video-jav.net

Lekarstwo na kaszel

Najlepszym lekarstwem na kaszel była wielka miłość i troska Matki o nas! Każdego wieczoru przed położeniem się spać Matka chodziła po dormitorium od łóżka do łóżka, sprawdzała, czy wszystkie dobrze się czujemy, i okrywała nas kocami.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Świadectwo jednej z misjonarek miłości

Jeśli któraś z nas zachorowała, Matka trzymała się blisko jej łóżka, żeby mieć na nią oko. Jeśli któraś z sióstr zakaszlała w kaplicy, Matka zabierała ją stamtąd i owijała własnym ciepłym ubraniem, a jeśli któraś siostra kaszlała w nocy w dormitorium, Matka szła do niej i mówiła łagodnym, kochającym tonem: „Siostro, czy Matka ma przez całą noc słuchać twojego kaszlu?”. I na tym się kończyło.

Najlepszym lekarstwem na kaszel była wielka miłość i troska Matki o nas! Każdego wieczoru przed położeniem się spać Matka chodziła po dormitorium od łóżka do łóżka, sprawdzała, czy wszystkie dobrze się czujemy, i okrywała nas kocami. Jeżeli którejś wystawały nogi spod moskitiery, to ją poprawiała – chociaż miała mnóstwo listów do napisania i była bardzo zajęta. Tak bardzo tęskniłam za Matką, która bardzo mi przypominała moją mamą.


Fragment z książki “Wezwani do miłosierdzia. Serca, by kochać – ręce, by służyć”

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Dać człowiekowi Chrystusa

Wchodząc na konferencję o głodzie na świecie, obok bocznego wejścia zobaczyliśmy leżącego na ziemi mężczyznę. Był głodny i chciał coś do jedzenia. Matka Teresa powiedziała: „Zabiorę go do domu”

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Świadectwo współpracowniczki Misjonarek Miłości

W 1987 roku w Indiach odbyła się konferencja o głodzie na świecie i Matkę poproszono o wygłoszenie odczytu. Koło bocznego wejścia do budynku (…) zobaczyliśmy leżącego na ziemi mężczyznę. Był głodny i chciał coś do jedzenia. Matka powiedziała do mnie: „Zabiorę go do domu”. Mieliśmy w furgonetce nosze i zanieśliśmy go do auta. Powiedziałem, że ja go zawiozę, ale Matka się uparła, że ona to zrobi. Skutek był taki, że wróciliśmy na konferencję półtorej godziny później. Nie wspomniała o tym podczas swojego wystąpienia, nie użyła podczas konferencji na temat głodu przykładu głodu, który leżał pod progiem.

Jej filozofia była taka, że w danym momencie trzeba się zająć jedną konkretną rzeczą. Przekonywałem ją, żeby weszła do środka i pozwoliła mi zająć się tym człowiekiem, bo przecież na ulicach Indii leżą miliony ludzi, ale ona właśnie taka była: musiała sama się zająć tą konkretną osobą. Mawiała: „Nie gadajcie, tylko zróbcie coś”. Często ją krytykowano, że nie rozmawia z politykami. Ona na to odpowiadała: „Jestem osobą duchowną. Jestem tutaj po to, żeby dać temu człowiekowi Chrystusa”.


Fragment z książki “Wezwani do miłosierdzia. Serca, by kochać – ręce, by służyć”

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >