Nasze projekty

Kina są znów otwarte. Jakie filmy poleca Łukasz Adamski?

Zamknięte przez pandemię kina spowodowały bardzo mocne czasowe przesunięcia oscarowych filmów na polskim rynku. W piątek na na ekrany polskich kin wejdzie "Ojciec" z oscarową rolą Anthony'ego Hopkinsa. Co jeszcze warto obejrzeć? Podpowiada filmoznawca Łukasz Adamski.

Reklama

Część nagrodzonych i nominowanych obrazów mogliśmy przed rozdaniem Oscarów obejrzeć na platformach streamingowych. Mank, Ma Railey. Matka bluesa, Cząstki kobiety, Wieści ze świata, z nominacją dla polskiego operatora Dariusza Wolskiego, Proces Siódemki z Chicago, Elegia dla bidoków, Biały Tygrys są dostępne na Netflixie. Sound of Metal i drugą część Borata można oglądać na Amazonie. Na DVD i serwisy VOD w najbliższych tygodniach wejdzie Judasz i Czarny Mesjasz z nagrodzonym Oscarem Danielem Kuluuyą za rolę drugoplanową.

Jednak nie wszystkie filmy polscy dystrybutorzy postanowili umieszczać na VOD. Na rauszu Thomasa Vintenberga, nagrodzony Oscarem za najlepszy film nieanglojęzyczny, wejdzie do kin 11 czerwca, zaś Ojciec Floriana Zellera, za którego Anthony Hopkins odebrał swojego drugiego w karierze Oscara (film dostał też Oscara za scenariusz adaptowany), pojawi się w dniu otwarcia kin, czyli 21 maja.

Ojciec i wybitna rola Hopkinsa. Nowy poziom opowiadania o demencji

Hopkins stworzył rolę wybitną, czym potwierdził, że w wieku 83 lat jest w szczytowej formie. To najstarszy aktor, który otrzymał Oscara za rolę pierwszoplanową. Podejrzewam, że ta niezwykle złożona, i sięgająca do najgłębszych zakamarków duszy, rola chorego na Alzheimera, spowodowała brak nominacji do Oscara dla Lance’a Henriksena, który stworzył trochę podobny portret w Jeszcze jest czas Viggo Mortensena. Bardzo żałuję, że ten film (dostępny już na VOD) został na Oscarach zupełnie pominięty.

Reklama
Reklama

Niemniej jednak, Ojciec wyznacza nowy poziom opowiadania o demencji. Ten obraz pokazuje chorobę z punktu widzenia nie otoczenia osoby starszej, ale jej samej. Ojciec pozwala zrozumieć chore na Alzheimera osoby, lepiej niż najbardziej błyskotliwe naukowe elaboraty.

Przenikliwy obraz alkoholizmu w filmie duńskiego reżysera

Natomiast warto było poczekać na kinowe doświadczenie seansu Na rauszu, Thomasa Vinterberga. Duński reżyser, niegdyś buntownik współtworzący z Larsem Von Trierem manifest artystyczny Dogma 95, dał nam przenikliwy obraz alkoholizmu. Temat ten jest od dawna modny w kinie i eksploatowany w najróżniejszy sposób. Vinterberg podejmuje go z wielką zuchwałością i ironią.

Ma powstać amerykańska wersja filmu z Leonardo di Caprio w głównej roli, co w moim przekonaniu jest zupełnie niepotrzebne. Mads Mikkelsen za rolę nominowany do Oscara, ma już ugruntowaną pozycję w Hollywood. Był przecież przeciwnikiem Jamesa Bonda, zagrał w jednej z części Star Wars i wcielił się w samego Hannibala Lectera w wersji telewizyjnej. Tutaj stworzył magnetyczną i zapadającą w pamięć rolę nauczyciela duńskiego liceum z problemami rodzinnymi, który eksperymentuje z alkoholem. Zamyka się ona w finałowym tańcu do What a life Scarlet Pleasure. Ta scena już stała się symbolem i bez wątpienia wejdzie do historii kinematografii. Warto ją obejrzeć na dużym ekranie i z dobrym nagłośnieniem.

Reklama
Reklama

Tematy klasowe modne w Hollywood

Pandemiczna i skromnie skrojona przez samego Stevena Soderbergha tegoroczna gala Oscarów nie odbiegła od modnego w światowym kinie trendu i zaskoczyła werdyktem w kategorii najlepszy aktor, ponieważ pośmiertny Oscar dla czarnoskórego Chadwicka Bosemana wydawał się oczywistością.

Hollywood poza kwestia rasową i płciową eksploatuje w ostatnich latach szczególnie mocno tematy klasowe. W ostatnich latach triumfy na gali Oscarów święciły najróżniejsze gatunkowe filmy opowiadające o klasiźmie. Obsypany rok temu Oscarami koreański Parasite Bong Joon-ho, oscarowa Roma Alfonso Cuarona, Joker Todda Philipsa czy To my! Jordana Peele’a – to tylko czołówka filmów, które dotknęły problemów klasowych. W tym roku najważniejsze nagrody zdobył przecież Nomadland (premiera 28 maja) pochodzącej z Chin reżyserki Chloe Zhao.

Upadek amerykańskiego snu i wolności

Nomadland – oparty na reportażu Jessici Bruder film opowiada o wykluczonych, głównie białych, Amerykanach, którzy po kryzysie w 2008 roku przemierzają Amerykę w swoich pick-upach, vanach i pół-ciężarówkach – są ich domem. Wyrażają zarówno upadek amerykańskiego snu, symbolizowanego przez obraz Białego Domu na przedmieściach oraz są elementem amerykańskiej wolności. Zbliżają bohaterów filmu Zhao, na czele z postacią graną przez nagrodzoną trzecim w karierze Oscarem (zrównała się tym samym z Meryl Streep) Frances McDormand, do pierwszych osadników. Oni szukali szczęścia przemierzając i eksplorując Amerykę na swoich wozach-domach (nie przez przypadek kino drogi to amerykański gatunek filmowy), natomiast współcześni Nomadzi robią to w wozach z wielkimi silnikami. Też są ich domem.

Reklama

Przepięknie sfotografowany przez Joshue Jamesa Richardsa, który przegrał Oscara z Erikiem Messerschmidtem za „Manka, i opowiedziany z ogromną empatią przez Zhao Nomadland to kino skromne i skupione na jednostce. Zhao nie ukrywa swoich krytycznych poglądów na neoliberalizm i współczesną wersję kapitalizmu. Jest zresztą znienawidzona w Chinach, gdzie agresywny pseudokapitalizm ma parasol ochronny komunistów. A jednak w Nomadland unika jednoznacznej ideologizacji, choć nie zapomina, że opowiada o ludziach z klasy wyplutej przez dzisiejszy system. Podobnie jak w swoim wspaniałym The Rider z 2018 roku, opowiadającym o chorym kowboju, skupia się dramacie jednostki zmielonej przez amerykański sen. Niespełniony. Zamieniający się w koszmar.

Imigranci i „american dream”

Jednak z całej oscarowej stawki, która dopiero zawita do naszych kin, polecam najbardziej Minari (18 czerwca) Lee Isaaca Chunga. Jest to kolejne dzieło reżysera z Korei, choć akcja jest osadzona w Ameryce i opowiada o imigrantach, marzących o sięgnięciu po mityczny, ale niegdyś naprawdę realny „american dream”. Oscara za drugi plan dostała (bardzo słusznie) Youn Yuh-jung – pierwsza w historii Azjatka z Oscarem aktorskim – choć statuetki mogłyby spokojnie powędrować również dla Stevena Yeuna, znanego z serialu The Walking Dead, czy Yeri Han.

Minari to bardzo uniwersalna opowieść o imigrantach, którzy pragną (Terence Malick musi bardzo lubić ten film) żyć na farmie w harmonii z przyrodą. Podobnie jak w Nomadland, amerykańskie bezdroża są integralną częścią opowieści o zmaganiach, tych którzy wierzą w Amerykę. W filmie Chunga dochodzi jeszcze kwestia różnic kulturowych i religijnych. W tle pojawia się, co jest coraz rzadsze w maistreamowym kinie, krzyż. W przeciwieństwie do gniewnego i rozliczającego kina czarnoskórych filmowców, tutaj to biały ewangelik-farmer, prawiący bez przerwy o Jezusie (kapitalny Will Patton), pomaga koreańskim przybyszom osiągnąć szczęście. To jego prostolinijność i protestancki etos pracy, które zbudowały przecież Amerykę, zostają zderzone z mądrością i przebiegłością pilnującej rodziny matrony rodu (Youn yuh-jung). To znamienne, że rola koreańskiej babci została nagrodzona Oscarem, choć przewidywano, że może statuetka trafi w końcu do rąk Glenn Close, która w tym roku otrzymała dziewiątą nominację do Oscara. Babcia-matrona biała, wykluczona społecznie rodziny z Appalachów (Elegia dla bidoków). Poprawność polityczna? Nie, w tym wypadku, choć nie można zamykać oczu na to, iż sukces Minari, Sound of Metal (silny wątek klasowy) i Nomadland pokazują narastające społeczne i socjalne problemy Ameryki.

26 czerwca na ekrany wejdzie też nagrodzona Oscarem (scenariusz oryginalny) Obiecująca młoda kobieta Emerald Fennell z wciąż nie docenioną Oscarem (była faworytką w tym roku) Carey Mulligan.

Fot. Kadr z filmu „Nomadland

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę