video-jav.net

Dlaczego Bóg milczy?

Na ekrany kin wchodzi film "Milczenie". To historia o dwóch misjonarzach, którzy wyruszają do Japonii poszukując swojego przyjaciela. Nie chcą uwierzyć pogłoskom, że wyparł się on swojej wiary i został buddyjskim mnichem. Jaki jest sens wiary i cierpienia? Dlaczego Bóg milczy, gdy jego wierni są prześladowani? Historia nie daje jasnych odpowiedzi.

Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Akcja rozgrywa się w XVII-wiecznej Japonii, gdzie właśnie trwają prześladowania chrześcijan. Do Portugalii docierają jedynie pogłoski, że o. Cristóvão Ferreira wyparł się wiary. Czy to w ogóle możliwe? Przecież nikt nie potwierdził tych doniesień. A może to plotki? „Mamy porzucić człowieka, który zapalił w nas wiarę?”


Przeczytaj recenzję filmu


Kard. Kazimierz Nycz po polskiej premierze filmu zwrócił uwagę, że „Milczenie” podnosi kwestię zbyt łatwego osądzania, a z drugiej strony przypomina o dylemacie, który zapewne przeżywali pierwsi chrześcijanie i którego doświadczają współcześni wyznawcy Chrystusa, oddający życie za wiarę.

„Milczenie” nie jest prostą opowieścią o tym, co dobre a co złe. Żadna z pojawiających się na ekranie postaci nie jest jednowymiarowa. Główni bohaterowie zmagają się z wątpliwościami, niepewnością, strachem, poczuciem, że Bóg o nich zapomniał. Czy ta historia jest usprawieniem dla odejścia od wiary? Polecamy lekturę Shusaku Endo.


Kup książkę “Milczenie” 30% taniej!


milczenie_1

 

 

milczenie_2

 

 

milczenie_3

 

Redakcja portalu

Redakcja portalu

Zobacz inne artykuły tego autora >
Redakcja portalu
Redakcja portalu
zobacz artykuly tego autora >

Wątpliwości w wierze. Jak sobie z nimi radzić?

Gdy wokoło rozgrywają się ludzkie dramaty, gdy pyta się, jak Bóg może na to pozwolić, zaczynają się pojawiać wątpliwości. Trzeba wtedy mocno trzymać się wiary. On wie lepiej.

Polub nas na Facebooku!

Fragment książki “Ostatnie rozmowy”, wywiadu Petera Seewalda z Benedyktem XVI


Peter Seewald: Centralny punkt refleksji Ojca stanowiło osobiste spotkanie z Chrystusem. Jak to teraz wygląda? Jak bardzo udało się zbliżyć do Jezusa?

Benedykt XVI: (Głęboki oddech) Tak, naturalnie bywa różnie w zależności od sytuacji, ale w liturgii, modlitwie, w rozmyślaniu nad niedzielną homilią widzę Go przed sobą. Oczywiście wciąż jest tajemnicą. Wiele słów z Ewangelii, w ich monumentalności i sile, odbieram obecnie jako znacznie trudniejsze niż wcześniej.

Przy tym przypomniał mi się pewien epizod z czasów, gdy pracowałem jako wikary. Któregoś dnia w sąsiedniej, ewangelickiej parafii gościł Romano Guardini19 i zwracając się do pastora, powiedział: „Na starość nie będzie łatwiej, tylko trudniej”. To bardzo poruszyło i wstrząsnęło moim ówczesnym proboszczem. Kryje się w tym wiele prawdy. Z jednej strony jest się wprawionym i zaprawionym, życie ma już swój kształt, podjęło się zasadnicze decyzje. Z drugiej strony odczuwa się o wiele silniej ciężar pytań, a obecnie również presję bezbożności, nacisk nieobecności wiary sięgający aż do struktur Kościoła, a potem także i wielkość słów Jezusa Chrystusa wymykających się interpretacji bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

 

Czy wiąże się to z utratą bliskości Boga, czy ze zwątpieniem?

To nie zwątpienie, ale poczucie bycia daleko od wielkości tajemnicy. Oczywiście ciągle otwierają się też nowe horyzonty, co uważam za wzruszające i pocieszające, ale i tak dochodzi się do wniosku, że głębia wypowiedzianych słów nigdy nie zostanie wysondowana, a niektóre słowa gniewu, odrzucenia, groźby sądu stają się niepokojące, imponujące i bardziej aktualne niż wcześniej.

 

Można sobie wyobrazić, że papież, namiestnik Chrystusa na ziemi, ma szczególnie bliską, intymną relację z Panem.

Tak, tak powinno być i żywię przekonanie, że nie jest On daleko. Wewnętrznie zawsze mogę z Nim rozmawiać. Ale mimo wszystko jestem tylko nędznym małym człowiekiem, któremu nie zawsze udaje się sięgnąć ku Niemu.

 

Doświadczał Ojciec „ciemnych nocy”, o których wspomina wielu świętych?

Nie są takie wstrząsające. Pewnie nie jestem na tyle święty, żeby popaść w tak mroczną otchłań. Ale gdy wokoło rozgrywają się ludzkie dramaty, gdy pyta się, jak Bóg może na to pozwolić, zaczynają się pojawiać wątpliwości. Trzeba wtedy mocno trzymać się wiary. On wie lepiej.

 

Zdarzyły się w ogóle „ciemne noce”?

Powiedzmy, tych najciemniejszych nie było, ale trudność, jak to właściwie jest z Bogiem, pytanie o istnienie zła i tak dalej, jak to pogodzić z Jego wszechmocą i dobrem, pojawia się, owszem, od czasu do czasu.

 

Jak poradzić sobie z takimi trudnościami w wierze?

W pierwszym rzędzie nie odrzucając podstawowej pewności wiary; przekonania, że poniekąd jest się w niej zakotwiczonym; przeświadczenia, że jeśli czegoś się nie rozumie, to nie dlatego, że jest błędne, tylko że jest się zbyt małym. W wypadku niektórych spraw było tak, że stopniowo w nie wrastałem. To zawsze pozostaje darem, gdy nagle dostrzeże się coś, czego się przedtem nie widziało. Czuje się, że trzeba pokory, a gdy słowa Pisma nie przemawiają, cierpliwości, aż Pan je otworzy.

(…)

 

Czy we własnym życiu była choćby sekunda, w której doszło do postawienia sobie pytania, czy nasza wiara w Boga to nie tylko idea? Czy któregoś dnia nie obudzimy się, stwierdzając: No tak, pomyliliśmy się?

Oczywiście, pytanie, „czy to jest prawdziwe i uzasadnione”, nurtuje każdego. Ale osobiście doznałem tak wielu doświadczeń wiary, doświadczeń obecności Boga, że czuję się uzbrojony na takie chwile i nie odczuwam przed nimi lęku.

 

Żadnych chwil zwątpienia? Jako młody człowiek? Jako student?

Wówczas najmniej. Wtedy Kościół stanowił ostoję, wszystko zdawało się być proste i bezpośrednie, prawdziwe i bliskie. Doszło to tego dopiero później, kiedy świat się rozpadł, a chrześcijaństwo i Kościół zdawały się nie wiedzieć, kim są. Ale doznałem wsparcia i wspomożenia. Dzięki Bogu!