video-jav.net

Miłosierdzie z życia wzięte. Urazy chętnie darować

Są małżeństwem od 40 lat. Dzisiaj obydwoje zbliżają się do siedemdziesiątego roku życia. W przeszłości Krzysztof kilkukrotnie zdradzał Marię

Polub nas na Facebooku!

Ona – od zawsze uśmiechnięta i pełna życia księgowa. On – „kawał chłopa” – prawie dwa metry wzrostu i ponad 100 kg wagi. Przez całe swoje życie pracował fizycznie, był cenionym specjalistą, w każdej sytuacji znajdował dobre rozwiązanie.

 

Krzysztof najczęściej zdradzał Marię podczas delegacji i wyjazdów do pracy w innym mieście, ale kiedyś nie wrócił z nią z zabawy, na której byli wspólnie. Ona zawsze mu wybaczała. Zapewniał ją, że to ostatni raz. Po każdej zdradzie starał się wynagrodzić Marii swój błąd. Przynosił kwiaty, zapraszał do kina. Chociaż ich małżeństwo nigdy nie było „dobrym”, Maria swoim charakterem potrafiła w domu stworzyć ciepłą i rodzinną atmosferę dla ich dwójki dzieci.

 

Około 15 lat temu Krzysztof przeżył wylew krwi do mózgu. Od tego czasu jest sparaliżowany i porusza się na wózku. Potrzebuje nieustannej opieki. Przez cały ten czas zajmowała się nim Maria. Przenosiła go z wózka na łóżko i z powrotem, sprowadzała z mieszkania na spacer, pomagała w jedzeniu i kąpieli. Musiała zrezygnować z pracy. Podnoszenie Krzysztofa, przewracanie z boku na bok i masowanie pleców, aby zapobiec odleżynom, zniszczyło jej kręgosłup. Dzisiaj również i ona wymaga rehabilitacji.

 

Mimo choroby i jej poświęcenia, sytuacja ich małżeństwa, a przede wszystkim nastawienie Krzysztofa, nie zmieniły się. Wielokrotnie posądzał Marię (bezpodstawnie) o zdradę, kradzież renty, którą otrzymuje i to, że ucieszyłaby się z jego śmierci. Mimo słyszanych codziennie gorzkich słów, Maria nigdy nie pozostawiła go bez opieki. Wymagało to od niej całkowitej rezygnacji z własnego życia. Nie ma czasu na regularną rehabilitację. Jeśli tylko uda jej się znaleźć czas, spędza go z wnukami.

 

Cała rodzina, nawet rodzeństwo Krzysztofa, radziło jej, żeby oddała go do zakładu opieki. Nie straciliby przecież kontaktu. Mogłaby go tam odwiedzać i pomagać mu. Na każdą z tych propozycji odpowiada, że „40 lat temu ślubowała mu przed ołtarzem, że nie opuści go aż do śmierci”.

 


Przeczytaj również inne odcinki cyklu


 

franciszek_Milosierdzie_500pcxPolecamy książkę “Miłosierdzie to imię Boga” – wywiad z papieżem Franciszkiem!

Papież Franciszek w prostych i bezpośrednich słowach zwraca się do każdego człowieka, budując z nim osobisty, braterski dialog. Na każdej stronie książki wyczuwalne jest jego pragnienie dotarcia do osób, które szukają sensu życia, uleczenia ran. Do niespokojnych i cierpiących, do tych, którzy proszą o przyjęcie, do biednych i wykluczonych, do więźniów i prostytutek, lecz również do zdezorientowanych i dalekich od wiary.

W rozmowie z watykanistą Andreą Torniellim Franciszek wyjaśnia – poprzez wspomnienia młodości i poruszające historie ze swojego doświadczenia duszpasterskiego – powody ogłoszenia Nadzwyczajnego Roku Świętego Miłosierdzia, którego tak pragnął.

 

Miłosierdzie z życia wzięte. Krzywdy cierpliwie znosić

Módlmy się, byśmy byli wolni od żądzy odwetu i przemocy

Polub nas na Facebooku!

Wrzesień był piękny tego roku. Ciepło, zielono, świeciło słońce, jakby wszystko budziło się do życia, a nie zmierzało ku jesieni. W Okopach było to widoczne jak na dłoni. Takie wrażenie miał też ks. Jerzy, który przybył do domu odwiedzić rodziców i trochę odpocząć. Ale nie było to takie proste. Po pierwsze dlatego, że całą drogę był śledzony, nachalnie jechał za nim jakiś samochód. Gdy natomiast już dojechał do Okopów i przywitał się z rodziną, natychmiast zauważył, że wokół domu kręcą się esbecy. Było ich widać z okien pokoi. Spacerowali, robili zdjęcia, obserwowali, co się dzieje.

 

Kiedy ks. Jerzy wyjeżdżał z Okopów, nie wiadomo, czy miał świadomość, że więcej już tu nigdy nie wróci. Wychodząc z domu, odwrócił się jeszcze na chwilę i spojrzał na ojca: – Jakbym zginął, to tylko nie płaczcie po mnie! I na zawsze opuścił rodzinne Okopy.

 

Nadszedł 13 października 1984 r. Ks. Jerzy wracał z Gdańska, z kościoła św. Brygidy do Warszawy. Śledzili go Grzegorz Piotrowski, przyszły morderca ks. Jerzego, oraz dwaj inni funkcjonariusze MSW: Waldemar Chmielewski i Leszek Pękala. Jechali za nim służbowym samochodem Fiat 125p. Jak się potem okazało, mieli ze sobą: 2 łopaty, 3 torby turystyczne, narzutę na tapczan, 2 worki jutowe i 2 worki z tworzywa sztucznego, 3 kominiarki, 2 pary rękawiczek i litr wódki. Przygotowali też plastry, nóż, kamienie do obciążenia worków, skarpety napełnione piaskiem. Piotrowski zaopatrzył się w służbową przepustkę, która zwalniała go z kontroli drogowej MO. W pewnym momencie jeden z nich rzucił kamieniem w przednią szybę samochodu, w którym siedział ks. Jerzy. Ale kierowca Waldemar Chrostowski gwałtownie skręcił. I kamień nie trafił w samochód. Pierwszy zamach na życie Popiełuszki nie powiódł się. Ale on już wtedy spodziewał się najgorszego.

 

3 dni przed porwaniem, we wtorek 16 października, ks. Popiełuszko zjawił się w kurii warszawskiej. Wtedy też po raz pierwszy opowiedział kolegom księżom o niedawnym zamachu, jaki szykowano na niego, gdy jechał z Gdańska. Nigdy dotąd o podobnych wydarzeniach nie wspominał. Podobnie jak o przesłuchaniach Służby Bezpieczeństwa i pobycie w więzieniu. Mówił o tym wszystkim spokojnie, bez przerażenia, wydawało się, z dużą swobodą. W pewnym momencie popłynęły mu jednak z oczu łzy.

 

Piątek 19 października 1984 r. był podobny do innych dni. Ciepło, słonecznie, choć powietrze już wyraźnie jesienne. Nic nie zapowiadało tragedii. Tylko ks. Jerzy od rana był jakiś nieswój.

W Bydgoszczy zjawił się sporo przed mszą św., na bydgoskich Wyżynach tłumy czekały już na jego przyjazd. Kiedy wybiła 18.00 i ks. Popiełuszko rozpoczął mszę, zapadła cisza. W powietrzu unosiła się atmosfera wielkiego misterium.

 

Ostatnie publicznie powiedziane przez ks. Jerzego słowa to: – Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy.


Fragment książki autorstwa Mileny Kindziuk “Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko” wydanej przez Axel Springer Polska sp. z o.o.