video-jav.net

Święci łajdacy

Nie wszyscy święci dobrze zaczynali, ale każdy z nich dobrze skończył!

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zaczęło się od Mateusza. Nim został uczniem Jezusa i ewangelistą, był poborcą podatkowym, współpracującym z okupantem. Jedno spojrzenie Mistrza wystarczyło, aby poprowadzić go drogą do świętości. Dyzma – jak sam stwierdził – odbierał „słuszną karę” na krzyżu tuż obok Jezusa, który publicznie ogłosił go świętym. Potem byli kolejni: Augustyn, członek sekty manichejczyków, żyjący przez lata w konkubinacie; Ignacy Loyola – hazardzista, bawidamek i rycerz. Franciszka nazywano królem młodzieży asyskiej, ubierał się ekstrawagancko i lubował w wystawnych przyjęciach urządzanych dla przyjaciół, a Maria Egipcjanka była znaną uwodzicielką, działającą nie dla zysku, ale z chęci zaspokojenia swojej żądzy. Również w najnowszej historii nie brakuje ludzi, których życie jest dowodem, że dla Boga nie ma nic niemożliwego.

 

Zabójca

Bez okularów zgubionych w czasie ucieczki jest prawie ślepy, pistolet wypala przez kieszeń płaszcza, a jednak kula trafia prosto w serce policjanta. 23-letni Jacques Fesch nie jest grzecznym chłopcem – ma na koncie porzucenie żony i maleńkiej córeczki, kilka nieciekawych znajomości i spore malwersacje finansowe – ale nie ma zamiaru nikogo zabijać. To miał być tylko napad na paryski kantor, szybki sposób na zdobycie dużej gotówki, pistolet miał być tylko straszakiem. Niestety – prosta akcja wymyka się spod kontroli, ginie człowiek, a Jacques trafia do więzienia. Po trwającym trzy lata procesie słyszy wyrok: kara śmierci. Początkowo nie chce rozmawiać z więziennym kapelanem – „szkoda fatygi, ojcze, jestem niewierzący” – sięga jednak po książki przesyłane mu przez matkę, długo rozmawia ze swoim adwokatem, niedawno nawróconym katolikiem. Stopniowo jego serce zaczyna otwierać się na miłość Chrystusa, aż w końcu cały przytula się do Jego Serca.

Coraz więcej czasu spędza na modlitwie, podejmuje liczne posty i umartwienia, koresponduje z wieloma osobami, stając się dla nich świadkiem wiary. Dwa miesiące przed śmiercią zaczyna pisać listy do córki, 6-letniej wówczas Weroniki. Ostatniej nocy notuje: „Niech się dzieje wola Pana, we wszystkim! Ufam miłości Jezusa i wiem, że poleci swym aniołom, by wzięli mnie w swe ręce (…) Tylko pięć godzin życia! Za pięć godzin zobaczę Jezusa. Jak dobry jest nasz Pan.”

Zostaje stracony 1 października 1957 roku. Nim umiera, przyjmuje Komunię świętą i długo tuli krzyż. Siedem lat temu zakończył się diecezjalny etap jego procesu beatyfikacyjnego.

 

 

Alkoholik

Jedna flaszka, druga flaszka i też trzecia… I tak od dwunastego roku życia, kiedy pracując jako goniec w składzie win część wypłaty dostaje w bonach na alkohol. Ojciec załatwia mu pracę w dublińskim porcie, ale jest już za późno – Matt Talbot jest już uzależniony od alkoholu. Przez kolejne lata przepija wszystko, co udaje mu się zarobić. Kiedy nie ma już za co pić, żebrze o kielicha u starych kumpli. „Ty świnio” – słyszy przy kolejnej prośbie. Te dwa słowa zmieniają życie 28 – latka.

Po raz pierwszy od lat wraca do domu trzeźwy, kilka godzin później kieruje swoje kroki do konfesjonału i składa przyrzeczenie abstynencji – najpierw na trzy miesiące, potem  na kolejne trzy, aż w końcu decyduje się żyć w trzeźwości całe życie. Nie jest łatwo – organizm traktuje alkohol jak niezbędne paliwo, Matt przechodzi przez piekło odwyku bez jakiejkolwiek ludzkiej pomocy. Oparcia szuka w Bogu, odkrywając, że tylko spędzając czas na modlitwie udaje mu się omijać świetnie znane sobie puby. Stopniowo dociera do niego, jak wiele zła wyrządził swoim nałogiem, spłaca więc długi i podejmuje pokutę i liczne posty. Do ubrania przyszywa skrzyżowane szpilki, aby przypominać sobie o śmierci Jezusa. I dzięki tym szpilkom zostaje rozpoznany, kiedy umiera nagle 7 czerwca 1925 w drodze do kościoła. Pięćdziesiąt lat później papież Paweł VI ogłasza dekret o heroiczności jego cnót. Do beatyfikacji potrzeba już tylko cudu za jego wstawiennictwem.

 

 

Satanista

Liberalizm, antyklerykalizm, ateizm… Wydawałoby się, że wychowanie w głęboko katolickiej rodzinie ustrzeże Bartolo Longo przed prądami szeroko propagowanymi na neapolskim uniwersytecie. Niestety, młody student prawa szybko porzuca wszystko, w czym wyrastał. Bryluje na wiecach przeciwko papieżowi i Kościołowi, wstępuje do sekty spirytystycznej i zajmuje się okultyzmem. Szybko osiąga kolejne stopnie w hierarchii, aż w końcu staje się kapłanem szatana i oddaje swoją duszę diabłu.

Po półtora roku takiego życia znajduje się na skraju obłędu. Zdesperowany, prosi o pomoc przyjaciela rodziny, który prowadzi go do ojca Alberta Radentego, dominikanina. Ten spowiada go, a po kilku latach przyjmuje do trzeciego zakonu dominikańskiego, gdzie Bartolo przyjmuje imię „Brat Różaniec”. Kolejne pół wieku upłynie mu właśnie pod znakiem różańca – całe swoje życie poświęca propagowaniu tej modlitwy, upatrując w niej jedyną szansę na odpokutowanie grzechów młodości. Lista jego dzieł jest imponująca – doprowadza do powstania sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach i całego miasta wokół niego, powołuje zgromadzenie zakonne, zakłada sierocińce i przytułki. Na jego prośbę papież Leon XIII ustanawia październik miesiącem różańca świętego. Umiera jako staruszek 5 października 1926 roku. W 1980 roku zostaje ogłoszony błogosławionym.

W swojej najnowszej adhortacji apostolskiej poświęconej świętości papież Franciszek przypomina: „Aby rozpoznać, jak brzmi to słowo, które Pan pragnie wypowiedzieć poprzez danego świętego, nie należy rozwodzić się nad szczegółami, ponieważ również w nich mogą występować błędy i upadki. Nie wszystko, co święty mówi, jest w pełni wierne Ewangelii, nie wszystko, co czyni, jest autentyczne i doskonałe. Tym, co należy podziwiać, jest całe jego życie, cała jego droga uświęcenia, ta jego postać, która odzwierciedla coś z Jezusa Chrystusa i która odsłania się, kiedy udaje się pojąć znaczenie jego osoby jako całości.” (GE 22). Nie wszyscy święci dobrze zaczynali, ale każdy z nich dobrze skończył!

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Szanowny Pan św. Antoni

"Szanowny Pan Antoni Padewski" - taki adresat widnieje na kopercie oficjalnie skierowanej korespondencji, jaka dotarła do parafii św. Antoniego w Warszawie. Zamieszczając zdjęcie tego listu proboszcz parafii zapytał wiernych "Otwierać, czy nie otwierać?"

Polub nas na Facebooku!

Choć data nadania wskazuje na marzec, list dotarł do parafii w lipcu. Na kopercie widnieje jasny adresat “Sz. P. Antoni Padewski” oraz adres ul. Senatorskiej w Warszawie. 

Zdjęcie korespondencji, dla żartu zamieszczone przez proboszcza na stronie Facebookowej parafii św. Antoniego wywołało zabawne reakcje sympatyków i wiernych. Pani Ludmiła radzi by “poczekać do paruzji i oddać rąk własnych”, pani Anna  dziwi się: “To on w Warszawie teraz mieszka??”, z kolei pani Marta ma wątpliwości: “Ja bym nie otwierała. Pewnie Urząd Skarbowy albo ZUS z przewidywaną emeryturą”.

Pojawił się również głos od ks. Krzysztofa Nowrota, kapelana hospicjum domowego im. św. Rafała Kalinowskiego, który przyznał, że regularnie odbiera korespondencję kierowaną Pocztą do tego świętego.

Z ogłoszeń parafialnych, również zamieszczanych na Facebooku wynika, że parafia zachęca do spisywania swoich intencji modlitewnych kierowanych przez wstawiennictwo św. Antoniego z Padwy. “Swoją intencję można napisać na kartce i zostawić w skrzynce przy ołtarzu św. Antoniego, wysłać nam za pośrednictwem Facebooka bądź drogą mailową” – czytamy w ogłoszeniach. Być może owa marcowa korespondencja do “Szanownego Pana Antoniego Padewskiego” ma związek z takim wezwaniem?