Nie potrafisz kochać swoich wrogów? Proś o wstawiennictwo bł. Natalii Tułasiewicz

Chciała być świeckim apostołem miłości, nieść Chrystusa wszystkim ludziom na ulicach, w tramwajach, restauracjach, kinach. Natalia kochała ludzi, wiedziała jednak, że miłość najwyższej próby to miłość do wroga.

Monika
Polakowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Natalia była z pozoru zwykłą kobietą, której przyszło żyć w okresie wojny i okupacji. Pełna marzeń, uwielbiała podróże, teatr, kino, chodziła na imprezy, koncerty, wystawy, lubiła dobrze się ubrać. Dusza towarzystwa, pełna radości i poczucia humoru, nie zamierzała wyrzec się wielu z przyjemności jakie dostarczał współczesny świat. Przy tym była jednocześnie wrażliwa na piękno i dobro. Cechowała ją prostota i pokora. Już jako nastolatka wybrała Boga jako największą wartość swojego życia.

 

Bł. Natalia Tułasiewicz / fot. Wikipedia

W cieniu samotności

Natalia nie miała szczęścia w miłości. Janek, który był obiektem jej westchnień był ateistą o komunistycznych poglądach, a jej walka o tę miłość trwała kilka lat i zakończyła się fiaskiem. Była samotna, ale jak mawiała – nie sama. Skoro ani małżeństwo, ani macierzyństwo, ani zakon nie  było jej powołaniem, postanowiła go poszukać gdzie indziej. Studiowała polonistykę i zaraz po studiach rozpoczęła pracę jako nauczycielka. Praca nauczyciela, praca nad sobą, nieustanna modlitwa, lektura biografii wielu świętych (w tym Franciszka z Asyżu, Teresy z Avila, brata Alberta, Anieli Merici) ukierunkowały Natalię w stronę przekonania, że chce być świętą i to nowoczesną świętą, która “żyje w życiu”, a nie na jego marginesie. Chciała być świeckim apostołem miłości, nieść Chrystusa wszystkim ludziom na ulicach, w tramwajach, restauracjach, kinach. Natalia kochała ludzi, wiedziała jednak, że miłość najwyższej próby to miłość do wroga. O czym miała się wkrótce przekonać.

 

Horyzont się chmurzy

Po wybuchu II wojny światowej rodzina Natalii w pośpiechu opuściła dom w Poznaniu i została wysiedlona do obozu przejściowego, a następnie przewieziona w bydlęcych wagonach do Ostrowca Świętokrzyskiego. W Ostrowcu przesiedleńcy zostali pozostawieni sami sobie, a trudne warunki życia zmotywowały Natalię do opuszczenia tego miejsca i podróży do Krakowa, gdzie uczyła potajemnie dzieci. Okres wojny traktowała jako czas cennych, choć trudnych rekolekcji. W dniu wysiedlenia  zostawiła na swoim biurku soczyste jabłko z myślą o tym, że będzie miłą niespodzianką dla tego, kto będzie korzystał z ich domu. Jak pisała “wróg to też człowiek”. I to właśnie wrogów Natalia otaczała szczególną modlitwą. Nie czuła do nich nienawiści wiedząc, że są tylko pionkami w rękach zła. Zdawała sobie sprawę, że zwykły człowiek nie ma wpływu na tego typu wydarzenia. Są więksi, którzy za niego decydują i rozstrzygają. Jednak mimo “małości” człowieka przy takich globalnych problemach jest on ogniwem w łańcuchu, a od  jakości życia każdego takiego ogniwa zależy los całego świata.

 

„Nazywają mnie tu księżulkiem”

Przyszedł czas gdy Natalia miała odnaleźć się w bardzo trudnych realiach. Została wybrana do tajnej misji organizacji podziemnej, gdzie jako wolontariuszka wysłana do obozu dla robotników przymusowych w Hanowerze, miała pełnić rolę pełnomocnika Rządu Londyńskiego i świeckiego duszpasterza. Na miejscu pracowała fizycznie w fabryce, mieszkając w przyfabrycznych barakach z innymi kobietami. Polki pracujące w fabryce były prostymi, niewykształconymi kobietami, o moralności mającej wiele do życzenia i często trudnych charakterach. Natalia wiedziała, że nie będzie łatwo, ale odważnie stanęła na wysokości zadania starając się sprowadzić je na dobre tory. Częste nocne naloty i przebywanie w bunkrze, aby przeczekać bombardowanie, sprzyjało uświadamianiu młodym kobietom, że wiara i modlitwa daje nadzieję na nowe, lepsze jutro. Bardzo szybko zyskała sympatię otoczenia. Jej poczucie humoru, przyjazne usposobienie oraz odwaga w mówieniu prawdy budziła w ludziach szacunek i respekt. Mimo słabego stanu zdrowia, ciężkiej pracy fizycznej organizowała życie swoich towarzyszek, poprzez wypełnienie go wspólnymi rozmowami, modlitwami, czytaniem polskiej literatury. Przeprowadzała również katechezy, rekolekcje, jasełka. To wszystko oraz długi przefarbowany na czarno fartuch, który nosiła sprawiło, że nazywano ją „księżulkiem”. Jej zaangażowanie i oddanie siebie w to co robiła, zmieniło sposób myślenia i zachowania wielu z nich.

 

Nie dzielić się nienawiścią

W kwietniu 1944 roku gestapo aresztowało Natalię, zdekonspirowaną w związku z nieostrożnością kuriera. Przewożona z więzienia do więzienia, torturowana, jesienią trafiła do obozu w Ravensbruck. W obozie nadal nauczała, ewangelizowała, pomagała i pocieszała. W Wielki Piątek 1945 roku, w przeddzień wyzwolenia obozu, po selekcji najsłabszych więźniarek została odesłana do komory gazowej. Błogosławiona Natalia Tułasiewicz została beatyfikowana jako jedna z dwóch kobiet świeckich spośród 108 polskich męczenników II wojny światowej. Mimo trudu życia, chorób, wielu strat, do śmierci w komorze gazowej była wierna Bogu.

Natalia swoim życiem wskazuje nam zwykłym ludziom czym powinniśmy się kierować, aby świat i życie w nim stało się lepsze. Ważne jest to, by zachować człowieczeństwo mimo różnic światopoglądowych, by nie kierować się nienawiścią, nie karmić emocjami, ale budować w sobie wartości, dzięki którym będziemy ponad podziałami z szacunkiem i życzliwością podawać sobie ręce. Bardzo współcześnie brzmią jej słowa: “Warto zabiegać o to, byśmy się my, katoliccy Polacy, nie dzielili nienawiścią między sobą. Zawiść człowieka dusi dziś tak za gardło, że zapominamy, iż wrogowie nasi nie tylko należą często do tego samego, co my, Kościoła, ale nawet nie chcemy pamiętać, że są ludźmi”.

 

Monika Polakowska

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Monika
Polakowska
zobacz artykuly tego autora >

Arcybiskup Feliński – święty metropolita Warszawy

Przyjaźnił się z Juliuszem Słowackim i był jedynym Polakiem obecnym przy jego śmierci. Zasłynął jako arcybiskup Warszawy, który wstawił się u cara za represjonowanymi Powstańcami Styczniowymi. 17 września wspominamy Zygmunta Szczęsnego Felińskiego.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Na świat przyszedł 1 listopada 1822 r. w Wojutynie – miejscowości w powiecie wołyńskim na terenie dzisiejszej Ukrainy, w majątku Felińskich. Wcześnie osierocony przez ojca był od dzieciństwa pod wielkim wpływem matki Ewy z Wendorfów Felińskiej, kobiety głęboko religijnej i zaangażowanej na rzecz sprawy polskiej.

To jej zaangażowanie sprawiło zresztą, że gdy Zygmunt miał zaledwie 16 lat została pojmana przez władze carskie i zesłana na Syberię za udział w tzw. spisku Konarskiego.

Opieką nad pozostawionymi przez nią dziećmi zajęli się przyjaciele rodziny. Zygmunty trafił do zamożnego Zenona Beliny-Brzozowskiego, który zadbał o finansowanie jego dalszej edukacji. Najpierw wysłał go na studia matematyczne w Moskwie, a następnie na humanistyczne do Paryża. Tam młody Feliński zetknął się z polską emigracją, w tym z poetą Juliuszem Słowackim.

Bardzo się zaprzyjaźnili. “Był dla mnie więcej niż przyjacielem” – wspominał potem Słowackiego przyszły kapłan i biskup. Feliński był również jedynym Polakiem obecnym przy śmierci polskiego wieszcza.
Gdy wiosną 1848 r wybuchło powstanie poznańskie Zygmunt Feliński zapragnął wziąć w nim udział i wyjechał do Polski. Nim upadło zdążył jednak wziąć udział jedynie w jednej bitwie. To właśnie w trakcie tego zaangażowania doszedł do wniosku, że Ojczyźnie swojej najbardziej pomoże jako duchowny, pracując nad odrodzeniem wewnętrznym narodu. Jesienią 1851 r. wstępuje więc do seminarium duchownego w Żytomierzu, a z końcem 1852 r. kontynuuje naukę w Akademii Duchownej w Petersburgu. Kierujący Akademią abp Ignacy Hołowiński widział w kleryku Zygmuncie kandydata do zgromadzenia, które zamierzał założyć, więc przyspiesza o rok święcenia kapłańskie Felińskiego. Kapłanem Zygmunt zostaje zaledwie po 4 latach przygotowania, 8 września 1855 r. Wkrótce potem zostaje wikariuszem w parafii św. Katarzyny w Petersburgu, a po dwóch latach wraca do Akademii Duchownej w tym mieście już jako profesor i ojciec duchowny.

W tym mieście również styka się z ludzką biedą. Jego przyjaciel, ks. Konstanty Łubieński prowadzi zakład pomocy Rodzina Maryi, opiekujący się m.in. osieroconymi dziećmi. Z uwagi na częste wyjazdy ks. Konstantego jego obowiązki coraz częściej przejmuje ks. Feliński. Wkrótce na stałe zostaje mu powierzone kierownictwo przytułkiem, a jego praca i zaangażowanie czynią go rozpoznawalnym wśród duchowieństwa, urzędników i arystokracji.

Gdy po śmierci arcybiskupa Warszawy Antoniego Fijałkowskiego w 1861 r. na stanowisku metropolity warszawskiego pozostaje wakat, kandydatem na to stanowisko zostaje wysunięty właśnie ks. Szczęsny Feliński. Popierali go zarówno urzędnicy carscy – bo nie pochodził z kleru warszawskiego, jak i urzędnicy Watykanu, bo miał opinię dobrego księdza. Papież Pius IX wydaje więc w styczniu 1862 r. bullę w której nowym arcybiskupem Warszawy zostaje Zygmunt Szczęsny Feliński. Święcenia przyjmuje 25 stycznia w Rzymie. Z powodu śnieżyc w całej Polsce do swojej nowej stolicy zmierza okrężną drogą, dzięki czemu udaje mu się nawiedzić Jasną Górę i powierzyć opiece Matki Bożej swoją nową kapłańską drogę. Bardzo szybko przełamał niechęć wobec swojej osoby panującą wśród niektórych duchownych Warszawy. Obawiano się, że jest “człowiekiem cara”, on tymczasem nie angażował się bezpośrednio w sprawy polityczne, lecz dał się poznać jako szczerze zainteresowany sprawami Kościoła w warszawskiej metropolii. Otwierał zamknięte wcześniej kościoły, odwiedzał przytułki i szpitale, wstawiał się za więźniami.

Gdy wybuchło Powstanie Styczniowe, nie popierał tych dążeń, gdyż uważał, że do celu Niepodległej nie wiedzie zbrojna droga. Jednak, gdy po upadku Powstania Polaków zaczęły dotykać surowe represje carskie, osobiście napisał list protestacyjny do cara, nie tylko wzywając go do uznania niepodległości Polski, ale i prosząc o zaniechanie zemsty. Gdy list został upubliczniony przez francuskie pismo “Journal”, arcybiskup zostaje pojmany przez władze carskie i internowany do Jarosławia nad Wołgą. W archidiecezji po zesłaniu arcybiskupa wprowadzono żałobę kościelną: zamilkły organy, dzwony i śpiewy. Stolica Apostolska długo zabiegała u władz rosyjskich o uwolnienie arcybiskupa. Łącznie jego niewola trwała 20 lat. Rząd nie zgodził się jednak na jego powrót do Warszawy, domagając się nawet odebrania mu tytułu arcybiskupa. Po kilku ustępstwach ze strony Watykanu abp Feliński zostaje jednak uwolniony, do Warszawy już jednak nigdy nie wraca. W Rzymie witany jest jak bohater narodowy.

Po powrocie do kraju, już cierpiąc zostaje kapelanem kaplicy przy dworku hrabiny Heleny Koziebrodzkiej w Dźwiniaczce, gdzie staje się duszpasterzem ludności wiejskiej. Często i długo dyżuruje w konfesjonale, głosi kazania, pisze, buduje kościół. Niedługo przed śmiercią zakłada naukowo-wychowawczy zakład dla niezamożnych dziewcząt w Łomnie.

Abp Feliński umiera 17 września 1895 r. w pałacu biskupa Jana Puzyny w Krakowie. Pochowano go najpierw na cmentarzu Rakowickim, potem na miejscowym cmentarzu w Dźwiniaczce, wreszcie tymczasowo w kościele św. Krzyża w Warszawie. 14 kwietnia 1921 r. trumnę z jego szczątkami przeniesiono do podziemi archikatedry warszawskiej. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1965 r. a na ołtarze wyniósł go Jan Paweł II w roku 2002. Decyzję o kanonizacji arcybiskupa wydał Benedykt XVI, a świętym ogłosił go 11 października 2009 w Watykanie.

 

ad/Stacja7

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap