Nasze projekty

Czerpał radość ze spotkań z ludźmi. Wspomnienia o ks. Wojtku

Pełen poczucia humoru i dystansu do siebie, niezwykle bliski ludziom, zaangażowany kapłan o niezwykłym intelekcie - tak ks. Wojciecha Wójtowicza wspominają bliżsi i dalsi znajomi. Wieść o jego tragicznej śmierci poruszyła wiele osób.

Reklama

W poniedziałek 13 stycznia wieczorem po prostu wracał do domu. Pod Polanowem na drogę wyskoczyła mu sarna. Chciał ją ominąć, wpadł w poślizg, uderzył w drzewo. Zginął na miejscu. Wieść o tej tragicznej śmierci przekazał jego biskup, Edward Dajczak, ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. – Zginął człowiek, który był dla diecezji kimś więcej niż rektorem seminarium. Teologicznie, osobowościowo i pod każdym innym względem, był księdzem niezwykłej wartości. Boli nas bardzo ta śmierć, która przyszła o wiele za wcześnie. Ufamy jednak, że jego życie w Bogu, którego głosił z taką determinacją i pięknem słowa, będzie szczęśliwe – mówił jeszcze w poniedziałek wieczorem bp Dajczak.

Wszystko, co uczynił pozostaje dla kleryków wielką inspiracją żeby iść dalej, żeby go zastąpić, że warto być księdzem i to takim księdzem

 

Ta śmierć mocno dotknęła kleryków seminarium duchownego w Koszalinie. Dotychczasowy zastępca ks. Wojtka, obecnie pełniący obowiązki rektora, ks. dr Jarosław Kwiecień opowiada, że od początku ta strata przede wszystkim gromadzi ich na spontanicznej modlitwie. 

Reklama
Reklama

– Fakt jego odejścia, tak nagłego, wyzwolił bardzo głębokie i piękne rzeczy, które każdy z nas, tam będących, posiada. Mówię o nas, wychowawcach, klerykach, wykładowcach, pracownikach. W tych dniach wiele razy spotykaliśmy się na modlitwie, spontanicznie. Spotykaliśmy się też w swoim gronie, mamy potrzebę bycia razem. Nagle każdy wydobywa z serca najpiękniejsze doświadczenia, jakie ma z ks. Wojciechem. I z tego obrazu, który wspólnie malujemy w tych dniach szukając pociechy, powstaje obraz, który nas samych zaskakuje: że aż tyle dobra, aż tak oddane kapłaństwo, aż tak wielki przyjaciel, aż takie poświęcenie młodym, którzy do kapłaństwa się przygotowują. Przepiękna jest ta spontaniczność, rodzinność, wspólnotowość młodych ludzi, przygotowujących się do kapłaństwa, którzy dziękują Bogu za takiego wychowawcę. Że aż tak mu na nich zależało. A to wszystko, co uczynił, pozostaje dla nich, jak to sami wyrażają, wielką inspiracją, żeby iść dalej, żeby się nie poddać, żeby go zastąpić. Że warto być księdzem i to takim księdzem. I o tym dobru, które się dzieje pośród tej tragedii, warto nie zapomnieć.

Ks. Kwiecień wyraził też osobistą refleksję: – Od siebie dodam, że do przedwczoraj byłem jego podwładnym, mówiąc potocznie – miałem go nad sobą. Także dosłownie, jako sąsiada z góry, którego słyszałem, najczęściej o godz. 15.00, kiedy włączał w radio Koronkę do Miłosierdzia Bożego. I nie przepuścił dnia, by jej nie odmówić.

Natychmiast posypały się wspomnienia i kondolencje, bo ks. Wojtek – mimo funkcji rektora seminarium, skracał dystans, był zawsze blisko ludzi. Wysocy rangą duchowni, zwykli księża a przede wszystkim osoby świeckie nie mogą pogodzić się z tym, co się stało.

Reklama
Reklama

Prymas Polski abp Wojciech Polak: Jeszcze kilka dni temu skierowałem do Księdza Rektora słowa serdecznych podziękowań za ofiarne zaangażowanie w pracach Zespołu ds. przygotowania nowych zasad formacji kapłańskiej w Polsce. Wielkim dorobkiem tego Zespołu stał się projekt Ratio institutionis sacerdotalis pro Polonia, który został zatwierdzony przez Konferencję Episkopatu. Redakcja tego dokumentu była możliwa dzięki systematycznej, pogłębionej i wieloaspektowej refleksji, jaka została podjęta w ramach Zespołu, w którym śp. Ksiądz Wojciech miał swój znaczący udział. Dzisiaj modlitwą i myślą staję przy Jego trumnie, aby dziękować Bogu za wszelkie dobro, jakie za Jego przyczyną stało się udziałem tak wielu osób. Niech Zmartwychwstały Chrystus, którego Ksiądz Wojciech przyjął i głosił w Kościele jako Drogę, Prawdę i Życie, w swoim miłosierdziu obdarzy Go łaską pokoju i szczęścia wiecznego.

Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący KEP: Modlę się za śp. ks. Wojciecha Wójtowicza. Łączę się w bólu z rodziną,Diecezją Koszalińsko-Kołobrzeską i Konferencją Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych, której był przewodniczącym. To strata dla Kościoła w Polsce.

Ks. Przemysław Śliwiński, rzecznik Archidiecezji warszawskiej: Poznałem ks. Wojtka, gdy był tzw,. seniorem w Kolegium w Rzymie, gdzie razem studiowaliśmy. To funkcja wybieralna, czyli to sami studenci chcieli, żeby on seniorem był. I z seniorem mnie się kojarzy. Miał niezwykłą umiejętność łączenia otwartości, bezpośredniości kontaktu, ze stanowczością oraz umiejętnością rozwiązywania konfliktów z szacunkiem dla wszystkich osób. To bardzo ważna umiejętność i cecha osób, które mają sprawować władzę. Miał również wielki dar łączenia ludzi, potrafił zjednywać sobie nawet niewierzących. Dlatego zawsze o nim myślałem jako o kimś, kto powinien być pasterzem, biskupem, takich właśnie pasterzy w Kościele potrzeba. Dlatego nie zdziwiło mnie, że po jego śmierci abp Stanisław Gądecki napisał o nim – o osobie niespełna 44-letniej – że jego odejście, jego śmierć to wielka strata dla Kościoła. Dokładnie tak jest, to wielka strata.

Reklama

Ks. dr Wojciech Rzeszowski, dyrektor Centrum Edukacyjno-Formacyjnego w Gnieźnie: Znaliśmy się z ks. Wojtkiem wiele lat, on po mnie przejął kierowanie Konferencją Rektorów Wyższych Seminariów Duchownych, mieliśmy więc okazję do wielu spotkań i współpracy, która zawsze układała się bardzo dobrze. Ks. Wojciech dał się poznać jako człowiek niezwykle zaangażowany w to, co robi, i zawsze bardzo solidny, można było na nim polegać. Miał wyważone poglądy, był otwarty i gotowy do twórczego działania. Gdy się wypowiadał czuć było, że jego przemyślenia są głębokie, że znakomicie czuje ducha Kościoła i dobrze zna jego nauczanie. Miał głębokie eklezjalne myślenie. Wiadomość o jego śmierci była dla mnie nie tylko zaskoczeniem, ale przede wszystkim smutnym ciężarem. Żyję nadzieją nieba, ale i mam poczucie, że Kościół w Polsce stracił dobrego człowieka i kapłana.

fot. wsdkoszalin.eu

Na wielu profilach pod informacją o śmierci ks. Wojtka sypie się lawina komentarzy. Wyłania się z nich obraz osoby, z którą się żartowało, z którą się spierało, modliło, dyskutowało. 

Ks. prof. Grzegorz Strzelczyk: Wojtek, i z kim ja się teraz będę spierał o wyższości dogmatyki nad fundamentalną?

Robert Cybulski: Smutny czas. Odżyły wspomnienia. 12 lat ministranckich z Wojtkiem w jednym zastępie. Setki kilometrów i rozmów spędzonych razem na pielgrzymkach do Częstochowy. Potem juz w dorosłym kapłańskim życiu odwiedzał nas w Miastku na kawie po mszy. Jechał autobusem z Koszalina do Miastka po to, żeby odprawić wspólną mszę z kolegami z roku ks. Darkiem i ks. Mirkiem. Czerpał radość ze spotkań z ludźmi. Potem na kilka lat ucichło jakoś… żałuję tego straconego czasu. Ale wiem, że dzielił go też dla innych ludzi. A teraz ta straszna wiadomość.. Zrobiłeś swoje Wojtku. Pan wezwał. Do zobaczenia kiedyś… z Bogiem!

 

Julita Lachowska: Wojtek, przez lata chłopak z sąsiedztwa. Mądry, ciekawy świata, chłonący wiedzę, ambitny, dobry…. Prawdziwie umiłował Boga. Imponował mi! Pięknie posługiwał się językiem polskim. Każde kazanie było przemyślane i mobilizowało do słuchania. Zarażał ciepłem, uśmiechem. Miał poczucie humoru i honoru. Był Człowiekiem. Rozbrajał mnie, gdy stojąc przy ołtarzu, kończąc mszę, naukę machał do mnie i wyjaśniał zgromadzonym, że to do mnie – Julki- starszej koleżanki, tej z tego bloku w Miastku…

Kamila Tobolska: Bardzo wyjątkowy, niesamowicie serdeczny człowiek. Tak trudno ciągle uwierzyć…😢 Księże Wojtku! Niech Twoje nagłe odejście do Pana zaowocuje dobrem w życiu wielu osób. Dziękujemy za wszystkie mądre rozmowy, pełne ciepła spojrzenia i błogosławieństwa. Pozostaniesz w naszej pamięci. I mamy nadzieję, do zobaczenia w niebie!

Aleksandra Les Znam, znałam Wojtka całe życie… Są ludzie, którzy wpisują się na stałe w naszą historię, w nasze wspomnienia. Ostatni raz spotkałam go w 2017 roku i proszę mi wierzyć, że nie rozmawiałam wtedy z Rektorem Wyższego Seminarium Duchownego, tylko z chłopakiem z małego Miastka, który na pożegnanie cichutko powiedział mi (nie wiem, który już raz z życiu 😊), że Bóg mnie kocha💖 Takiego go zapamiętam, ciepłego, uśmiechniętego, życzliwego..

Niebo świętuje, podczas naszego smutku

 

 

Joanna Nita Niesamowity, Wielki Człowiek. Wspaniały Kapłan. Z ogromnym intelektem i poczuciem humoru. Kochał ludzi i zarażał ich optymizmem, a miał go w sobie tyle ile nie pomiesciloby 100 osób razem wziętych. Tyle wspaniałości w jednej osobie. Przeogromna strata i żal.

Hieronim Włodarczyk Czy aż tyle roboty jest do zrobienia na górze, że powołuje się do siebie dobrych ludzi…?

Ada Rogosz: Wojtku pamiętam Ciebie zawsze wesołego na korytarzach naszego liceum….czytałam w sobotę Twój post na temat myśli Ratzingera. Pomyślałam sobie, jak bardzo oddany jesteś Bogu i temu co robisz. Teraz już wiem, że zostałeś wezwany przedwcześnie, ale na pewno w słusznym celu. Spoczywaj w spokoju….[*]

fot. wsdkoszalin.eu

Jana An: Niesamowity ksiądz, genialny teolog, niezwykły człowiek. To był zaszczyt Cię znać! Smutek pozostaje w sercu, ze już nie będzie okazji do żartów, ze nie usłyszy się kazania tak bardzo zanurzonego w teologii, literaturze i najnowszych badaniach naukowych. Że nie będzie już okazji do spowiedzi i duchowego prowadzenia. Tyle małżeństw naprawiłeś, tyle ludzi pokrzepiłeś wskazówkami życiowymi.
Pozostaje zaufanie Bogu, że Jego wola jest najlepszą oraz dziękowanie za łaskę poznania księdza Wojciecha Wójtowicza. Niebo świętuje, podczas naszego smutku. Do zobaczenia!

No właśnie Księże Wojtku, do zobaczenia!

ad/Stacja7

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite