Nasze projekty
Arkadiusz Grochot

Ks. Mirosław Tosza: Problemem bezdomności jest samotność

„Jestem przeciwnikiem pomocy sentymentalnej, kiedy pomagamy z litości, albo pomagamy dlatego, żeby ktoś nam dał spokój i już nas nie nagabywał, albo dlatego że się wzruszyliśmy. Jestem za tym, żeby za pomocą szło jakieś realne dobro” – mówi w Rozmowach Stacji7 ks. Mirosław Tosza, założyciel Wspólnoty Betlejem.

Reklama

Ks. Mirosław Tosza od 25 lat prowadzi Wspólnotę Betlejem, która pomaga osobom bezdomnym i ubogim stanąć na nogi. Jak mówi, podstawowym celem pracy z bezdomnymi jest tworzenie domu. Nie jesteśmy noclegownią, przytułkiem czy przytuliskiem. Zawsze bardzo mocno podkreślam, że staramy się tworzyć dom. U nas mieszka obecnie 16 mężczyzn i wydaje mi się, że to jest bardzo ważne dla bezdomnego mężczyzny, żeby on nie miał takiego poczucia wstydu, że żyje na cudzy koszt. Nawet, jeżeli nie masz pracy, pieniędzy i masz długi, to my ci proponujemy mieszkanie, ale też warunkiem tego, żebyś tutaj zamieszkał jest to, żebyś wziął odpowiedzialność za swoje życie i podjął konkretną pracę, zanim nie będziesz miał pracy zawodowej poza wspólnotą. Sami staramy się na siebie zarabiać, to jest bardzo ważny element –zwraca uwagę.

Osoby, które chcą mieszkać, to od samego początku wiedzą, że muszą się w ten dom zaangażować (…) Kładziemy nacisk na to, żeby czas pobytu we wspólnocie był też czasem budowania relacji – nie tylko między samymi mieszkańcami, ale prowadzimy też dom otwarty, zajęcia dla dzieci i młodzieży, trzy msze święte, na które przychodzą ludzie z zewnątrz. Wtedy tworzą się naturalne okoliczności, gdzie nasi mieszkańcy mogą poznać inne osoby, z niektórymi się zaprzyjaźnić i potem przy wyprowadzce mają w mieście osoby, do których mogą zadzwonić, które mogą odwiedzić  – nie są skazani na samotność, albo na środowisko, które ich będzie ściągać w dół ­– dodaje.

Każdy członek wspólnoty to inna historia

Przez wspólnotę do tej pory przewinęło się prawie tysiąc osób. Każdy członek „Betlejem”, to inna historia. Jeden z naszych mieszkańców opowiadał, że jego tata prowadził objazdowe wesołe miasteczko, miał wóz ze strzelnicą i jeździł po Polsce, a mama prowadziła melinę. Ten mały chłopiec był rozdarty między mamą i domem, a ojcem, którego nie było i był w drodze. Zdarzało się, że on jako kilkuletni chłopiec uciekał, żeby znaleźć tatę gdzieś z tym cyrkiem, który mu towarzyszył i potem były domy dziecka, dom poprawczy, więzienie i niemożność powrotu do własnego domu, którego nie ma – wspomina.

Reklama
Reklama

Człowiek z Krakowa, który był dwukrotnym mistrzem Polski w boksie, świetny chłopak, bardzo fajni rodzice, których znamy. On w młodym wieku jako 18-latek osiągnął sukces, poczucie siły, niezależności, dużo pieniędzy, do tego alkohol i tak krok po kroku zaczął się pogrążać i wylądował właściwie na ulicy. Przez 20 lat był uzależniony od alkoholu, pił i teraz dzięki Bogu bardzo dobrze się pozbierał – mówi ks. Tosza.

”Dla kogo ja mam żyć?”

Jak zwraca uwagę kapłan, największym problemem bezdomności jest samotność i brak poczucia sensu. Bywa tak, że nasi ludzie świetnie sobie radzą – znajdują pracę, spłacają długi, kogoś poznają, wynajmują mieszkanie. Z naszego doświadczenia widzimy, że zazwyczaj to jest pójście do kogoś. Często ogromnym problemem w bezdomności nie jest tylko brak dachu nad głową, adresu, środków do życia, ale samotność i takie pytanie: dla kogo ja mam żyć? Dla kogo mam iść do pracy, starać się, wstawać rano, spłacać długi – z tym jest kłopot. Jeżeli ktoś się w kimś zakocha, czy kogoś pozna, chce z kimś dzielić życie, to wtedy jest dużo łatwiej – zaznacza.

Jak mówi, jest przeciwnikiem pomocy sentymentalnej, która wypływa z litości czy z pragnienia spokoju. Jestem przeciwnikiem pomocy sentymentalnej, kiedy pomagamy z litości, albo pomagamy dlatego, żeby ktoś nam dał spokój i już nas nie nagabywał, albo dlatego że się wzruszyliśmy. Jestem za tym, żeby za pomocą szło jakieś realne dobro, które trzeba rozeznać, a to wymaga czasu. Tu jest ta trudność, że jeżeli jest to pomoc doraźna, to ona też nie daje nam przestrzeni i czasu na poznanie autentycznych potrzeb danej osoby.

Reklama
Reklama

Jeżeli możemy mówić o mocno ograniczonej pomocy, to to jest taka pomoc, w której my nie oczekujemy niczego od ludzi ubogich, tylko chcemy im dawać. W ten sposób możemy ludzi zdemoralizować naszymi darami, albo ich przekonać, że jedyne na co ich stać, to tylko przyjmowanie cudzej pomocy. Przekonanie, że są bezwartościowi, paradoksalnie u takich ludzi może rosnąć poczucie pogardy do siebie i do ludzi, którzy im pomagają – dodaje.

Więcej o Wspólnocie Betlejem i ich działalności można przeczytać na stronie betlejem.org.

Reklama

Fot. Facebook | Wspólnota Betlejem

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite