Dobra samotność

Ktoś znowu skarżył się na samotność. Zresztą, co tu ukrywać, kiedy idzie się ulicą łatwo rozpoznać kto jest samotny, a kto nie. Może jednak warto powiedzieć kilka słów o oskarżonej zanim wyrok zostanie wydany?

Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Potwór o wielu twarzach…

Różne oblicza ma samotność. Można dostrzec ją w twarzy singla. Singiel tak już do niej przywykł, że zaczął cieszyć się swoim kolorowym życiem bez żadnych zobowiązań. Nie ma nic piękniejszego niż podróże, ale życie turysty przemieszczającego się swobodnie pomiędzy znajomościami, z czasem staje się męczące. W podróżach singla zawsze jest przerwa, w którą wkrada się ona – samotność. Sposoby, aby pozbyć się nieproszonego gościa bywają bolesne…

Dobra samotność

Samotność widać także w bolących plecach ludzi szukających wirtualnego towarzystwa. W końcu nie trzeba tam ani pokazywać prawdziwej twarzy ani zdradzać szczegółów charakteru, które bywają powodem odrzucenia. Wirtualnego istnienia „sieciowych samotników” nie da się zakwestionować, bo dowodem jest aktywna obecność na portalach społecznościowych oraz imponująca liczba znajomych. Gorzej bywa jednak z udowodnieniem ich realnego istnienia. W wędrówce przez nie-wirtualny świat dotrzymuje im kroku nie kto inny jak właśnie samotność…

Samotność chowa się także za zamkniętymi drzwiami pokoju, w którym ktoś płacze z powodu straty, odrzucenia, braku przyjaciół czy niepewnej przyszłości. W taką najchętniej rzuciłoby się kamieniem, bo przeważnie wkracza w życie osób, które na nią nie zasłużyły. Izolacja – bo tak brzmi jej drugie imię – nigdy nie była lubiana i to się zapewne nie zmieni, no chyba że…

…a może jednak przyjaciel?

…zmianie ulegnie perspektywa, z której przyzwyczailiśmy się oglądać samotność. Samotność widać również w lustrze przy porannej toalecie i poprawianiu fryzury. Kiedy patrzę na moje lustrzane odbicie myślę, że zawsze w jakimś sensie będę sama. Nikt inny na świecie nie ma przecież takiej samej twarzy, takich oczu, tego samego uśmiechu. Patrząc głębiej, może nieco metafizycznie, nikt nie ma takiego samego wnętrza, w którym uczucia układają się w takie a nie inne puzzle, a myśli ubierają się w słowa, których nikt nie wypowie w dokładnie taki sam sposób… A więc to także jest samotność. Może ona być przestrzenią mojego własnego zasłuchania w otaczający świat i próbą zrozumienia go. Zanim podzielę się z innymi moim spojrzeniem na rzeczywistość – które kiedyś mądrze nazwano „światopoglądem” – muszę ją jakoś w sobie „przetrawić” i jasno powiedzieć za czym się opowiadam, a czemu sprzeciwiam. Moja samotność jest też momentem, kiedy mogę przyjrzeć się sobie i szczerze odpowiedzieć na pytania o to kim jestem i co właściwie na tym świecie robię.

Ogranym pojęciem stała się „samotność twórcza”. Samotna, aby poświęcić się jakiemuś dziełu? Piękne i wzniosłe, ale jednak utrzymane w konwencji sloganu. Wydaje się, że nie chodzi tutaj o to, aby schować się przed całym światem, ukryć się za zasłoną szlachetnej idei, zrezygnować z miłości i tworzyć. Nie. „Samotność twórcza” jest raczej tą cenną chwilą, krótszą lub dłuższą, kiedy mogę udać się w podróż do wnętrza siebie samej, gdzie czeka na mnie złota skrzynia z talentami i zdolnościami oczekującymi na twórcze wykorzystanie. Dzieło – czy to będzie nowa melodia, powieść czy genialne matematyczne odkrycie – zawsze ma początek w najgłębszym wnętrzu człowieka. Cisza samotności, od której chciałoby się jak najdalej uciec, pomaga dotrzeć do tego źródła. Ale nie jest ona wyłącznie domeną artysty! Najprawdziwszymi dziełami sztuki, nie eksponowanymi co prawda na wystawach w ekskluzywnych galeriach, są… relacje. Wejście w głąb siebie jest przygodą, dzięki której mogę odkryć kim jestem, dostrzec cechy charakteru, które warto byłoby „przetworzyć”, a także przejrzeć się w zwierciadle moich najważniejszych pragnień i aspiracji. Nie jest to jednak tylko moja przygoda. Odkrywanie tego, co można określić w trzech, pozornie prostych słowach: „prawda o sobie”, jest niezbędne w tworzeniu więzi z drugim człowiekiem. Miłość i przyjaźń okazują się trwałe wtedy, gdy mogę dać drugiemu prawdziwą siebie. A żeby dotrzeć do „siebie prawdziwej”… No cóż, potrzeba chyba odrobiny samotności.

Przeżywanie świata na mój indywidualny sposób, poznawanie siebie, wyjście na spotkanie z drugim człowiekiem, wielowymiarowy akt twórczy… Czy ja w dalszym ciągu piszę o samotności? Czy wciąż opowiadam o tym potworze, któremu strach spojrzeć w oczy?

Wyjść z gabinetu luster

„Nie jest dobrze, aby człowiek był osamotniony” – myślę często patrząc na smutne twarze przechodniów. Ameryki nie odkrywam, bo Pan Bóg pomyślał o tym już w Raju, kiedy zobaczył biednego, samotnego Adama. Ale jemu także Stwórca postanowił dać tę chwilę „odosobnienia”, żeby przyjrzał się sobie, ponazywał rośliny i zwierzęta, odczuł brak i… ucieszył się Ewą, którą podarował Mu Bóg. Jednak Ewa nie była kimś, kto stał się „lekiem na całe zło” samotności Adama, lecz osobą, z którą można było podzielić się spostrzeżeniami na temat dopiero co stworzonego świata i zbudować trwałą więź. Ludzie boją się samotności chyba właśnie dlatego, że jest ona zawsze związana z brakiem: radosnego towarzystwa, spełnionej miłości, przyjaciela od serca. Ale czy to na pewno wystarczający powód, aby rzucić w nią kamieniem? Brak, który w życiu doskwiera najbardziej, wydaje się przekleństwem. A gdyby skusić się na takie szaleństwo, aby przeżyć go w twórczy sposób? Wróćmy jednak do naszej samotności. W gruncie rzeczy, to nie taki zły pomysł, aby do niej powrócić. Na fali powszechnego buntu przeciwko stereotypom nikogo nie zdziwi chyba krytyka „osamotnienia” i „izolacji”, które są jedynie odbiciami samotności w krzywych zwierciadłach. Taki obraz zawsze będzie odstraszał i śmieszył. Ale przecież można wyjść z gabinetu luster i spróbować spojrzeć w oczy prawdziwej samotności. A jaka ona jest? Skazując ją na banicję, nie dowiemy się tego nigdy.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Marta Arbatowska

Marta Arbatowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Marta Arbatowska
Marta
Arbatowska
zobacz artykuly tego autora >

Wywiad z Martą Kuligowską

Architektkami życia domowego są kobiety

Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >

Marta Kuligowska w rozmowie z Judytą Syrek

Od kiedy mam dzieci, mój dzień jest zaplanowany co do 15 minut. Przestałam się spóźniać. Jestem naprawdę dobrze zorganizowaną kobietą….

Przy takiej pracy, przy dwójce dzieci, które jeszcze nie są samodzielne – to wszystko wymaga dobrego planowanie, prawie jak tabelki w Excelu, których nienawidzę.

Marta Kuligowska, dziennikarka tvn24 w rozmowie z Judytą Syrek opowiada o swojej pracy, kobiecości i pomysłach dla młodych ludzi. Wśród widzów ma opinię jednej z najbardziej lubianych dziennikarek. Kiedy poszła na urlop macierzyński, otrzymała wiele e-maili z wyrazami serdeczności i gratulacjami. Jak radzi sobie dzisiaj jako matka bliźniaków i wciąż aktywna zawodowo dziennikarka?

Codziennie od poniedziałku do piątku wstaje o 3:55 i jedzie do pracy, by prowadzić poranne serwisy w TVN24. Uprawia jogging, chodzi do lekarza z dziećmi i robi zakupy dla rodziny: Robię to, co większość matek po wyjściu z pracy – opowiada w naszej rozmowie. Swoją karierę zaczęła w 1997 roku: Zobaczyłam ogłoszenie w gazecie, że rusza Radio Pogoda w Warszawie. Krzysztof Materna i Wojciech Mann szukali ludzi. Zgłosiłam się, a razem ze mną 8 tysięcy osób. Zostało osiem, wśród nich ja – byłam szczęśliwie wybraną.

Jak wygląda życie rodzinne Marty Kuligowskiej? Czy rodzina nie zdezorganizowała jej życia?

architektkami życia domowego są zazwyczaj kobiety, i tak samo jest u mnie. Ja jestem od planowania, organizowania życia rodzinnego. Jestem takim dyrektorem domowym. Nie tyranem. Od kiedy mam dzieci, mój dzień jest zaplanowany co do 15 minut. Przestałam się spóźniać. Jestem naprawdę dobrze zorganizowaną kobietą. Inaczej wszystko by mi się rozeszło, nie umiałabym nad tym zapanować. Przy takiej pracy, przy dwójce dzieci, które jeszcze nie są samodzielne – to wymaga dobrego planowanie, prawie jak tabelki w Excelu, których nienawidzę.

Na pytanie, jaki styl życia doradziłaby dzisiaj tym, którzy przygotowują się do zawodowej kariery, Marta Kuligowska odpowiedziała:

Chciałabym, żeby młodzi ludzie nie czuli się w obowiązku pędzenia. Niech pracują nad sobą, niech czytają dużo książek, słuchają muzyki, włóczą się po teatrach, wystawach, parkach, niech wyjeżdżają, kupują bilety w tanich liniach za 70 złotych do różnych stolic europejskich, i nie tylko. Niech poświęcają ten czas na swój własny rozwój, rozwój ducha i ciała.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Judyta Syrek

Judyta Syrek

PR Manager i z-ca dyrektora portalu. Autorka popularnych książek takich jak: „Kobieta, boska tajemnica”, „Sekrety mnichów” (wyróżniona nagrodą Fenix w 2007 r.), „Uwierzcie w koniec świata”, czy „Nie bój się żyć”. Ma głowę pełną pomysłów i... anegdotek z zakonnikami w tle. Niekiedy mamy wrażenie, że za jej plecami widać cień śp. o. Joachima Badeniego OP, który nawet po śmierci wspiera ją w zmaganiach zawodowych i prywatnych.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Judyta Syrek
Judyta
Syrek
zobacz artykuly tego autora >