Joanna Beretta Molla. Na zaproszenie świętej

Opowieść o tym, jak spotkałam swoją patronkę

Joanna
Boral
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Joanna Beretta Molla. Na zaproszenie świętej
Opowieść o tym, jak spotkałam swoją patronkę

To ona mnie codziennie wspiera. Szepcząc do ucha Pana Boga wyprasza łaski dla mnie i mojej rodziny. Uczy mnie jak być cierpliwą, kochającą i czułą żoną oraz mamą. Pomaga mi, kiedy po raz kolejny trzeba wstać w nocy by nakarmić córeczkę, albo wtedy, kiedy chcę ugotować smaczny obiad dla męża. Idzie jej to całkiem nieźle. Dlaczego? Ponieważ tego doświadczyła. Sama była żoną, mamą czwórki dzieci, lekarzem pediatrii, miłośniczką mody, górskich wędrówek i teatru. Moja święta, moja Gianna Beretta Molla. Czemu święta? Ponieważ wiedziała jak wielkim darem jest życie, szczególnie to poczęte. Kiedy była w ciąży z czwartym dzieckiem, w jej macicy rozwinął się włókniak. Pomimo medycznych wskazań do jej usunięcia odważnie zdecydowała, że pozwoli maleństwu przyjść na świat. 28 kwietnia 1962 roku, tydzień po narodzinach trzeciej córeczki – Gianny Emmanueli, Joanna zmarła mając zaledwie 39 lat.

Obie mocno się zaprzyjaźniłyśmy. Do tego stopnia, że sama święta zaprosiła mnie do siebie w gościnę do jej rodzinnego miasta – Magenty, niedaleko Mediolanu. Będąc z Przyjaciółkami we Włoszech podczas wakacji, skontaktowałyśmy się z proboszczem tego małego miasteczka. Napisałyśmy naszym łamanym włoskim wiadomość, choć szanse na jakikolwiek odzew oceniłyśmy jako nikłe. Stało się inaczej.

Następnego dnia dostałyśmy telefon z zaproszeniem do Magenty. Gospodarz tego miejsca okazał się niezwykle serdecznym kapłanem, który poświęcił nam cały dzień oprowadzając po wszystkich miejscach bliskich sercu Gianny. Włosi kochają swoją święta, a mieszkańcy Magenty szczególnie. Jest tutaj wszędzie, nie da się nie odczuć jej obecności. W bazylice do tej pory można zobaczyć jej portrety, maleńką sukieneczkę, w którą była ubrana do chrztu świętego, oraz zdjęcia z dnia ślubu Gianny i Piotra Molli. To tutaj szczególnie prosiłam ją o pomoc w rozeznaniu powołania, o dobrego Męża. Moja święta Przyjaciółka jak zwykle nie zawiodła. Dziś jestem przeszczęśliwą żoną wspaniałego mężczyzny i mamą pięknej 3-miesięcznej córeczki.

Niedaleko bazyliki znajduje się oratorium żeńskie z siedzibą w Instytucie Sióstr Kanonsjanek. Starsze siostry, które jeszcze pamiętają Giannę mówią o niej z wielką życzliwością i z dumą pokazują zdjęcia świętej. Kiedy była młodą dziewczyną spędzała tutaj wiele czasu pomagając im w pracy. Niedaleko Magenty, w Puento Novo obok rodzinnego domu jej męża można zobaczyć również gabinet lekarski, w którym pracowała święta Joanna. Cały czas jest taki sam – niezwykle skromy, bardzo ciepły i przytulny. Ma się wrażenie jakby czekał na swoją panią Doktor.

Idąc kilka uliczek dalej dochodzimy do małego kościółka, jednego z nielicznych, który jest pod wezwaniem świętej Gianny Beretty Molli. Przy ołtarzu z jej portretem wiszą karteczki z podziękowaniami, prośbami oraz setki zdjęć małych dzieci, które za pewne żyją dzięki jej wstawiennictwu. Gianna nie odmawia swej pomocy nikomu. Jedziemy dalej do Massero, gdzie znajduje się cmentarz. Święta spoczywa w grobowcu rodziny Mollów. To miejsce niezwykłe, w którym można wyczuć zapach modlitwy.

Rodzinnym domem Gianny i Piotra opiekuje się ich najmłodsza córka, Gianna Emmanuela. Ku naszemu zaskoczeniu i wielkiej radości nasz Przewodnik okazuje się jej serdecznym przyjacielem. Dzięki temu zostałyśmy sobie przedstawione. To było niezwykłe spotkanie. Gianna Emmanuela jest niesamowicie podobna do swojej Mamy – ma duże niebieskie oczy, czarne lekko kręcone włosy i piskliwy, uroczy głosik. Ma się wrażenie jakby rozmawiało się z samą świętą. Gianna Emmanuela z wielką czułością opowiada nam o swojej „Mamusi”, oprowadza po pięknym, klimatycznym domu, pokazuje zdjęcia, ulubiony fortepian Gianny… Radość jest ogromna, żegnając się każdej z nas ciekną po policzku łzy wzruszenia… To bez wątpliwości jedna z najbardziej inspirujących i motywujących do świętości chwil w moim życiu.

Tak sobie myślę… A może Pan Bóg dał nam również świętych po to by pokazać, że dla przyjaźni nie ma granic? Nie patrzy ona na zegarek, ani mapę. A przyjaźń z tymi, którzy już teraz cieszą się obecnością niebieskiego Ojca pozwala nam już tu, na ziemi doświadczać nieba.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Joanna Boral

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Joanna
Boral
zobacz artykuly tego autora >

Święty Dionizy – patron Francji

W stresujących sytuacjach należy zachować zimną krew i pod żadnym pozorem – nie tracić głowy. Tego uczy nas święty Dionizy, pierwszy biskup Paryża.

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Święty Dionizy - patron Francji
W stresujących sytuacjach należy zachować zimną krew i pod żadnym pozorem – nie tracić głowy. Tego uczy nas święty Dionizy, pierwszy biskup Paryża.

Za szerzenie chrześcijaństwa wśród Gallów został skazany na tortury i ścięcie mieczem. A że na egzekucję wybrano pogańskie Wzgórze Merkurego, Dionizy wziął swoją odciętą głowę i przeszedł między zaskoczonymi oprawcami do bardziej godnego miejsca pochówku. Dziś patronuje Francji oraz wszystkim cierpiącym na bóle głowy i migreny. A wzgórze, na którym święty oddał życie za Chrystusa zyskało przydomek „Męczenników” – Montmart i z ogromną Bazyliką Sacre-Coeur góruje nad Paryżem.

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Dorota Paciorek

Dorota Paciorek

Wymienianie ksiąg Starego Testamentu idzie jej zdecydowanie słabiej niż recytacja odcieni Pantone. Ale ma hopla na punkcie Jezusa z Nazaretu i uważa, że chrześcijaństwo to najradośniejsza religia na świecie (choć złośliwi wliczają ten entuzjazm w profity neofity). Od niedawna zajmuje się designem chrześcijańskim i wciąż wierzy, że sztuka użytkowa w Kościele nie musi ograniczać się do plastikowych Maryjek z odkręcaną główką na wodę święconą. Lubi malować ikony i robić memy na Facebook’u. Nie lubi gdy muchy zjadają jej pigment z ikon i gdy nieznajomi użytkownicy kradną obrazki z fejsa zamiast je udostępniać.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Dorota Paciorek
Dorota
Paciorek
zobacz artykuly tego autora >