt. Ale zdarzało się, że mieszkali w nich też ludzie. Gdy ewangelista Łukasz mówi o gospodzie  – Nie było dla nich miejsca w gospodzie – jak sugeruje polskie tłumaczenie – wyobrażamy sobie pensjonat, hotel, karczmę, natomiast tutaj ważny jest grecki termin, który tłumaczymy także  jako „izbę mieszkalną”. To o wiele lepiej się komponuje z realiami tamtego czasu.

Czy naprawdę nie było dla nich miejsca w izbie mieszkalnej?

To nie jest do końca prawdą. Prawdopodobnie gospodarze otwarli im pomieszczenia gospodarcze. I nie była to  ich zła wola, bo tak naprawdę byli gościnni, nie zostawili Maryi i Józefa bez pomocy. Możemy nawet przypuszczać, że prawdopodobnie miejscowe kobiety towarzyszyły przy porodzie, a mężczyźni ze względu na przepis czystości rytualnej, nie mogli tam być obecni.

Jaka była sytuacja polityczna?

W czasach, kiedy rodził się Jezus, Judea nie był niezawisłym państwem, była częścią Imperium Rzymskiego. Sytuacja terytorialna stale się jednak zmieniała. Imperium przejmując prowincję, w której urodził się Zbawiciel, gwarantowało Żydom pewien rodzaj autonomii – mieli własnego króla, Heroda, który sprawował władzę z nadania Rzymu. Wiadomo, że był delegowany przez cesarza, bo właśnie tam, gdzie się dało osadzić swojego władcę, gwarantowano autonomię.

Betlejem – jak było naprawdę?

Judea za czasów Heroda

W Izraelu dochodziła jednak jeszcze kwestia autonomii religijnej. Rzymianie jako ludzie praktyczni wiedzieli, że Żydzi nie zgodzą się na żadne ustępstwa, jeżeli chodzi o kult ich Boga. W innych prowincjach zazwyczaj wprowadzano kult rzymski i łączono go z lokalnymi. Tutaj czegoś takiego nie dało się zrobić.

A jakim królem był Herod? Na pewno był lojalny wobec cesarza. Jednak starał się też uzyskać przychylność poddanych – zainwestował potężne pieniądze w odnowienie świątyni jerozolimskiej, i to o tych pracach będą mówili Żydzi do Jezusa w drugim rozdziale Ewangelii Janowej: 46 lat budowano tę świątynię, a Ty ją w 3 dni odbudujesz? Chodziło im właśnie o potężne prace Heroda, który odnawiał tę świątynię, choć sam nie był Żydem. Nie był też człowiekiem pobożnym, można powiedzieć, że niegodziwą mamoną zdobywał poparcie arcykapłanów dla swojej władzy.

Obsesja króla Heroda

Według ewangelisty Mateusza, który jako jedyny opowiada nam historię polityczną, Herod  bał się, że zostanie mu odebrana władza królewska. Był tak mocno ogarnięty tą obsesją, że mordował wszystkich swoich przeciwników.

Mateuszowy opis rzezi niewiniątek jest jak najbardziej autentyczny, i chociaż nie mamy innych źródeł historycznych, które potwierdzałyby to wydarzenie, ono wpisuje się w sylwetkę psychologiczną Heroda, którą znamy dzięki Józefowi Flawiuszowi.

Wiadomo, że Herod był opętany rządzą władzy, nie chciał się nią z nikim dzielić. Ciężką pracą i morderstwami zapewnił sobie panowanie w Judei, Galilei i Dekapolu. Bał się też, że ktoś z najbliższych zabierze mu władzę, dlatego regularnie dokonywał – mówiąc dzisiejszym językiem – czystek. Zamordował swoich dwóch synów i ukochaną żonę Mariamne, by nie sięgnęli po tron. Istniało nawet powiedzenie: „Lepiej być świnią Heroda niż synem Heroda”.

Mając taki obraz Heroda, możemy sobie wyobrazić, co czuł, kiedy usłyszał od Mędrców o narodzeniu nowego króla żydowskiego.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Paweł Trzopek OP

Paweł Trzopek OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Paweł Trzopek OP
Paweł
Trzopek OP
zobacz artykuly tego autora >