video-jav.net

Nawet jeśli nie wiesz, co to spalony

Z okazji Mundialu odświeżono ostatnio wszelkie okołopiłkarskie memy, w tym jakże liczną grupę dowcipów o żonach kibiców, czyli kobietach, które nie wiedzą, kiedy jest spalony.

Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W naszym domu tego problemu nie ma, bo piłką interesujemy się oboje minimalnie i oglądamy tylko najciekawsze mecze, oboje też znamy reguły tej gry. Generalnie nie trzeba mi tłumaczyć, którzy to nasi. Pomyślałam sobie jednak przy tej okazji o szerszym zagadnieniu spędzania czasu i wspólnych zainteresowań w małżeństwie – czy to naprawdę takie ważne, żeby mieć „wspólne pasje”, jak to się mówi.

Rzeczywiście – znam trochę par, które każdą chwilę wolną poświęcają na robienie czegoś razem – wędrówki, żeglowanie, kolekcjonowanie minerałów albo siedzenie w bibliotekach uniwersyteckich. Zdecydowanie układ taki ułatwia planowanie urlopów czy weekendów, dostarcza mnóstwo tematów do rozmów i potencjalnie bardzo zbliża. Pewnym zagrożeniem jest tylko wzajemny przesyt i współzawodnictwo, jeżeli oboje działają dokładnie na tym samym polu (widziałam takie sytuacje – kto wygra regaty, kto pierwszy napisze doktorat…).

Na drugim biegunie mamy pary spędzające czas na zupełnie osobnych aktywnościach i z zasady nieuczestniczące w zainteresowaniach drugiej strony – przysłowiowy mąż-kibic i jego śmiertelnie znudzona futbolem żona, która tylko czeka na mecz, żeby czmychnąć z domu. Żona ogrodniczka i mąż rowerzysta, który najchętniej przerobiłby ogródek na bike park. Żona biegaczka i mąż filatelista – i tak dalej. Takich znajomych też mamy, i wcale nie są to kiepskie związki – spędzenie czasu osobno bywa ożywcze, człowiek wraca wypoczęty, z nową perspektywą i ogólnie życzliwiej nastawiony. Istnieje jednakowoż ryzyko stopniowej utraty kontaktu i porozumienia, czasem można wręcz przeoczyć narastający kryzys – bo oboje zajęci, każdy ze swoimi znajomymi. Albo – całkiem już kiepsko – można się wzajemnie znielubić, jeśli jedna strona uparcie lekceważy albo wyśmiewa upodobania drugiej.

Dlatego upieram się, że jednak lepiej się przemęczyć i pojechać z ukochanym na ten turniej łuczniczy, zapytać o najnowszy nabytek w kolekcji komiksów, wybrać się chociaż raz na Pyrkon. A w mniejszej skali – obejrzeć film niekoniecznie ulubionego gatunku albo nie przymierzając – mecz piłki nożnej, ale razem. Spędzić chwilę nominalnie wspólnego życia rzeczywiście razem, próbując lepiej poznać i lepiej zrozumieć tego kochanego przecież człowieka. Coś w tym musi być, skoro dla niego to takie fascynujące.

P.S. Pozycja spalona to sytuacja, gdy podczas podania piłkarz danej drużyny znajduje się na stronie boiska należącej do drużyny przeciwnej i jest bliżej linii bramkowej drużyny przeciwnej niż piłka oraz bliżej niż przedostatni zawodnik drużyny przeciwnej i ma wpływ na przebieg akcji. Proste.

 

Marcelina Metera

Marcelina Metera

Żona, matka pięciorga, po godzinach tłumaczka i redaktorka. Nieuleczalna entuzjastka pracy społecznej, dużo gada i szybko czyta

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marcelina Metera
Marcelina
Metera
zobacz artykuly tego autora >

W co wierzą piłkarskie gwiazdy?

Kiedy w grę wchodzi walka o najważniejsze piłkarskie trofea, nie może być miejsca na jakąkolwiek nieprzychylność losu. Dlatego gwiazdy oświetlanie blaskiem przyboiskowych jupiterów szukają pomocy nadprzyrodzonej. Gdzie ją znajdują?

Adrian Wawrzyczek
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

New age po piłkarsku

Niestety, często nie tam, gdzie powinni. Mimo, że grono wierzących w Boga i chlubiących się tym faktem piłkarzy jest liczne, ogromną popularnością cieszą się w tym środowisko różnej maści przesądy i mini-rytuały o zabobonnym charakterze. W ekipach z Czarnego Lądu zdarzało się, że szamani znajdowali się na oficjalnych listach płac piłkarskich federacji! Ale historie zakrawające o “new age” dzieją się także na gruncie europejskiego futbolu.

Zakładanie bielizny na lewą stronę na czas meczu, przywiązanie do “szczęśliwego” ubioru, ulubionego dania czy tak absurdalne kwestia, jak wchodzenie na boisko “zawsze prawą nogą” są nieodłącznym elementem piłkarskiej codzienności w Europie. Konkretny przykład?

Raymond Domenech, eks-selekcjoner Francuzów i fan astrologii, stronił od powoływania piłkarzy spod znaku Skorpiona, bo jego zdaniem źle wpływali na drużynę…

 

“Czarownik” Nawałka

Wolny od rytuałów nie jest też obecny selekcjoner polskiej reprezentacji Adam Nawałka. Trener “Biało-czerwonych” skrupulatnie pilnuje, by kierowca autobusu wiozącego na mecz jego drużynę nie używał biegu wstecznego, gdy piłkarze są na pokładzie. Jeśli zdarzyłoby mu się przegapić miejsce parkingowe, zawodnicy muszą wyjść z pojazdu i do celu dotrzeć pieszo.

Czasem przyciąganie piłkarskie szczęścia ma nieco bardziej “katolickie” oblicze. Giovanni Trappatoni, były selekcjoner włoskiej kadry, podczas mistrzostw świata w Korei i Japonii nie uciekał od kropienia ławki trenerskiej wodą święconą. Z kolei Thiago Silva – defensor reprezentacji Brazylii, który zagra również podczas tegorocznego mundialu w Rosji – bez problemu łączy przesądy z modlitwą. – “Przed każdym meczem klękam przed swoją koszulką i modlę się, by nikt nie doznał kontuzji. Na boisku wchodzę zawsze najpierw prawą nogą i trzy razy robię znak krzyża” – przyznaje obrońca “Canarinhos” i francuskiego PSG.

Ilu piłkarzy i trenerów, tyle niecodziennych pomysłów na przyciągnięcie szczęścia lub odpędzenie pecha. Właściwie to nieważne, co jest składową tej pseudoduchowej mieszanki. Magiczne praktyki, “wykrzywione” elementy katolicyzmu czy tragikomiczne szukanie związków przycznowo-skutkowych właściwie we wszystkim. Byle działa, czyli dodaje kilka punktów więcej do wiary w boiskowe zwycięstwo.

 

Wygrywają siłą Jezusa

Na szczęście istnieją zawodnicy, którzy ponad zaklinanie rzeczywistości zabobonami przekładają wiarę w Jezusa. Do tego grona należy, m. in. Brazylijczyk Neymar, któremu zdarzało się manifestować swoją wiarę noszeniem opaski z napisem “100% Jesus”. Podobne sytuacje były również udziałem Kolumbijczyka Radamela Falcao, który w Rosji zmierzy się z Polską w fazie grupowej. Napastnik AS Monaco często zakładał koszulki z przesłaniem, głosząc światu, że z “Z Jezusem nigdy nie będziesz sam” lub “Wierz, a zobaczysz chwałę Boga.”  -Wszystko, kim jestem i co mam, dał mi Bóg – odpowiadał z pokorą pytany o motywy takich zachowań Falcao, jak przystało na lidera katolickich grup młodzieżowych.

W polskiej kadrze najgłośniej swoją wiarę manifestują Robert Lewandowski i Jakub Błaszczykowski, udzielający się jako ambasadorzy popularnej akcji “Nie wstydzę się Jezusa”. Zaangażowanych katolików nie brakuje też w reprezentacji Hiszpanii. Andres IniestaSergio Busquets po wygraniu mundialu w 2010 roku wybrali się na pielgrzymkę dziękczynną Drogą św. Jakuba. Czy również w tym roku będą mieli ku temu okazję?

Z piłką nożną jest tak, jak w znanym powiedzeniu. Parafrazując je, można rzec, że “piłkarz strzela, a Pan Bóg piłki nosi”? Czy zatem pomoże wygrywać tym, którzy się do nie uciekają? Możliwe, że nie. W końcu zwycięzca mundialu i tak może być tylko jeden… Z pewnością jednak wesprze ich w poradzeniu sobie z boiskowymi porażkami, bo wierząc w Jezusa, już są zwycięzcami najważniejszych “rozgrywek” we wszechświecie! A tego nie mogą powiedzieć ci, którzy pokładają nadzieję w przesądach. Im pozostanie zawód i wybór nowych praktyk magiczno-komicznych…

Adrian Wawrzyczek

Adrian Wawrzyczek

Specjalista ds. contentu, social media i strategii marketingowej. Jako były dziennikarz piłkarski taktykę portalu najchętniej rozrysowałby na tablicy, wydobywając z siebie hasła zagrzewające do ataku. Uwielbia książki, e-booki, aplikacje mobilne i dobre jedzenie, a jego kubek na kawę jest największy w całej firmie. Swoje miejsce w Kościele odnajduje w rodzinie i nurcie charyzmatycznym. Prywatnie autor bloga www.jakogarnac.pl.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adrian Wawrzyczek
Adrian
Wawrzyczek
zobacz artykuly tego autora >