Nasze projekty

Rodzice! To najbardziej wymagające rekolekcje wielkopostne świata

Nie będziemy rozpisywać się o zaletach rolek od papieru ani o planszówkach bo takich treści jest już dzisiaj w sieci pod dostatkiem. Nasz nie-poradnik pójdzie w innym kierunku. Bo – jakby na to nie spojrzeć – właśnie zaczęły się dla nas, rodziców najlepsze i najbardziej intensywne rekolekcje wielkopostne. Jak je dobrze przeżyć? Oto nasze podpowiedzi.

Reklama

Powiedzmy sobie wprost – to nie będzie łatwy czas. Nim uderzę w wypracowane od lat techniki przekuwania każdego trudu w pozytyw, pozwolę sobie na chwilę biadolenia. Mieliście plany na te dwa tygodnie? Jakiś pilny projekt do dokończenia w domu? Rozpoczęcie treningów, żeby złapać formę przed latem? Wiosenne przewietrzenie szaf w pokojach dzieciaków? Szybkie malowanie kuchni? Wszystko to było realne. Już witaliśmy się z gąską marcowych wyzwań. Już czuliśmy słodki smak zwycięstwa nad okresem chorobowym w domu! Wiosna czekała już u bram! Dzieci wreszcie wróciły – pewnie na stałe – do przedszkoli i szkół! To miał być nasz marzec! A tymczasem… Życie wycięło nam naprawdę niespodziewany numer. Jesteśmy w domu, odcięci od wielkomiejskich rozrywek, placów zabaw i parków. Damy się? A skąd! Nawet jeśli ciężki sezon chorobowy za nami, nawet jeśli wydaje się, że już za moment dzieciaki zaczną rozsadzać ściany mieszkania, a my niechybnie zwariujemy – weźmy głęboki oddech, podwińmy rękawy i ruszajmy do boju! Żywych nas w końcu nie wezmą.

Sieć obiegają w ostatnim czasie setki filmików, które mają zainspirować rodziców do kreatywnych zajęć z dziećmi. Jeszcze ciekawsze są jednak wpisy rodziców stojących wobec dawno niespotykanej sytuacji: konieczności spędzenia z dziećmi w domu dłuższego czasu. Czasu nieprzerywanego szkołą, pracą, zajęciami dodatkowymi. Przygotowaliśmy nasz redakcyjny nie-poradnik na ten czas. Nie będziemy rozpisywać się o zaletach rolek od papieru ani o planszówkach bo takich treści jest już dzisiaj w sieci pod dostatkiem. Nasz nie-poradnik pójdzie w innym kierunku. Bo – jakby na to nie spojrzeć – właśnie zaczęły się dla nas – rodziców najlepsze i najbardziej intensywne rekolekcje wielkopostne. Jak je dobrze przeżyć? Oto nasze podpowiedzi:

1. Słuchaj

Najważniejsza zasada wychowania i najważniejsza zasada szczęśliwego małżeństwa to bardziej słuchać niż mówić. Może już dawno nie byliśmy ze sobą w takich spokojnych warunkach? Może nasze wakacje są pełne atrakcji, wyzwań, ruchu, a weekendy spędzamy w samochodzie rozwożąc dzieciaki na dodatkowe zajęcia. Czas narodowej kwarantanny może być ogromną szansą na usłyszenie melodii jaka gra w naszej rodzinie, w naszych dzieciach, ale przede wszystkim w nas samych. Nie bójmy się bójek, sprzeczek, nie bójmy się napięć, które siłą rzeczy za chwilę się pojawią. Każdy, nawet największy kryzys rodzinny przeżyty w pokorze i zasłuchaniu może prowadzić do wielkich zmian. Nie dążmy za wszelką cenę do łagodzenia konfliktów, nie pytajmy się w kółko: „Co zrobić, żeby przestały się kłócić?”, ale zacznijmy zadawać pytania: „Dlaczego…?”. Wtedy – na przykład – mamy szansę „usłyszeć”, że nasz domowy choleryk woła od dawna o przestrzeń dla siebie, a ktoś inny przeżywa ciężką frustrację w związku z sytuacją w klasie. Dzięki tej przymusowej pustyni mamy wreszcie szansę wyłapać tego typu sygnały. Zasłuchajmy się też w te trzaski drzwi naszych nastolatków. Co jest pod tą złością? Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością – jakiś lęk. Może przed egzaminem ósmoklasisty? Może przed oceną rówieśników? Może przed samym sobą? A może przed naszym zbyt wymagającym spojrzeniem? Została nam dana niesamowita szansa usłyszenia siebie nawzajem. Nie zmarnujmy jej. Rozmawiajmy z naszymi dziećmi, przerzucajmy między sobą mosty życzliwości, zrozumienia, czułości i empatii. Taka praca jest bez porównania trudniejsza od najbardziej wymagających wyzwań zawodowych, ale też jak żadna inna przynosi ogromną i trwałą satysfakcję, którą niektórzy ośmielają się nazywać szczęściem.

Reklama

2. Zapomnij o sobie

Mam pełną świadomość, że takie hasło jest zdecydowanie wbrew dzisiejszym modom na „tulenie” swoich potrzeb i wychodzenie naprzeciw własnym pragnieniom. Nie chcę ironizować, ani trywializować współczesnych zdobyczy psychologicznych. Sama z nich korzystam pełnymi garściami. Ale – od lat obserwuję sfrustrowane matki, które co rusz odkrywają, że „przy dzieciach naprawdę nic nie można zrobić”. Jeśli podążymy szlakiem własnych potrzeb mając wokół siebie zależne od nas istoty, bardzo szybko staniemy pod ścianą bezradności, gniewu i frustracji. Nie można wylecieć na jogging, nie można spokojnie poscrollować, nie można dłużej się pomodlić, porozmawiać, posłuchać muzyki, pobyć samemu. Dramat, prawda? 

A gdyby spróbować trochę bardziej posłuchać Boga niż ekspertów od samorozwoju? Gdyby spróbować spojrzeć na Chrystusa cierpiącego w Ogrójcu, Chrystusa biorącego krzyż na Swoje ramiona? Czy On recytował oprawcom swoje potrzeby? Czy zasłonił się nimi w Ogrójcu, przeciwstawiając woli Ojca? Nie – On po prostu wybrał miłość. I dokładnie taką samą drogą mamy iść za Nim. 

Reklama

To prawda, że czasem przy dzieciach nic nie można zrobić. Ale zawsze można zrobić coś dla nich. Nie ma rodzica, który by nie stanął pod ścianą frustracji. Nie ma rodzica, który nie znałby smaku zawodu. Ale są też rodzice, którzy zaryzykowali i świadomie odwrócili się od własnych potrzeb, pragnień i oczekiwań, żeby pójść w przeciwnym kierunku: od siebie ku drugiemu. Na początku z dużym lękiem, z czasem z coraz większą wprawą wyruszyli na drogę miłości, gdzie pierwszym imieniem jest poświęcenie, a drugim zapomnienie o sobie. Czy zginęli niechybnie w żałosnym przytułku dla istot wyzutych z wszelkich pragnień i potrzeb? Po odpowiedź warto zajrzeć chociażby tutaj: J 12, 24-25. Jaki smak ma obfitość plonu, którą obiecuje Chrystus? Może warto się przekonać samemu? Następna taka okazja może się nam szybko nie przydarzyć.

3. Planuj!

Od 10 lat jestem z dziećmi w domu. Jedna z ważniejszych rzeczy, jakich nauczyłam się w tym czasie jest taka, że życie zaczyna mieć smak jeśli zostawimy jakiekolwiek dalekosiężne plany i skupimy się na najbliższych 8-10 godzinach. Bo to nad nimi mamy władzę. To na nie mamy realny wpływ. Dlatego – na ile to możliwe – warto planować dzień. Nie musi to być koniecznie plan godzinowy. Bardziej chodzi o stworzenie ram czasowych dla mieszkańców naszego domu po to, aby udało się wycisnąć z danego nam czasu jak najwięcej. Plany są szczególnie przydatne w tych rodzinach, w których jest – chociażby z racji wieku – duży konflikt interesów. Jeżeli umówię się z dziećmi, że rano poświęcam więcej uwagi młodszym i wyznaczę starszym na ten czas obowiązki domowe, a po południu maluchy zajmą się sobą, żebym mogła ze starszymi pograć w planszówki/dokończyć projekt o owadach/pogadać na babskie tematy, to w większości wypadków takie ustawienie domowników przynosi nad wyraz dobre rezultaty. Każdy wie, mniej więcej, co go czeka, rozumie, że rodzina widzi jego potrzeby i stara się im wyjść naprzeciw.

Reklama

4. Dbajcie o siebie nawzajem

Każdy, kto poczuł rodzinnego bluesa wie, że cała ta szalona maszyna zwana rodziną ma szansę świetnie funkcjonować tylko pod jednym warunkiem – kiedy w przyjaźni żyją ze sobą rodzice. Czas, w którym jesteśmy nieustannie z dziećmi generuje bardzo wiele emocjonalnych wyzwań. Już bardzo dawno odkryliśmy z mężem, że zginęlibyśmy z kretesem gdybyśmy nie wypracowali wspólnych mechanizmów odreagowywania codzienności. Różne mamy na to sposoby. Przez lata, kiedy dzieci były malutkie, nie stać nas było na nic więcej poza kanapą, winem i filmem ambicją nie sięgającym ponad „Avengersów”. Dzisiaj, kiedy nasza rodzinna konstelacja zmieniła się na tyle, że nie wyglądamy wieczorem jak „wyplute iryski” i wciąż mamy jeszcze sporo energii – idziemy się przebiec wokół osiedla, albo podejmujemy komiczne próby wspólnych ćwiczeń w domu. 

Przez lata intensywnego rodzicielstwa nauczyliśmy się ten wspólny małżeński czas traktować jak świętość. To jest dla nas obojga najważniejszy moment dnia. Nieważne co robimy – najważniejsze, że robimy to razem. To wtedy mamy możliwość wysłuchania siebie nawzajem. To wtedy wyłapujemy które z nas dwojga jest już na pograniczu wytrzymałości psychicznej i zastanawiamy się jak by mu następnego dnia zrobić trochę przestrzeni na odreagowanie. To wtedy wreszcie, omawiamy sprawy naszych dzieciaków i próbujemy znaleźć najlepsze rozwiązania. Wczoraj wieczorem zasnęłam przy usypianiu młodszych dziewczynek. Nagle czuję dziwne trącenie w bok. Otwieram oczy, a to mój małżonek z talerzem kanapek w jednej ręce i z kubkiem herbaty dla mnie w drugiej usiłuje obudzić mnie nogą. Otwieram oczy, widzę jego zniecierpliwione spojrzenie i słyszę szept, którego długo nie zapomnę: „No chodź już! Wszystko przygotowałem! Ale bez ciebie nie zacznę!”

5. To, co nam się przydarzyło jest cudem!

Ten przymusowy czas wspólnego rodzinnego pobytu w domu jest jak wielkie wołanie Boga do każdego z nas: „Odkryj co tak naprawdę jest w twoim życiu ważne! Zobacz jak kruche jest wszystko inne poza wzajemną miłością, czułością i oddaniem. Przyjrzyj się pragnieniom swojego serca. Co jest dla ciebie najważniejsze? Czy jesteś gotowy zapłacić za to aż taką cenę? Czy to jest tego warte? Oto daję ci czas. Możesz wszystko zmienić, wszystko wyprostować. Poradzisz sobie. Ja pokazałem ci drogę. Ty tylko pójdź za Mną”.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę