video-jav.net

Masakra, klęska, dramat, porażka

Tragedia, katastrofa, klęska, dramat, masakra, nieszczęście, fiasko możemy wymieniać tak długo. A czym naprawdę jest nasza porażka?

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Podobno Eskimosi mają kilkaset słów na określenie śniegu. My – jedno, po prostu śnieg. Skąd taka różnica? Ich życie w dużej mierze ze śniegiem właśnie jest związane, od śniegu zależy. Codzienne doświadczenie pozwala na odnalezienie takich różnic, których nawet my, Polacy, nie jesteśmy w stanie dostrzec.

 

Przykład śniegu i języka Eskimosów pozwala uświadomić, jak bardzo bliskie naszemu doświadczeniu jest słowo: “porażka”. W języku polskim posiada 83 synonimy.

Potrafimy długo rozpamiętywać jej gorycz, odmieniając przez wszystkie przypadki i korzystając z dostępnych określeń. Jednak chyba często tego słowa nadużywamy, nie zastanawiając się nad tym, czym tak naprawdę jest i dokąd nas prowadzi (>> “Nie ma czegoś takiego jak porażka”).

 

Najczęściej nasza osobista definicja porażki bierze się z porównań do innych oraz z oceny naszego życia przez innych. Jeden z prelegentów konferencji TED Alain de Botton analizował kiedyś między innymi pytania, jakie najczęściej zadajemy sobie w XXI w. jednym z tych, które najczęściej padają jest: – czym się zajmujesz? I w zależności od odpowiedzi – mówi Alain de Botton – ludzie są albo zachwyceni, że Cię poznali albo spoglądają na zegarek, żeby jak najszybciej zmienić towarzystwo. Przeciwieństwem takiego stawiania spraw – mówi dalej – jest matka, ktoś dla kogo Twoje osiągnięcia nie mają znaczenia.

 

W poszukiwaniu szczęścia ustaliliśmy sobie (bo tak jest łatwiej i szybciej), że to szczęście zapewnią nam dobra materialne: kariera, wynagrodzenie, piękny dom, wspaniałe wyjazdy…  i tu tak naprawdę nie chodzi o zdobycie tych rzeczy (czasem naprawdę czujemy, że nie jest nam to potrzebne) chodzi o zdobycie uznania u innych. Szukamy zauważenia, pochwały, miłości, czyli zainteresowania innych ludzi. Mama Forresta Gumpa mawiała: W życiu nie potrzeba wiele, reszta jest tylko na pokaz. Poprzez zdobywanie dóbr materialnych, chcemy sobie kupić szacunek u drugich. I jeśli coś się nie udaje, nie idzie po naszej myśli, stajemy się nieszczęśliwi, ponieważ wiemy, że inni nie będą mieli powodów, żeby nas szanować, gratulować czy choćby zazdrościć.

 

Dlatego tak ważne jest określenie, czym jest porażka, a czym zwycięstwo dla nas samych. Jeśli uznamy, że sukcesem dla nas jest osiągnięcie “pozycji społecznej” oraz uznanie w oczach ludzi, prawdopodobnie nigdy nie poczujemy się zwycięzcami. Bardzo trudno jest uciec od przeglądania się w oczach innych. Bardzo trudne jest konsekwentne dążenie do naszego sukcesu, pomimo porażek, które nas przecież budują, które sprawiają, że więcej od siebie wymagamy, które nie pozwalają nam „spocząć na laurach” i delektować się wyłącznie smakiem zwycięstwa, a kształtują nas jako wrażliwych, wzmocnionych ludzi (>> “Wszystkie “porażki” Leonarda”). Ciężko biec po sukces, który w oczach świata, może być odbierany jako porażka. Dotąd tylko Jeden z nas tak potrafił. W kategoriach ludzkich sukcesów mógł osiągnąć wszystko. Cieszyć się sławą i pieniędzmi, uznaniem i szacunkiem. Mógł wykorzystać wszystkie swoje możliwości i „znajomości” do tego, żeby udowodnić wszystkim, że jest  niesamowity, nadzwyczajny, wspaniały, genialny… dlaczego tego nie zrobił? Dlaczego nie skorzystał z idealnej propozycji na pustyni, żeby szybko awansować? Dlaczego pozwolił myśleć o sobie, jako o przegranym?

 

Dlaczego inni bohaterowie biblijni, zanim odnieśli swoje zwycięstwo, wcześniej musieli borykać się z goryczą porażki? (>> “Dyskretny urok porażki”)

 

krzyz

 

Wszystko to wynika z właściwego postawienia spraw. Każdy z nas chciałby poczuć smak zwycięstwa. Jest dla nas prawie tak samo ważne, jak dla Eskimosów śnieg, choć mamy na nie tylko 48 określeń. Prawdziwa jego definicja zależy jednak wyłącznie od nas. Synonimy naszego zwycięstwa, możemy budować sobie sami. Każdego dnia. Najlepiej zacząć już dziś. Może w Wielkim Poście modląc się zapatrzeni w Chrystusa niosącego swoją „porażkę” na plecach, nie tylko zdefiniujemy własne zwycięstwo, ale jak On staniemy się prawdziwymi Zwycięzcami.

 

Zapraszam do numeru o porażce.

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Dobre uczynki. Wystarczy jeden gest

“Wystarczy, by dobrzy ludzie nic nie robili, a zło zatriumfuje”

Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Dawać pieniądze biednym, czy nie dawać? Brać rozdawane ulotki, czy nie brać? Zapukać do drzwi sąsiada i zapytać czy czegoś nie trzeba, czy raczej wyjdę w ten sposób na dziwaka? Dylematy. Jeśli ktoś posiada w sobie choć odrobinę empatii, dokładnie takie myśli towarzyszą mu każdego dnia.

 

Codziennie, gdy jadę do pracy, stoi na skrzyżowaniu starszy Pan, podchodzi do każdego samochodu, czeka aż otworzy się okno i wręcza ulotkę. Robi to w deszczu, śniegu, na wietrze, na mrozie. Nie sądzę, że robi to, bo lubi, bo ma sto innych możliwości a rozdawanie ulotek jest jego pasją. Sądzę, że robi to, bo nie ma innego wyjścia. Ktoś odpowie – nie biorę ulotek, z uwagi na to, że później „walają mi się to po samochodzie”, poza tym szkoda lasów. A może to jedyna praca jaką uczciwie ten człowiek może wykonywać, żeby móc zrobić zakupy i zjeść coś na kolację? Tak to oceniam. Dlatego każdego dnia zatrzymuję się, odbieram codziennie tę samą ulotkę i na koniec tygodnia wszystkie uprzątam z samochodu. Myślę, że właśnie tak trzeba. Może dzięki temu szybciej je rozda i wcześniej będzie mógł wrócić do domu, rozgrzać się ciepłą herbatą i pozbierać siły, żeby następnego dnia znów tam stać.

 

Zwykle robię zakupy w tym samym sklepie. I Ona tam już na mnie czeka. Ma na imię Gabriela. Mówi, że ma troje dzieci, córka już dorosła, pozostałe w domu dziecka, a ona żyje na ulicy. Daję jej coś ze swoich zakupów. Nie jest wtedy zadowolona, wolałaby pieniądze i przyznam, że czasem  wyskrobię coś z portfela, choć wiem, że pewnie wyda je na alkohol. Już kilka razy widziałam ją w innym miejscu, na ławce, odurzoną. Dawanie pieniędzy może więc nie ma sensu. Nic nie zmieni a może gorzej, jeszcze bardziej ją pogrąży w nałogu. Mam jednak takie marzenie i wierzę, że przyjdzie dzień, kiedy zobaczę w tym sklepie Gabrielę robiącą zakupy, tak zwyczajnie, jak każda z nas, matek, którym się „w życiu ułożyło”.  Zastanawiam się też, czy to ja robię coś dobrego dla Gabrieli, czy raczej ona dla mnie…

 

Miłosierdzie – daje szansę spełnienia dobrego uczynku, każdego dnia. W drodze do pracy, w szkole, na uczelni, za kierownicą, w sklepie, na klatce, wszędzie, gdzie spotyka się drugiego człowieka. Może nie trzeba jakiegoś wielkiego poświęcenia i odmawiania sobie, może wystarczy jeden miły gest, jeden uśmiech, by stać się dla kogoś prawdziwym świadectwem Bożego Miłosierdzia tu i teraz.

 

Zapraszam do wydania o uczynkach miłosierdzia!

 

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Aneta Liberacka

Redaktor naczelny portalu Stacja7.pl, prezes Fundacji Medialnej 7. Z wykształcenia matematyk, doświadczenie zawodowe jako manager zdobywała w takich miejscach jak Comarch, czy HP, prowadząc projekty w Europie, Ameryce Środkowej i krajach arabskich. Mama czwórki dzieci, chętnie zabierająca głos w sprawach: kobiet, dzieci, rodziny, edukacji. Bliska jej sercu jest nauka społeczna Jana Pawła II. Na Stacji 7 od kilku lat prowadzi cykl "Rozmowy z Janem Pawłem II" oraz podejmuje tematy społeczne.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Aneta Liberacka
Aneta
Liberacka
zobacz artykuly tego autora >