video-jav.net

Co to jest miłość miłosierna?

Dlaczego Święto Miłosierdzia obchodzone jest w Drugą Niedzielę Wielkanocną?

Ks. Tomasz
Jaklewicz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wybór tego właśnie dnia nie jest przypadkiem. Kluczem jest fragment Ewangelii św. Jana odczytywany zawsze w czytaniach z tej niedzieli (J 20, 19-31). Mowa w nich o ukazaniu się Jezusa Apostołom w pierwszym dniu tygodnia w Wieczerniku, pokazaniu im ran, przekazaniu władzy odpuszczania grzechów oraz o kłopotach Apostoła Tomasza z wiarą w zmartwychwstanie.

Bł. ks. Michał Sopoćko podkreślał, że obraz Jezusa miłosiernego namalowany według wizji św. Faustyny ma oddawać właśnie ów moment ukazania się Zmartwychwstałego w Wieczerniku. Nawiasem mówiąc z tych powodów krytykował obraz Adolfa Hyły jako nieliturgiczny, a bronił pierwszego wizerunku namalowanego w Wilnie przez artystę Eugeniusza Kazimirowskiego. Zostawmy jednak na boku spór o to, który obraz lepiej oddaje wizję św. Faustyny. Faktem jest, że pierwsze publiczne wystawienie pierwszego obrazu miało miejsce w 1935 roku w Ostrej Bramie właśnie w II Niedzielę Wielkanocną.

Jakie jest powiązanie kazania się Jezusa Zmartwychwstałego w Wieczerniku z tajemnicą Bożego Miłosierdzia? Na pierwszy rzut oka nie widać tego związku, ale spróbujmy poukładać pewne fakty po kolei.

Jezus mówi do Siostry Faustyny: „Powiedz, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk moich są ukoronowaniem miłosierdzia” (Dzienniczek, 301). Pojawia się pytanie, czym właściwie jest miłosierdzie i czym różni się ono od miłości. Św. Jan pisze „Bóg jest miłością” (1 J 4,8). Można powiedzieć, że miłosierdzie jest wyjątkowym, najpiękniejszym obliczem Bożej miłości. Jest ono Bożą odpowiedzią na tajemnicę zła, śmierci i grzechu. Prościej, jest to miłość wobec słabych, dotkniętych złem, grzechem, chorobą, samotnością, rozpaczą, śmiercią.

Miłosierdzie ma sobie podwójny dynamizm: ruch w dół i w górę. Pierwszy jest ruch w dół – zejście na poziom ludzkiego bólu, grzechu, samotności, choroby, śmierci. Drugi jest ruch w górę, czyli wydobywanie nieszczęśnika z dołka, podnoszenie z upadku, przywracanie do życia przez przebaczenie, uzdrowienie.

Biblia pokazuje tę dwoistą aktywność miłosierdzia w wielu obrazach. Dobry Pasterz wyrusza na poszukiwanie zagubionej owcy, następnie przyprowadza ją do stada. Samarytanin pochyla się nad ofiarą napadu, a następnie leczy jej rany, zawozi do gospody.

Co to jest miłość miłosierna?

Ten podwójny ruch miłosierdzia Bożego widać w osobie Jezusa, w całej jego misji, ale najpełniej w krzyżu i zmartwychwstaniu, czyli Jego Passze.

Krzyż to ogołocenie, uniżenie, zejście Boga w ludzkiej postaci na samo dno ludzkiego bólu, samotności, ciemności. „Zstąpił do piekieł” – mówimy w credo, czyli wszedł w rzeczywistość ludzkiej śmierci. Jan Paweł II pisze: „Krzyż stanowi najgłębsze pochylenie się Bóstwa nad człowiekiem… Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka”. Dlatego w koronce powtarzamy: „Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. „Dla” – czyli „z powodu”, „ze względu na”.

Krzyż jest jednak tylko pierwszym etapem aktywności Bożego miłosierdzia. Drugim jest powstanie z martwych. Jezus po to wchodzi do mrocznej krainy śmierci, by nas z niej wybawić, czyli pociągnąć w górę ku życiu, ku zmartwychwstaniu.

Miłosierdzie pochyla się nie tylko, by współczuć, by towarzyszyć w ciemności. Ono wyprowadza z mroku do światła, ze śmierci ku życiu, bierze na ręce i przyprowadza do wspólnoty zbawionych.

Miłosierna miłość Boga okazuje się potężniejsza niż nienawiść, grzech i śmierć. „Wykonało się!” – te słowa zwiastują już na krzyżu zwycięstwo Bożego miłosierdzia.

Co to jest miłość miłosierna?

Wróćmy teraz do Wieczernika. Zmartwychwstały Jezus ukazuje się jako ten, który właśnie odbył paschalną drogę, dokonał największego dzieła Bożego miłosierdzia. Przynosi uczniom owoce tego czynu. Daje im pokój i przekazuje moc odpuszczania grzechów. „Weźmijcie Ducha Świętego!” – mówi.

A Duch Święty to owa miłosierna miłość Boga, która przeprowadziła Jezusa ze śmierci do życia. Ta sama moc miłosierdzia będzie odtąd obecna we wspólnocie Kościoła, w sakramentach. Teraz uczniowie Pana mają dawać ją światu, leczyć nią ludzi, wydobywać ich z niewoli zła.

Jezus „pokazał im ręce i bok”, czyli swoje rany. Wątpiącemu Tomaszowi kazał nawet dotknąć ran. Mówi tym gestem: „Moja miłość jest silniejsza niż wszelkie zło, wszystko przetrzyma. Wasze zranienia ranią i Mnie. To, co was najbardziej boli, dotyczy Mnie. Jestem w samym środku waszego cierpienia. Dlatego w moich ranach jest wasze uzdrowienie, przebaczenie, życie. Te rany są zdrojem miłosierdzia, które nieustannie rozlewa się na cały świat!”.

Co to jest miłość miłosierna?

„Miejscem”, gdzie łaska Bożego Miłosierdzia dotyka nas i leczy są sakramenty, a zwłaszcza chrzest i spowiedź.

Ochrzczeni jako dzieci nie bardzo rozumiemy, że chrzest jest sakramentem odpuszczenia grzechów. Ale każda spowiedź jest w gruncie rzeczy odnowieniem łaski chrztu. Jezus może powtórzyć każdemu z nas, to co powiedział do św. Faustyny: „Jestem dla ciebie miłosierdziem samym, przeto proszę cię, ofiaruj mi nędzę i tę niemoc swoją, a ucieszysz tym serce moje”. Czy nie tak dzieje się zawsze, gdy klękamy przy konfesjonale?

Osobiście z Niedzielą Miłosierdzia kojarzy mi się wiersz ks. Jana Twardowskiego. Usłyszałem go kiedyś od innego księdza, który mówił z ambony, a ja siedziałem w konfesjonale. Spowiadałem innych, ale ciążyły mi strasznie własne grzechy. Ja, wątpiący Tomasz, usłyszałem wtedy odpowiedź z Góry:

„Święty Tomaszu niewierny

ze mną było inaczej

On sam mnie dotknął

włożył dłonie w grzechu mego rany

bym uwierzył że grzeszę i jestem kochany

Bóg grzechu nie pomniejsza ale go wybaczy

za trudne

i po co tłumaczyć”

(„Wybaczyć).

Ksiądz Tomasz Jaklewicz,

z-ca redaktora naczelnego tygodnika „Gość Niedzielny”

Najprościej i najkrócej można powiedzieć, że tak chciał sam Jezus, który „sekretarce” Bożego Miłosierdzia powiedział: „Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia” (Dzienniczek 299).

Ks. Tomasz Jaklewicz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Tomasz
Jaklewicz
zobacz artykuly tego autora >

Ważne, a najważniejsze

Kiedy już przedrzemy się przez miłe rozmowy i ogrom składanych życzeń typu: „smacznego jajka”, warto zastanowić się i uporządkować sobie, jakie credo winniśmy uplasować na pierwszym miejscu, co w naszym życiu powinno przejść na wyższy poziom i być wyznacznikiem duchowego „ja”.

Polub nas na Facebooku!

Spotykam w swoim stosunkowo krótkim życiu ludzi tak odmiennych, tak różnych, niedających się ujednolicić, którzy wcale a wcale z sobą nie współgrają. Pośród tej różnorodności i nieuporządkowania jedynym łącznikiem, który ich definiuje jest wyznanie.

Ważne, a najważniejsze

Edvard Munch, Krzyk

Katolik, chrześcijanin, Sługa Boży. Jakkolwiek byśmy się nie nazwali w religii koherencja wewnętrznych myśli powinna być spójna. Podczas Świąt Wielkiej Nocy przeżywamy niesamowicie duchowe, do głębi wzruszające i przeszywające zdarzenia, przez duże D. Oczywistością jest skłonność do refleksji i zastanowienie nad tym, co jest najważniejsze, a co drugoplanowe. Mimo podświadomego obowiązku skłonienia głowy i chwili bardzo hermetycznej, tylko dla nas i Jezusa Zmartwychwstałego odczuć można częściową relegację tego sacrum na rzecz ślepo pojętego profanum. O tak wiele prosimy Boga, tak wiele mu zawdzięczamy, jesteśmy Mu tyle winni, a nie stać nas, usprawiedliwiając się brakiem czasu, a tak naprawdę z gnuśności, na poświęcenie chociażby godziny, wyznaczonej przez proboszcza na adorację Najświętszego Sakramentu. Święta to przede wszystkim czas modlitwy, a momentami czuję się jak persona non grata, kiedy pytam ile czasu poświęciłeś Chrystusowi. Nie dociera do nas powaga sytuacji.

Mogę przypuszczać, że ludzie teksty biblijne traktują bardzo poważnie i doniośle, ale nie urealniają sobie tego, że to, co czytane to rzeczywistość, bardzo daleka, a jednocześnie bardzo bliska. W każdej rodzinie, pracy, szkole mamy mnóstwo problemów, borykamy się z rusz to nowymi przeszkodami, popadamy w depresje, nałogi. Życie to ciągła sinusoida. Nie damy sobie z ciężarem naszego życia rady, jeśli nie uwierzymy, realnie nie będziemy tego pewni, że Jezus Zmartwychwstał. Dokonał rzeczy niemożliwej dla nas szarych, obojętnych ludzi-niewiarygodnej. Ważne, a najważniejsze

Należałoby zastanowić się, na jakim etapie wiary jestem. Czy powstanie z grobu Jezusa sprawia mi radość, czy słowa „ I dam wam serca nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza (…) Ducha mojego” (Ez 36, 26, n.; por. I 7, 37-39; 19, 34) są dla mnie obietnicą przyjścia Ducha Prawdy-Parakleta, który odmieni mnie poprzez Zmartwychwstanie Pana? Czy może zapomniałem w pogoni za novum o tym, co daje prawdziwą radość życia i jestem zblazowany, zobojętniały na Prawdę?

Bądźmy megalomanami religii, nie wstydźmy się podążać drogą Prawdy. Religia to nasza oaza spokoju, nasz świat pisany zasadami nam odpowiednimi, gdzie karuzela emocji spotyka się z ukojeniem w Panu. Nie róbmy z Świąt cepeliady, bo to, co zewnętrzne minie zapomniane, a pozostanie tylko to, co zawiera się w trzech słowach: modlitwa, post, jałmużna.

Si Deus pro nobis, quis contra nos?