video-jav.net

Krótko mówiąc

Kilka osób zapytaliśmy o to, jak się modą cieszyć nie robiąc z niej boga.

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Zosia 24 lata, mgr filologii klasycznej: używać rozumu

Bardzo modne są kozaki do kolan, które ludzie noszą także wiosną i latem. Coraz popularniejsza staje się zumba, bo ludziom znudził się fitness. Roi się poza tym od różnego typu elektronicznych, bajeranckich urządzeń. Wśród moich rówieśników widzę też modę na lekceważące podejście do religii. Jest to niechęć okazywana chrześcijaństwu ostentacyjnie, trochę na pokaz. Aby ślepo nie ulegać modzie trzeba używać rozumu. Zanim coś kupię zastanowię się czy ta rzecz jest mi potrzebna i jak ja się odnajduję w danej modzie. Czy to na pewno jest moje? Uważam, że trzeba umieć się postawić, jeśli czegoś nie czujemy.

Halina 50 lat, grafik komputerowy: nie tylko taniec i nie tylko muzyka

Dziś panuje moda na śpiew i taniec. W telewizji tego typu programów jest za dużo. Nie jestem zachwycona tym, że „tylko taniec” i „tylko muzyka”, bo uważam, że są ciekawsze i wartościowsze sprawy, a talent ma nie tylko ten, kto tańczy lub śpiewa. Aby nie ulegać każdej modzie, trzeba umieć wybierać. Jeśli coś mi nie odpowiada, nie czytam, nie oglądam, nie naśladuję.

Krótko mówiąc

Kamil 22 lata, kleryk seminarium duchownego: każdy i tak robi co chce i jak chce

Dzisiaj strasznie modne są tablety. Chociaż uważam, że nie istnieje coś takiego jak współczesna moda, bo tak naprawdę każdy chodzi jak chce i robi co chce. Co robić, żeby moda nie stała się bogiem? Na to jest chyba tylko jeden sposób: postawić prawdziwego i jedynego Boga na pierwszym miejscu, a wszystko inne będzie na swoim.

Paweł 47 lat, mechanik samochodowy: nic nowego pod słońcem

Stereotypy rządzą. To jest parcie, którego nie da się zastopować. Nasze społeczeństwo to w dużej mierze biorcy, którym łatwo narzucić nowe trendy. A tak naprawdę mało jest nowych trendów. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że tak naprawdę „nie ma nic nowego pod słońcem”. Żeby nie ulec modzie trzeba mieć własne zdanie. Byłoby pięknie, gdyby każdy umiał myśleć samodzielnie.

Krótko mówiąc

Genowefa 80 lat, emerytowana nauczycielka:

Modne jest dzisiaj wszystko to, co szokuje. Jeśli chodzi o młodych ludzi – określony styl bycia: hałaśliwy, ekstrawagancki, manifestujący pewność siebie. Z jednej strony modą warto się zainteresować, ale z drugiej trzeba wiedzieć, że moda nie jest czymś, co zasługuje na przesadną uwagę.

Dorota 34 lata, polonistka: rurki, Ray Bany i wszystko co off

Modne są spodnie-rurki, Ray Bany, przesiadywanie w klubach, w których każdy mebel jest z innej kategorii i jeżdżenie na wszelkiej maści offowe festiwale. Wszystko, co offowe, jest modne! Trendy panujące w modzie da się sprowadzić do tego, żeby wyglądać jak przebrany bezdomny, który dorwał się do różnych ubrań i teraz nakłada je na siebie bez ładu i składu. Co robić, aby nie ulegać modzie? To proste: myśleć i dopasować ubrania do siebie, a nie siebie do mody.

Jurek 71 lat, muzyk i kompozytor: lubię nowe gadżety

Kompletnie nie znam się na modzie, jestem niemodny, a wręcz staromodny. Lubię klasyczne garnitury, a u kobiet bardzo proste suknie, sukienki, bluzki. Jeśli chodzi o rzeczy niezwiązane z garderobą to na pewno modny jest internet i różne gadżety typu ipod, iphone, etc., z których chętnie korzystam. Popularność internetu trochę mnie przeraża, podobnie jak fakt, że coraz mniej modne staje się czytanie książek – coraz częściej ludzie słuchają, a nie czytają. Z drugiej strony bardzo lubię wszelkie nowe gadżety. Ja jestem niemodny i dla mnie moda nigdy nie będzie religią. Wydaje mi się, że każdy podchodzi do tego bardzo indywidualnie i musi szukać swoich sposobów. Dużo zależy od wychowania.

Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Zarażeni trendem

Co jest istotne w tworzeniu trendów? Dlaczego nagle wszyscy ulegamy podobnym modom i wreszcie co ma do tego epidemiologia…

Piotr
Bucki
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Koniec 1994 roku – trwa krwawa wojna w Ruandzie, w kinach króluje Forrest Gump, Mandela zostaje prezydentem Afryki Południowej, a w stanach dogorywa marka Hush Puppies. Ten model męskich zamszowych półbutów wprowadzony na rynek w 1958 roku dożywał ostatnich dni – marna sprzedaż sprawiła, że Firma Wolverine, właściciel marki, poważnie rozważała wycofanie jej z rynku. I wtedy przyszedł nieoczekiwany przełom. Buty zaczęli nosić bywalcy modnych klubów East Village i sam Isaac Mizrahi, Na początku 1995 roku do Wolverine zadzwonił projektant John Bartlett z prośbą o wykorzystanie hush puppies w pokazie swojej wiosennej kolekcji. W całym 1995 roku firma sprzedała 430 tysięcy par, w porównaniu do nędznych 30 tysięcy w całym schyłkowym 1994. Kolejne lata przyniosły jeszcze lepsze wyniki.

Czy ta akcja była strategiczną grą speców od marketingu z Wolverine? Czy była efektem makiawelicznych zabiegów PR? Otóż nie – była efektem dobrze już rozpoznanego zjawiska jakim jest dyfuzja trendu. Właściciele marki nie mieli bladego pojęcia, kim jest Isaac Mizrahi. Nie wciskali celebrytom swoich butów, nie prowadzili żadnych działań, by sprzedać ich więcej. A jednak ich mokasyny stały się kultowe. Co jest istotne w tworzeniu trendów? Dlaczego nagle wszyscy ulegamy podobnym modom i wreszcie co ma do tego epidemiologia…

Moda na Hush Puppies wybuchła niespodziewanie. Prekursorami byli artyści z East Village. Tych kilku młodych ludzi nie zamierzało świadomie kreować żadnych trendów. Przeciwnie – chcieli nosić te akurat mokasyny dlatego, że nikt inny ich nie nosił. Przypadkiem trafiły one także na ekskluzywne pokazy mody, więc ich popularność wzrastała. Do momentu, w którym przekroczony został punkt przełomowy i runęła lawina. Lawina, którą specjaliści nazywają dyfuzja trendu. Zjawisko to ma najwięcej wspólnego z… epidemią.

Idee, produkty, wiadomości i zachowania rozprzestrzeniają się bowiem tak samo jak wirusy. Czy mamy wpływ na to, czy zostaniem zarażeni? Raczej niewielki zwłaszcza, że bardzo często ten proces przesączania się trendów przebiega bezobjawowo i ani się obejrzymy a już nosimy białe słuchawki od pierwszego iPoda, buty UGG, bransoletki Lilou, swetry w renifery…

Zarażeni trendem

Kto zatem tworzy trendy? Kiedyś była to tylko domena projektantów. Wraz jednak ze zmianami ogarniającymi całą cyberprzestrzeń, demokratyzacją dostępu do mediów zmieniły się też zasady gry. Owszem, nadal na to co nosimy, mają wpływ projektanci, ale tek naprawdę na to czy epidemia się rozwinie, czy nie wpływ będzie mieć osoba – trendsetter – określany często pacjentem zero. W przypadku Hush Puppies była to grupa młodzieży z Manhatanu, która zaraziła otoczenie wirusem Hush Puppies. Czy to znaczy, że pacjent zero może być przypadkowy? Nic bardziej mylnego. To osoba, która charakteryzuje się pewnymi określonymi cechami, które pozwolą epidemii skutecznie się rozprzestrzenić. Musi być to ktoś kto funkcjonuje w dużej i gęstej sieci społecznej.

Trendy, jak wirusy rozprzestrzeniają się wtedy gdy trendetterzy mają szansę zarażać. Sieć może być wirtualna.

Te wirusy świetnie radzą sobie z barierą off-line/on-line. Nowojorski trendsetter Scott Schuman prowadzi blog, na którym prezentuje modę uliczną z całego świata. Tu nie ma miejsca na idealnie wystylizowane sylwetki z wybiegów – tu rządzą ludzie i ich osobowość. Ta osobowość rozprzestrzeniana w sieci, zwielokrotniona przez kolejnych użutników, rozprzestrzenia się jak wirus. Jaskrawe poszetki, odważne łączenia wzorów, rogowe okulary, gęste brody… te trendy zaczyna dyktować ulica, a bardziej precyzyjnie ci przedstawiciele ulicy, którzy mają wystarczający wpływ społeczny.

Zarażeni trendem

Takie rozprzestrzenianie się trendów nie jest oczywiście domeną ponowoczesności. Moda zawsze rządziła się podobnymi prawami.

Georgiana Cavendish z domu Spencer, Księżna Devonshire była jedną z ważniejszych trendsetterek w osiemnastowiecznej Anglii.

Jej kreacje, fryzury były kopiowane przez damy z towarzystwa, które można by określić mianem wczesnych nabywców (early adopters). To grupa, która uważnie obserwuje (mniej lub bardziej świadomie) trendsetterów i wybiera z ich propozycji prawie wszystko bezkrytycznie. Po tej grupie przychodzi pora na kolejną – to naśladowcy (followers), którzy w swojej masie mogą już zagwarantować wybranemu trendowi przetrwanie. Na samym końcu tego łańcucha mamy jeszcze grupę maruderów – tworzą ją osoby niezwykle odporne na wirusa. To ludzie, którzy gdyby to było jeszcze możliwe wybieraliby igielitowe telefony z tarczą, mając możliwość zakupu każdego innego modelu. Wraz z przesączeniem się do tej grupy trend powoli wymiera… Dokładnie tak samo jak wirus, który dogorywa zaraziwszy całą populację.

Czy to oznacza, że trendy są w pewnym stopniu niezależne od projektantów mody? Po części tak – zwłaszcza jeśli zdamy sobie sprawę z tego, jak często sami projektanci szukają inspiracji na ulicy, która staje się źródłem trendów.

Takie czerpanie inspiracji, to jednak też bardzo szczególna umiejętność. Jak mówi jedna z najbardziej innowacyjnych projektantek, włoska cesarzowa mody – Miuccia Prada – praca w modzie polega na chwytaniu najlepszych fal, które tak czy inaczej dość szybko się łamią. Postawienie na złą kartę oznacza klęskę. Podobnie jak późniejsze postawienie na pacjenta zero, który ma trend wirusowo zaszczepić u innych. Mogą to być oczywiście przypadkowe grupy młodzieży z Manhattanu, mogą to być hipsterzy z Pragi, mogą to być japońskie gimnazjalistki, ale może być to także lider opinii publicznej świadomie zgadzający się na wykorzystanie swojego wizerunku do zarażania trendem. Buty UGG uważane za szkaradztwo, zaczęły być niezwykle popularne po tym jak do szortów zaczęła je nosić Kate Moss.

Wystarczyło kilka zdjęć zrobionych przez paparazzich i trend gotowy. Wirusowe zapalenie łączy internetowych, więc w jednej chwili kilka miliardów ludzi ma dostęp do Kate i jej butów.

Zarażeni trendem

Kreowanie trendów to skomplikowany proces, podlegający wszystkim znanym i opisanym procesom psychologii społecznej. Ku trendsetterom zwracamy się, kierując się regułą autorytetu, społeczny dowód słuszności każe nam nosić to co inni (bez względu na to jak bardzo byśmy chcieli się odindywidualizować od rozentuzjazmowanego tłumu), reguła lubienia sprawia, że podoba nam się bardziej to co lubią osoby, które my lubimy. I tak dalej. Ciągła dynamika procesów, które doskonalone sprawiają, że coraz częściej w tworzeniu trendów więcej z analizy matematycznej, psychologii społecznej i wiedzy z zakresu wywierania wpływu, niż czystego przypadku.

Piotr Bucki

Zobacz inne artykuły tego autora >
Piotr
Bucki
zobacz artykuly tego autora >