Nasze projekty

Mit start-upu

Mamy pomysł, inwestujemy pieniądze własne i rodziny, kupujemy komputery z jabłkiem na obudowie, wynajmujemy biuro w pomieszczeniach po dawnej fabryce i ściągamy architekta wnętrz do jego aranżacji. I koniecznie zapuszczamy brody. Jednym słowem robimy start-up.

Reklama

Ten lekko przerysowany obraz nowych inicjatyw biznesowych to efekt wtłaczanych nam przez media społecznościowe i popkulturę wizji tego, jak powstaje start-up. Obrósł w swoistą mitologię, a przez to nie ma wiele wspólnego z prawdą. Odczarowanie tego tematu pozwoli nam stanąć w prawdzie i docenić wysiłek twórców nowych pomysłów, a przez to życzliwym okiem spojrzeć na śmiałków, którzy próbują zmienić na lepsze rzeczywistość, w której funkcjonują. 

Mit garażu

Reklama
Reklama

Jeżeli popatrzymy na mit założycielski, czyli historię o początkach firm takich jak Google, Apple, PayPal czy Amazon, to nieodłącznym jego elementem jest to, że twórcy tych współczesnych gigantów zaczynali w przydomowym garażu. Tam powoływali firmę i tam pielgrzymują fani ich współczesnych produktów, do miejsca gdzie powstały legendy. 

Amerykańska rzeczywistość i system prawny ułatwiają takie rozwiązanie, jednak nie jest ono konieczne do stworzenia dobrze funkcjonującej firmy, bo w sumie start-up, to tylko nowa firma, która ma pomysł na swoje usługi, a nazywa się modnym hasłem, podążając trochę ślepo za modą. Bo przecież dużo atrakcyjniejsze dla otoczenia jest mówienie, że jest się twórcą start-upu, niż że się założyło firmę. 

Czym więc jest ten start-up? Ile twórców, tyle definicji, ale sprowadzając je do wspólnego mianownika, możemy określić, że to pomysł na biznes, który ma szanse zostać zaakceptowany przez rynek (konsumentów). Od klasycznej definicji nowej firmy różni się tym, że start-upy najczęściej wytwarzają produkty cyfrowe, niematerialne, bądź tworzą gadżety, które mają ułatwić życie ich nabywcom. Do tego, działają w stanie skrajnej niepewności, tworząc coś, czego jeszcze nie ma i nie wiadomo jak na to zareaguje rynek. Takie życie na krawędzi.

Reklama
Reklama

Brodacz z jabłkiem

Skąd wziął się zatem wizerunek start-upowców jako brodaczy z charakterystycznym jabłkiem na obudowie komputera? Paradoksalnie, to efekt reklamy Apple z 1984 roku, którą nakręcił Ridley Scott. To właśnie stamtąd wziął początek mit użytkowników tego sprzętu, jako osób niezależnych od systemu, twórczych, kreatywnych. I podążając za tym mitem, tysiące twórców chce być jak Steve Jobs. W swoich i cudzych oczach. 

Reklama

Pomijając użyteczność samego sprzętu, budowanie wizerunku niepokorności, twórczości, czy genialności ma w swoim założeniu jeszcze jeden, być może najważniejszy cel – znalezienie inwestora! 

Fundusze inwestycyjne

Jest jeszcze jedna różnica, która pokazuje inność start-upu. Najczęściej do stworzenia produktu, potrzebna jest inwestycja. Stworzenie produktu wymaga miesięcy, czy nawet lat pracy, a za tą pracę ktoś musi zapłacić, w momencie gdy skończą się środki od założycieli. 

Dlatego w swojej początkowej fazie start-upy są pomysłem na biznes, prototypem, który ma podstawowe funkcje. I właśnie tym pomysłem, powiązanym z biznesplanem start-upowcy próbują zachęcić poważnych inwestorów – czy to w formie funduszy inwestycyjnych, których rolą jest wyławianie „perełek”, czy aniołów biznesu – indywidualnych przedsiębiorców, którzy osiągnęli już sukces i szukają nowych pomysłów, które mogliby wesprzeć swoją wiedzą, doświadczeniem i oczywiście pieniędzmi, otrzymując w zamian udziały w firmie. 

Inwestor, a szczególnie jego środki są potrzebne do jednego zasadniczego celu – skalowalności. Czyli tego, by przyjęty model biznesowy można było bez większych kosztów i zmian w jego rdzeniu przenosić do kolejnych krajów, czy na nowe rynki i branże. Jeżeli jednak modelu nie można skalować, albo jest to zbyt trudne, może to prowadzić do klęski.

Jednak Ci, którzy przetrwają i odniosą sukces, mają szanse zdominować rynek w swojej kategorii, przynosząc krociowe zyski nie tylko swoim założycielom, ale także inwestorom. I właśnie ta wizja niesamowitych dochodów, a wręcz pogoń za nią, są kolejnym wyróżnikiem twórców start-upu – żyją mitem bogactwa, które jest na wyciągnięcie ręki. 

Nieskończona lista sukcesów

Niestety często motywacją do założenia własnego projektu, jest zachłyśnięcie się historiami sukcesu. Wertowanie na potęgę biografii słynnych start-upowców, inspirowanie się ich złotymi myślami i ślepe naśladownictwo to pewna droga do porażki. Bo co jest nowego i atrakcyjnego w założeniu „drugiego Facebooka”? 

Patrząc na środowisko start-upów możemy wpaść w pewną pułapkę – znane i cenne projekty są nieliczne (jedynie 2% osiąga spektakularny sukces). 90% start-upów upada w ciągu pierwszych 3 lat funkcjonowania (Start-up Genome Report przygotowany przez Uniwersytet Stanforda i Berkley), a pozostałe 8% przekształca się w normalnie funkcjonujące firmy. 

Dlaczego upadają? Powodów jest wiele: zbyt szybki rozwój (bez wypracowania modelu biznesowego), złe rozłożenie zasobów (zbyt dużo czasu na dopieszczenie produktu, a zbyt mało uwagi poświęconych na marketing), czy po prostu złe rozeznanie rynku (tworzenie produktu, który nie jest potrzebny nikomu). 

Młodym twórcom brakuje też pokory w podejściu do swojego pomysłu i dystans do porad innych. Jednak szczęśliwie to się zmienia – coraz częściej na spotkania zespołów zapraszani są ludzie, którzy musieli zamknąć swój start-up. Po to, żeby podzielili się swoim doświadczeniem i przez to pomogli uniknąć błędów w nowych projektach. 

Zmiana świata zaczyna się od…

Zazwyczaj start-up powstaje z niewygody. Konkretnej osobie bardzo brakuje narzędzia, które jest mu potrzebne do codziennej pracy. Dlatego po godzinach przysiada nad czymś, co ułatwi mu życie. Powstaje pierwszy prototyp i… okazuje się, że znajdują się ludzie, którzy chcą to kupić. Może toporne, może brzydkie, ale funkcjonalne – tak powstała aplikacja Nozbe, która służy do zarządzania zadaniami i wspiera efektywność osobistą. Jej twórca – Michał Śliwiński napisał ją, by ułatwić sobie codzienne życie, a dziś korzysta z niej 400.000 użytkowników na całym świecie. 

Czasem pojawia się wizjoner, który wyprzedza rynek. Tworzy narzędzie, ale rynek jeszcze do niego nie dorasta. A potem, w wyniku ciężkiej pracy, zaciśnięcia zębów, ryzyka bankructwa, powstaje coś wielkiego. Taką drogę przeszedł Michał Sadowski ze swoim narzędziem do monitoringu internetu Brand24, który 30 stycznia 2018 wszedł na warszawską giełdę, jako spółka wyceniana na 100 milionów złotych. 

Twórcy start-upów, to ludzie, którzy myślą nieszablonowo. Nie chcą czekać, aż ktoś rozwiąże za nich uwierający problem. Biorą się za pozornie nierozwiązywalne problemy i je realizują. To odpowiednik odkrywców i podróżników – gdy nie ma lądów do odkrycia, a kosmos (przynajmniej chwilowo) jest zamknięty, to oni „czynią sobie ziemię poddaną”. 

Trudne słowo – sprzedaż

Genialne pomysły nie mają sensu, jeżeli nie zostaną przekute na model biznesowy, czy mówiąc bardziej dosadnie – sprzedaż. To ona weryfikuje, czy pomysł start-upu jest sensowny i rynek go przyjmie. Jednocześnie, w naszym mitycznym start-upie, sprzedaż to temat tabu. Oznacza, że genialny produkt trzeba promować, proponować, sprzedawać, inwestować w spotkania, obsługę klienta, reagować na negatywne opinie, zwroty, a przede wszystkim by w rachunkach pozycja „ma” zawierała większą cyfrę niż w polu „winien”.

Wydaje się, że moment stanięcia w prawdzie, to właśnie moment, gdy zaczyna się sprzedawać produkt i na nim zarabiać (a przynajmniej wychodzić na zero). Wcześniejszy etap, to wydatkowanie pieniędzy inwestorów, a każda inwestycja jest też ryzykiem. Wejście w dojrzałość biznesową, to zdolność do szybkiego stanięcia na własnych nogach. I sprzedaży, która jest pierwszym krokiem stworzenia lepszego świata, nie tylko dla twórców, ale też dla odbiorców. 

Ty też!

Start-up to szkoła życia. Szkoła latania nad chmurami, szaleńczych pomysłów i ich realizacji. Ale także doświadczeń, których nie da praca dla kogoś od 8 do 16. Odwaga do realizacji śmiałych wizji, odpowiedzialności za zespół. Smaku zwycięstwa, goryczy porażki. Ale ta porażka, statystyczna, wręcz wkalkulowana daje świadomość własnych mocy i ograniczeń. A to tym bardziej cenne.

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę