Dziś w Kościele uroczystość narodzin św. Jana Chrzciciela

24 czerwca Kościół katolicki wspomina św. Jana Chrzciciela, największego z proroków, który udzielił chrztu Jezusowi Chrystusowi i osobiście wskazał Go jako zapowiadanego Zbawiciela świata. Uroczystość Narodzenia Jana Chrzciciela przypada w okolicach letniego przesilenia i jest związana z wieloma zwyczajami ludowymi.

Polub nas na Facebooku!

Jan był o pół roku starszy od Jezusa, a obaj “spotkali się” po raz pierwszy będąc jeszcze w łonach matek. Podczas spotkania z Maryją, Matką Jezusa, Elżbieta, która była w szóstym miesiącu ciąży, krzyknęła ucieszona: “A skądże mi to, że matka mojego Pana przychodzi do mnie. Oto gdy zabrzmiał w moich uszach głos twojego pozdrowienia poruszyło się dzieciątko w mym łonie”. Ojcowie Kościoła tłumaczyli ten fragment Ewangelii, mówiąc, że św. Jan, czując bliskość Pana, podskoczył z radości.

Przez wiele lat św. Jan przebywał na pustyni, był prorokiem wzywającym do nawrócenia. Udzielał chrztu w Jordanie. Celem tego chrztu było przygotowanie do nawrócenia oraz zapowiedź chrztu nowotestamentalnego. Chrzest z rąk Jana przyjął Jezus. Teologowie tłumaczą, że w ten sposób Mesjasz uświęcił wody Jordanu. Dzięki temu woda służy do chrztu świętego, który jest pierwszym i najważniejszym sakramentem dla chrześcijan.

Jan Chrzciciel stał się obrońcą małżeństwa, ponieważ skarcił władcę, Heroda, za cudzołóstwo. Potępiał publicznie jego związek z Herodiadą, żoną brata. Za tę śmiałą obronę trwałości małżeństwa i czystości obyczajów poniósł śmierć męczeńską. Podczas uczty król Herod przysiągł córce Herodiady, Salome, że spełni każde jej życzenie. Ta, namówiona przez swoją matkę, zażądała głowy Jana Chrzciciela. Prorok został ścięty, a jego głowę podano na tacy Salome. Jezus Chrystus powiedział, że między narodzonymi z niewiast nie było większego człowieka od Jana Chrzciciela.

Jan Chrzciciel jest jednym z najbardziej czczonych świętych. Wyjątkowo Kościół obchodzi uroczystość ku jego czci przede wszystkim w dzień narodzin, a nie – jak zwykle w przypadku świętych – w dzień śmierci, choć także w liturgii czczony jest dzień męczeńskiej śmierci Jana.

Co najmniej od IV w. powstawały świątynie ku czci świętego, z których najbardziej znana jest bazylika św. Jana na Lateranie, katedra biskupa Rzymu.

Z uroczystością św. Jana Chrzciciela, która przypada na czas letniego przesilenia, wiąże się wiele ludowych zwyczajów. Najpopularniejsze wśród nich to: puszczanie wianków oraz sobótki, czyli palenie ognisk i skakanie przez nie. Dawniej wierzono też, że przed 24 czerwca nie należy się kąpać w jeziorach i rzekach, bo św. Jan nie poświęcił jeszcze wody. Legenda głosi, że w noc świętojańską, najkrótszą w ciągu całego roku, zakwita kwiat paproci. Ten kto odnajdzie kwitnącą paproć już na zawsze pozostanie szczęśliwy.

 

KAI

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Niezwykłe przypadki Matki Speranzy

Matka Speranza - błogosławiona włoska mistyczka, żyjąca w XX w., cieszyła się podobną sławą świętości jak jej duchowy przyjaciel - św. Ojciec Pio. Żyła nieustannie w Bożej obecności, nosiła stygmaty, często w ekstazach rozmawiała z Jezusem, Jego Matką czy świętymi.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Fragmenty książki: “MATKA SPERANZA. Nieznane cuda bliźniaczej duszy Ojca Pio” autorstwa José Maríi Zavala, Wydawnictwo Rafael.


Zapach świętości

Wśród wielu pielgrzymów odwiedzających Sanktuarium Miłości Miłosiernej znalazła się pewna kobieta z Asyżu – rodzinnego miasta jedynego w swoim rodzaju świętego, Franciszka – oddalonego od Collevalenzy o około sześćdziesiąt kilometrów. Kiedy wreszcie spotkała się z zakonnicą w owym pokoju dla gości, z wdzięczności wybuchnęła płaczem.

Jej córka, mężatka z jednym dzieckiem, kilka miesięcy wcześniej w tajemnicy zwierzyła się jej z tego, jak jest nieszczęśliwa w swoim małżeństwie, naznaczonym rozwiązłym życiem męża, który ją zdradzał. Kobieta dodała, że zdesperowana córka w poszukiwaniu rady była już u Matki Speranzy. Zakonnica zaleciła jej wtedy, aby cierpliwie czekała i nie przestawała się modlić za męża. Jednak upłynęło już zbyt wiele czasu i, bez perspektyw na poprawę, małżeństwo przeżywało swój największy kryzys. Związek stał się nie do wytrzymania do tego stopnia, że młoda matka postanowiła skończyć ze sobą i wyskoczyć z czwartego piętra przez okno. Pewnej nocy pocałowała swoje dziecko, ubrała się odpowiednio, aby później nie znaleziono jej na asfalcie odzianej niestosownie, odmówiła różaniec i Nowennę do Miłości Miłosiernej, po czym wspięła się na balustradę balkonu, gotowa skoczyć w nicość. Aż tu nagle owionął ją intensywny zapach perfum, który dał jej do myślenia. Wówczas krzyknęła: „Nie, nie, Matko, nie skoczę!”. I nie skoczyła. Matka potwierdziła, że dzięki bilokacji znalazła się przy tej kobiecie, a raczej – mówiąc precyzyjniej – powiedziała mi, że podczas modlitwy weszła w ekstazę. Przez kilka kolejnych minut nie wiedziała, gdzie jest”. Tak relacjonował to zdarzenie ks. Gialletti, powiernik Matki Speranzy. (…) Nawet pewien prosty robotnik, który pewnego dnia w Collevalenzie dokonywał drobnych napraw, wykrzyknął z niedowierzaniem na widok przechodzącej obok niego Matki: „Te siostrzyczki! Jak one się perfumują!”

 

Finansowa pomoc z nieba

Matka Speranza nie posiadała ani grosza, niemniej ufność w Boga sprawiła, że na wyraźną prośbę Jezusa otworzyła pierwszą szkołę. Pomoc przyszła, po raz kolejny, w tajemniczy sposób. W jednym z listów do swojego kierownika duchowego napisała w 1931: „18 października – napisała Matka Speranza – kiedy poprosiłam siostrę ekonomkę o pieniądze na znaczek pocztowy, powiedziała mi, że nie ma nawet pięciu centów. Musiałam więc pójść do portiera i pożyczyć od niego pesetę. Noc spędziłam, płacząc i odchodząc od zmysłów. Myślałam o tym, że następnego dnia powinnam poinformować współsiostry, że nie mamy środków na dalsze życie. Co za gorycz, mój Ojcze! Ja, która nigdy nie chciałam, aby te stworzenia miały udział w troskach, musiałam przekazać im tę wiadomość dokładnie wtedy, kiedy czyniły to Dzieło z największym entuzjazmem.

Rozgoryczona zwróciłam się do Jezusa, chyba ze złością, i powiedziałam: «Rok temu miałeś odwagę poprosić mnie o podobne dzieło, by teraz zostawić mnie z niczym?
Wiesz, że jeśli mi nie pomożesz, nie będzie go, bo do ludzi nie mogę się z tym zwrócić. Czy to możliwe, żebyś oszukał mnie w ten sposób po tym, jak wielokrotnie mówiłeś mi, żebym się nie martwiła? Nie mogę w to wierzyć, bo to przeczyłoby Twojemu Sercu i przestałbyś być Jezusem. A ja, która dobrze Cię znam, jeśli jutro nie będę miała tego, czego te stworzenia potrzebują, zamiast przekazywać im nieprzyjemne wieści, wyślę je do kaplicy i tam zostawię, dopóki nie dasz mi tego, czego potrzebuję».
W każdym razie, mój Ojcze, spędziłam noc na wyrzucaniu z siebie żalów, jak widzisz w tym liście, i wiedz, że nie wyjawiam Ci wszystkiego, co powiedziałam Jezusowi, bo nie byłam sobą. Ale On, zamiast się zasmucić i odesłać mnie z kwitkiem, tak jakbym ja to zrobiła, jako czuły Ojciec sprawił, że po obudzeniu się znalazłam dwa tysiące peset. Zrobił to tak, że nie wiem, kto mi je dał, bo nie widziałam nikogo”.
W innym liście, z 25 kwietnia 1932 roku, Matka napisała do ojca Postiusa, jakby chodziło o coś najbardziej naturalnego na świecie: „Jezus zazwyczaj odwiedza mnie, choć na krótko, i nie przestaje dbać o to, by w tym domu nie brakowało niczego, co niezbędne. Wczoraj dostałam trzy tysiące peset. We wszystkim widzę Jego rękę.
Bez tego… nie przeżyłybyśmy, mój Ojcze!”.

 

Niezwykłe Komunie święte
Matka miała szczególną łaskę bycia żywym tabernakulum. Zwykła mawiać, że kiedy ktoś spożywa Świętą Hostię, Jezus pozostaje w nim aż do następnej Komunii, jakby ta osoba była tabernakulum, o ile umożliwi Mu się to trwanie w głębi duszy.
Jezus kochał tę zakonnicę tak bardzo, że ukazywał jej swoją rzeczywistą obecność w Eucharystii, a nawet udzielał Komunii w nadzwyczajny sposób, jak zaświadczyła to siostra Anna od Jezusa: „Pamiętam, jak pewnego dnia Matka była chora i leżała w łóżku, i nie mogła nam towarzyszyć w czasie Mszy w kościele parafialnym w Collevalenzie. Po powrocie zauważyłyśmy, że drzwi jej celi były otwarte. Weszłyśmy tam i zastałyśmy ją w pełnej ekstazie. W niewielkiej odległości od jej ust było wyraźnie widać zawieszoną w powietrzu Hostię, która po chwili trafiła do ust Matki. Byłam przy tym ja i siostra
Trinidad. Po odzyskaniu świadomości Matka zażądała, żebyśmy nikomu nie mówiły o tym ani słowa”.

 

 

Matka Speranza o Janie Pawle II
16 października 1978 roku, gdy w telewizji podano wiadomość o pojawieniu się białego dymu, będącego znakiem zakończenia konklawe, którego zadaniem było wybranie następcy Jana Pawła I, ojciec Gino Capponi natychmiast poszedł do kuchni, aby powiadomić Matkę Speranzę, podczas gdy Pietro Iacopini pozostawał z innymi braćmi w salonie. „Nie marnuj mojego czasu, mam dużo pracy” – zakonnica ostrzegła spowiednika, gdy tylko go zobaczyła. Ale kiedy ojciec Gino wyjaśnił, dlaczego ją wołał, zdecydowanym krokiem poszła z nim do pokoju, gdzie znajdował się telewizor. Kilka minut później, gdy Jan Paweł II zakończył swoje pierwsze wystąpienie, Matka Speranza ogłosiła w obecności wszystkich tam zebranych: „Moi synowie, mamy świętego papieża!”.

 

Spotkanie z Janem Pawłem II

W związku z pierwszą wizytą ówczesnego arcybiskupa Krakowa ojciec Mario Gialletti wspomina: „W 1964 roku Matka powiedziała Wojtyle, że trzeba zabezpieczyć oryginalne pisma Siostry Faustyny, albowiem wersja zredagowana przez pewnego księdza częściowo wypaczyła ich treść. Jak tylko ta decydująca sprawa została rozstrzygnięta, wznowiono proces kanonizacyjny tej wielkiej polskiej mistyczki. Było to dwadzieścia siedem lat po jej śmierci”.
Polski tłumacz dodaje w przypisie, że Kard. Wojtyła udał się tam na prośbę Prymasa Wyszyńskiego, który w 1963 r. podarował Matce Speranzie wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej wiszący na ścianie jej pokoju do tej pory, o czym napisała Ewa Czaczkowska w swojej książce “Papież, który uwierzył”.
Pięć lat wcześniej, w 1959 roku, w tej samej sprawie odwiedził Collevalenzę także prałat Deskur, wysłany przez Wojtyłę, aby porozmawiać z Matką Speranzą. To dzięki temu spotkaniu zredagowano ostatecznie oryginalne pisma Siostry Faustyny, a 21 października 1965 roku w archidiecezji krakowskiej mógł się rozpocząć proces informacyjny poprzedzający jej beatyfikację.
Dwa lata później, 20 września 1967 roku, uroczysta sesja pod przewodnictwem kardynała Wojtyły zakończyła diecezjalny proces informacyjny, z którego protokół przekazano do Rzymu. 31 stycznia 1968 roku Kongregacja do Spraw Kanonizacyjnych rozpoczęła proces beatyfikacyjny tej służebnicy Bożej.

 

Wybór i opracowanie fragmentów: Anna Druś/Stacja7

 


Bł. Matka Speranza.
Nieznane cuda bliźniaczej duszy ojca Pio
Jose Maria Zavala

Błogosławiona Matka Speranza, mistyczka – jak twierdzi jej biograf – miała swój udział w ocaleniu życia polskiego papieża. Jej czciciele podkreślają, że była bliźniaczą duszą Ojca Pio. Podobnie jak święty kapucyn, posiadała nadzwyczajne zdolności, choćby bilokacji, podobnie wyróżniona została przez Boga krwawymi stygmatami, wreszcie podobnie przepełniona była miłością i ufnością w niezmierzoną Bożą potęgę, poprzez którą dokonywała niemożliwego. 

Autor książki José María Zavala, dzięki dostępowi do bezsprzecznie wiarygodnych świadectw wielu osób zebranych w trakcie procesu beatyfikacyjnego Matki Speranzy i po wysłuchaniu osobistych relacji tych, którzy przez całe lata żyli u jej boku, zabiera nas w niesamowitą podróż na granicy tego, co widzialne i niewidzialne, i gdzie miłość Boga przecina drogę naszego ludzkiego doświadczenia. 

Ta publikacja odkrywa przed polskim czytelnikiem jedną z najbardziej niezwykłych postaci współczesnego Kościoła. Wierzymy przy tym, że bł. Matka Speranza stanie się wkrótce jedną z najpopularniejszych świętych Kościoła.

KSIĄŻKA DOSTĘPNA TUTAJ>>>

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap