Nasze projekty
Tomasz Samulnik OP

Patrząc na Ukrzyżowanego

Wydarzenie ukrzyżowania, opisane w czterech Ewangeliach, skłania do wglądu we własne serce i związaną z tym weryfikację osobistej wiary i jej związku z osobistym życiem oraz nawracaniem się. Na koniec tegorocznego Wielkiego Postu spójrzmy na pewne zjawisko, które występuje w liturgii Kościoła, a które, gdy mu się wnikliwiej przyjrzeć, jest bardzo "a propos" naszego spojrzenia na Ukrzyżowanego.

Reklama

W ostatnim tygodniu Wielkiego Postu liturgia Kościoła szczególnie kieruje nasze spojrzenie (wzrok, słuch, intelekt, emocje) na umęczonego i ukrzyżowanego Zbawiciela. Pragnie w ten sposób odnowić w wierzącym prawdę, że Chrystus pokornie przyjął ciało, poniósł mękę i śmierć na krzyżu w sprawie zbawczego odkupienia mojego grzechu. Kościół pragnie, abyśmy to zrozumieli i przyjęli po to, aby mieć udział w Zmartwychwstaniu i życiu Chrystusa. Czas Wielkiego Tygodnia, zwłaszcza Świętego Triduum Paschalnego zaprasza do tego, aby stanąć pod krzyżem razem z pogrążonymi w boleści Maryją, Matką Jezusa, Marią Kleofasową, Marią Magdaleną, Janem, Jego ukochanym uczniem, wpół-ukrzyżowanymi złoczyńcami, drwiącymi i złorzeczącymi przełożonymi ludu żydowskiego, szydzącymi i podającymi ocet żołnierzami, bluźniącymi i wyśmiewającymi przechodniami (Mt 27, Mk 15 Łk 23, J, 19); wreszcie z samym Jezusem, Jego modlitwą w tej granicznej sytuacji, a także z Jego poczuciem opuszczenia przez Ojca…

Wydarzenie ukrzyżowania, opisane w czterech Ewangeliach, skłania do wglądu we własne serce i związaną z tym weryfikację osobistej wiary i jej związku z osobistym (!) życiem oraz nawracaniem się. W związku w tym spojrzeniem, na koniec tegorocznego Wielkiego Postu spójrzmy na pewne zjawisko, które występuje w liturgii Kościoła, a które, gdy mu się wnikliwiej przyjrzeć, jest bardzo a propos naszego spojrzenia na Ukrzyżowanego.

Jak wygląda Miłość?

Reklama
Reklama

W modlitwie brewiarzowej z okresu Wielkiego Postu, w nieszporach z poniedziałku drugiego tygodnia znajdujemy dwie antyfony – jedną na czas Wielkiego Postu (oraz całego roku liturgicznego), drugą na okres Wielkiego Tygodnia – które są wprowadzeniem do Psalmu 45. Każda z nich daje jednak zupełnie odmienny klucz interpretacyjny do tego psalmu. Jest to psalm, który opisuje zaślubiny króla, jego piękno, cnoty, misję; następnie zaś przechodzi w hymn na cześć małżonki. W okresie Wielkiego Postu psalm ów rozpoczyna i kończy ta sama antyfona, która używana jest w ciągu całego roku liturgicznego; jest to trzeci wers z psalmu, który brzmi: „Tyś najpiękniejszy z synów ludzkich, wdzięk rozlał się na twoich wargach”.

Kościół odczytuje ten psalm jako opis oblubieńczej relacji między Chrystusem a Kościołem. W Chrystusie widzi najpiękniejszego z ludzi; wdzięk, który rozlewa się na Jego wargach, wskazuje na wewnętrzne piękno Jego słów, na blask Jego przesłania: w Jezusie rozbłyska raczej piękno prawdy, piękno samego Boga, które nas porywa i wzywa do miłości Boga i Kościoła. Ale w poniedziałek Wielkiego Tygodnia Kościół zmienia antyfonę; tym razem wprowadzeniem do Psalmu 45 jest wers z Księgi Izajasza: „Nie miał on wdzięku ani też blasku, aby na niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał” (Iz 53, 2). Jak to rozumieć? „Najpiękniejszy z ludzi” staje się odpychający, także nie chcemy na Niego patrzeć; Piłat stawia Go przed tłumem ze słowami: Ecce homo, chcąc w ten sposób wzbudzić litość nad Tym, który został pobity i umęczony; nad człowiekiem tak nieludzko oszpeconym. Czy zatem Chrystus był piękny, czy brzydki? Joseph Ratzinger/Benedykt XVI stawia tę kwestię bardziej radykalnie, głębiej: czy prawdziwe jest piękno, czy może to raczej brzydota prowadzi nas do właściwego postrzegania rzeczywistości? I odpowiada: kto wierzy w Boga, który właśnie w zniekształconej i oszpeconej postaci Ukrzyżowanego objawił siebie jako miłość „do końca” (por. J 13, 1), ten wie, że piękno jest prawdą, a prawda – pięknem; cierpienie Chrystusa poucza go jednak również o tym, że piękno prawdy obejmuje okaleczenie, ból, a nawet mroczną tajemnicę śmierci, i że piękno to można odnaleźć tylko przez przyjęcie bólu, a nie niezależnie od niego. O Chrystusie można powiedzieć zarówno: „Tyś najpiękniejszy z synów ludzkich”, jak i „Nie miał On wdzięku (…) ani wyglądu, by się nam podobał”. Ten, który jest samym pięknem, pozwolił, aby Go bito w twarz, aby Go opluwano, aby ukoronowano Go cierniami… Ale właśnie w tym zniekształconym obliczu jaśnieje prawdziwe, ostateczne piękno: piękno miłości, która jest miłością „aż do końca” i w ten sposób okazuje się silniejsza niż kłamstwo i przemoc. Ten, kto zobaczył takie piękno, wie, że mimo wszystko ostatecznym wymiarem świata jest prawda, a nie kłamstwo. To nie kłamstwo jest „prawdziwe”, lecz właśnie prawda. Spojrzenie na Ukrzyżowanego wyzwala nas od tej rozpowszechnionej dzisiaj pokusy. Zakłada ona jednak, że damy się zranić wraz z Ukrzyżowanym, że ufamy miłości, która potrafiła zrezygnować z zewnętrznego piękna, aby właśnie w ten sposób odsłonić Jego prawdę.

 

Reklama
Reklama

Piękno wnętrza

Zgoda na miłość jest zarazem zgodą na zranienie; druga jest immanentnie zawarta w pierwszej. Komunikat kochającego, czyli najgłębsza prawda na temat miłości brzmi w tej sprawie następująco: nic nie powstrzyma mojej woli miłości. Nic – nawet cierpienie ani jego realna perspektywa. Ani jego nieuchronność – w doczesnym horyzoncie. Cokolwiek i jakkolwiek będzie – chcę i będę kochał. Ból, oszpecenie, znieważenie, drwiny, etc. – żadna z tych rzeczy nie powstrzyma mojej miłości – mówi Bóg w Chrystusie.

Spostrzeżenie wewnętrzne wierzącego musi się wyzwolić z wrażeń zmysłowych i przez modlitwę i ascezę nauczyć się nowego, głębszego widzenia, przejść od tego, co zewnętrzne, do głębi rzeczywistości, tak jak artysta, który zobaczył to, czego zmysły jako takie nie widzą, a co mimo wszystko jaśnieje w tym, co zmysłowe: blask chwały Boga, „chwałę Bożą na obliczu Chrystusa” (2 Kor 4, 6).

Reklama

Wielkie dzieła sztuki chrześcijańskiej – wprowadzają nas na wewnętrzną drogę, na drogę wyjścia poza siebie, i w ten sposób–poprzez oczyszczenie wzroku i serca – stawiają nas przed pięknem. W moim przekonaniu niezwykle trafną wydaje się być teza Ratzingera/Benedykta o tym, że prawdziwą apologią chrześcijaństwa, dowodem jego prawdziwości – niezależnie od wszystkiego, co negatywne – są z jednej strony święci, a z drugiej piękno, które zrodziło się z wiary. Aby wiara mogła dzisiaj wzrastać, my sami musimy iść na spotkanie ze świętymi i na spotkanie z pięknem, prowadząc na nie ludzi, których spotykamy.

 

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite