Czym kierować się przy wyborze zawodu?

Około 18% mieszkańców Polski ma dziś 15 – 29 lat. To prawie 7 milionów ludzi! Większość z nich znajduje się w okresie podejmowania najważniejszych, życiowych decyzji – w tym przede wszystkim wyboru zawodu. Jak to zrobić? Czym się kierować? I jakie zawody są najpopularniejsze?

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Bój o studia

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego co roku przedstawia ranking najpopularniejszych kierunków studiów. W ubiegłym roku akademickim naukę na uczelniach wyższych rozpoczęło ponad 416 tys. studentów. Najchętniej wybierane kierunki nie zmieniają się od lat – prym wiodą informatyka, zarządzanie, psychologia, ekonomia i prawo. Na niektórych kierunkach kandydaci mieli silną konkurencję – na jedno miejsce na inżynierii farmaceutycznej kandydowało 18 osób. To i tak nic – rok wcześniej maturzyści, pragnący studiować inżynierię i analizę danych musieli pokonać 54 kandydatów! Dużym zainteresowaniem cieszy się – jak co roku – kierunek lekarski, sporo kandydatów na jedno miejsce przypada też na orientalne filologie – chińską czy japońską.

 

Popyt na białe kołnierzyki mija

A jak wygląda sprawa zapotrzebowania na pracowników? Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej publikuje na swoich stronach Barometr zawodów, który zawiera prognozę o zapotrzebowaniu na kadrę pracowniczą w poszczególnych branżach. Wynika z niego, że najbardziej poszukiwani są fachowcy – budowlańcy, operatorzy maszyn, ślusarze, krawcy, elektrycy, kierowcy autobusów i ciężarówek, kucharze czy fryzjerzy. Okazuje się też, że wynagrodzenia fachowców nie są niższe niż zarobki np. pracowników biurowych z wyższym wykształceniem, a często znacznie je przewyższają. Może więc pora skończyć wreszcie z mitem, że technika i szkoły branżowe (dawne zawodówki) to placówki wyłącznie dla ludzi bez ambicji i zdolności?

 

 

Wybrać trzeba…

Zastanawiając się nad wyborem zawodu, trzeba wziąć pod uwagę dwie najważniejsze kwestie – predyspozycje osobiste i sytuację na rynku pracy.

Na początek warto odpowiedzieć sobie na pozornie proste pytania – co lubię robić? W czym jestem dobry? Nie chodzi tu o stricte szkolne przedmioty, ale raczej o umiejętności. Może masz analityczny umysł i potrafisz planować? A może jesteś kreatywny i świetnie odnajdujesz się w nowych sytuacjach? Może lubisz występować na forum lub przeciwnie – znajomi chwalą, że świetnie słuchasz i rozumiesz ich problemy? Warto wypisać sobie swoje mocne strony – dla wielu osób to prawdziwe wyzwanie! Dobrze jest też jednak zastanowić się nad swoimi ograniczeniami – osoba, której kiepsko „wchodzi” matematyka raczej nie poradzi sobie na studiach informatycznych, mimo, że kocha komputery. Czasami przeszkodą mogą być czynniki zdrowotne – osoba z wadą wzroku nie zostanie pilotem, alergia na sierść zwierząt uniemożliwi ci bycie weterynarzem. Działając w ten sposób zawęzisz listę potencjalnych zawodów.

W planowaniu ścieżki zawodowej warto też użyć… wyobraźni. Zamknij na chwilę oczy i wyobraź sobie siebie za 5 lat. Kim jesteś? W jakim miejscu się znajdujesz? Jaka oferta pracy wydaje ci się spełnieniem twoich marzeń?

 

Ja kontra rynek

Kiedy masz już określone swoje predyspozycje i marzenia, przychodzi pora na drugi krok – konfrontację swoich wyobrażeń z rynkiem pracy. Sprawdź, czy na wybrany przez ciebie zawód jest zapotrzebowanie dzisiaj i jakie są prognozy na przyszłość. Niektóre profesje będą stopniowo zanikać – postępująca automatyzacja i cyfryzacja sprawia, że w niektórych branżach potrzeba mniej pracowników. Ale na ich miejsce pojawiają się ciągle nowe zawody – może to szansa dla ciebie? Zobacz, jakie wymagania stawiają potencjalni pracodawcy. Co już umiesz, a czego musisz się nauczyć? Być może nie chodzi tylko o czysto akademickie kwestie – w wielu zawodach niezbędne są tzw. umiejętności miękkie, np. autoprezentacja, praca pod presją czasu czy asertywność. Nie da się ich nauczyć w czasie jednego szkolenia, ale można pracować nad ich rozwinięciem! Szukając wymarzonego zawodu, warto też rozmawiać z ludźmi, którzy już go wykonują. Można wtedy poznać blaski i cienie pracy i zobaczyć, jak teoria ma się do praktyki.

 

ELA przychodzi z pomocą

W internecie można znaleźć wszystko… no, prawie. Nie najdziesz tam na pewno gotowej recepty, jaki zawód wybrać. Ale w dokonaniu wyboru może pomóc ci kilka portali i aplikacji. Jeśli chcesz dowiedzieć się, jaka jest ekonomiczna sytuacja absolwentów poszczególnych kierunków i uczelni, wsparciem służyć będzie ELA – System monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów. Opracowywany jest na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego na podstawie danych pochodzących m.in. z ZUS-u. ELA zawiera informacje m.in. o bezrobociu czy wynagrodzeniach absolwentów ostatnich lat. System jest częścią portalu informacyjnego http://studia.gov.pl/ który zawiera także wyszukiwarkę studiów oraz ranking najpopularniejszych kierunków. Z kolei na stronie https://barometrzawodow.pl/ można poznać prognozy dotyczące sytuacji w poszczególnych zawodach. Dowiesz się z niego, czy pracodawcy poszukują obecnie kadry w wybranej przez ciebie profesji czy może na rynku jest nadmiar specjalistów w danej dziedzinie.

 

Agnieszka Huf

Agnieszka Huf

Z urodzenia (i przekonania!) – Ślązaczka. Z zawodu – psycholog. Z pasji – bibliofil, człowiekolub, autostopowiczka. A to wszystko traci na znaczeniu wobec najważniejszego: z woli Ojca – dziecko Boże. Uczestniczka Akademii Dziennikarstwa 2017/18.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Agnieszka Huf
Agnieszka
Huf
zobacz artykuly tego autora >

Czy istnieje talent do… macierzyństwa?

Dzisiaj ze wszystkich stron przekonuje się kobietę, że macierzyństwo jest kolejnym z życiowych wyzwań. Jest jak trofeum, które stawiamy na półce osiągnięć tuż obok doktoratu, medalu za przebiegnięty maraton i kluczy do własnej kancelarii. Tymczasem macierzyństwo jest czymś znacznie ważniejszym i większym - jest kuźnią naszej kobiecości. Jest naszą najważniejszą próbą ognia.

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Mamy w domu cztery panny. Kiedy spotka człowieka tyle szczęścia na raz, prędzej czy później, zjawi się w jego życiu również kultowa lalka, o równie kultowych wymiarach. W moim wypadku spotkanie pierwszego stopnia miało miejsce w kinie. Tuż przed rozpoczęciem filmu o przygodach Barbie i jej trzech sióstr, wyświetlił się krótki spot reklamowy firmy Mattel. Na ekranie pojawia się Barbie w różnych odsłonach; Barbe – pilot, Barbie – szef kuchni, Barbie – strażak, a całość wieńczy hasło:” You can be anything” (Możesz być kimkolwiek zechcesz). Żyjemy w niesamowitych czasach! Nawet bez zachęty ze strony Barbie możemy – jako kobiety – sięgać gwiazd! Możemy mieć ciała zaprawione w triatlonach, możemy obejmować szefostwo najtrudniejszych katedr świata, możemy skutecznie walczyć o miejsca w rankingach najbogatszych ludzi globu. Tak, smukła blond lalka ma rację – dzisiaj możemy wszystko. Tylko czy dzięki temu jesteśmy szczęśliwe? 

Mam już taki nawyk, że przyglądam się ustom i oczom kobiet. Szukam w nich blasku i… luzu. Blask świadczy o odnalezieniu swojego miejsca na ziemi, a luz o głębokim przekonaniu, że nie wisi już nad nią topór przymusu. Że może sobie spokojnie powiedzieć – “Nie muszę walczyć o… średnią, o super wyniki, o uwagę, o smukłe ciało, o podwyżkę”. Otóż znam tylko jedną kategorię kobiet, których oczy płoną, a serca biją spokojnie – to kobiety, które usłyszały wołanie Tego, który pierwszy je umiłował i na nie wielkodusznie odpowiedziały; to kobiety, które odnalazły swoje powołanie. 

 

 

Z powołaniem jest jak z zachodem słońca. Możemy przechodzić obok niego obojętnie, możemy zerkać czasem ukradkiem, ale możemy też stanąć i patrzeć, przypatrywać się aż… odkryjemy jego spektakularną wyjątkowość. Właśnie tak ujął sprawę powołania św. Paweł – tej rzeczywistości mamy się przypatrywać. Do czego zatem zawołał nas Bóg? Bez względu na nasz stan, bez względu na historię naszego życia – zawołał każdego z nas do miłości. Naszą pełnię odkryjemy tylko kiedy będziemy dla drugiego. Kiedy oddamy nasze życie komuś innemu i ofiarnie postawimy jego potrzeby przed sobą, wtedy odnajdziemy – zwykle niespodziewanie – pokój serca i to graniczące z pewnością przekonanie, że nie zmarnowaliśmy życia. 

Mam prośbę – podejdź teraz do lustra i popatrz na siebie. Popatrz na oczy, które potrafią dostrzec piękno i głębię tam, gdzie inni nie widzą nic szczególnego. Popatrz na delikatność swoich dłoni – stworzonych by otulały i chroniły. Popatrz na piersi, które wyglądają tak, bo ich najważniejszym zadaniem jest podtrzymywać życie. A teraz przyjrzyj się temu natrętnemu comiesięcznemu wydarzeniu. Można całą młodość na nie biadolić, a można popatrzeć na cud, jaki co miesiąc może się w nas rozegrać. Jest w nas miejsce stworzone tylko i wyłącznie do przyjęcia życia. Miejsce, w którym bezpiecznie i w głębokiej ciszy może dojrzewać człowiek z całą wyjątkowością swojego temperamentu, upodobań kulinarnych, a nawet sposobu kichania. Czy to nie jest spektakularne? Bóg dzieli się z nami radością szóstego dnia, dnia w którym stwarzał swoje najwspanialsze dzieło. Z naszego wnętrza, z naszej krwi, z naszego ciała rodzi się ktoś inny! Macierzyństwo jest wpisane głęboko w naszą istotę, a historia kobiety zaczyna się tak naprawdę dopiero wtedy, gdy przyjmie ten niezwykły dar; gdy pewnym krokiem, wielkodusznie i bez asekuracji wyjdzie ku drugiemu.

 

 

Żyjemy w niełatwych czasach dla mam. Napisałam kiedyś dla Stacji7 tekst pt. “Nie ma dobrego czasu na dzieci“. Był to jedyny mój tekst, który sprowokował tak dużo negatywnych komentarzy. Dostałam wtedy sporo prywatnych wiadomości, ktoś nawet zadał sobie trud i napisał całą polemikę. Co jest tak trudne? Tak skandalicznie niepoprawne? Głębokie przeświadczenie Kościoła, że miłość wymaga trudu, wyrzeczenia, oddania i poświęcenia? A przecież jeżeli nie kocha się aż do ofiary z siebie, to co to za miłość?

Dzisiaj ze wszystkich stron przekonuje się kobietę, że macierzyństwo jest kolejnym z życiowych wyzwań. Jest jak trofeum, które stawiamy na półce osiągnięć tuż obok doktoratu, medalu za przebiegnięty maraton i kluczy do własnej kancelarii. Tymczasem macierzyństwo jest czymś znacznie ważniejszym i większym – jest kuźnią naszej kobiecości. Jest naszą najważniejszą próbą ognia. Zaryzykuj i oddaj dzieciom swój czas, swoje ciało,  swoje marzenia i swój komfort życiowy. Nie bój się trwonić czas najpierw na długie nocne kołysanie, potem na piaskownicę i wspólne bujanie się na huśtawce. Naszą rolą jest nie tylko dać życie, ale też to życie wychować. A wychować to znaczy wyciągnąć na światło dziennie to, co jest schowane, co jest ukryte głęboko w sercu twojego dziecka. Żadna opiekunka, żaden, nawet najwspanialszy żłobek, ani wychowawczyni w przedszkolu nie będzie w stanie tego zrobić. Są klucze, które Bóg daje tylko rodzicom.

 

 

Co się stanie z kobietą, która u progu kariery zaryzykuje i posłucha tego cichego szeptu miłości, i bez żadnej asekuracji postawi na pierwszym miejscu rodzinę? Doświadczy niewyobrażalnego piękna życia, ale i trudu. Doświadczy spełnienia, ale i lęku, jakiego nigdy nie znała. Doświadczy wreszcie tysiąca niezapomnianych chwil, ale i własnej słabości, i to czasem bezdennej. Ale dokładnie tego jej potrzeba! Jak każdemu z nas – ludziom, którzy chcą iść za Bogiem – potrzebujemy sytuacji, które rzucą nas na kolana, żeby wreszcie puścić stery życia i zaufać. Żeby przestać udawać jak wspaniale sobie radzimy. Żeby już nie przynosić co wieczór Bogu laurki doskonałości i niczym życiowi prymusi prosić o podpis. Nie taki jest pomysł Boga na nasze kilkadziesiąt lat na tej ziemii. Jego pomysł to pełne zaufanie i powierzenie się Mu do końca. A tak już jakoś z nami jest, że póki życie nie łupnie nami o ziemię, póty nie wiemy co znaczy przestać kombinować i zdać się już tylko na Bożą wolę. A tak się składa, że macierzyństwo idealnie do tego “łupnięcia” się nadaje. 

Czy to jednak oznacza, że pomysłem Boga dla nas – kobiet jest zamknięcie nas w znienawidzonej przez feministki triadzie “die Drei K” (z niemieckiego – Kirche, Kindern, Kueche)? A skądże! Przecież mamy tyle do zaoferowania światu! Kariera nie zając – naprawdę można ją dogonić, a zdecydowanie częściej przegonić. Chodzi tylko o stałe przylgnięcie naszej kobiecej natury do miłości. Bo to nas zakotwiczy i uodporni na pokusę szukania pełni swojej kobiecości w innych dziedzinach życia. To tak, jakby Pan Bóg mówił do nas – “Wejdź w ten ogień macierzyństwa jak najszybciej! Doświadcz tego niewyobrażalnego piękna, ale i trudu. Przeżywaj ze Mną chwile, w których wszystko będzie wymykać ci się z rąk. Pozwól Mi być przy tobie i przeprowadzić cię przez ten ogień, a zobaczysz jak cię umocnię. Uczynię z ciebie warownię nie do zdobycia. Sama zdziwisz się jak wielką masz siłę. Twój charakter, twoja osobowość wykuwa się przez ofiarną miłość”. 

Kiedy to odkryjesz będziesz gotowa pójść dalej. A wtedy idź i kochaj cały świat! Tam też wszyscy na ciebie czekają.

odstep]

Anna Hazuka

Anna Hazuka

Żona Wojtka, mama Marysi, Ulci, Elenki, Basi i Jasia. Z życiowej pomyłki – prawnik, z naprawionego błędu – dziennikarz. Absolwentka pierwszej edycji Akademii Dziennikarstwa.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Anna Hazuka
Anna
Hazuka
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap