video-jav.net

Ludzie do zadań specjalnych

„Być może nigdy nie zobaczę uzdrowienia pod wpływem mojej modlitwy. Ale jeśli nie spróbuję, nie zobaczę go na pewno" – dla Janet Lozano z Pensylwanii, ta oczywistość stała się bodźcem, by po kilkudziesięciu latach pomagania ludziom, odważniej prosić dla nich o uzdrowienia fizyczne.

Małgorzata
Wójcik
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Ludzie do zadań specjalnych
„Być może nigdy nie zobaczę uzdrowienia pod wpływem mojej modlitwy. Ale jeśli nie spróbuję, nie zobaczę go na pewno" – dla Janet Lozano z Pensylwanii, ta oczywistość stała się bodźcem, by po kilkudziesięciu latach pomagania ludziom, odważniej prosić dla nich o uzdrowienia fizyczne.

Spektakularne cuda w rodzaju tych potrzebnych do potwierdzenia świętości kandydata na ołtarze, zdarzają się rzadko, wiadomo. Ale przypadki uzdrowienia z depresji, bezsenności, lęków, nerwic, migren, zaburzeń jedzenia itp. – zdarzają się  znacznie częściej. Podobnie jak uzdrowienia słuchu, wzroku czy bólów kręgosłupa. Zresztą nie o statystyki chodzi, ale o to, że takie rzeczy dzieją się i dziś. W Polsce – o czym u nas pisze o. Remigiusz Recław, jezuita, który od lat odprawia msze z modlitwą o uzdrowienie – ale i wszędzie na świecie. A jednak… niewielu jest odważnych, którzy choremu powiedzą wprost: „w imię Jezusa wstań". Bo co jeśli chory nie wstanie?  

Janet, wraz z mężem, Nealem Lozano, od ponad dwudziestu lat podróżujecie po świecie, aby modlić się o uwolnienie dla ludzi borykających się z problemami, przeważnie problemami duchowymi. Modlitwa o uzdrowienie fizyczne wydaje się bardziej konkretna. Dlaczego tak rzadko o nie prosimy?

To duże uproszczenie, modlitwa o uwolnienie wewnętrzne ma bardzo konkretne przełożenie na życie człowieka. Ale przyznam, że i mi trudno było zobaczyć siebie w roli osoby modlącej się o uzdrowienie z chorób fizycznych. Prawdopodobnie gdyby nie posługa uwolnienia, którą z Nealem w naszej wspólnocie praktykujemy od lat czterdziestu, zabrakłoby mi odwagi, aby prosić także o uzdrowienia fizyczne. Ale w tej przygodzie z Bogiem jest coś, co każe iść dalej i prosić o więcej. Mianowicie: im bardziej Go poznajesz, tym bardziej Mu ufasz. A poznajesz – widząc Jego konkretne działanie. Za każdym razem, kiedy przychodzi po pomoc człowiek umęczony powtarzającymi się w jego życiu problemami, a ja prowadzę go w modlitwie uwolnienia, jestem świadkiem jak Bóg przemienia serce tej osoby.

Ludzie do zadań specjalnych

Co to znaczy?

Pomaga jej spojrzeć z innej perspektywy na to, co przeżywała, pomaga przebaczyć i wyrzec się zła. W każdym przypadku robi to inaczej, bo każdy z nas jest inny i każdy potrzebuje czegoś innego. Patrząc z bliska na takie działanie Boga, poznaję Jego delikatność.

Widzę, jak bardzo On szanuje wolną wolę człowieka, w jaki sposób kocha. A jeśli poznajesz kogoś, kto nie tylko mówi, że jest miłością, ale nią jest – zaufanie rośnie samo.

Z drugiej strony – jeśli widzę, że człowiek potrzebuje uzdrowienia, dlaczego miałabym o nie nie poprosić, znając Osobę, do której się z tym zwracam? Proszę i patrzę, co Bóg zamierza z tym zrobić. A to Jezus słowami: Duch Pański „posłał mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie, abym uciśnionych odsyłał wolnymi" (Łk 4, 16) określił swoją misję. Naprawdę wierzę, że uwalnianie nas, głoszenie wolności uwięzionym i przywracanie wzroku niewidomym jest częścią misji Jezusa na ziemi. Misji, do której pełnienia uzdalnia nas, ochrzczonych, jak kiedyś swoich uczniów. Wierzę w to i tego doświadczam.

Możesz podać przykład?

Może opowiem o sobie. Przez wiele lat miałam bardzo silne migreny. Przez 15 lat wraz z innymi osobami modliłam się o uzdrowienie z nich. Ale bóle nie tylko nie ustępowały, lecz wydawały się coraz silniejsze. Aż za którymś razem, podczas modlitwy o uwolnienie, znaleziono ich przyczynę: moim duchowym problemem był paraliżujący lęk. Kiedy udało się dotrzeć do jego źródeł, zobaczyć pod wpływem jakich zdarzeń i osób on się we mnie tak mocno zakorzenił, kiedy w imię Jezusa przebaczyłam im to – okazało się, że to był punkt zwrotny.

Zaczął się proces uzdrawiania mnie nie tylko z migreny, ale przede wszystkim z lęku.

Jesteśmy bardzo skomplikowanymi cielesno-duchowo-emocjonalnymi istotami. Czasem uzdrowienie z choroby jest człowiekowi potrzebne, by otworzył się na wiarę. Podobnie kiedy zmagasz się z jakimś zniewoleniem, wraz z wolnością przychodzi większe zaufanie do Boga. To budujące doświadczenie.

Ale ty przez 15 lat modliłaś się o uzdrowienie, którego nie było!

Dostałam więcej niż prosiłam. Nie wiem, dlaczego tak musiało być. Nie wiem też, dlaczego niektórzy są uzdrawiani a inni nie. Spotykam ludzi wielkiej wiary, którzy bardzo cierpią, modlą się, ale nic się w ich sytuacji zdrowotnej nie zmienia. To tajemnica, którą zostawiam w rękach Boga. Sobie musiałam odpowiedzieć na inne pytanie: kim On dla mnie jest. Jeśli wiem, że jest dobrym Ojcem – łatwiej mi zaufać, że wie, co robi. Że ma swój czas, swój sposób na działanie, nawet jeśli tego nie rozumiem. Może mi się wydawać, że Bóg nie odpowiada na moją modlitwę. Ale słowo wydawać jest tu bardzo na miejscu. Chodzi o coś innego: że On nie odpowiada tak jak ja chcę albo kiedy ja chcę, żeby odpowiedział.

A może brak odpowiedzi wynika z tego, że źle się modlimy?

W posłudze uzdrawiania uczymy się na bieżąco. Nie da się zamknąć działania Boga w zbiorze przewidywalnych zasad. Pamiętam, że na jednym ze spotkań modlitewnych prowadzonych przez Randy'ego Clarka, przez którego Bóg dokonuje niewiarygodnych uzdrowień – jedna z osób z jego zespołu miała intuicję, aby modlić się za niewidomą. Ta modlitwa trwała pięć godzin! Czasami kończymy po 5-10 minutach, jeśli nie widzimy odpowiedzi. W przypadku tamtej niewidomej kobiety, posługujący czuli, że trzeba kontynuować. Więc to zrobili. Okazało się, że słusznie – po pięciu godzinach ta kobieta zaczęła widzieć.

Dla mnie pomocne było uczenie się od innych ludzi, którymi posługiwał się Bóg. Uczyłam się od Randy'ego Clarka, słuchałam jego rozmów z kilkunastoma osobami z całego świata, które zajmują się fizycznym uzdrawianiem.

Dużo kosztowało mnie, zanim uwierzyłam, że i mną Bóg chce się w ten sposób posługiwać. Zaczął to potwierdzać faktami.

Kobieta przestała kuleć, innej minął ból głowy, ktoś inny zaczął normalnie spać. Wiem, że robię małe kroczki.

Ja zawsze dziękuję za to, co dostałam i modlę się o więcej. Ufam, że jeśli nawet nie jest to sto procent, Pan Bóg może dać resztę kolejnego dnia, za tydzień. Albo kiedy będzie chciał.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Małgorzata Wójcik

Zobacz inne artykuły tego autora >
Małgorzata
Wójcik
zobacz artykuly tego autora >

Kacper, Melchior i Baltazar: prawdy i mity

Trzej Królowie to poganie, którzy jako pierwsi oddali pokłon Zbawicielowi – tej prawdy trzyma się tradycja chrześcijańska od czasów Średniowiecza. Kim byli naprawdę? Nie wiadomo. Wersji jest kilkanaście.

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Kacper, Melchior i Baltazar: prawdy i mity
Trzej Królowie to poganie, którzy jako pierwsi oddali pokłon Zbawicielowi – tej prawdy trzyma się tradycja chrześcijańska od czasów Średniowiecza. Kim byli naprawdę? Nie wiadomo. Wersji jest kilkanaście.

Najwięcej przesadnych informacji na ich temat przekazuje długa seria apokryficzna tekstów ewangelicznych, które powstawały w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Pomysł, że było ich trzech pochodzi z VI wieku. To wtedy napisana została armeńska Ewangelia Dzieciństwa, która – co ciekawe – sytuuje narodziny Jezusa 6 stycznia, a przybycie trzech Magów 9 stycznia. Tutaj podane jest też, że byli to: Melkon – król Persów, Gaspar – król Hindusów i Balthasar – król Arabów.

Kacper
Melchior
Baltazar

Powłóczyste szaty, korony na głowach lub turbany, to tylko tradycja ludzkich wyobrażeń. Podobnie jak i fakt, że Kacpra przedstawiano jako młodzieńca bez długiej brody, Melchiora jako siwobrodego starca, a Baltazara jako człowieka o ciemnym kolorze skóry.

Dla Ewangelistów Marka, Jana i Łukasza mogły to być postacie dość kontrowersyjne, bo tylko Mateusz o nich pisze. Nie nazywa ich jednak magami lecz Mędrcami, którzy przybyli ze Wschodu. Skąd dowiedzieli się o narodzeniu Jezusa? Święty Mateusz pisze, że ujrzeli Jego gwiazdę na Wschodzie. Tutaj też podana jest informacja o tym, że spotkali się potajemnie z królem Herodem, który przerażony wiadomością o nowo narodzonym innym królu, prosił, by donieśli mu, gdzie jest ukryty Jezus. Ta Ewangelia opisuje też, że Mędrcy szli za gwiazdą, która doprowadziła ich do domu – nie podane jest dokładne miejsce! Ani że była to jakaś szopa! – „zobaczyli tam Dziecię z Matką Jego, Maryją”. Oddali pokłon i ofiarowali Mu złoto, kadziło i mirrę. Potem otrzymali we śnie nakaz, że mają wrócić do swojej ojczyzny inną drogą. I z tego tekstu nie wynika, że byli oni z różnych krajów.

W późniejszych wiekach zaczęto głosić pogląd, że wszyscy byli magami irańskimi, czyli astrologami-kapłanami, którzy w gwiazdach dopatrywali się przybycia przyszłego Saoshyanta, to znaczy Obrońcy-Wybawiciela-Zwycięzcy.

Skąd się wzięło więc przekonanie, że byli królami? Poza wspomnianą Ewangelią Dzieciństwa, informację taką przekazywali najczęściej artyści. Dzieł malarskich pokazujących pokłon Trzech Króli zachowało się wiele. We Florencji można na przykład podziwiać mozaikę z XIII wieku, na której pokazani są trzej królowie, o jasnej karnacji, podróżujący łodzią. Słynny ołtarz Trzech Króli w Kolonii przedstawia  z kolei monarchów w różnym wieku. Najstarszy z nich klęczy po lewej stronie, a Dziecię Jezus odwraca się w jego kierunku i mu błogosławi. W XIX wieku powstało zaś dzieło Jamesa Tissota, które pokazuje trzech władców podróżujących przez pustynię na wielbłądach, a za nimi ciągnie się długi orszak.

Tych wizji artystycznych jest wiele i zrobiły one swoje przez stulecia, bo utwierdziły chrześcijan w przekonaniu, że to trzej monarchowie oddali pokłon Małemu Jezusowi, ofiarując mu wymienione przez św. Mateusza dary.


Tekst napisany w oparciu o leksykon „Święci na każdy dzień”, 6 stycznia, Franco Cardini, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2011

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 

Judyta Syrek

Judyta Syrek

Manager ds PR i z-ca redaktora naczelnego portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Współprowadzi program w TVP1 z o. Leonem Knabitem OSB "Sekrety mnichów. Ojca Leona przepis na udane życie".

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >
Share via