Maryja. Gwarancja bezpieczeństwa

Obietnica Jezusa: „Oto Matka twoja” daje nam – przeżywającym na swojej drodze wiary wzloty i upadki – poczucie bezpieczeństwa i stałości.

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Maryja. Gwarancja bezpieczeństwa
Obietnica Jezusa: „Oto Matka twoja” daje nam – przeżywającym na swojej drodze wiary wzloty i upadki – poczucie bezpieczeństwa i stałości.

Maryja w dniach najtrudniejszych – między śmiercią a zmartwychwstaniem – przechowała w swoim sercu wiarę całego Kościoła. Trwała w niej zarówno wtedy, gdy uczniowie uciekli spod krzyża, jak i później, gdy w wieczerniku umiała stanąć razem z nimi do modlitwy. W tej perspektywie i nam, przeżywającym na swojej drodze wiary wzloty i upadki, obietnica Jezusa: „Oto Matka twoja” daje poczucie bezpieczeństwa i stałości.

 

„Testament z krzyża”

Przekazany przez świętego Jana dialog Jezusa z Matką i uczniem (J 19, 25-27) nazywany jest „testamentem Jezusa z krzyża”. Warto wydobyć oba znaczenia tego słowa – nie tylko to, które narzuca nam się od razu: wyrażenie ostatniej woli, lecz także podstawowe znaczenie łacińskiego testamentum – „przymierze”. Wypowiedziane przez Jezusa słowa znajdują się w samym sercu procesu zawierania nowego Przymierza między Nim a ludźmi. Maryja, o której święty Jan nie wspominał od momentu cudu w Kanie Galilejskiej, nagle pojawia się w jego narracji, tak jakby dzięki Niej miała pojawić się odpowiedź na pytanie „co dalej?”, zadane w konfrontacji z bolesną prawdą o śmierci Jezusa.

Gdyby chodziło tylko o status społeczny Maryi, która już była najprawdopodobniej wdową po Józefie, zapewne Ewangelista nie wspomniałby o tym w swoim dziele, a nawet jeśli, wystarczyłoby jednostronne oddanie Jej pod opiekę ucznia w słowach „Oto Matka twoja”. Tymczasem dzieje się coś dużo bardziej doniosłego. Nawiązanie relacji następuje w obie strony. Jezus, który najpierw przed sądem religijnym musiał udowadniać swoją godność Syna Bożego, a później przed sądem Piłata dowodził swojego człowieczeństwa, otrzymanego dzięki Maryi, teraz podkreśla obie te godności w życiu tych, którzy nazywają się Jego uczniami. Kiedyś wskazał, że Matką i braćmi są ci, którzy słuchają Słowa i wypełniają je. Teraz jeszcze bardziej zacieśnia te więzi, formując Kościół jako swoją rodzinę.

 

Wspólnota wieczernika

Rola Maryi jest w tej tworzącej się wspólnocie niepodważalna. To w końcu Ona jest Tą, która urodziła. Tą, dzięki której zgodzie Piłat mógł powiedzieć o Jezusie „Oto człowiek”. Ale na tym nie skończyła się Jej misja. Przez całe swoje życie realizowała powołanie słuchania Słowa. Nie wszystko rozumiała. Wiele momentów Ją zabolało. Pomimo tego, cały czas była wierna słowom „Niech mi się stanie”, wypowiedzianym przed laty.

Pod krzyżem towarzyszymy cierpiącej Matce, która – jak się może po ludzku wydawać – straciła cały sens swojego życia, całe znaczenie swojego powołania. Tym bardziej uderza, gdy czytamy, że po wniebowstąpieniu „wszyscy (…) trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1, 14). Maryja modli się jednomyślnie z tymi, którzy Jej Syna w krytycznym momencie zostawili. Oni przeszli swoją drogę nawrócenia od Golgoty, na której ich nie było, po poranek zmartwychwstania, kiedy wątpili. Ona wierzyła cały czas. Była w tej wierze niewzruszona. Seduliusz, autor chrześcijański z V wieku, wskazując na szczególne zjednoczenie Maryi z cierpiącym Synem twierdził, że w niedzielny poranek ta więź nie wymagała dodatkowych dowodów na zmartwychwstanie. Ona po prostu wiedziała, będąc doskonale zjednoczona z Jezusem.

 

Gwarancja bezpieczeństwa

Gdy Maryja staje do modlitwy z uczniami, nie stawia siebie wyżej, bo zna Tego, który jedyny może wywyższyć. Mogłaby zachować „zdrowy dystans” od tych, którzy zachowali się jak zdrajcy – to przecież mocno zakorzeniona w ludzkiej naturze postawa starszego syna. Ona wie, że łaska wiary, idąca z łaską nawrócenia, jest za darmo. Jedni są wcześniej gotowi na jej przyjęcie, inni później. Jedni otrzymują ją bardzo szybko i lekkomyślnie tracą, inni walczą o nią latami i dbają jak o największy skarb. Każdy z nas patrząc w przeszłość mógłby wytyczyć inną drogę swojej wiary i nazwać momenty wzlotów i upadków. Świadomego przyjęcia łaski i świadomego jej odrzucenia w grzechu. Niestety, zazwyczaj najbardziej nie potrafimy uwierzyć w nawrócenie wtedy, gdy chodzi… o nas samych. Wielu ludzi po kolejnym upadku daje posłuch pokusie, która mówi, że teraz już nie ma powrotu do wcześniejszego stanu, teraz Bóg już na pewno będzie mniej miłosierny niż poprzednim razem.

Na większości wizerunków Maryja przedstawiona jest jako wskazująca na Jezusa, jakby mówiła „Oto Syn mój”. Gdy patrząc na Nią przypomnimy sobie testament z krzyża, możemy ten gest spokojnie odczytać jako przypomnienie – celem życia chrześcijanina jest stawać się jak On. Bóg zna serce człowieka i dlatego mówi „Oto Matka twoja”. Pokazuje, że w gronie uczniów, w tej wielkiej rodzinie słuchających Słowa, pojawia się Ktoś, kogo można naśladować. Kto niezależnie od okoliczności zewnętrznych potrafi wytrwać w otrzymanej łasce… a więc jest to możliwe. Jest to gwarancja bezpieczeństwa, która pozwala zawsze wrócić. Wzięcie Jej do siebie ma być okazją, by od Niej się tego uczyć i nie tracić nadziei, a Ona z czułością przyjmuje każdego, kto chce wrócić i na nowo przyjąć łaskę wiary.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju, od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży. Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych. Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10, pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

W tej relacji nie ma drogi na skróty

„Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” Tym pytaniem Jezus prowokuje słuchający Go tłum do wzięcia odpowiedzialności za budowanie z Nim relacji. Okazuje się, że kiedy i nam uda się odpowiedzieć na to pytanie, będziemy mogli dołączyć do grona tych, których Jezus uznaje za swoich najbliższych.

Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

W tej relacji nie ma drogi na skróty
„Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?” Tym pytaniem Jezus prowokuje słuchający Go tłum do wzięcia odpowiedzialności za budowanie z Nim relacji. Okazuje się, że kiedy i nam uda się odpowiedzieć na to pytanie, będziemy mogli dołączyć do grona tych, których Jezus uznaje za swoich najbliższych.

Kto przyszedł z Maryją?

Scena, w której do Jezusa przychodzą Matka i bracia, była dla Ewangelistów tak ważna, że zawarli ją w swoich dziełach wszyscy synoptycy (por. Mt 12, 46-50; Mk 3, 21-35, Łk 8, 19-21). Nietrudno jednak zauważyć, że każdy opisał ją trochę inaczej, wpisując w swoje dzieło szerszą myśl teologiczną. Czytając ewangeliczną scenę, wydaje się, że Jezus wyparł się przybyłych do Niego krewnych. Pozornie. Ponieważ w dotychczasowych poszukiwaniach biblijnych podstaw kultu maryjnego towarzyszył nam św. Łukasz, to jego relacja pomoże nam w rozważaniach nad tym “szorstkim” potraktowaniem bliskich przez Jezusa.

Nie jest tajemnicą, że w językach semickich do dzisiejszego dnia nazywa się braćmi także dalszych krewnych, przede wszystkim kuzynów. Po co daleko szukać – także w Polsce są rejony, w których nikogo nie dziwi określanie mianem „brat” czy „siostra” braci i sióstr ciotecznych. Podobnie w języku greckim, w którym Ewangelia została spisana, rzeczownik ὁ ἀδελφός nosi wiele znaczeń, wśród nich obok rodzonego brata także „krewniak”, „rodak”. Z czasem oczywiście także tym mianem zaczęto określać członków wspólnot chrześcijańskich.

Nie ma co doszukiwać się zatem teorii spiskowych, które sprawiły, że przez 2000 lat nikt nie doczytał w Ewangelii o rodzeństwie Jezusa. Maryja przyszła do syna z krewnymi, którzy żyli blisko niej – dla samotnej kobiety taka podróż nie byłaby bezpieczna, a jak twierdzą niektórzy komentatorzy, św. Józef już prawdopodobnie wtedy nie żył. Przez zwrot „Matka i bracia” Ewangeliści wprost wskazują nam właśnie na fakt, że do Jezusa przyszli ludzie z nim spokrewnieni. Tacy, których łączyła z Jezusem nie więź duchowa, ale biologiczna.

 

 

Jezus przestawia hierarchię

To rozróżnienie rodzaju więzi jest bardzo ważne, gdy próbujemy zrozumieć omawianą scenę tak, jak widzieli ją ludzie współcześni Jezusowi. Dla Żydów więzy krwi miały znaczenie pierwszorzędne – pamiętajmy, że o wybraniu decydowała przede wszystkim przynależność do Narodu Wybranego. Pierwsze dekady chrześcijaństwa oznaczały dla ochrzczonych Żydów mierzenie się z faktem, że urodzenie się w tym samym narodzie, co Mesjasz, nie stawia ich wyżej od nawróconych pogan. A to właśnie dla tego środowiska w tym czasie powstawały Ewangelie. Święci Piotr i Paweł sami musieli przekroczyć bariery swojego myślenia, zastanawiając się, czy wolno głosić Ewangelię poganom i czego w ogóle można od nich wymagać (por. Dz 11, 16-18; 15, 1-6) – doszło między nimi nawet do konfliktu w tym temacie.

Jezus od samego początku stawia sprawę jasno. Nie można czuć się lepszym z racji urodzenia czy innych koneksji. Jedynym wyznacznikiem jest słuchanie słowa Bożego i wypełnianie go.

Najlepsze streszczenie nauki apostołów na temat znaczenia (czy też: braku znaczenia) więzów krwi i więzi biologicznych w kwestii bycia chrześcijaninem znajduje się w Liście do Galatów św. Pawła: „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie. Jeżeli zaś należycie do Chrystusa, to jesteście też potomstwem Abrahama, dziedzicami zgodnie z obietnicą.” (Ga 3, 28-29). Zanim jednak pierwsi chrześcijanie poradzili sobie z tym skokiem myślowym, powoli byli do tego przygotowywani. Dlatego też Jezus od samego początku stawia sprawę jasno. Nie można czuć się lepszym z racji urodzenia czy innych koneksji. Jedynym wyznacznikiem jest słuchanie słowa Bożego i wypełnianie go.

 

Stawiaj duchowe wymagania

I w tym miejscu pojawia się „ale”. Choć czytany pobieżnie tekst może sprawiać wrażenie, że Ewangelista przedstawia dwie odrębne grupy – osobno słuchających Jezusa, a osobno Jego krewnych, to przecież podział ten wcale nie jest taki oczywisty. „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8, 21). Gdybyśmy mieli znaleźć osobę, która spełnia te warunki, to czy nie będzie to Ta, o której św. Łukasz napisał już wcześniej: „Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swoim sercu” (Łk 2, 51b), o której Elżbieta powiedziała: „Błogosławiona, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana” (Łk 1, 45). To Ona sama uczy nas przecież odpowiedzi na Boże wezwanie: „niech mi się stanie według słowa twego” (Łk 1, 38).

Jezus wskazuje pewną barierę myślową, którą trzeba przekroczyć – św. Łukasz wspominając w tym miejscu Maryję nie stawia jej poza gronem uczniów Jezusa. Przeciwnie, po raz kolejny ukazuje nam Maryję jako wzór do naśladowania w wypełnianiu Słowa. Pokazuje, że choć nie można być uprzywilejowanym przed Jezusem, więź biologiczna nie wyklucza duchowej. Maryja należy do najbliższej rodziny Jezusa i najpełniej realizuje także te duchowe wymagania.

Słowa Jezusa i postawa Maryi dają konkretną naukę przede wszystkim tym, którzy z jakichś powodów czują, jakby bardziej zasługiwali na miano uczniów – czy przez stan życia, czy przez zaangażowanie w życie Kościoła, czy może dosłownie przez bycie blisko „Bożych spraw” z racji konsekrowanego członka rodziny. Bycie uczniem Jezusa to zawsze bezpośrednia relacja – bez znajomości, bez koneksji, bez pójścia na skróty. W każdym przypadku liczy się tylko Jego Słowo skierowane do człowieka i odpowiedź, której każdy z nas musi mu udzielić sam. Maryja uczy nas, że nie wystarczy być blisko Jezusa. Trzeba być blisko Niego w sposób odpowiedzialny, ze świadomością tego, że nikt inny tej relacji nie zbuduje.

 

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7




 

 

Ks. Marcin Filar

Ks. Marcin Filar

Kapłan Archidiecezji Krakowskiej, pochodzi z Rabki-Zdroju, od lat związany z Ruchem Apostolstwa Młodzieży. Obecnie duszpasterz w Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej oraz katecheta w technikum i szkołach zawodowych. Pomysłodawca i koordynator akcji modlitewnej #panamska10, pracuje w zespole medialnym ŚDM Archidiecezji Krakowskiej.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Ks. Marcin Filar
Ks. Marcin
Filar
zobacz artykuly tego autora >