video-jav.net

Patrząc na Ukrzyżowanego

Wydarzenie ukrzyżowania, opisane w czterech Ewangeliach, skłania do wglądu we własne serce i związaną z tym weryfikację osobistej wiary i jej związku z osobistym życiem oraz nawracaniem się. Na koniec tegorocznego Wielkiego Postu spójrzmy na pewne zjawisko, które występuje w liturgii Kościoła, a które, gdy mu się wnikliwiej przyjrzeć, jest bardzo "a propos" naszego spojrzenia na Ukrzyżowanego.

Tomasz
Samulnik OP
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Patrząc na Ukrzyżowanego
Wydarzenie ukrzyżowania, opisane w czterech Ewangeliach, skłania do wglądu we własne serce i związaną z tym weryfikację osobistej wiary i jej związku z osobistym życiem oraz nawracaniem się. Na koniec tegorocznego Wielkiego Postu spójrzmy na pewne zjawisko, które występuje w liturgii Kościoła, a które, gdy mu się wnikliwiej przyjrzeć, jest bardzo "a propos" naszego spojrzenia na Ukrzyżowanego.

W ostatnim tygodniu Wielkiego Postu liturgia Kościoła szczególnie kieruje nasze spojrzenie (wzrok, słuch, intelekt, emocje) na umęczonego i ukrzyżowanego Zbawiciela. Pragnie w ten sposób odnowić w wierzącym prawdę, że Chrystus pokornie przyjął ciało, poniósł mękę i śmierć na krzyżu w sprawie zbawczego odkupienia mojego grzechu. Kościół pragnie, abyśmy to zrozumieli i przyjęli po to, aby mieć udział w Zmartwychwstaniu i życiu Chrystusa. Czas Wielkiego Tygodnia, zwłaszcza Świętego Triduum Paschalnego zaprasza do tego, aby stanąć pod krzyżem razem z pogrążonymi w boleści Maryją, Matką Jezusa, Marią Kleofasową, Marią Magdaleną, Janem, Jego ukochanym uczniem, wpół-ukrzyżowanymi złoczyńcami, drwiącymi i złorzeczącymi przełożonymi ludu żydowskiego, szydzącymi i podającymi ocet żołnierzami, bluźniącymi i wyśmiewającymi przechodniami (Mt 27, Mk 15 Łk 23, J, 19); wreszcie z samym Jezusem, Jego modlitwą w tej granicznej sytuacji, a także z Jego poczuciem opuszczenia przez Ojca…

Wydarzenie ukrzyżowania, opisane w czterech Ewangeliach, skłania do wglądu we własne serce i związaną z tym weryfikację osobistej wiary i jej związku z osobistym (!) życiem oraz nawracaniem się. W związku w tym spojrzeniem, na koniec tegorocznego Wielkiego Postu spójrzmy na pewne zjawisko, które występuje w liturgii Kościoła, a które, gdy mu się wnikliwiej przyjrzeć, jest bardzo a propos naszego spojrzenia na Ukrzyżowanego.

 

Jak wygląda Miłość?

W modlitwie brewiarzowej z okresu Wielkiego Postu, w nieszporach z poniedziałku drugiego tygodnia znajdujemy dwie antyfony – jedną na czas Wielkiego Postu (oraz całego roku liturgicznego), drugą na okres Wielkiego Tygodnia – które są wprowadzeniem do Psalmu 45. Każda z nich daje jednak zupełnie odmienny klucz interpretacyjny do tego psalmu. Jest to psalm, który opisuje zaślubiny króla, jego piękno, cnoty, misję; następnie zaś przechodzi w hymn na cześć małżonki. W okresie Wielkiego Postu psalm ów rozpoczyna i kończy ta sama antyfona, która używana jest w ciągu całego roku liturgicznego; jest to trzeci wers z psalmu, który brzmi: „Tyś najpiękniejszy z synów ludzkich, wdzięk rozlał się na twoich wargach”.

Kościół odczytuje ten psalm jako opis oblubieńczej relacji między Chrystusem a Kościołem. W Chrystusie widzi najpiękniejszego z ludzi; wdzięk, który rozlewa się na Jego wargach, wskazuje na wewnętrzne piękno Jego słów, na blask Jego przesłania: w Jezusie rozbłyska raczej piękno prawdy, piękno samego Boga, które nas porywa i wzywa do miłości Boga i Kościoła. Ale w poniedziałek Wielkiego Tygodnia Kościół zmienia antyfonę; tym razem wprowadzeniem do Psalmu 45 jest wers z Księgi Izajasza: „Nie miał on wdzięku ani też blasku, aby na niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał” (Iz 53, 2). Jak to rozumieć? „Najpiękniejszy z ludzi” staje się odpychający, także nie chcemy na Niego patrzeć; Piłat stawia Go przed tłumem ze słowami: Ecce homo, chcąc w ten sposób wzbudzić litość nad Tym, który został pobity i umęczony; nad człowiekiem tak nieludzko oszpeconym. Czy zatem Chrystus był piękny, czy brzydki? Joseph Ratzinger/Benedykt XVI stawia tę kwestię bardziej radykalnie, głębiej: czy prawdziwe jest piękno, czy może to raczej brzydota prowadzi nas do właściwego postrzegania rzeczywistości? I odpowiada: kto wierzy w Boga, który właśnie w zniekształconej i oszpeconej postaci Ukrzyżowanego objawił siebie jako miłość „do końca” (por. J 13, 1), ten wie, że piękno jest prawdą, a prawda – pięknem; cierpienie Chrystusa poucza go jednak również o tym, że piękno prawdy obejmuje okaleczenie, ból, a nawet mroczną tajemnicę śmierci, i że piękno to można odnaleźć tylko przez przyjęcie bólu, a nie niezależnie od niego. O Chrystusie można powiedzieć zarówno: „Tyś najpiękniejszy z synów ludzkich”, jak i „Nie miał On wdzięku (…) ani wyglądu, by się nam podobał”. Ten, który jest samym pięknem, pozwolił, aby Go bito w twarz, aby Go opluwano, aby ukoronowano Go cierniami… Ale właśnie w tym zniekształconym obliczu jaśnieje prawdziwe, ostateczne piękno: piękno miłości, która jest miłością „aż do końca” i w ten sposób okazuje się silniejsza niż kłamstwo i przemoc. Ten, kto zobaczył takie piękno, wie, że mimo wszystko ostatecznym wymiarem świata jest prawda, a nie kłamstwo. To nie kłamstwo jest „prawdziwe”, lecz właśnie prawda. Spojrzenie na Ukrzyżowanego wyzwala nas od tej rozpowszechnionej dzisiaj pokusy. Zakłada ona jednak, że damy się zranić wraz z Ukrzyżowanym, że ufamy miłości, która potrafiła zrezygnować z zewnętrznego piękna, aby właśnie w ten sposób odsłonić Jego prawdę.

 

Piękno wnętrza

Zgoda na miłość jest zarazem zgodą na zranienie; druga jest immanentnie zawarta w pierwszej. Komunikat kochającego, czyli najgłębsza prawda na temat miłości brzmi w tej sprawie następująco: nic nie powstrzyma mojej woli miłości. Nic – nawet cierpienie ani jego realna perspektywa. Ani jego nieuchronność – w doczesnym horyzoncie. Cokolwiek i jakkolwiek będzie – chcę i będę kochał. Ból, oszpecenie, znieważenie, drwiny, etc. – żadna z tych rzeczy nie powstrzyma mojej miłości – mówi Bóg w Chrystusie.

Spostrzeżenie wewnętrzne wierzącego musi się wyzwolić z wrażeń zmysłowych i przez modlitwę i ascezę nauczyć się nowego, głębszego widzenia, przejść od tego, co zewnętrzne, do głębi rzeczywistości, tak jak artysta, który zobaczył to, czego zmysły jako takie nie widzą, a co mimo wszystko jaśnieje w tym, co zmysłowe: blask chwały Boga, „chwałę Bożą na obliczu Chrystusa” (2 Kor 4, 6).

Wielkie dzieła sztuki chrześcijańskiej – wprowadzają nas na wewnętrzną drogę, na drogę wyjścia poza siebie, i w ten sposób–poprzez oczyszczenie wzroku i serca – stawiają nas przed pięknem. W moim przekonaniu niezwykle trafną wydaje się być teza Ratzingera/Benedykta o tym, że prawdziwą apologią chrześcijaństwa, dowodem jego prawdziwości – niezależnie od wszystkiego, co negatywne – są z jednej strony święci, a z drugiej piękno, które zrodziło się z wiary. Aby wiara mogła dzisiaj wzrastać, my sami musimy iść na spotkanie ze świętymi i na spotkanie z pięknem, prowadząc na nie ludzi, których spotykamy.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Tomasz Samulnik OP

Zobacz inne artykuły tego autora >
Tomasz
Samulnik OP
zobacz artykuly tego autora >

Przez soczewki św. Jana

Jan to mistrz słowa, który potrafi obok opisywanych zdarzeń pokazywać sposób patrzenia na nie przez świadków. Jak każdy z nich znakomicie opisuje wydarzenia, ale patrząc na to samo – widzi coś innego. Ale to nie wszystko: w końcu przybliża czytelnikowi tę perspektywę, która jest najlepsza, Jezusowa.

ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Przez soczewki św. Jana
Jan to mistrz słowa, który potrafi obok opisywanych zdarzeń pokazywać sposób patrzenia na nie przez świadków. Jak każdy z nich znakomicie opisuje wydarzenia, ale patrząc na to samo – widzi coś innego. Ale to nie wszystko: w końcu przybliża czytelnikowi tę perspektywę, która jest najlepsza, Jezusowa.

Nazajutrz wielki tłum, który przybył na święto, usłyszawszy, że Jezus przybywa do Jerozolimy, wziął gałązki palmowe i wybiegł Mu naprzeciw. Wołali: Hosanna! Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie oraz «Król izraelski!» […] Wielki tłum wybiegł Mu naprzeciw, ponieważ usłyszano o dokonanym przez Niego znaku. Faryzeusze zaś mówili między sobą: „Zobaczcie: nic nie zyskujecie. Oto świat poszedł za Nim”. (J 12, 19)

Inna miara sukcesu

Szkoda, że święty Jan, który jako jedyny z ewangelistów opisał ten szczegół, nie zawarł dalszej części dyskusji pomiędzy faryzeuszami. Ale i ten strzęp dialogu jest znaczący. Pokazuje wewnętrzny spór wśród samych faryzeuszów odnośnie przyjętej wobec Jezusa strategii. Ujawnia zresztą coś jeszcze: faryzeusze „walczą” z Jezusem o to, za kim pójdzie świat: On albo my! Wkrótce okaże się, iż strategia tylko chwilowo okazała się nieskuteczna. Cztery dni później świat zmieni zdanie i odwróci się od Jezusa.

Z zupełnie innej perspektywy patrzyli na wjazd Jezusa do Jerozolimy Jego uczniowie. Oni – jak pisze Jan – nie rozumieli nic z tego, co widzieli. Byli tak samo zdumieni tłumami, poparciem, uwielbieniem, obwieszczeniem królem, jak faryzeusze. Ale oni, w przeciwieństwie do faryzeuszów, powinni się z tego cieszyć. Ale nie, Mistrz nauczył ich przecież zupełnie innej „miary sukcesu”. Święty Jan dobitnie opisał to wcześniej, w szóstym rozdziale swojej ewangelii. Wtedy, na pustyni, nastąpiło apogeum popularności Jezusa. Był tak znany, tak wiarygodny – i to właśnie z tego powodu wywoływał wściekłość faryzeuszów – że tłumy były gotowe iść za Nim wszędzie, nawet na pustynię, pomimo braku jedzenia, w ciemno. A tam? Mistrz dokonał niemożliwego: wszystkich ich nakarmił. Rozanielony tłum chciał Go obwołać królem. I wtedy, właśnie wtedy, Jezus zrobił coś, czego żaden człowiek nie odważyłby się zrobić (chyba, że kompletny ignorant): zraził do siebie wszystkich:

– Jeśli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego, nie będziecie mieli życia w sobie – powiedział.
Odeszli wówczas od Niego wszyscy, te tysiące, które wcześniej chciało Go obwołać królem. Zostało dwunastu.
– Czy i wy chcecie odejść?
– Panie, do kogóż pójdziemy?

Uczniowie, którzy nauczyli się wtedy tej Jezusowej perspektywy, gdzie nie chodzi o liczby, nie chodzi o popularność, nie chodzi o „zdobywanie świata”, byli autentycznie zdumieni tym, co zobaczyli w Jerozolimie, gdy Jezus wjeżdżał do miasta. Cztery dni później okaże się, że była to swoista powtórka tego, co wcześniej stało się na pustyni. Wszyscy znowu odejdą. Zostanie jeden.

W końcu – tłum. Setki, może tysiące tych, którzy wybiegli Mistrzowi na spotkanie. Uczniów zdumieli a faryzeuszów przekonali, iż ci przegrali z Jezusem walkę o rząd dusz. Kim oni są? Tłumem, masą, statystyką, której siła jest w stanie określić zwycięzcę? Masą anonimowych osób, reagujących jak chorągiewki na bardziej znaczące wydarzenia, choć chwilę późnej są w stanie odwrócić poglądy, a co najgorsze, odwrócić się od człowieka? Święty Jan odpowiedział na pytanie, dlaczego tłum wyszedł Jezusowi na spotkanie. Napisał, że nie był to do końca tłum przypadkowych osób. To ci sami ludzie, którzy wcześnie razem z Jezusem byli w innym miejscu: w Betanii. Byli oni świadkami wskrzeszenia Łazarza, a teraz dali o Nim świadectwo – wyszli Mu na spotkanie, na powitanie, by oddać cześć i chwałę.

Jan to mistrz słowa, który potrafi obok opisywanych zdarzeń pokazywać sposób patrzenia na to świadków. Znakomicie opisuje jak każdy z nich, ale patrząc na to samo – widzi coś innego. Ale to nie wszystko: w końcu przybliża czytelnikowi tę postawę, tę perspektywę, która jest najlepsza, Jezusowa. Trochę jak okulista w gabinecie, który pokazując coraz bardziej niewyraźne rzędy coraz mniejszych liter nagle zmienia soczewkę i mówi: a teraz widzisz?

Oto przykład. We wspomnianym już szóstym rozdziale, w opisie rozmnożenia chleba, Jan umieszcza pominięty przez pozostałych ewangelistów dialog z uczniami, Andrzejem i Filipem:

Kiedy więc Jezus… ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa:
– Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli? – a mówił to wystawiając go na próbę.
Odpowiedział Filip:
– Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać.

Ciekawe, że Filip, któremu Jezus daje swoisty problem do rozwiązania, patrzy nań w kategoriach ekonomicznych. Prawdopodobnie uczniowie mieli do dyspozycji właśnie 200 denarów i w oczach Filipa tylko zakup jedzenia dawał szansę rozwiązać problem głodu. Perspektywa finansowa zatrzymała Filipa. Nie wiedział dalej, co zrobić. Drugi z uczniów – Andrzej – miał nieco inną perspektywę: “Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?”

Blisko. Nie trzeba niczego kupować, jest „cokolwiek” do dyspozycji, wystarczy się tym tylko podzielić. Niestety, zniechęcenie zatrzymało Andrzeja w działaniu. Tak właśnie Jan przeciwstawia, w jaki sposób na to samo wydarzenie patrzą różne osoby. W końcu zmienia soczewki. Pokazuje perspektywę Jezusa. A Jezus? Po prostu każe wszystkim usiąść i po prostu rozdaje to niewiele tym wielu nie zatrzymując się w działaniu. Wystarczyło.

 

Kim jesteś?

Ewangeliści opisując ten sam wjazd Jezusa do Jerozolimy, tylko z pozoru przedstawiają podobną relację. W rzeczywistości każdy z nich ma inne zadania, inny cel stawia sobie i czytelnikowi. Marka, Mateusza i Łukasza łączy to, iż pokazują niezwykłą zbieżność wjazdu do Jerozolimy z proroctwami, które w często w najdrobniejszych szczegółach zapowiedziały to wydarzenie, a Jezusa ukazują jako tego, który proroctwa wypełnia. Jan pomija proroctwa. Prezentuje trzy spojrzenia świadków tego wydarzenia: perspektywę faryzeusza, perspektywę ucznia i perspektywę „kogoś z tłumu”. Zmienia soczewki. W ten sposób konfrontuje spojrzenia na to samo wydarzenie. Co najbardziej zdumiewające, ta konfrontacja tylko z pozoru dotyczy bohaterów przedstawionych w ewangelii. Przede wszystkim, dotyczy tego, który czyta, Ciebie.

Jezus na osiołku wjeżdża do Jerozolimy. Co widzisz? Kim jesteś? Jesteś człowiekiem, który ocenia rzeczywistość na podstawie oscylującego tam i z powrotem poparcia opinii społecznej? Albo jeszcze precyzyjniej: to poparcie społeczne, wsparcie większości jest dla ciebie kryterium wyboru, celem działań, wyznacznikiem sensu?

A może jesteś jednym z tych, którzy widzieli już cud, zaznali miłosierdzia, spotkali Jezusa. I wtedy, gdy wkracza do Jerozolimy, świadczysz o Nim, oddajesz Mu hołd, pamiętasz. Jan włącza wtedy retrospekcję, a zaraz potem ucieka w przyszłość, by pokazać niestałość postawy “kogoś z tłumu”: ta wierność nie potrwa długo. Jeśli jesteś “kimś z tłumu”, w obliczu zagrożenia, samotności, zmiany koniunktury pójdziesz tam, gdzie pójdzie tłum.

A może jesteś zdumionym wciąż uczniem, który ciągle patrzy od nowa i za każdym razem dostrzega coś nowego, zgłębia tajemnicę i wciąż nie rozumie. Ale co najważniejsze – idzie za Jezusem, czy w tłumie Kościoła triumfującego, czy w samotności Kościoła postawionego w stan oskarżenia za grzechy Judasza.

Jan, który teraz jako jeden z uczniów patrzy i towarzyszy Jezusowi, a potem w swojej Ewangelii opisze, co widział, dziś widzi pełen triumfu przyjazd Króla do swojej Jerozolimy, potem Jego drogę do swego pałacu, na swój Tron na Golgocie, gdzie zasiądzie jako Pan wszechświata. Na głowie korona, oto Pan zaczyna królować, wszak sam Piłat każe umieścić nad Tronem napis: “Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski”. Tak właśnie Jan opisze Mękę Pańską, drogę Krzyża, choć w perspektywie innych będzie to egzekucja winnego bądź niewinnego skazańca. A w grobie, gdzie jedni zobaczą oszustwo, inni po prostu śmierć niepospolitego człowieka, a jeszcze inni z tej okazji pogratulują sobie sukcesu, święty Jan zobaczy Zmartwychwstałego.

Jezus wjeżdża do Jerozolimy na osiołku. Faryzeusze widzą jedno, ludzie z tłumu coś innego, jeszcze coś innego widzą Jego uczniowie. Mistrzostwo narracji świętego Jana dopiero przed nami. Jan, jak okulista w gabinecie, pokazując coraz bardziej niewyraźne rzędy coraz mniejszych liter, coraz mniej zrozumiałe tajemnice życia Jezusa, nagle zmienia soczewkę i mówi: “A teraz widzisz?”.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

ks. Przemysław Śliwiński

ks. Przemysław Śliwiński

Kapłan Archidiecezji Warszawskiej. Pochodzi z Lubawy. Ukończył studia specjalistyczne na Wydziale Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Santa Croce w Rzymie. Jesienią 2013 roku, objął stanowisko rzecznika prasowego Archidiecezji Warszawskiej oraz dyrektora Archidiecezjalnego Centrum Informacji. Wykłada edukację medialną w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Na Stacji7.pl jest autorem wielu artykułów oraz popularnego cyklu Jutro Niedziela.

Zobacz inne artykuły tego autora >
ks. Przemysław Śliwiński
ks. Przemysław
Śliwiński
zobacz artykuly tego autora >
Share via