Życie na misji to nie scenariusz (10)

Afrykański posiłek to trzy garnki i miska. Miska jest z wodą do mycia rąk, a w garnkach jest: maniok lub mil (proso) - wszystko gotowane, podawane w formie dużej kuli, w drugim garnku jest mięso i sos (bądź sam sos), zaś w trzecim jest woda do picia. Trzeba na początku się przełamać, ale później jedzenie z jednej miski naprawdę łączy.

Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >
Życie na misji to nie scenariusz (10)

Dawid w ogrodzie

05.03.14

Wybrałam się ostatnio z naszym znajomym ogrodnikiem nad rzekę Lim, gdzie jest uprawiana ziemia, przez ludzi z okolic. Pracują tam również nasi niewidomi podopieczni, a radzą sobie naprawdę świetnie.

Piękne miejsce nad samą rzeką z widokiem na górę, którą wszyscy nazywają „Pana” od nazwy plemienia, które zajmowało i zajmuje nadal te tereny. Ogrody są prowadzone przez stowarzyszenie ogrodników (tak to można po polsku nazwać). Niegdyś byli oni nauczani od podstaw, jak uprawia się ziemię, teraz działa to samoistnie. Każdy zajmuję się swoim kawałkiem terenu, a nasza misja wspiera to dzieło. Co przyniesie uprawa, zostaje sprzedane bądź przeznaczone na własne potrzeby.

To była moja pierwsza tak daleka piesza wycieczka, ludzie byli zaskoczeni i zadowoleni widokiem białej kobiety nie poruszającej się jedynie samochodem. Na pewno wrócę tam jeszcze nie raz.

Życie na misji to nie scenariusz (10)

09.03.2014

W niedzielę wybraliśmy się z o. Benedyktem do Nzakun, aby odprawić tam Mszę Świętą. Ja oczywiście, aby pobyć między ludźmi i wesprzeć swoją obecnością. Ludzie z Ngaoundaye znają nas, ale już inne wioski, które są blisko nas, często nie wiedzą o istnieniu misji.

Życie na misji to nie scenariusz (10)

Kapliczka, w której była odprawiana Msza, jest bardzo malutka, zrobiona na tutejszą modę z glinianych cegieł, a dach z drzewa i trawy. Podłoga to ubita ziemia (klepisko) – jak wszędzie. Tak w Afryce wyglądają pierwsze kapliczki. Z czasem, jak wspólnota zaczyna prężnie działać, pojawia się więcej ludzi, którzy chcą przyjąć nasza wiarę, budowane są kościoły murowane z blaszanym dachem.

Życie na misji to nie scenariusz (10)

Ludzie bacznie się nam przyglądali. Trochę przywykłam do tych spojrzeń, ale nadal jest to trudne i krępujące. Po Mszy zostaliśmy zaproszeni na posiłek do jednego katechisty. Afrykański posiłek to trzy garnki i miska. Miska jest z wodą do mycia rąk, a w garnkach jest: maniok lub mil (proso) – wszystko gotowane, podawane w formie dużej kuli, w drugim garnku jest mięso i sos (bądź sam sos), zaś w trzecim jest woda do picia.  Na deser zostaliśmy poczęstowani trzciną cukrową, którą się najpierw gryzie, potem ssie, i jak zostaje w buzi suche drewno to się je po prostu wypluwa. To było moje pierwsze spotkanie z trzciną cukrową, resztę posiłku już miała okazję spróbować.

Życie na misji to nie scenariusz (10)

Trzeba na początku się przełamać, ale później jedzenie z jednej miski naprawdę łączy :). Potem zostałam oprowadzona po miejscach, gdzie Seleka zabiła 22 osoby i podpaliła 21 domów. Widziałam sterty popiołu po tym, co zostało w środku spalone. Te podpalone domy nadal nie są zamieszkałe.

Dzięki akcji „Wyślij pączka do Afryki” niedługo będzie można wesprzeć tych ludzi, obecnie trwają pracę przygotowujące drzwi i okna.

PS. W drodze powrotnej udało mi się odwiedzić naszą niewidomą podopieczną, która prosiła nas o wsparcie w budowie domu. Będzie trzeba pomyśleć, jakby można jej w tym pomóc.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Ewelina Krasnowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >

Życie na misji to nie scenariusz (4)

Czy Selekowcy mogą trafić do nieba? Takie pytanie zadał mi kucharz braci - Izydor, którego uczyłam dziś piec chleb.

Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >
Życie na misji to nie scenariusz (4)

Ewelina Krasnowska z dzieckiem z misji

12.02.14

Dziś rano wyjechali z Ngaoundaye Lekarze Bez Granic. Jak już wcześniej wspominałam, odwiedzili nasz szpital, a także przekazali środki opatrunkowe. Nasz szpital nie funkcjonuje dobrze, tzn. są na miejscu dwie osoby, które pełnią dyżur, a poza tym nie ma tam nikogo, żadnego chorego, który się leczy. Sala porodowa też nie działa. Kobiety rodzą same na YAKA, bez żadnej opieki medycznej. Tutaj w RCA wiele kobiet nadal rodzi w domach (poród w szpitalu jest płatny i nie wszystkich na to stać).

Do niedawna działał u nas projekt MAMA Ti NGO – co oznacza w języku Sango "mama w ciąży". Dzięki wsparciu finansowemu z Europy, kobiety mogły rodzić w szpitalu, płacąc o wiele niższą cenę. Taka dopłata do jednego porodu to niecałe 9 Euro. W tej chwili źródło finansowe się wyczerpało i jeszcze na dodatek Seleka sterroryzowała ludność. W mieście nie widać w ogóle kobiet, ponieważ nadal kryją się z dziećmi na polach.

PS: Czy Selekowcy mogą trafić do nieba? Takie pytanie zadał mi kucharz braci – Izydor, którego uczyłam dziś piec chleb. Męcząc się z francuskim usiłowałam mu wytłumaczyć, jak to jest, że póki żyjemy, każdy ma szansę. Ostatecznie to tylko od Boga zależy, to on jest Sędzią sprawiedliwym! Takie miałam dziś ciekawe doświadczenie.

Życie na misji to nie scenariusz (4)

PS. 2: Wieści z frontu dziś nie ma, nie dotarły do mnie żadne informacje, ale to nie znaczy, że nic się tam nie dzieje…


Polecamy wcześniejsze relacje Eweliny Krasnowskiej



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas

Ewelina Krasnowska

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ewelina
Krasnowska
zobacz artykuly tego autora >