Nasze projekty
Reklama
Fot. Vatican Media

Historia pewnego zdjęcia. Jan Paweł II i Matka Teresa z Kalkuty

Są zdjęcia, które zatrzymują historię. Nie dlatego, że pokazują wielkie wydarzenie polityczne czy przełomowy moment świata. Ale dlatego, że w jednym kadrze potrafią zmieścić więcej dobra i czułości, niż zdołałaby to przedstawić wielogodzinna transmisja wszystkich telewizji świata.

Taka jest właśnie scena zatrzymana na zdjęciu Jana Pawła II i Matki Teresy z Kalkuty.

Na tym zdjęciu nie ma wielkiego gestu. Nie ma przemówienia, tłumu ani podniosłej scenografii. Jest zwykły moment gdy papież schodzi po stopniach, a obok niego drobna kobieta w białym sari z niebieskim brzegiem trzyma go za rękę. W tej jednej chwili zawiera się opowieść większa niż sam kadr.

Dla Matki Teresy, to czy ktoś był papieżem, czy biedakiem mieszkającym na ulicy, nie miało znaczenia. Czułość wobec każdego człowieka, była czymś tak naturalnym, że widocznym w każdym najmniejszym geście. Ludzie, którzy mają młodsze rodzeństwo, mają czasem odruch chwytania kogoś za rękę na przejściu dla pieszych, taki odruch troski i czułości wobec młodszego rodzeństwa. Matka Teresa miała to wobec każdego człowieka. Każdy człowiek był jej młodszym bratem lub siostrą, o którego w każdej chwili trzeba było się zatroszczyć.

Reklama

Nawet, kiedy jest to młodszy od niej o 10 lat mężczyzna, który jest papieżem.

Historia pewnego zdjęcia

Wyjątkowe spotkanie Jana Pawła II i Matki Teresy w slumsach w Kalkucie miało miejsce podczas pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Indii. Podróż ta trwała od 31 stycznia do 11 lutego 1986 roku. Miała charakter religijny i humanitarny. 

Jan Paweł II podczas swojej podróży apostolskiej do Indii, odwiedził dzielnicę slumsów w Kalkucie. Matka Teresa, która wraz z Siostrami Miłosierdzia zajmowała się tam najbiedniejszymi z biednych wspominała później, że był to „najszczęśliwszy dzień w jej życiu”.

Reklama

Na zdjęciu widzimy Jana Pawła II — papieża, który przez ponad ćwierć wieku prowadził Kościół przez czas wielkich przemian, upadku komunizmu, globalizacji, sporów o człowieka, rodzinę, wolność i godność. Był głosem mocnym, odważnym, rozpoznawalnym, słyszanym na całym świecie. 

Obok niego Matka Teresa z Kalkuty — zakonnica, która nie miała armii, politycznej funkcji ani medialnej siły, a jednak jej życie stało się jednym z najbardziej przejmujących świadectw Ewangelii XX wieku. Zamiast wielkich słów wybrała bliskość przy umierających, ubogich, odrzuconych i zapomnianych.

I właśnie dlatego jest w tym zdjęciu coś niezwykle przejmującego.

Reklama

Matka Teresa nie peszy się obecnością papieża

Nie peszy się ani też nie pyszni z obecności przy nim. Nie wychodzi przed niego. Nie przejmuje jego roli. Po prostu podaje mu rękę, żeby nie przewrócił się na schodach. Zwyczajnie. Jak każda starsza siostra. Lub też zwyczajnie, jak każda kobieta. Ma w sobie tę uważność, troskliwość i czułość. Widzi potrzebę, by podać rękę. 

Matka Teresa i Jan Paweł II spotykali się kilka razy. Po takim spotkaniu w Kalkucie, Matka Teresa mówiła, że to jeden z najszczęśliwszych dni w jej życiu.

Niepozorność kobiet w Kościele

W tej niepozorności pokazanej na zdjęciu i w życiu Matki Teresy jest coś bardzo kobiecego i zarazem bardzo kościelnego. Kobiety w Kościele często nie prowadzą poprzez nagłośnienie, tytuły i urzędy. Prowadzą przez obecność. Przez czułość. Przez cierpliwość. Przez wytrwałe robienie tego, czego nikt nie zauważa.

To one często trzymają parafie przy życiu: modlitwą, wolontariatem, katechezą, zakrystią, scholą, kuchnią dla ubogich, pomocą chorym, troską o dzieci, starszych i samotnych. To one pamiętają o kwiatach przy ołtarzu, o telefonie do osoby, która dawno nie przyszła do kościoła, o posiłku dla księdza, o różańcu za kogoś, kto już nie ma siły się modlić. Ich praca bywa niewidoczna, ale bez niej wiele wspólnot rozsypałoby się po cichu.

Czułość jako siła Kościoła

Fotografia papieża i Matki Teresy można więc czytać symbolicznie: Kościół w osobie papieża jest wielki, dostojny, ubrany w znak urzędu. Ale obok niego idzie kobieta uboga, skromna, drobna. I to ona trzyma go za rękę, to ona prowadzi jego.

Nie po to, by zająć jego miejsce. Po to, by pomóc mu iść. By z czułością mu towarzyszyć na drodze, której cel mają wspólny.

On daje się prowadzić. Daje się podtrzymać. Oddaje siłę w troskliwość i czułość. Bo tylko wtedy, razem, wspólnie można dokonywać wielkich dzieł. Nie  trzeba dominować, żeby podtrzymywać. Nie trzeba stać na ambonie, żeby głosić Ewangelię własnym życiem.

Matka Teresa prowadząca papieża po schodach przypomina, że Kościół potrzebuje nie tylko wielkich pasterzy, ale także tych, którzy podają rękę. Potrzebuje serc, które widzą słabość, zanim stanie się upadkiem. Potrzebuje czułości, która nie pyta, czy wypada, tylko po prostu pomaga.

I może dlatego to zdjęcie zostaje w pamięci. Bo mówi coś prostego i wielkiego zarazem: Kościół był, jest i będzie dlatego, że ktoś po cichu Go podtrzymuje, modlitwą, gestem, pomocą innym, po prostu dobrem ludzi, których życie jest Ewangelią.

Świętość, która nie musi być idealna

Może dlatego lubimy wracać do takich zdjęć. Bo pokazują świętych nie jako pomniki, ale jako ludzi zmęczonych, kruchych i bliskich.

Jan Paweł II w ostatnich latach życia coraz bardziej zmagał się z chorobą i słabością ciała. Matka Teresa również doświadczała cierpienia, samotności i duchowej ciemności, o której później dowiedział się świat z jej listów.

A mimo to nie przestali kochać. Nie przestali podtrzymywać siebie nawzajem. Nie przestali podtrzymywać Kościoła.

I może właśnie dlatego ten prosty gest — dłoń podana na schodach — porusza bardziej niż wielkie przemówienia.

Źródło: https://www.vaticannews.va/pl/watykan/news/2024-02/jan-pawel-ii-karmil-w-indiach-umierajacych-one-niosa-pomoc-zyja.html

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas