Fot. Wikimedia/ Creative Commons/Ralf Lotys
„Chciałem wrócić do Boga”. Dawid Ogrodnik o roli ks. Kaczkowskiego w „Johnnym”
Dawid Ogrodnik przyznał, że rola ks. Jana Kaczkowskiego w filmie „Johnny” była dla niego jednym z najważniejszych doświadczeń. Aktor do dziś utrzymuje kontakt z rodziną kapłana.
Dla Dawida Ogrodnika rola ks. Jana Kaczkowskiego w filmie „Johnny” okazała się czymś znacznie więcej niż kolejnym aktorskim zadaniem. Aktor przyznał, że ta postać zmieniła jego sposób patrzenia na wiarę, życie i relacje z ludźmi.
Choć Dawid Ogrodnik ma na koncie wiele poruszających kreacji, rola ks. Jana Kaczkowskiego zajmuje w jego dorobku miejsce szczególne. W rozmowie z Angeliką Swobodą dla „Wysokich Obcasów”, aktor wrócił wspomnieniami do pracy nad filmem „Johnny”. Przyznał, że długo zastanawiał się, czy powinien przyjąć tę propozycję. Bał się, że nie będzie w stanie udźwignąć duchowego i emocjonalnego ciężaru postaci tak ważnej dla wielu osób.
Nie chciał tylko „zagrać księdza”
Ogrodnik nie ukrywa, że od początku miał świadomość, iż w przypadku ks. Jana Kaczkowskiego nie chodzi o zwykłe aktorskie podobieństwo. Nie wystarczyło mówić jak on, wyglądać jak on i powtórzyć charakterystyczne gesty.
Aktor przyznał, że rozważał nawet odrzucenie roli. Obawiał się, że mógłby mówić na ekranie o rzeczach pięknych, ale bez wewnętrznej zgody na to, co mówił ks. Jan. „Nie chciałem, żeby moja gra była gołosłowna, chciałem wrócić do Boga” — powiedział w wywiadzie, którego fragmenty przytacza Viva.pl.
Przeczytaj również
To zdanie dobrze pokazuje, dlaczego „Johnny” nie był dla niego tylko filmem biograficznym. Przygotowanie do roli stało się dla aktora także osobistą drogą: próbą zrozumienia wiary, duchowości i sposobu patrzenia na człowieka, który był tak charakterystyczny dla ks. Kaczkowskiego.
Pandemia, cisza i duchowość
Ogrodnik opowiadał, że ważnym czasem przygotowania była pandemia. Nagle pojawiła się przestrzeń, by zatrzymać się i „zwrócić ku duchowości”. To właśnie wtedy aktor zaczął inaczej patrzeć na postać ks. Jana i na własną wiarę.
Efekt tej pracy widać w filmie. Ks. Kaczkowski w interpretacji Ogrodnika nie jest pomnikowy ani wygładzony. Jest konkretny, czasem ostry, bezpośredni, pełen humoru, a jednocześnie głęboko czuły wobec ludzi, którzy cierpią. To właśnie ta mieszanka prawdy, czułości i odwagi sprawiła, że widzowie zobaczyli w „Johnnym” nie tylko opowieść o znanym księdzu, ale także historię o przemianie człowieka.
Rola, która została z nim po zdjęciach
Aktor przyznał, że granie ks. Jana było doświadczeniem, od którego nie chciał uciekać po zakończeniu pracy na planie. Mówił, że każdego dnia miał przyjemność „stawania się nim” i patrzenia na świat jego oczami.
W rozmowie dla „Więzi” Dawid Ogrodnik opowiadał z kolei, że wejście w historię ks. Kaczkowskiego mocno skonfrontowało go z tematem przemijania, choroby i własnej śmierci. Po jednej ze scen hospicyjnych — jak wspominał — przez kilka dni musiał układać w sobie to doświadczenie na nowo. Mówił, że po raz pierwszy tak mocno poczuł potrzebę życia i że myślenie o śmierci może zweryfikować to, co naprawdę ważne.
To ważny trop w zrozumieniu, dlaczego rola w „Johnnym” jest przez Ogrodnika postrzegana jako jedna z najważniejszych, a w przywoływanym wywiadzie — jako doświadczenie wyjątkowe i przełomowe. Nie chodziło tylko o nagrody, recenzje czy uznanie widzów. Chodziło o spotkanie z człowiekiem, którego duchowość nie kończyła się na słowach.
ZOBACZ TAKŻE >>> Film „Johnny” – żywot liberalnego świętego? [RECENZJA]
Przyjaźń z rodziną ks. Jana
Najbardziej poruszający wątek dotyczy tego, co wydarzyło się już po premierze filmu. Dawid Ogrodnik przyznał, że do dziś utrzymuje kontakt z rodziną ks. Jana Kaczkowskiego i bardzo sobie tę relację ceni. Jak mówił, regularnie spotyka się z bliskimi duchownego, a wspólne rozmowy i inicjatywy są dla niego sposobem podtrzymywania pamięci o ks. Janie.
To szczególnie znaczące, bo „Johnny” od początku nie był projektem oderwanym od realnej historii. Fundacja im. ks. Jana Kaczkowskiego przypomina, że film opowiada historię księdza Jana z perspektywy jego podopiecznego, Patryka Galewskiego, a dla rodziny, fundacji i bliskich duchownego był spełnieniem marzenia o tym, by pamięć o nim pozostała żywa.
Ks. Kaczkowski nadal mówi przez tę historię
Ks. Jan Kaczkowski zmarł w 2016 roku, ale jego sposób mówienia o wierze, chorobie, śmierci i godności człowieka wciąż wraca — także dzięki filmowi „Johnny”. Nie jako sentymentalne wspomnienie, lecz jako pytanie skierowane do widza: co robisz ze swoim życiem, relacjami, czasem i wiarą?
Historia Dawida Ogrodnika pokazuje, że spotkanie z ks. Janem — nawet przez rolę filmową — może poruszyć głębiej, niż można się spodziewać. Aktor wszedł w tę postać z obawą, że nie będzie wystarczająco prawdziwy. Wyszedł z niej z doświadczeniem, które dotknęło jego wiary, codzienności i relacji z ludźmi.
Może właśnie dlatego „Johnny” wciąż działa. Bo nie jest tylko filmem o niezwykłym księdzu. Jest opowieścią o tym, że dobro potrafi zmieniać ludzi także po latach.
Źródła: Fundacja im. ks. Jana Kaczkowskiego, Viva.pl, „Wysokie Obcasy”, Tygodnik Powszechny










