Nasze projekty
Dawid Gospodarek

Zmienny niezmienny Kościół

I po synodzie. Biskupi demokratycznie przegłosowali wszystkie punkty Relatio finalis. Byliśmy świadkami ciekawych sporów, a każda strona orzekła, że wraca z Rzymu z tarczą

Reklama

Zakończył się synod o rodzinie, biskupi demokratycznie przegłosowali wszystkie punkty Relatio finalis. Teraz czekamy na ostateczną odpowiedź papieża Franciszka, która będzie stanowiła wiążące podsumowanie obrad synodu.

Polscy biskupi odważnie i merytorycznie bronili tradycyjnej doktryny o małżeństwie, wbrew pomysłom niektórych purpuratów zza Odry. Jak pisałem rok temu („Komunia dla rozwoników. Nie liczmy na nic nowego”), jeśli chodzi o najbardziej drażliwą kwestię – komunię dla rozwiedzionych żyjących w nowych związkach – ciężko było spodziewać się zmian w kościelnej praktyce.

Reklama
Reklama

Jednak czy takie zmiany rzeczywiście są niemożliwe?

Reklama
Reklama

Nie trzeba sięgać daleko wstecz, wystarczy bliżej przyjrzeć się zmianom, jakie zaszły w Kościele w drugiej połowie XX wieku na ostatnim soborze i po nim. Najpopularniejsze oczywiście dotyczą liturgii, te jednak (czasem wbrew pozorom) nie dotykają doktryny i moralności. Po Vaticanum II osoby, które wcześniej za pewne czyny lub idee nie mogły przystępować do komunii, zostały do niej dopuszczone.

Kwestia niedopuszczania do pełnego uczestnictwa we Mszy świętej rozwodników w nowych związkach dotyczy szóstego przykazania. Po ostatnim soborze do komunii dopuszczono osoby, które wcześniej uważane były za łamiące pierwsze przykazanie!

Reklama

Chodzi oczywiście o kwestię ekumenizmu. Na początku XX wieku papieże (np. Pius XI w encyklice Mortalium animos) potępili rozwijający się coraz prężniej ruch ekumeniczny, powstały we wspólnotach protestanckich. Powtarzali tu naukę obecną w Kościele od początku, wyrażoną w kanonach synodów (np. w Laodycei). Sobór Florencki w dekrecie dla jakobinów wszystkich niekatolików, a więc nie tylko wymienionych tam żydów i pogan, lecz również heretyków i schizmatyków wysyłał „w ogień wieczny zgotowany diabłu i jego aniołom”. Katolikom nie było wolno pod ciężarem grzechu uczestniczyć w protestanckich nabożeństwach i modlitwach z chrześcijanami innych wyznań. Tym bardziej karygodne były bliższe religijne stosunki z niechrześcijanami.

W przedsoborowych rachunkach sumienia pytania dotycząc takich relacji z niekatolikami znajdowały się pod pierwszym przykazaniem. Dziś jest to nie do pomyślenia. Nie przywołując już zjawisk takich jak międzyreligijne spotkania w Asyżu czy bardziej lub mniej poważne wypaczenia w ekumenicznych praktykach na Zachodzie, popularne są w Polsce wspólne modlitwy z niekatolikami szczególnie w czasie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. Nie można nie wspomnieć tu o dniach judaizmu czy islamu w Kościele, lub praktykowanych przez niektórych benedyktynów wspólnych medytacjach z buddystami.

Funeral of Pope John Paul II

50 lat temu rzeczą nie do pomyślenia była oczywiście interkomunia z protestantami. Dziś w pewnych przypadkach mogą oni przyjąć komunię od katolickiego szafarza – w obliczu śmierci (gdy nie mając możliwości korzystania z duszpasterskiej posługi protestant wyraża taką wolę oraz wyznaje katolicką wiarę w kwestii Eucharystii), a także gdy po prostu w szczególnym przypadku protestant wyznaje katolicką wiarę w Najświętszą Ofiarę i zezwala mu na to biskup (np. przypadek br. Rogera z Taizé, którego Jan Paweł II zniechęcał do konwersji na katolicyzm!).

Na koniec soboru uchwalono deklarację Dignitatis Humanae, w której wolność religijną traktuje się jak naturalne prawo każdego człowieka, podczas gdy wcześniej za takie tezy, sprzeczne np. z encykliką Quanta cura i Syllabusem błogosławionego papieża Piusa IX, katolikom groziły niemałe problemy. Sprzeczności soborowych ustaleń z dotychczasową nauką Kościoła dowodzi fakt, iż Stolica Apostolska musiała zerwać lub zmieniać konkordaty z ówczesnymi państwami „katolickimi” oraz ingerować, by niektóre z nich zmieniły swoje konstytucje (!).

Można różnie kręcić kołem hermeneutycznym, analizując zmiany w kościelnym nauczaniu, jednak nie powinno się zapomnieć o ważnym kryterium przypomnianym przez Benedykta XVI – hermeneutyce ciągłości. Nieustannie aktualizowane nauczanie Kościoła należy odczytywać, wpatrując się w tradycję i badając naturalny rozwój czasem zdawałoby się sprzecznych doktryn, rozróżniając elementy fundamentalne i niezmienne oraz pozostałe, podporządkowane im.

Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite