Fundraising w Kościele. Dobro można tworzyć nawet z budżetem „zero złotych”

- Kto widzi dobro, które chce zrealizować, lubi ludzi i chce robić coś dobrego razem z innymi, a nie tylko samemu, to powinien sprawdzić czym jest fundraising - mówi Anna Anioł, autorka książki „Fundraising dla ludzi Kościoła”. W rozmowie z Alicją Samolewicz-Jeglicką opowiada między innymi o tym, jak zebrać pieniądze kiedy nasz budżet na działania wynosi „zero złotych”.

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Alicja Samolewicz-Jeglicka: Jak czynić dobro?

Anna Anioł: Sobą oraz tym, co mamy. Możemy to robić we wspólnocie, dzięki temu jesteśmy silniejsi i możemy robić więcej. To otwiera również możliwość dotarcia jeszcze dalej: tam, gdzie ludzie na to czekają, albo tam, gdzie nawet nie wiedzą, że na to czekają . Możemy doświadczać dobroczynności i hojności. To właśnie we wspólnocie siła i ogromny potencjał.

 

A kim jest dobroczyńca?

To ktoś, kto ma odwagę nie myśleć tylko o sobie i chce dzielić się z ludźmi tym, co ma. To osoba, która widzi wartość w tym, ze można tworzyć coś wspólnie, dla drugiego człowieka albo jakiejś zmiany. To również każdy, kto lubi i kocha innych ludzi i świat. Troszczy się o to, by było lepiej niż jest. A także może wpłynąć na świat, w którym żyje.

 

Na początku warto w sobie przepracować nastawienie: że zbieramy pieniądze na inicjatywy i cele, które mają służyć komuś innemu, nie zbieramy tego dla siebie. Ja nie jestem odbiorcą tylko pośrednikiem, w taki sposób pomagam.

Proszenie innych o pieniądze jest trudne. Jak się do tego odpowiednio przygotować?

To zawsze jest trudne, a szczególnie na początku. Na początku warto w sobie przepracować nastawienie: że zbieramy pieniądze na inicjatywy i cele, które mają służyć komuś innemu, nie zbieramy tego dla siebie. Ja nie jestem odbiorcą tylko pośrednikiem, w taki sposób pomagam.

A pieniądz jest narzędziem do tego, by łączyć i drogą do tego, by coś się zmieniło. Proszenie o pieniądze jest trudne, bo wielu z nas ma stereotypy sposobu myślenia o pieniądzach. Że szlachetni to biedni, a bogaci musieli ukraść pierwszy milion. Trzeba wyraźnie powiedzieć: pieniądz jest tylko narzędziem, tylko. Przepracowanie swojego stosunku do pieniędzy jest bardzo pomocne w późniejszym ich zbieraniu. Co ważne – sam proces zbierania pieniędzy uwalnia od różnych mitów, które mamy w swoich głowach.

 

Co sprawiło, że postanowiła Pani napisać książkę „Fundraising dla ludzi Kościoła”?

Życie. Jestem po formacji w Ruchu Światło-Życie, mój wspólnik jest w Domowym Kościele. Z życiem wiarą, blisko Kościoła jestem związana od dzieciństwa. Oboje zauważyliśmy, że wiele organizacji ma profesjonalnych doradców, których brakuje w organizacjach około-kościelnych.

Cały czas pokutuje u nas takie „żebracze myślenie”. Muszę się uniżyć, by ktoś mi dał pieniądze. A to nie o to chodzi. To nie żebranie i poniżanie się, tylko inspirowanie innych do robienia czegoś dobrego.

Cały czas pokutuje u nas takie „żebracze myślenie”. Muszę się uniżyć, by ktoś mi dał pieniądze. A to nie o to chodzi. Ja i osoba, która może te pieniądze przekazać na jakiś cel – jesteśmy partnerami i to jest nasza wspólna sprawa. To nie żebranie i poniżanie się, tylko inspirowanie innych do robienia czegoś dobrego.

Zobaczyliśmy, że jest taka potrzeba we wspólnotach. Co ciekawe – nie dotyczy to tylko wielkich akcji jak remont czy budowa jakiegoś obiektu, ale i mniejszych – jak zakup busa do rozwożenia pomocy ludziom z wiejskiej parafii czy nagłośnienie w kościele. Stwierdziliśmy, że chcemy się podzielić wiedzą, którą mamy i którą już sprawdziliśmy w różnych zbiórkach, organizacjach pozarządowych czy zgromadzeniach. Chcemy, by ludzie ze środowiska kościelnego też umieli z tego korzystać. Stąd pomysł na książkę.

 

Fundraising dopiero raczkuje w Polsce?

Faktycznie, jest jeszcze mało popularny. To etyczne zbieranie pieniędzy na dobre cele. Na szczęście pojawia się coraz szerzej w różnych środowiskach. Cieszę się, że też wchodzi w środowisko związane z Kościołem.

 

Od czego zacząć zbiórkę pieniędzy i jakie narzędzia do tego wykorzystać?

Warto zacząć od przemyślenia celu, konkretnych potrzeb i tego, co chcemy zrealizować. Określić problem jaki istnieje i jak chcemy go zrealizować. Co ważne – pokazać człowieka w tej zbiórce. Myślenie o człowieku i darczyńcach jako współuczestnikach tej akcji jest bardzo ważne.

Warto sprawdzić jakie mamy narzędzia do wykorzystania w „budżecie zero złotych”. A – co może zaskoczyć – może być tego sporo: wszystkie dotychczasowe kontakty, darczyńcy, znajomi, rodzina, media społecznościowe dające olbrzymią siłę. Ważne, by dotrzeć do jak największego grona odbiorców.

 

Zanim poprosimy o pieniądze musimy się jak najbardziej otworzyć na ludzi. Opowiadać szerzej o konkretnej zbiórce. Ludzie zaczynają sobie w pewnym momencie wyobrażać świat w którym mogą uczestniczyć.

Trudno namawiać ludzi, by wpłacali pieniądze na konkretne zbiórki?

Staram się nie myśleć w kategoriach „przekonywania” a jednak „zapraszania”. Prowadzenie zbiórki jest okazją do zrobienia czegoś dobrego przez inną osobę. Opowiadam potencjalnemu darczyńcy na przykład o budowie. Podkreślam kto w tym miejscu zamieszka, jakie będą tam osoby i jakie są ich historie. Nie proszę darczyńcy o pieniądze, ja go zapraszam do świata, którego jeszcze nie zna. On poznaje ten świat i decyduje czy chce przeznaczyć swoje pieniądze, by komuś pomóc. Staram się wychodzić poza myślenie „jak przekonać” na „jak zaprosić”.

Zanim poprosimy o pieniądze musimy się jak najbardziej otworzyć na ludzi. Opowiadać szerzej o konkretnej zbiórce. Ludzie zaczynają sobie w pewnym momencie wyobrażać świat w którym mogą uczestniczyć. Nie jest tu mowa o manipulowaniu, opowiadamy o rzeczywistości, która się dzieje. A ludzie się angażują, bo są ją sobie w stanie wyobrazić i poczuć. Wytwarza się energia, z którą chcą coś zrobić. I wtedy możemy ich zaprosić do zaangażowania się finansowego. To darczyńca decyduje czy chce się w to angażować czy nie

 

Czy myślenie o zbiórkach pieniędzy w Kościele zmieniło się na przestrzeni ostatnich lat?

Myślę, że tak. Świadczą o tym nawet takie nowinki technologicznej jak ofiaromaty czy terminale płatnicze podczas różnych kwest. Trzeba wyjść z myślenia, że jak coś jest w biznesie – to my, ludzie Kościoła, tego nie możemy, bo to jest brudne i złe. Musimy pamiętać, że pieniądz jest tylko narzędziem. Pytanie jest o cel, misje i pomaganie. To nam definiuje co jest dobre czy złe.

Zdecydowanie widać zmianę. Coraz częściej ludzie zaczynają myśleć o tym, by przeprowadzić na coś zbiórkę: pielgrzymkę, sprzęt dla scholi… i zaczynają angażować ludzi i widzieć wspólny potencjał.

 

Jeśli mówimy o zbiórkach pieniędzy to koniecznie trzeba powiedzieć o etyce…

To jest bardzo ważny wymiar tej pracy i działalności. Pracujemy z pieniędzmi i to nie naszymi. Musimy pamiętać, że te pieniądze nigdy nie są moje jako fundraisinga tylko darczyńcy. To on decyduje tymi pieniędzmi i jeśli chce zwrotu darowizny, to ja mam obowiązek to spełnić. A takie sytuacje się czasami zdarzają.

Dlatego tak ważne są etyka, przejrzystość, dokładne informowanie na jaki cel zbieramy pieniądze, sprawozdawczość. To są rzeczy, które się darczyńcy po prostu należą. Uczciwość i szacunek. Poprzeczki etyczne stawiam sobie bardzo wysoko i to samo doradzam organizacjom.

 

Kto pierwszy powinien sięgnąć po Pani książkę?

Osoby, które dostały jakieś dzieło i nie wiedzą co dalej robić, by je zrealizować. Dotyczy to i dużych i małych sytuacji: od prowadzenia domów pomocy, przez remonty, po wydanie płyty parafialnej scholi.

Kto widzi dobro, które chce zrealizować, lubi ludzi i chce robić coś dobrego razem z innymi, a nie tylko samemu, to powinien sięgnąć po tą książkę i sprawdzić czym jest fundraising.

 


Anna Anioł – Fundraiser i współzałożycielka agencji fundraisingowej Armiger. Uczy organizacje pozarządowe i zgromadzenia zakonne budowania relacji z Darczyńcami. Od 2018 roku razem ze Szczepanem Kasińskim pomogła im zebrać 10 000 000 zł.


 

Fundraising dla ludzi Kościoła
Anna Anioł

Z książką pokonasz strach przed proszeniem o wpłaty i nabierzesz odwagi w opowiadaniu poruszających historii. Przeczytasz opisy zbiórek prowadzonych przez ludzi Kościoła – zakonników, duchownych i świeckich. Krok po kroku poznasz proces planowania i wprowadzania narzędzi do zbierania pieniędzy. 

 

KUP KSIĄŻKĘ>>>

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Alicja Samolewicz-Jeglicka

Dziennikarz ZWWZ – z Zawodu, Wyboru, Wykształcenia i Zamiłowania. Udowadnia, że jest możliwe wstawać o świcie z uśmiechem co dnia i łączyć pracę z pasją. Przez ponad 10 lat w Radiu Plus w Gdańsku. Obecnie w Radiu Gdańsk. Wieloletni korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej. Prowadzi warsztaty dla młodzieży i studentów z zakresu dziennikarstwa radiowego. Publikuje w prasie i internecie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Alicja Samolewicz-Jeglicka
Alicja
Samolewicz-Jeglicka
zobacz artykuly tego autora >

Kobieca solidarność. Jak ją stworzyć?

Jak kobiety mogą wspierać się nawzajem? Dlaczego tak łatwo wpadamy w postawę narzekania? O szczerej rozmowie, skutecznym wsparciu i mądrym używaniu języka opowiada Małgorzata Dąbrowska, trener, coach i doradca, pomysłodawczyni Boskiego Biznesu.

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Czy mamy szansę na mówienie o czymś w stylu kobiecej solidarności? Męska jest bardzo zauważalna. Jak wspierają się kobiety?

Przede wszystkim kobiety, żeby się wspierały, potrzebują się najpierw zaprzyjaźnić, więc na pewno jest to proces trochę dłuższy niż u mężczyzn. Mężczyźni jakoś z założenia jak już się gdzieś spotkają, to jakoś szybciej nawiązują kontakty. Widzę jednak, że kobiety, które przychodzą na spotkania Boskiego Biznesu o wiele szybciej się zaprzyjaźniają, niż w innych miejscach w codziennym życiu.

 

To kwestia podobnego światopoglądu?

Tak i od razu mogę powiedzieć, że byłam świadkiem, jak przyszły na nasze spotkanie kobiety nie ze względu na światopogląd, na wartości, ale bardziej ze względu na biznes. I kiedy nie do końca czuły, że to jest ich środowisko, ich wartości, to bardzo szybko same się dystansowały, było widać rozdźwięk. My mówimy jasno, że wierzymy w Boga i budujemy na Nim nasze firmy. Jeśli ktoś przyszedł nastawiony tylko na biznes, widać było, że nie do końca to rozumie – od razu na pierwszym spotkaniu widać taką różnicę. Najczęściej takie osoby już się nie pojawiały. Chyba że miały w sobie naprawdę głębokie pragnienie wejścia w tę relację, nawet jeśli na co dzień nie były z Panem Bogiem blisko.

 

Czyli mężczyźni wspierają się trochę niezależnie od systemu wartości, a kobiety potrzebują najpierw być w relacji. Jak powinnyśmy się wspierać?

Kiedy kobiety się poznają, to pierwszym etapem jest rozmowa. Szczególnie proponujemy Boskie Kawy. Trzeba zdobyć się na odwagę i do siebie zadzwonić i ze sobą rozmawiać – o biznesie i wszystkich innych sprawach. To postawa, która pokazuje “wiem, że masz te same wartości, wiem, że też robisz biznes, spotkajmy się”. Wtedy dziewczyny rzeczywiście zaczynają ze sobą rozmawiać, słuchać się, wspierać i szukać nawzajem rozwiązań problemów, przez które przechodzą. Każda z nas gdzieś tam z czymś się zmaga, więc dla kobiety wspierający jest już ten pierwszy etap, kiedy widzi inną kobietę i wie “ona mnie zrozumie, wysłucha…

 

… ona już przez to przeszła, ma to za sobą…

Dokładnie tak. To już w zasadzie kolejny poziom, po rozmowie – chcą się inspirować, uczyć od siebie, jak przez to przejść – może trochę łatwiej, może szybciej. A jeszcze kolejny etap wsparcia to wzajemne wspieranie się w działaniach. To bardzo widać właśnie w Boskim Biznesie. Niektóre z dziewczyn są dopiero na początku swojej biznesowej drogi, inne już dalej. Tutaj jest szansa, by nawzajem dla siebie być klientami, wspierać się przez kupowanie swoich produktów. Do tego dochodzi informacja zwrotna – podoba mi się, lub nie, rób to dalej, zostawiam lajki przy Twoich działaniach, komentuję, polecam. To naprawdę dodaje skrzydeł, a tego nam, kobietom najbardziej potrzeba.

 

I trzeba przyznać, że kobiety w tym względzie mają w sobie naprawdę duże pokłady szczerości, choć też trzeba ją umiejętnie wykorzystać. Można przecież powiedzieć komuś krytyczną uwagę i go nią zniechęcić albo zachęcić. Tak samo pochwały – można komuś dać pozytywny komunikat, ale w takiej formie, że nie będzie to wcale wspierające. Jak to zrobić mądrze?

Trzeba dodać do tego emocje. One są niesamowicie istotne dla kobiet. Na Boskim Biznesie każda kobieta może przedstawić swój pomysł i od razu dostaje emocje w odpowiedzi. Jeśli się to innym dziewczynom podoba, to zachęcają “rób to dalej, pokaż się w mediach społecznościowych”. A jeśli jesteśmy niepewne, to nie mówimy nic, nie obrażamy się nawzajem. Milczenie też jest komunikatem. Kobieta od razu je zrozumie i domyśli się, że coś jest nie w porządku. Czasem to tylko kwestia przekazu, ale to też ważna informacja.

 

 

Łatwo zauważyć też, że nie do końca umiemy dawać wsparcie, ukierunkowane na konkretną osobę. W momencie jakiejś trudności chcemy napisać dobre słowo, jakąś otuchę, ale piszemy o sobie – “nie martw się, u mnie było gorzej”. To domena kobiet?

Nie wiem, czy to domena kobiet, czy w ogóle Polaków. Mamy taką przywarę, że nie zwracamy uwagi na drugą osobę, jej historię, tylko licytujemy się, kto z nas ma gorzej. Jesteśmy przyzwyczajeni do narzekania, nasz język jest często językiem porażki, nie sukcesu. “- Ładną masz sukienkę. – No co Ty, taka stara już. – Tak, tak, ja też w takich starociach już chodzę…”. To już wrosło w naszą kulturę. Nauczyliśmy się ględzić.

 

To pokazuje, że mamy nad czym pracować.

Ja na co dzień dużo pracuję ze słowem i uważam, że od sposobu mówienia zależy całe życie i sukces. Bardzo to widać zwłaszcza w środowisku kobiet. Czy my narzekamy, ględzimy, czy szukamy rozwiązań. Czy wchodzimy w postawę ofiary i licytujemy się, kto ma gorzej – a kulturowo tak się dzieje – czy robimy wszystko, by nie nawarstwiać problemu.

Jedną sprawą jest historyczno-kulturowe przyzwyczajenie do narzekania i pławienia się w cierpieniu, a drugą sprawą – trudne doświadczenia w domach rodzinnych, gdzie nierzadko nie dostawaliśmy wsparcia, a tylko demotywujące “do niczego się nie nadajesz”. Po latach kobiety zdają sobie z tego sprawę i opowiadają o tych doświadczeniach i wielu lękach i zahamowaniach. Widac to także w biznesie. Niepewność, niewiara często wynika z wbijanego im od małego przekonania, że się nie nadają, że są niewystarczające. Musimy zmienić język, którym do siebie mówimy.

 

Potem trudno jest też dawać komuś skuteczne wsparcie, jeśli samemu takiego wsparcia się nie dostało.

Tak. Mamy z tym duży problem. Z językiem. Z proszeniem. W języku angielskim to jest takie naturalne, “give me sugar, please”, albo “sugar, please”, a u nas “podaj mi cukier”, “daj mi cukier”. To drobna różnica, ale u nich to “please” jest cały czas. Można go aż mieć dość. Ale u nas tego brakuje, nasz język już przez to staje się sztywniejszy i chłodniejszy. Słowo ma ogromną moc.

Pamiętam, jak sama szukałam pomocy, kiedy byłam w kryzysie. I była jedna grupa, która zajmowała się tylko ględzeniem, nie chciałam się z tym utożsamiać. Pytałam Pana Boga, gdzie znaleźć pomoc, gdzie znajdę środowisko, w którym otrzymam wsparcie. Kiedy już przeszłam przez ten kryzys, poczułam się wezwana, by takie środowisko stworzyć. By było miejsce, w którym kobieta w kryzysie usłyszy “Spokojnie, głowa do góry, bierzemy się do pracy. Teraz będziesz stawać się tą wersją siebie, jaką Cię stworzył Pan Bóg”. I zmieniamy siebie, zmieniamy swoje rodziny, swoje biznesy. I stajemy się “boskie”.

 

Jak jeszcze, poza pracą nad językiem możemy okazywać sobie wsparcie?

Myślę, żę to, co wyróżnia kobiety na spotkaniach Boskiego Biznesu – to wsparcie poprzez modlitwę. Poza wsparciem czysto biznesowym dzielimy się modlitwą. Ten duchowy aspekt nierzadko okazuje się na spotkaniu ważniejszy, bardziej się przebija. Prosimy się nawzajem o modlitwę, bo wierzymy w jej siłę, wierzymy w siłę słowa. Takiego wsparcia bardzo potrzebujemy. Nie boimy się proponować modlitwy, a wiem, że dla wielu kobiet jest to szok, że ktoś chce się za nie modlić. Na co dzień nie mają doświadczenia dzielenia się wiarą, modlitwą – dopiero we wspólnocie tak jest. A dla nas to powinna być codzienność. Osobiście staram się mówić o tym na naszych spotkaniach wprost: Boska Liderka to kobieta, która dąży do doskonałości czyli do świętości, to jest nasze powołanie. Z tego też wynika fakt, że się nawzajem nie obrażamy, nie hejtujemy, ale wspieramy. Staramy się, by nie było między nami niedopowiedzeń, niewyjaśnionych sytuacji. Jeśli dążę do świętości, to pragnę i decyduję się być dobra dla innych, a to dobro do mnie wraca.


Małgorzata Dąbrowska – Prezes Fundacji Boskie Skrzydła, Trener Biznesu i Relacji, chrześcijański coach, mentor, mówca motywacyjny. Prowadzi Boski Biznes – spotkania edukacyjno-networkingowe dla kobiet w całej Polsce. Organizuje także Forum Kobiet Przedsiębiorczych Powiatu Dębickiego, jest organizatorką projektu “Kobiety są siłą – Sukienka Sukcesu”. Od lat zaangażowana jest w działalność Duszpasterstwa Przedsiębiorców Talent, Dębickiego Klubu Biznesu, Stowarzyszenia Rodzin Katolickich, Stowarzyszenia Nostra Res. Prywatnie żona i mama czwórki dzieci: Niny, Przemka, Radka i Milenki. Wolny czas spędza z rodziną i przyjaciółmi, lubi taniec, muzykę oraz tenis i jazdę na nartach.


WEŹ UDZIAŁ W SPOTKANIACH KOBIECEGO BIZNESU

<<< WIĘCEJ INFORMACJI >>>


 

Otylia Sałek

Otylia Sałek

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i “Przyjaciół” oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

 

 


Reklama

Otylia Sałek
Otylia
Sałek
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap