Nasze projekty
Reklama
Foto. Screen Zwiastun Filmu

„Dobry chłopiec”. Nowy film Komasy skazuje na wybór między dwiema skrajnościami

Ostatni obraz Komasy zaczyna się niczym typowy współczesny film o nocnym życiu młodzieży... I wszystko nagle się zmienia. Oślepiające światła samochodu stają się wyraźnym antraktem między pierwszym a drugim aktem dramatu.

To nie będzie recenzja filmu w ścisłym sensie. Nie zamierzam analizować wszystkich nawiązań do klasyki kina światowego. Nie będę też rozpisywał ostatniego filmu Jana Komasy na podobieństwa i różnice wobec jego wcześniejszych dzieł. Nie chcę również uprawiać internetowej psychoanalizy bohaterów. Chcę po prostu podzielić się tym, co ten film we mnie uruchomił: pytaniami, niepokojem, skojarzeniami i intuicjami. Będzie więc subiektywnie.

Reklama

1. Wejście w świat bez refleksji

Na początku mały spoiler — cenna informacja dla tych, którzy chcieliby pójść do kina z „czystą kartą”.

Ostatni obraz Komasy zaczyna się niczym typowy współczesny film o nocnym życiu młodzieży, a właściwie młodych dorosłych. Alkohol leje się litrami. Towarzyszą mu narkotyki. W międzyczasie znajduje się jeszcze miejsce na szybki seks z przypadkową osobą w przestrzeni publicznej. Kamera towarzyszy głównemu bohaterowi w każdej czynności wypełniającej jego wieczór i noc. Nie opuszcza go nawet wtedy, gdy — mówiąc delikatnie — opróżnia zawartość żołądka na ulicy wielkiego miasta albo oddaje mocz na przystanku obok młodej pary czekającej na autobus.

Oczywiście wszystko jest szybkie, głośne i kolorowe. Nie ma czasu na refleksję. Pytania „po co?” i „dlaczego?” pozostają bez odpowiedzi. Głębia emocjonalna zostaje zastąpiona chwilowymi wrażeniami.

Reklama

Nocna zabawa Tommiego (Anson Boon), głównego bohatera, kończy się samotną wędrówką chwiejnym krokiem po opustoszałej ulicy. Oślepiające światła samochodu stają się wyraźnym antraktem między pierwszym a drugim aktem dramatu. I nagle wszystko się zmienia.

2. Cisza, która osacza

Od tej pory jest już cicho i spokojnie. Tłum zostaje zastąpiony przez kilka postaci. Kamera zatrzymuje się blisko bohaterów, choć nadal zachowuje bezpieczny dystans. Widz przestaje być jedynie obserwatorem, a staje się niemal naocznym świadkiem przedstawianych zdarzeń. Ten chwyt reżyserski mocno angażuje. Choć nie mamy wpływu na losy głównego bohatera, nie możemy obok nich przejść obojętnie. Trzeba się do nich jakoś odnieść. Trzeba zająć stanowisko.

Sam wpadłem w tę reżyserską pułapkę. Wbity w kinowy fotel, zauważałem, jak moje ciało reaguje na kolejne kadry. Nieudolne próby znalezienia wygodnej pozycji były tylko zewnętrznym wyrazem emocji, które we mnie narastały. Za nimi pojawiały się pytania i wątpliwości domagające się odpowiedzi.

Reklama

Widok Tommiego przymocowanego do ściany grubym łańcuchem, z metalową obrożą na szyi, prowokował do refleksji nad granicami ludzkiej wolności. Czy wolno ją ograniczyć, gdy człowiek dopuścił się ewidentnego zła i nie okazuje skruchy? Przez moment patrzyłem na ten film jak na zaproszenie do przyjrzenia się roli rodziny w kształtowaniu osobowości człowieka. Postać Chrisa (Stephen Graham) przywołuje skojarzenia z historiami pseudolekarzy z niemieckich obozów koncentracyjnych, którzy w imię wyższego dobra prowadzili eksperymenty na żywych ludziach. W końcu zacząłem pytać sam siebie: Czy stosując przemoc, można pobudzić człowieka do autorefleksji i w ten sposób wymusić na nim zmianę życia?

3. Fałszywe odkupienie

W ostatecznym odbiorze filmu kluczowe okazały się dla mnie dwie następujące po sobie sceny. Pierwsza rozgrywa się w domu rodzinnym Tommiego. Po piekle zgotowanym mu przez Chrisa i jego żonę widzimy go siedzącego na wygodnej kanapie. Obok niego siedzi policjantka. Z delikatnością i uwagą próbuje dowiedzieć się, co naprawdę działo się z nim po jego zniknięciu.

Uderzające jest to, że przedstawicielka wymiaru sprawiedliwości nie przesłuchuje Tommiego w obskurnym posterunku, choć — jak pamiętamy z pierwszych scen filmu — chłopak przekroczył niejeden paragraf. Nie krzyczy, nie wywiera presji, nie szantażuje. Tommi milczy. Uważny widz zna już jednak jego spojrzenie. Wie, że ta cisza nie jest niewinnością, ale raczej osłoną dla kolejnego scenariusza, który właśnie układa się w jego głowie. Po raz kolejny kłamie i manipuluje. Tym razem wchodzi w rolę ofiary.

Komasa bardzo dobrze pokazuje tu mechanizm często obecny we współczesnym świecie: wybielanie siebie przez opowieść o własnym zranieniu. Wystarczy wskazać kata — a któż go nie ma? — a potem przedstawić swoje życie jako pasmo nieszczęść. Wtedy łatwo zyskać uwagę, współczucie i społeczne rozgrzeszenie. Tak dzieje się z Tommim. Wykorzystuje daną mu szansę. Nie ponosi konsekwencji wcześniejszych czynów. Dostaje od losu czystą kartkę.

4. Matka nieobecna, ojciec nieistniejący

Zanim jednak pójdziemy dalej, warto przyjrzeć się źródłom jego motywacji do nadania życiu nowego kierunku. W scenie rozmowy z policjantką obecna jest matka. Z dialogów dowiadujemy się, że to nie ona zgłosiła zaginięcie syna. Kobieta, zaawansowana w latach, ale niekoniecznie w dojrzałości emocjonalnej, zdaje się niezbyt przejęta zaginięciem syna i tym, co działo się z nim w tzw. „międzyczasie”.

W kolejnej scenie widać jeszcze wyraźniej, że syn nie zajmuje centralnego miejsca w jej świecie. Zajęta poranną gimnastyką na świeżym powietrzu i skupiona na własnym dobrostanie, nawet nie zauważa, że Tommi znów wychodzi z domu. Tym razem świadomie, definitywnie, bezpowrotnie.

Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że w życiu Tommiego właściwie nie ma dorosłych mężczyzn. Ojciec wydaje się kimś dawno nieobecnym — o ile w ogóle był. Z kolei funkcjonariusz prawa, który mógłby stanowić figurę granicy, autorytetu i odpowiedzialności, zostaje zastąpiony przez łagodną kobiecą obecność policjantki. Paradoksalnie jedynym dorosłym mężczyzną, który naprawdę się nim zainteresował, poświęcił mu czas i uwagę, zbudował z nim namiastkę więź, okazuje się psychopatyczny Chris.

To bardzo gorzka intuicja tego filmu: człowiek pozbawiony dojrzałego prowadzenia, obecności figury mężczyzny potrafi uznać przemoc za formę troski, a kontrolę za dowód zainteresowania.

5. Zmiana czy tylko zamiana?

Splot tych wszystkich czynników wpływa na Tommiego, który podejmuje decyzję wyglądającą na pierwszą naprawdę dorosłą decyzję w jego życiu. Postanawia wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale także za swoją dziewczynę. W pierwszych scenach filmu poznajemy ją jako młodą kobietę pogubioną, uzależnioną, korzystającą z wolności oferowanej przez współczesny świat w sposób autodestrukcyjny. A jednak to ona zgłasza zaginięcie chłopaka. Tommi dostrzega więc w niej potencjał zmiany — tak jakby chciał ocalić ją drogą, którą sam przeszedł.

Film kończy się sceną, w której Tommy staje z dziewczyną przed bramą osobistego obozu koncentracyjnego. Widzimy go z podniesioną głową i wypiętą klatką piersiową. To rodzi skojarzenia z klasycznymi amerykańskimi opowieściami o walce dobra ze złem, gdzie nagrodą dla głównego bohatera za zwycięstwo jest kobieta i obietnica wspólnej przyszłości.

Tylko co Tommi naprawdę ma jej do zaproponowania?

Za zamkniętą bramą nie ma domu. Jest przestrzeń rządzona przez chorego fanatyka. Zamiast życia — ból. Zamiast wolności — zniewolenie. Zamiast dojrzewania — tresura. Tommi oferuje swojej dziewczynie drogę fanatyzmu, przez którą sam przeszedł. W jego mniemaniu jest to jedyna droga zdolna doprowadzić człowieka do realnej przemiany. Czy skutecznej? Być może. Czy dobrej? Tego Komasa już nie rozstrzyga.

6. Między popędem a fanatyzmem

Końcowa scena trwa zaskakująco długo. Rodzi się wtedy pytanie, czy jedyne, co dzisiejszy świat ma do zaoferowania człowiekowi u progu dorosłości, to wybór między dwiema skrajnościami: niczym nieograniczonym korzystaniem z wolności a fanatyzmem w rozmaitych odsłonach — narodowej, religijnej, naukowej czy ideologicznej.

Pierwsza droga prowadzi do stopniowej autodestrukcji i odczłowieczenia. Druga odbiera wolność i poczucie godności, ale w zamian oferuje namiastkę ładu, granicy i relacji. W obu przypadkach człowiek przegrywa, choć każda z tych dróg obiecuje mu coś bardzo ważnego: albo intensywność, albo sens.

Brama się nie otwiera. Tommy i jego dziewczyna stoją i czekają. Tylko czy naprawdę czekają na jej otwarcie? A może właśnie wtedy najbardziej potrzeba kogoś, kto pokazałby trzecią drogę — drogę prowadzącą przez serce, sumienie i relację? Drogę, która nie neguje wolności, ale pomaga z niej korzystać w sposób dojrzały. Drogę, która nie opiera się ani na popędzie, ani na przemocy, lecz na integracji tego, co w człowieku cielesne, emocjonalne, rozumne i duchowe. Drogę sumienia, w której wyryty Bóg wyrył drogowskaz do spełnionego człowieczeństwa.

7. Pytanie, które film zostawia widzowi

Napisy końcowe informują widza o zakończeniu seansu. Można potraktować film Komasy jako fikcyjną historię, która co najwyżej prowokuje do filozoficznych rozważań o granicach wolności i o przemocy motywowanej dobrem. Ale można też spojrzeć na niego jak na dzieło, które przez wywołanie katharsis, przez niepokój i emocjonalny dyskomfort oczyszcza spojrzenie widza.

Wtedy napisy końcowe nie są końcem, ale antraktem. Krótką przerwą przed trzecim aktem, przed powrotem do rzeczywistości, w której spotykamy niejednego Tommiego i niejedną pogubioną dziewczynę stojącą obok niego. I wtedy najważniejsze pytanie nie brzmi już: „co ten film chciał powiedzieć?”, ale raczej: co ja zrobię dla człowieka, którego spotkam po wyjściu z kina? Co mam mu do zaoferowania?

Notka o filmie

„Dobry chłopiec” (Good Boy), reż. Jan Komasa, scen. Bartek Bartosik, Naqqash Khalid, gatunek: dramat / thriller, prod. Polska, Wielka Brytania, 110 min. W obsadzie m.in.: Anson Boon, Stephen Graham, Andrea Riseborough, Monika Frajczyk, Kit Rakusen. Światowa premiera: 5 września 2025 r. na festiwalu w Toronto. Premiera kinowa w Polsce: 6 marca 2026 r. Dystrybucja: Kino Świat.

Tekst autorstwa ks. Mariusza Marszałka SAC pochodzi ze strony Ksiądz Mariusz Sac.

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
WIARA I MODLITWA
Zatrudnij nas