Nasze projekty
Tomasz Franc OP 2

Anatomia pokusy

Zabierz pokusy, a nikt nie będzie zbawiony

Reklama

Rozpocznę od dowcipu, być może niektórym znanego, ale wydaje się, że w dość żartobliwy sposób ujmującego nasze stereotypowe pojmowanie tego, czym jest pokusa. Rzecz dzieje się w niebie, gdzie na zasłużonym, przez lata wypracowanym dobrymi uczynkami wiecznym odpoczynku spoczywa pewien Niebianin. Rytm niebiańskiego dnia jest dość monotonny, rano pacierze, później śniadanie, spacer po niebiańskich obłokach, znów modlitwy i tak dzień w dzień, ale w nocy… W nocy, do nieba dochodzą z piekła odgłosy hucznej zabawy, śmiech, dźwięki muzyki, widać światła sztucznych ogni. Niebianin z utęsknieniem wpatruje się w piekło. Podczas jednego z codziennych obiadów spożywanych u świętego Piotra podejmuje decyzję, że chce się tam przenieść. U bram piekła wita go sam Lucyfer, który z uśmiechem zaprasza do… zimnej i wilgotnej celi. Oburzony Niebianin pyta, gdzie znajduje się to, co podziwiał zerkając z nieba? Lucyfer odpowiada: Eee tam, to tylko nasz dział reklamy.

 

Opierając się na wymowie tego żartu, możemy zadać pytanie, czy rzeczywiście pokusa jest tylko wysublimowanym "działem reklamy", którego jedynym zadaniem jest odcięcie nas od może szarego, ale jednak realnego świata? Wydaje się to zbyt dużym uproszczeniem. W naszej codzienności pokusa i rzeczywistość wzajemnie się przeplatają. Trudno zająć wobec tego zjawiska jednoznaczne stanowisko. Czasem z pokusą jest tak, że się jej ulega, albo z nią walczy, a o wiele rzadziej próbuje się ją oswoić. A może warto, żeby taki "dział reklamy" pracował na nasze konto.

Reklama

 

Pokusa towarzyszy każdemu z nas od samego początku życia, może bardziej trafnym określeniem byłoby, od pierwszych przebłysków samoświadomości. Zdolność do jej przeżywania jest warunkiem nierozłącznym posiadania wolnej woli.

 

Reklama

Czy wobec tego z pokusą jest jak z solą, gdy jej brakuje, pokarm staje się mdły, a gdy jest jej w nadmiarze, nadaje się do wyrzucenia? Wydaje się, i to może zaskakiwać, że istnienie pokus jest koniecznym warunkiem rozwoju. Oczywiście bardzo często zdarza się, że tak zwane pójście za pokusą wiąże się z upadkiem, przegraną i degradacją, ale jak zwykło się mawiać, nie ma róży bez kolców, a prawdziwe dobro nie jest osiągane bez trudu. Warto jednak sprawiedliwie przyznać, że pozytywny wymiar pokusy, doświadczany jest przez nas o wiele rzadziej niż jej niszczący charakter.

 

Anatomia pokusy

Reklama

Przestrzenią, w której doświadczamy pierwszego spotkania z pokusą jest doświadczenie wewnętrznej pustki. Tej samej, która również jest naturalnym środowiskiem życia naszych potrzeb. Pragnienie, głód i brak rodzące się w pustce są sygnałami o tym, że jest „coś”, co jest niezbędne dla naszego rozwoju, czego potrzebujemy do prawidłowego funkcjonowania, czy wprost do życia. Zatem, i potrzeba i pokusa spotykają się u wspólnego źródła, jakim jest odczuwany przez nas brak upragnionego dobra. Warto zwrócić uwagę na to, w jaki sposób obydwie te doświadczane przez nas rzeczywistości próbują odpowiedzieć na to pragnienie.

 

Konfrontując się z różnego rodzaju niedostatkami doświadczamy emocji, które wpływają na podejmowane przez nas sądy dotyczące sytuacji, w których się znaleźliśmy i potrzeb, dostrzeżonych i nazwanych przez nasz umysł. Próbując odpowiedzieć na te potrzeby musimy podjąć wysiłek zmierzenia się z rzeczywistością, to znaczy, postawienia sobie pytania, czy to, co jest naszym brakiem może być zaspokojone przez to czego pragniemy i czy środki podejmowane w drodze do osiągnięcia tego są adekwatne. Emocje oczywiście mogą dopingować nas w podejmowaniu decyzji, są wręcz niezbędne do tego, żeby skutecznie działać, ale mogą także sprawić, że zbyt pochopnie powzięte kroki wprowadzą nas na błędną drogę. Obrazowo można to wyrazić w taki sposób, że paliwem napędzającym potrzeby są emocje, ale kierunek realizacji nadaje im intelekt, posługujący się racjonalnym osądem rzeczywistości. Ta zasada realizowania potrzeb opierająca się na współpracy intelektu i emocji, nie tylko może być, ale wręcz jest zmieniana pod wpływem pokusy. Czyli, że w ten swego rodzaju układ: potrzeby, emocje, intelekt, działanie wchodzi dodatkowa zmienna, jaką jest właśnie pokusa. To ona sprawia, że wydawałoby się proste decyzje naznaczone są zawsze elementem ryzyka, bycia niejako „na granicy”.

 

Pokusa niejako ubarwia, koloruje nasz osąd realności, wprowadzając weń element irracjonalności, nieskrępowanych fantazji i marzeń, co jednocześnie wyostrza i eskaluje emocje. Wobec tego, ocena naszych potrzeb, to, czego nam brakuje, a także sposoby ich realizacji, czy wreszcie cel, do którego dążymy, narażone są na zniekształcenie. Może okazać się, że pragnienie zmieni się w nieskrępowane niczym pożądanie, a potrzeba stanie się zniewalającym przymusem.

 

Ale czy rzeczywiście pokusa musi być dla nas źródłem nieszczęść? Czy jesteśmy skazani na to, że wpłynie ona na zniekształcenie odczytywanej przez nas rzeczywistości, czy raczej może nadać jej inny, pomocny wymiar?

 

Naszkicowana powyżej droga realizacji potrzeb, wykluczając istnienie pokusy, wydaje się być może niezawodna, ale za to bardzo mechaniczna i przez to mało atrakcyjna. Co gorsza nieprawdziwa. Słowa świętego Antoniego Pustelnika, „zabierz pokusy, a nikt nie będzie zbawiony” utwierdzają nas w tym, że pokusa wraz ze swoją zaskakującą irracjonalnością może być czymś, co nada smak naszym decyzjom. Można żartobliwie stwierdzić, że „szczypta” pokusy ożywia nasze potrzeby, nadaje smak przeżywanym emocjom, twórczo pobudza intelekt i hartuje nasze duchowe zdrowie.

 

Anatomia pokusy

Warto, powrócić do twierdzenia z początku artykułu i poszukać odpowiedzi na pytanie czy „dział reklamy” pod nazwą pokusa, może pracować dla nas, czy może wzbogacić naszą osobowość, budując ją, a nie rujnując? Żeby konfrontacja z nieodłączną w naszym życiu pokusą przyniosła korzyść, trzeba zwrócić uwagę na to, jakie pytania ona w nas wyzwala. Jeżeli odczuwamy jakąś potrzebę, to pokusa maksymalizuje ją, jest jak „duchowa adrenalina”, wyostrza nasze zmysły, czyniąc ze zwykłej potrzeby cel sam w sobie. Warto wtedy doświadczyć tej siły i żywotności, co nie oznacza ulec jej, ale uczynić z tego drogę do pełniejszego poznania siebie samego. Skonfrontować się z pytaniem, dlaczego akurat właśnie tego pragnę, czemu to ma służyć, jakie potrzeby ma to zaspokoić, lub jakie braki we mnie nakarmić. To pytanie o siebie samego, ta autoanaliza pomoże nam odkryć to, w jaki sposób myśli o nas i czym nas wabi szef „działu reklamy”.

 

Inną, niemniej ważną wartością wydobytą ze „współpracy” z pokusą jest możliwość konfrontacji z naszym egocentryzmem. Pokusa wydobywa z nas, uwidacznia ukryte głęboko w naszej duszy motto „wszystko mogę sam”. To tylko z pozoru niewinna maksyma. Gdy przyjrzymy się jej bliżej, widać w niej całkowite skupienie na sobie samym, naszą zachłanność, karmiącą się myślami, typu „zrób to tylko dla siebie”, „jesteś najważniejszy”, „nikt się nie liczy tak jak ty”. Pokusa wyostrza w ten sposób nasz egocentryzm, co z kolei staje się doskonałą okazją do walki duchowej, w której orężem jest zdolność dopuszczania do siebie pytań o to, czy rzeczywiście jestem sam, czy nie tracę innych, nie dostrzegając ich potrzeb, czy wreszcie to, że może to właśnie ja mogę być komuś potrzebny.

 

Konfrontacja z pokusą jest bardzo trudna, ale gdy uda się nam ją w sobie oswoić, to może stanie się tak jak niegdyś z wilkiem, który z bestii zmienił się w psa, najwierniejszego przyjaciela człowieka. Zatem, nie wybijaj pokusie kłów, nie uciekaj przed nią, ale przygarnij ją, jako część siebie samego, swój własny cień, zmierz się z nią, zadając jej pytania, a wtedy twój przeciwnik z „działu reklamy” oniemieje, bo jego „towar” straci swój diabelski czar.

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite