video-jav.net

Jak nie zepsuć Adwentu? 7 wskazówek

Adwent jest wyjątkowym czasem w życiu człowieka wierzącego. Kościół proponuje nam na te kilka tygodni bardzo obfitą paletę możliwości większego zaangażowania w oczekiwanie na przyjście Pana. Oto wskazówki, które pomogą dobrze przeżyć ten czas.

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

1. Uświadom sobie, na co tak naprawdę czekasz

Jaka jest Twoja pierwsza myśl, gdy słyszysz “Boże Narodzenie”? Dla wielu z nas oznacza to: świętowanie, rodzinną atmosferę, wolne od szkoły czy pracy, możliwość odpoczynku. Ale czy to na to najbardziej czekamy? Adwent ma nas przygotować na przyjście Pana – zarówno na Jego powtórne przyjście na końcu świata, paruzję, jak i na Jego narodzenie. To na Nim powinno się skupić nasze oczekiwanie.

 

2. Pomyśl, kto czeka na Ciebie

Okres przedświąteczny zdaje się wyzwalać w ludziach większą otwartość, szczodrość i chęć pomocy. Rozliczne przedświąteczne zbiórki, charytatywne koncerty, przygotowywanie paczek z prezentami zachęcają nas do dawania siebie innym. Co ciekawe – mimo wielu wydatków w tym czasie, chętniej otwieramy swoje serca i portfele, by pomóc bardziej potrzebującym. Pomyśl, komu możesz w tym adwencie coś ofiarować, kto oczekuje Pana Boga i mógłby Go znaleźć w Twojej dobroci.

 

3. Roratnie wstawanie to nie wyścig po zaliczenie

Moda na roraty rozpowszechnia się. Kościoły w wielu parafiach są pełne wiernych, także i dzieci, mimo porannej pory. Łatwo jednak wpaść w przekonanie, że Adwent będzie ważny tylko z nimi. Roraty to nie konkurs z medalami. Jaka motywacja przyświeca Twojemu porannemu wstawaniu? Im bliższa jest Boga, tym lepiej. Roraty nie mogą być sposobem na udowodnienie sobie i komukolwiek, że jest się lepszym i wytrwalszym.

 

4. Nastrój – tak, ale czemu od razu świąteczne piosenki?

Bolączką naszych czasów jest nieumiejętność czekania. Denerwują nas korki i kolejki, biegniemy na metro nawet jeśli kolejne przyjedzie za kilkadziesiąt sekund, a w sklepach choinki, bombki i światełka pojawiają się prawie obok zniczy na początku listopada. Adwent może być dla nas lekcją cierpliwego czekania. Ale nie da się tego zrobić, jeśli od początku fundujemy sobie świąteczne – urocze skądinąd – piosenki we wszystkich gatunkach muzycznych. Poczekaj z tym. W sieci można znaleźć wiele pięknych adwentowych utworów o niezwykle bogatych tekstach – może skorzystasz z adwentowej playlisty Stacji7. Zdążysz jeszcze nasłuchać się kolęd i piosenek o Nowonarodzonym.

 

5. Nie zostawiaj wszystkiego na ostatnią chwilę

Przygotowanie Świąt to spore wyzwanie. Kiedy żyjemy w biegu, czas ucieka nam nie wiadomo kiedy i nagle robi się 22, 23 grudnia. Zdenerwowani biegamy od sklepu do sklepu w poszukiwaniu prezentów, przytłacza nas ogrom sprzątania, nie wspominając o gotowaniu. Spróbuj zrobić, co możesz, wcześniej – szczególnie jeśli chodzi o duchowe porządki czyli spowiedź. Pomoże Ci to zaoszczędzić stres i niepotrzebne nerwy.

 

6. Niech przygotowania nie będą ważniejsze od Gościa

Chyba wszyscy zgodzimy się, że celem adwentu i przygotowań na Boże Narodzenie nie jest wzorcowe posprzątanie domu, suto zastawiony stół i spełniające marzenia prezenty. Jezus przychodzi, by dać nam miłość i pokój, którymi będziemy mogli się dzielić w gronie najbliższych. W ferworze przygotowań nie zapomnij, że najważniejszy w tym wszystkim jest Pan Bóg. W końcu to jego narodzenie będziemy świętować – nie można zostawiać go na dalszym planie.

 

7. Nie nadymaj się tak

Bóg przyszedł na świat jako maleńkie dziecko. To, co może nam Go przesłonić, to przerost formy nad treścią. Zastanów się, co w adwencie pomoże Ci przygotować się na jak najszczersze przyjęcie Go do swego życia. Pomysłów może być wiele, ale aktywność to nie wszystko, bo “nic się nie zmieni, jeśli nic nie zmienisz”. Niech to będzie błogosławiony czas!

 

Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Ciemny las, mgła. O żałobie

Czytania przełomu między jednym a drugim rokiem liturgicznym przynoszą kolejne wizje końca świata: zmiany jakości, wyjaśnienia tajemnic, nowej i nieskończonej rzeczywistości. Słuchając ich czułam, że bardzo dotykają tego, co noszę w sobie od prawie dwóch miesięcy.

Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Prawie dwa miesiące temu moja siostra, moja towarzyszka przygód, przewodniczka, Ta, Która Rozumiała Żarty odeszła, żeby poznać odpowiedzi na wszystkie pytania. W jednej minucie stała się mądrzejsza od wszystkich żyjących. Przez ostatnie dni wędrowałyśmy dłoń w dłoni, we mgle, w niepewności – ale razem. I potem, w jednej chwili – zostałam sama. Nie tylko ja, oczywiście, bo i cała jej rodzina, i przyjaciele, ale tutaj chcę opowiedzieć o moim osobistym doświadczeniu i emocjach.

No więc – zostałam. Jeszcze parę drobiazgów do zrobienia, ostatnich przysług do oddania i zniknęło z pola widzenia także jej ciało, znane przecież od zawsze, kształt dłoni i stóp, i smukłe nogi, których jej zawsze zazdrościłam.

Przez wiele dni robiłam różne rzeczy – jeździłam na spore odległości, ogarniałam obowiązki codzienne, przyjmowałam kondolencje, odpowiadałam na pytania – w rzeczywistości stojąc nadal w tym zamglonym lesie, gdzie ostatnio przebywałyśmy razem. Ona poszła i już wszystko wie, ja nie wiem nadal nic, i jeszcze nie mam kogo złapać za rękę. W tym nie da się szczególnie towarzyszyć, może gdybyśmy miały jeszcze jedną siostrę, to ktoś byłby w stanie wejść w sedno takiej relacji i takiej straty. A my byłyśmy tylko dwie, i do dziś czasem wybucham płaczem uświadamiając sobie, że razem z nią umarł cały gatunek humoru – nasze wewnętrzne żarty i grepsy, cytaciki i neologizmy. Umarł także gatunek literacki – nasze listy, papierowe i elektroniczne. Złapałam się na układaniu najtrafniejszych sformułowań, którymi mogłabym jej opisać – jej własny pogrzeb. Zapomniałam, stojąc nad jej grobem, że nie przeczyta maila, i składałam w myśli barwny a nieco zgryźliwy esej o kurach przy kaplicy pogrzebowej.

Mijają kolejne tygodnie, robię co do mnie należy, drepczę z godnością przez rzeczywistość i nagle zgina mnie wpół na wspomnienie jej chudziutkiej już dłoni trzymającej telefon, z którego odtwarzała sobie ukochane francuskie piosenki, i w jednym ciągu – głosu z prześlicznym akcentem, kiedy ze swadą rozprawiała albo cytowała wiersze. I potem już idzie, kolejne podróże, lotniska, komiczne zbiegi okoliczności, które nam się bezustannie przydarzały. Jej maleńkie dzieci w moich ramionach. My dwie odprowadzające ku Wieczności naszą Mamę, potem Babcię. I tak siedzę, tracąc poczucie czasu, wspominając. Potem oczywiście muszę się wyzbierać, przecież liczy na mnie i moją przytomność umysłu ileś osób, dorosłych i nie, moich dzieci, jej dzieci, naszego Taty. Sami obolali, szukają u mnie pociechy. Czekają, aż nazwę ich uczucia, znajdę właściwe sformułowanie, wzmocnię ich i powiem coś podobnego do tego, co powiedziałaby ona. Głosem, który przez telefon jest nie do odróżnienia.

A tymczasem ja idę przez las, krok za krokiem, powoli, nasłuchując. Dolatują słowa przełomu. Końca jednego roku liturgicznego i początku drugiego. O Pierworodnym spośród umarłych.

 

Marcelina Metera

Marcelina Metera

Żona, matka pięciorga, po godzinach tłumaczka i redaktorka. Nieuleczalna entuzjastka pracy społecznej, dużo gada i szybko czyta

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >