Nasze projekty
13.12.1981 r. Czołgi T-55 na ulicach Zbąszynia w czasie stanu wojennego | Fot. J. Żołnierkiewicz, Wikipedia

„Wymuszony exodus”. Liliana Sonik wspomina wprowadzenie stanu wojennego

Jaki był 13 grudnia 1981 roku? Jakie były skutki wprowadzenia stanu wojennego i jak radzono sobie w obliczu tej trudnej sytuacji? Z Lilianą Sonik o stanie wojennym i jego skutkach rozmawia Mateusz Zimny.

Reklama

Liliana Sonik, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego, współpracowniczka KOR, współzałożycielka w 1977 r. Studenckiego Komitetu Solidarności w Krakowie. Wielokrotnie zatrzymywana, poddawana rewizji, w latach 1984-1996 mieszkała wraz z mężem Bogusławem we Francji.


Mateusz Zimny: Jak wyglądało życie Pani rodziny w przededniu wprowadzenia stanu wojennego? 

Liliana Sonik: Mąż był wiceprzewodniczącym regionu Małopolska Solidarności, najliczniejszego w Polsce pod względem liczby członków. Mieliśmy maleńkie dziecko i 26, 27 lat. Okres od sierpnia ‘80 do wprowadzenia stanu wojennego był fenomenalnym czasem: niezwykle intensywnym a jednocześnie  bardzo trudnym, bo władza „brała Polaków głodem”. W sklepach był tylko ocet i herbata.  

Z pewnością 13 grudnia utkwił Pani w pamięci… 

Dzień był zjawiskowo piękny. Sobota. Śnieg pokrył cały brud i liszaje odpadających tynków. Stary Kraków wyglądał bajecznie. Mąż położył się wcześnie, dziecko cichutko spało, za oknem scenografia jak z filmu. Sielanka. Włączyłam nasz czarno-biały telewizor i zaczęłam oglądać włoski film o więźniu politycznym skazanym na dożywocie. Nagle film przerwano – ekran stał się czarny. Telewizja po prostu przestała nadawać, podobnie jak radio. Zrozumiałam, że „się zaczęło”. 

Od jakiegoś czasu krążyły pogłoski, że władze szykują się do rozprawy z Solidarnością, że na komendach mają listy niewygodnych osób. Potem okazało się, że Sonik miał najniższy w regionie numer nakazu internowania, o czym oczywiście nie wiedziałam, ale obudziłam go i mówię: uciekaj! W tym momencie usłyszeliśmy walenie do drzwi. Za chwilę esbecy drzwi wyważyli. Męża zabrali. Na szczęście, nauczona opowieściami z dawnych czasów, zdążyłam go wyekwipować w ciepłe ubrania, bo umieszczono go w samotnej, nieogrzewanej celi więzienia w Wiśniczu.

Rodziny dłuższy czas nie wiedziały gdzie znajdują się ich bliscy. Dziś może to wywoływać uśmiech, ale wtedy ludzie panicznie bali się wywózek do Rosji. Łatwo to zrozumieć, gdy zdamy sobie sprawę, że ostatnie deportacje z Polski na Syberię dotyczyły żołnierzy AK i miały miejsce już po wojnie, w 1944 roku, czyli niespełna 40 lat wcześniej. 

Reklama
Reklama
Wojciech Jaruzelski przygotowujący się do odczytania przemówienia informującego o wprowadzeniu stanu wojennego; Warszawa, 13 XII 1981 | Fot. Wikipedia

Skutki stanu wojennego boleśnie dotknęły tysiące ludzi.

Zupełnie nikt nie mówi o tym, że stan wojenny oznaczał emigrację, w dużej mierze wymuszoną, niemal półtora miliona Polaków w większości młodych i wykształconych. Obserwowałam straszliwe marnotrawstwo zdolności z tym związanej. Ci z wykształceniem humanistycznym, często bardzo utalentowani, musieli się przebranżowić lub zmierzyć z degradację zawodową, a w konsekwencji też społeczną. Ich wykształcenie okazało się bowiem za granicą kompletnie nieprzydatne. A wpierw nauczyć się języka i poznać wszystkie kulturowe kody.

Zupełnie nikt nie mówi o tym, że stan wojenny oznaczał emigrację, w dużej mierze wymuszoną, niemal półtora miliona Polaków w większości młodych i wykształconych. Obserwowałam straszliwe marnotrawstwo zdolności z tym związanej.

Reklama
Reklama

To rodziło frustracje, czasem depresje. Rodziny się rozpadały. Starsze dzieci często miały pretensje do rodziców, bo emigracja oznaczała, że musieli zostawić swoje dziewczyny, chłopaków, przyjaciół, a dla nastolatków grupa rówieśnicza jest bardzo istotna. W nowym kraju musieli nadrabiać szkolne zaległości, dotyczące nie tyle samych przedmiotów, co całego backgroundu kulturowego. Maluchy adaptowały się szybko, ale spośród starszych przebijali się tylko ci, którzy w swoich nowych szkołach trafili na wyjątkowych nauczycieli.

Jednym słowem, adaptacja nie dla wszystkich była procesem łatwym.

Pod polskimi kościołami w Paryżu, Rzymie czy Londynie można było zobaczyć kohorty upokorzonych doszczętnie ludzi. O tym kompletnie nikt nie mówi.

Reklama

CZYTAJ: Górnicy z Kopalni Wujek. „Tu została rozstrzelana Polska”

Te dramatyczne konsekwencje wprowadzenia stanu wojennego, o których Pani opowiada, wydają się być dzisiaj zupełnie poza powszechną świadomością społeczną.

Ale trzeba o tym mówić. Według danych cytowanych przez prof. Stefana Nowaka do 1987 roku wyjechało z Polski 47 tysięcy inżynierów, trzy i pół tysiąca lekarzy, prawie pięć tysięcy ekonomistów. Zresztą ludziom z tymi akurat zawodami było znacznie łatwiej i często zrobili oszałamiające zawodowe kariery.

Wiemy, że emigracja w stanie wojennym nie była zjawiskiem przypadkowym, tylko zaplanowanym przez władzę. Prof. Andrzej Friszke przypomina, że już 25 stycznia, zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego, generał Jaruzelski w oficjalnym przemówieniu w Sejmie wezwał działaczy Solidarności do wyjazdu. Realizacją tego zajmowała się bezpieka w bardzo różny sposób. Na przykład do ośrodka internowania w Załężu został sprowadzony fotograf, który wszystkim – bez względu na to, czy tego chcieli – wykonywał fotografie paszportowe. Od 1 marca do 10 czerwca wnioski o paszport złożyło 574 internowanych. Akcja była jednak kontynuowana: jednych namawiano łagodnie, innym grożono więzieniem, byle tylko wyjechali z kraju.

Stan wojenny zmienił losy ogromnej rzeszy Polaków. Profesor Stefan Nowak pisał, że w 1983 r. co trzecia osoba w Polsce była kandydatem na emigranta. Dla niego była to „najmocniejsza ze znanych miara frustracji społecznej w naszym kraju”. Masowe wyjazdy były efektem utraty wiary w możliwość pomyślnej przyszłości zawodowej, ekonomicznej, życiowej, psychiczno-ideowej itd. Stan wojenny przetrącił kręgosłup wielu ludziom, ale przede wszystkim złamał tę niezwykłą „postawę wyprostowaną”, jaka cechowała Polaków w okresie Solidarności. Przecież nie bez powodu mówimy o „karnawale Solidarności”, czyli o nadziei i zbiorowej radości. 13 grudnia to pękło, zostało złamane. I to pęknięcie było zaplanowane i konsekwentnie realizowane.

Pomnik górników poległych w czasie ataku oddziałów Ludowego Wojska Polskiego i ZOMO na Kopalnię Wujek w grudniu 1981 roku | Fot. Michał Bulsa, Wikipedia

Co w tych najtrudniejszych momentach, zarówno przed stanem wojennym, jak i po jego wprowadzeniu, było dla Pani, Pani męża, bliskich tym, co dawało Wam siłę, by się nie poddać, nie wycofać, nie zrezygnować?

Może to zabrzmi anachronicznie, ale motywacja zdecydowanie etyczna. My akurat, czyli spora część aktywistów Studenckiego Komitetu Solidarności w Krakowie, byliśmy wychowankami dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego Beczka, byliśmy ludźmi wierzącymi i mieliśmy głębokie przekonanie, że inaczej nie można. Niech się dzieje, co ma się stać, ale nie możemy zgodzić się na rzeczywistość opartą na kłamstwie, na tę ponurość, na zawłaszczanie wolności, na cenzurę, na marnowanie zdolności ludzkich. Na to, że w sposób tak jaskrawo widoczny, Polska się pogrążała pod każdym względem: naukowym, ekonomicznym i też moralnym.

W moim przypadku i bardzo wielu innych osób świadomość, że Bóg istnieje pozwalała zachować zdrowy umysł, to dawało determinację i paradoksalnie pewien spokój. Bo skoro „każdy włos na naszych głowach policzony”, to przyszłość pokaże, co z tego koszmaru wyniknie, a może wyniknąć coś, czego w danym momencie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. To było mocnym antidotum: pozwalało uniknąć rozpaczy, pozwalało się nie poddawać. Wiele osób upatrywało też nadzieję w Janie Pawle II i w przekonaniu, że zrobi wszystko, by uruchomić mechanizmy Polskę chroniące. Szalenie ważna była również przyjaźń, ludzie, którzy nas wspierali i wspierają, którzy są obok i których my wspieramy. To jest coś bardzo istotnego w trudnych czasach i trudnych chwilach.


Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę