Rodzinny słownik. Okiem kobiety

Rodzina, mąż, żona, teściowa… Pojęcia powszechnie znane, ale czy zawsze tak samo rozumiane? Jak postrzega rodzinę współczesna kobieta?

Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >

Na przestrzeni lat zmieniło się bardzo wiele w sposobie pojmowania ról społecznych kobiet i mężczyzn, w podejściu do dzieci, w kwestii zaangażowania ojców w wychowanie. Są to naturalne zmiany, które w żadnym stopniu nie umniejszają faktu, że rodzina to fundament społeczeństwa.

Jest taki sielankowy obrazek: rodzina razem w drodze do kościoła albo na niedzielnym spacerze. To bardzo piękny i budujący widok, jednak będąc żoną i matką mam świadomość, że za tą idyllą stoi twarda logistyka: to matka odprasowała im sukienki i koszule, cierpliwie zastosowała się do reklamacji (nie różowa, a różowa w paseczki, nie białe polo, a niebieska w kratkę), zdarła z łóżek o czasie, zrobiła śniadanie, przypomniała ze dwadzieścia razy, że już późno i trzeba się ubierać, cierpliwie wyjaśniła, dlaczego chodzimy do kościoła, namówiła na założenie porządnych sandałów zamiast tenisówek zmasakrowanych w piaskownicy, przetrzymała histerię w progu (nie wyjdę, bo nie!) i ducha nie zgasiła.

W skład rodziny wchodzą:

Rodzinny słownik. Okiem kobiety


Mąż. Lata dominacji patriarchatu wbiły naszych panów w przekonanie, że mąż to głowa rodziny i niektórzy do dziś nie potrafią się z tego otrząsnąć. Z roku na rok jestem coraz bardziej przekonana, że idealną sytuacją jest, gdy małżonkowie umówią się, że on podejmuje decyzje w sprawach ważnych i zasadniczych, ona w codziennych i błahych. Źródła donoszą, że po 50 latach nader zgodnego pożycia takich par okazuje się, że w ich życiu były same sprawy błahe i codzienne.

Rodzinny słownik. Okiem kobiety


Żona, nazywana w celu dowartościowania kapłanką domowego ogniska, to w istocie główny logistyk, dyrektor zarządzający i rzecznik prasowy, a przy tym wieloczynnościowy, bezawaryjny robot na wieczystej gwarancji. Po upgradzie do wersji Mama szybko opanowuje zaskakujące umiejętności, takie jak rozciąganie doby i wykonywanie w tym samym czasie wielu rozmaitych czynności dodatkowymi rękami, na co mąż może tylko patrzeć z podziwem i szacunkiem, bo takiego stopnia zaawansowania nie osiągnie chyba nigdy. Społeczeństwo nie może się zdecydować, czego właściwie powinno oczekiwać od matek, w związku z tym na wszelki wypadek oczekuje wszystkiego jednocześnie: krzywo patrzy, gdy matka nadmiernie troszczy się o dziecko, nazywając to wzgardliwie trzymaniem go pod spódnicą, zachęca do dawania dziecku swobody, a kiedy przychodzi czas rozliczania skutków tejże swobody, dopytuje się potępieńczo, gdzie wówczas była matka?! Matce chętnie przypisuje się nadprzyrodzone moce, takie jak bezbłędne odgadywanie, dlaczego nakarmione i przewinięte dziecko nadal płacze, oraz chętnie obwinia za to, że syn nie nosi czapki, a córka popala po kątach. Dla matki nie ma litości, kiedy próbuje się zwierzyć ze swoich bolączek, niejednokrotnie słyszy zjadliwe „co z ciebie za matka?!”

Rodzinny słownik. Okiem kobiety


Tata. Kiedy mężczyzna zostaje ojcem, wcale nie oznacza, że przestaje być dzieckiem, co być może jest jedną z przyczyn zmniejszającej się dzietności w Polsce. Moje koleżanki mawiają: nie zdecyduję się na kolejne dziecko, bo mam już jedno-dwoje małych i jedno duże. Niemniej ojciec jest dziecku niezbędny, a im bardziej dziecinny z naszego punktu widzenia, tym bardziej przez dzieci uwielbiany, bo potrafi się wygłupiać i szaleć z nimi lepiej niż animatorka w kulkolandzie. Nawet ojciec zapracowany, który wraca do domu późno i ma bardzo ograniczony czas dla dzieci, jest upragniony i wytęskniony, a dzieci (które już dawno powinny spać) wybiegają z łóżek i rzucają mu się na szyję (a matka, która poświeciła godzinę by je wyciszyć i położyć do łóżek idzie „oddychać do torebki”).

Rodzinny słownik. Okiem kobiety


Dziecko jest dla rodziców spełnieniem ich związku, sensem życia, misją, bywa też źródłem ogromnej dumy (ale i potwornego wstydu), niektórzy traktują je jako inwestycję. Macierzyństwo ma dwa bieguny: z jednej strony, nikt nigdy nie będzie kochał i potrzebował matki tak, jak jej dzieci, a z drugiej strony, nikt tak jak dzieci nie potrafi wyprowadzić jej z równowagi. W naszych czasach świat kręci się wokół potomstwa – dbamy, by miało wszystko, wspieramy, chronimy, a potem wypuszczamy w świat i drżymy, jak sobie w nim poradzi. Najchętniej wyręczylibyśmy je we wszystkim, ale dobrze wiemy, że tak się nie da i jako rodzice musimy się pogodzić z faktem, że popełni wiele własnych błędów nim przekona się, że warto było uczyć się na cudzych. Najczęściej wtedy będzie miało już własne dzieci.

Rodzinny słownik. Okiem kobiety


Rodzeństwo dla dziecka to normalna sprawa, większość ludzi jest za. Mam dwoje dzieci, trzecie urodzi się lada dzień, ale doskonale rozumiem pary, które świadomie decydują się na jedno. Podobno tak jest w przypadku połowy polskich małżeństw. Jedno dziecko daje komfort pełnego skupienia uwagi na młodym człowieku, na jego potrzebach, pasjach i problemach, choć obserwując jednodzietnych znajomych można zauważyć, że to skupienie jest przesadne, by nie rzec – patologiczne w niektórych przypadkach. Dwoje dzieci to dwa różne światy, a pogodzenie interesów dwulatka i noworodka  może być nie lada wyzwaniem. Jednak to, co przez jakiś czas pozostaje koszmarem, cudownie zaprocentuje. I zyska się cudowną świadomość, że kiedy nas zabraknie, dzieci nie zostaną na świecie sami, bo mają siebie nawzajem.

Rodzinny słownik. Okiem kobiety


Dziadkowie to prawdziwy skarb. Charakterystyczne jest, że wszyscy młodzi, którzy chcą jak najprędzej uniezależnić się od rodziców, wracają do nich jak po sznurku, gdy tylko zostaną rodzicami. Wszak nikt nie zaopiekuje się naszymi dziećmi tak troskliwie jak babcia i dziadek, na dodatek nie biorąc za to pieniędzy. Oczywiście, że wszystko zrobią inaczej (lepiej!) niż my, ale na to już nie ma rady i albo bierzemy to z całym dobrodziejstwem inwentarza, albo lepiej zatrudnijmy płatną opiekunkę, której wypunktujemy nasze oczekiwania i z nich rozliczymy. Rozliczenie będzie obustronne, ona doliczy sobie do pensji każdą minutę naszego spóźnienia.

Rodzinny słownik. Okiem kobiety


Teściowa. Mroczna strona każdej rodziny. Największą zaletą niektórych teściowych jest fakt, że mieszkają daleko. Służą pomocą w razie konieczności, ale nie narzucają się. Sporadyczne kontakty pozwalają zachować dobre relacje, a podczas świątecznych jedno-dwudniowych wizyt w miarę łatwo przetrzymać kąśliwe uwagi na temat spadającej wagi syna (co oczywiście oznacza, że wredna żona nie dba o męża i lodówkę na kłódkę zamyka). I choć z uwagi na dzieci przydałoby się czasem, by babcie były bliżej, to jednak bilans sytuacji wychodzi zdecydowanie na plus.


Zobacz także męski punkt widzenia:

"Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny" – Szymon Babuchowski



Dorota Smoleń – dziennikarka, redaktorka, blogerka, koordynatorka akcji charytatywnej „Macierzyństwo bez lukru”. Żona, matka trzech chłopców.

Dorota Smoleń

Dorota Smoleń

Dziennikarka, redaktorka, blogerka, żona, matka trzech chłopców. Autorka książek „Mamo dasz radę!”, „Sześciolatki w szkole” i "Jaś Pierwszoklasista i Połykacz Liter", koordynatorka akcji charytatywnej „Macierzyństwo bez lukru”.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dorota Smoleń
Dorota
Smoleń
zobacz artykuly tego autora >

Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny

Nazywają rodzinę „podstawową komórką społeczną”. Jakkolwiek niezgrabnie i urzędniczo by to brzmiało, mieści się jakaś mądrość w tym sformułowaniu. Najlepiej widać to w blokowiskach, gdzie ludzie żyją pogrupowani właśnie w takie komórki.

Szymon Babuchowski
Szymon
Babuchowski
zobacz artykuly tego autora >

Można przyjąć, że na jedną komórkę mieszkalną przypada jedna komórka społeczna, złożona – odwrotnie niż w biologii – z kilku organizmów żywych, podlegających rozmaitym relacjom. W dzień powszedni organizmy wydają się nieco mniej ze sobą powiązane. Wchodzą i wychodzą z bloku o różnych porach, jakby nieustannie się mijały. Ten pozornie chaotyczny ruch też ma swój głęboki sens, bo pozwala elementom komórki wzajemnie się dopełniać. Najpiękniej jednak jest patrzeć, gdy rodzina idzie razem, odświętnie ubrana, na niedzielną Mszę do parafialnego kościoła.

Wtedy jak na dłoni widać, kto jest kim w tej układance. Widać też, że każdy jest w niej nie-do-zastąpienia, choć są tacy, którzy chcieliby na komórkach eksperymentować, mieszać między nimi i łączyć ze sobą dowolnie. Jestem pewien, że to nie zadziała. Bo rodzinę zawsze tworzyć będą poniższe kategorie:

Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny


Mąż. Mówi się o nim, i słusznie, że jest głową rodziny. Odpowiada przecież za logistykę – planuje, poluje, zdobywa. Lubi czuć, że dużo od niego zależy. Ale to nie znaczy, że chce wyłącznie rządzić. Jako urodzony zadaniowiec, świetnie sprawdza się w wykonywaniu prostych poleceń. Ma to jednak swoje minusy. Raz zaprogramowany, rzadko zdobywa się na elastyczność. Najgorzej jest powierzyć mu zbyt wiele zadań naraz. Wtedy nie wie, od czego zacząć, i zawiesza się jak stary komputer. Dlatego nie jest dobrze, aby był sam.

Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny


Żona. Odpowiednia dla Męża pomoc. Jest mądrość także i w tym obiegowym stwierdzeniu, że Żona to szyja, która obraca głową rodziny. Zdarza się, że chce nią kręcić za bardzo. Jednak w zdrowej rodzinie po prostu odpowiada za wizję domu (we wszystkich znaczeniach tego słowa), której Mąż wyznacza potem pewne ramy. I – co u Żony bardzo istotne – dba o szczegóły. Kto, jeśli nie ona, pomyśli o tym, by w mieszkaniu pachniały kwiaty, na święta były stroiki, a na torcie wisienka?

Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny


Mama. Kiedy Żona staje się Mamą, Mąż musi na chwilę zejść na dalszy plan. Jednak powinien pozostać na tyle blisko, by w każdej chwili móc przyjść Żonie z pomocą. To właśnie na tym etapie dochodzi do głosu prawdziwy geniusz kobiety. Ilość rzeczy, które ogarnia wówczas jednocześnie, czyni z niej nadczłowieka. Bezbłędnie odgaduje potrzeby Dziecka. Wydaje się, że ma nieskończenie wiele rąk, którymi przewija, tuli, kołysze, gotuje obiad i nosi zakupy. Dobrze, gdy Mąż dołoży do tego choć dwie swoje ręce.

Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny


Tata. Jeszcze bardziej Mąż przydaje się na nieco późniejszym etapie, kiedy Dziecko odczuwa wielką potrzebę poznawania świata. Wtedy, jako Tata, staje się przewodnikiem i zapewnia Dziecku bezpieczeństwo. Bywa też dobrym partnerem do wszelkiego siłowania się i grania w piłkę (zwłaszcza gdy Dziecko jest chłopcem), najlepiej uczy jazdy na rowerze. Być może te atuty wynikają z faktu, że mężczyźni do końca życia pozostają dziećmi, ale to przecież żadna ujma.

Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny


Dziecko. Najbardziej nastawiony na branie członek rodziny (zdarza się, że wyprzedza go w tym Mąż/Tata, ale nie mówimy tu o przypadkach patologicznych). Ledwo się urodzi, a już płacze, że jest głodny. Uwielbia zwracać naszą uwagę, chce być ciągle pieszczony i bawiony. Ale potrafi za to odpłacić takim uśmiechem, gaworzeniem, a później także słowem, że nikomu nie przyjdzie do głowy rozliczanie Dziecka z otrzymanych dóbr. Z czasem zresztą proporcje między braniem i dawaniem się zmieniają, aż w końcu Dziecko samo staje się Mamą lub Tatą.

Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny


Rodzeństwo. Dziecko występuje czasem w liczbie mnogiej, co bywa powodem licznych konfliktów, ale za to przyspiesza społeczne dojrzewanie. Bowiem Dziecko, któremu nieznośne Rodzeństwo nieustannie wyrywa z rąk ulubioną zabawkę, łatwiej dostrzeże, że nie jest pępkiem świata, niż rozpieszczony jedynak. Z czasem Rodzeństwo może stać się najlepszym towarzystwem zabaw, szkołą solidarności i przyjaźni. Jeśli jest starsze, można w nim znaleźć wiernego obrońcę, jeśli młodsze – na zawsze pozostaje obiektem troski starszego brata lub siostry.

Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny


Dziadkowie. Też rodzice, tylko trochę starsi, co pozwala im spojrzeć na niektóre sprawy z większego dystansu. Zwykle pozwalają Dzieciom na więcej, dlatego bywają przez nie uwielbiani. Nieoceniona pomoc dla Mamy i Taty w sytuacjach kryzysowych, kiedy trzeba na chwilę zostawić Dziecko lub odebrać je z przedszkola. Niestety, czasem próbują kwestionować wychowawcze kompetencje rodziców lub wręcz wyręczać ich w tej kwestii (patrz: Teściowa). Wtedy robi się nieciekawie.

Rodzinny słownik. Okiem mężczyzny


Teściowa. Z reguły najbliższy satelita rodziny, próbujący nieraz ingerować w jej sprawy, co w skrajnych przypadkach prowadzi nawet do rozwodów. Negatywna rola Teściowej ukazana została w wielu dowcipach. Zazwyczaj ich bohaterką jest Mama Żony, co niezbyt pokrywa się ze światem realnym. W rzeczywistości bowiem konflikt występuje częściej na linii: Żona – Mama Męża. Jego powodem bywa nie do końca uświadomiona rywalizacja między obiema paniami. Mądra Teściowa powinna się jednak w porę wycofać z tej, z góry przegranej, walki. Bo chodzi tu o dobro rodziny, a na tym jej przecież najbardziej zależy.


Zobacz także damski punkt widzenia:

"Rodzinny słownik. Okiem kobiety" – Dorota Smoleń



Szymon Babuchowski – muzykujący poeta, dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, wokalista zespołu Dobre Ludzie. Żonaty, niedzieciaty.

Szymon Babuchowski

Szymon Babuchowski

Muzykujący poeta, dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, miłośnik taniego podróżowania, mieszkaniec Katowic.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Babuchowski
Szymon
Babuchowski
zobacz artykuly tego autora >