Komunia dla rozwodników. Nie liczmy na nic nowego

Prawdą jest, że Komunia święta jest lekarstwem. Gładzi grzechy lekkie, stanowi też antidotum, chroniąc przed grzechem w przyszłości. Jednak pytanie „lekarstwo czy nagroda za bezgrzeszne życie?” wydaje mi się diabolicznie fałszywe i zaciemniające istotę sprawy.

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Ankieta papieża Franciszka i planowany synod o rodzinie sprowokowały dyskusję nad nauczaniem Kościoła o nierozerwalności małżeństwa i możliwości dopuszczania do Komunii wiernych, żyjących w nowych związkach po cywilnym rozwodzie.

Dyskusja

Temat podzielił hierarchów. Kard. Kasper wygłosił referat, w którym zaproponował, pod pewnymi wymogami, dopuszczenie osób żyjących w nowych związkach do pełnego udziału w Eucharystii. Został on mocno skrytykowany przez innych purpuratów, którzy wskazywali na poważne błędy metodologiczne w jego wystąpieniu.

Kard. Walter Brandmüller, wieloletni przewodniczący Papieskiego Komitetu Nauk Historycznych, wskazał, że kard. Kasper opierał się na publikacjach zafałszowujących historię i praktykę Kościoła. Inni wskazywali na teologiczne dyletanctwo jego rozważań. Kard. Kasper, który niegdyś swoimi rozważaniami w podręczniku do chrystologii, zrodził u niektórych powątpiewanie w fakt realnego zmartwychwstania Chrystusa, swoim autorytetem przekonuje jednak wielu. Wspomnieć tu można licznych katolickich publicystów, np. z Tygodnia Powszechnego, który opublikował wystąpienie kard. Kaspera. Warto zauważyć, że w Tygodniku nie pojawiły się głosy krytykujące progresistowskie postulaty. Osoby związane z pismem stwierdziły, że nie jest to potrzebne, gdyż tradycyjne nauczanie Kościoła jest powszechnie znane. Innego zdania jest jednak kard. Lorenzo Baldisseri, który po analizie odpowiedzi na „ankietę Franciszka”, wskazuje na bardzo słabą znajomość nauczania Kościoła w kwestii małżeństwa, co jest przyczyną wielu problemów i kryzysów rodzin. Na ten sam problem nieznajomości katolickiej nauki o małżeństwie, również wśród duchownych, wskazuje ks. prof. Piotr Mazurkiewicz.

Sama dyskusja na ten temat jest dobra i potrzebna, może być twórcza i owocna. Tylko tak jesteśmy w stanie wypracować nowe sposoby dotarcia z przesłaniem Ewangelii do osób w poranionych relacjach, tylko tak możemy wypracować lepsze sposoby na ich zakotwiczenie w wierze i Kościele, zaoferować konkretną formację, etc. Cieszy, że dostrzegana jest rodzina i jej problemy, że chce się te kwestie traktować poważnie.

Dobrych owoców jednak nie przyniesie manipulowanie w doktrynie, uciekanie się do fałszowania historii czy medialny hałas, mający na celu przeforsowanie pomysłów z katolicką doktryną sprzecznych. Nie można jednak ulegać szatańskim pokusom, by nawet z najlepszymi intencjami, pod przykrywką pragnienia ulżenia komuś w jego dramacie, z katolicką doktryną równać w dół, a raczej wypierać się tego, co uświęciło rzesze wiernych, również rozwodników.

Kościół, jaki znam, budzi we mnie zaufanie między innymi dlatego, że mimo zmieniającego się świata potrafi wiernie trwać przy prawdzie Ewangelii, a nie przeczy sobie przy podmuchach różnych prądów, niczym Towarzystwo Strażnica. Kościołowi został obiecany i dany Duch Święty, który poucza o prawdzie. A ta nie znosi sprzeczności.

Franciszek i nierozerwalność

Papież Franciszek w liście do południowoafrykańskich biskupów przypomniał nauczanie Kościoła: „Świętość i nierozerwalność chrześcijańskiego małżeństwa, które często ulega rozbiciu pod wpływem ogromnej presji ze strony zeświecczonego świata, musi być wspierana jasnym nauczaniem, a także świadectwem samych małżeństw. (…) Ufam, że nie osłabnie w was gotowość do nauczania prawdy w porę i nie w porę”.

Zwolennicy dopuszczenia do Komunii osób rozwiedzionych i trwających w nowych związkach doskonale zdają sobie sprawę z tego, że nie mogą uderzyć w nierozerwalność małżeństwa. Ma ona zbyt poważne umocowanie w Biblii, Tradycji i mocnych orzeczeniach doktrynalnych.

Małżeństwo przerwać może jedynie śmierć. Młodzi ślubują sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską w każdej sytuacji życia. Jeśli wydarzą się jakieś dramatyczne okoliczności, w których małżonkowie będą musieli nawet z naszego punktu widzenia nieodwracalnie (nie można ograniczać łaski Bożej!) rozstać się, dalej pozostają związani węzłem małżeńskim. I każdy akt seksualny z inną osobą jest grzechem nie tylko dlatego, że ma miejsce poza sakramentalnym małżeństwem, ale jest również łamaniem składanej w obliczu Boga i Kościoła przysięgi.

Komunia dla rozwodników. Nie liczmy na nic nowego

Komunia – lekarstwo czy nagroda?

Prawdą jest, że Komunia święta jest lekarstwem. Gładzi grzechy lekkie, stanowi też antidotum, chroniąc przed grzechem w przyszłości. Jednak pytanie „lekarstwo czy nagroda za bezgrzeszne życie?” wydaje mi się diabolicznie fałszywe, zaciemniające istotę sprawy i prowokujące błędne wnioski rozumu pociąganego przez zwiedzione emocje, w dodatku wykrzywiając obraz autentycznej nauki Kościoła w tej kwestii.

Jak uczy sobór trydencki, a za nim powtarza wydany po Vaticanum II Katechizm Kościoła Katolickiego, nie można przystępować do Komunii świętej, mając na sumieniu grzech ciężki.

W lekcjonarzu do Mszału Pawła VI niestety nie znalazły się obecne w tradycyjnym rycie rzymskim słowa z listu św. Pawła do Koryntian, w których Apostoł przestrzega chrześcijan: „Kto spożywa chleb lub pije Kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11, 27-29).

Eucharystia jest sakramentem żywych i ich ma wzmacniać w pielgrzymce. Grzech ciężki czyni umarłym duchowo, a trupowi nie jest potrzebny żaden pokarm lecz wskrzeszenie. Osoby, które popadły w grzech ciężki, powinny się nawrócić i wyspowiadać (zło możliwie naprawiając i wyrzekając się go). Jeśli więc ktoś (z dowolnych powodów) nie był w stanie sprostać ślubnym zobowiązaniom, potem wszedł w związek niesakramentalny z inną osobą i nie może go zerwać (np. ze względu na dzieci lub dobro drugiej osoby), powinien zrezygnować z aktów seksualnych, o ile ważne jest dla niego życie sakramentalne i chce z sakramentów czerpać siłę do życia w prawdziwej, czystej miłości.

Niedopuszczanie do Komunii osób, które trwają w ciężkim grzechu, jest kwestią doktryny i nie można jej naruszać.

Kościół już się wypowiedział – nie liczmy na nic nowego

W adhortacji posynodalnej Sacramentum Caritatis papież po obradach z biskupami z całego świata wyjaśnił, dlaczego osoby rozwiedzione i będące w nowych związkach nie mogą przystępować do Komunii, oraz co Kościół im proponuje, by odnaleźli w Arce Zbawienia miejsce dla siebie:

„Eucharystia i nierozerwalność małżeństwa"

Skoro Eucharystia wyraża nieodwracalność miłości Boga w Chrystusie do swego Kościoła, to jest zrozumiałe, dlaczego ta miłość zawiera, w odniesieniu do sakramentu Małżeństwa, tę nierozerwalność, której każda prawdziwa miłość nie może nie pragnąć gorąco. Więcej niż uzasadniona jest zatem uwaga duszpasterska, jaką Synod poświęcił bolesnym sytuacjom, w których niemało wiernych się znalazło, gdy po zawarciu sakramentu Małżeństwa rozwiedli się i zawarli nowy związek. Chodzi o delikatny i złożony problem, o prawdziwą plagę w dzisiejszych społecznych stosunkach, która coraz bardziej niszczy również i katolickie kręgi. Pasterze, z miłości dla prawdy, są zobowiązani dobrze rozeznawać różne sytuacje, aby w stosowny sposób wspierać duchowo wiernych, których to dotyczy. Synod Biskupów potwierdził praktykę Kościoła, opartą na Piśmie Świętym (por. Mk 10, 2-12), niedopuszczania do sakramentów osób rozwiedzionych, które zawarły nowe związki, ponieważ swoim stanem i sytuacją życiową obiektywnie zaprzeczają tej jedności w miłości pomiędzy Chrystusem i Kościołem, która wyraża się i realizuje w Eucharystii. Niemniej jednak osoby rozwiedzione, które zawarły ponowne związki, nadal — pomimo ich sytuacji — przynależą do Kościoła, który ze szczególną troską im towarzyszy w ich pragnieniu kultywowania, na tyle, na ile to jest możliwe, chrześcijańskiego stylu życia poprzez uczestnictwo we Mszy św., choć bez przyjmowania Komunii św., słuchanie słowa Bożego, adorację eucharystyczną, modlitwę, uczestnictwo w życiu wspólnotowym, szczerą rozmowę z kapłanem czy ojcem duchownym, oddawanie się czynnej miłości, dziełom pokuty oraz zaangażowaniu w wychowanie dzieci.

Komunia dla rozwodników. Nie liczmy na nic nowego

Tam, gdzie rodzą się uprawnione wątpliwości, co do ważności małżeństwa sakramentalnie zawartego, należy podjąć takie kroki, które są konieczne dla zweryfikowania ich zasadności. (…) Przypominam, że „poważnym obowiązkiem jest staranie się o to, aby działania instytucyjne Kościoła w trybunałach stawały się coraz bliższe wiernym”. Jednak trzeba unikać traktowania troski duszpasterskiej, jakby była ona przeciwstawna wymogom prawa. Należy nade wszystko wychodzić z założenia, iż fundamentalnym punktem spotkania prawa i duszpasterstwa jest miłość prawdy: ta zaś nigdy nie jest abstrakcyjna, ale „konkretyzuje się w ludzkiej i chrześcijańskiej drodze każdego wiernego”. W końcu, w przypadku, gdy nieważność węzła małżeńskiego nie jest stwierdzona i gdy występują obiektywne okoliczności, które sprawiają, iż życie wspólne jest nieodwracalne, Kościół zachęca tych wiernych, aby zobowiązali się przeżywać swój związek według wymogów prawa Bożego, jako przyjaciele, jak brat i siostra; w ten sposób będą oni mogli ponownie przystępować do stołu eucharystycznego, uwzględniając wymogi przewidziane przez sprawdzoną kościelną praktykę. Taka droga, aby była możliwa i owocna, winna spotkać się ze wsparciem duszpasterzy oraz odpowiednich inicjatyw kościelnych, unikając w każdym przypadku błogosławienia tychże związków, aby nie powodowało to wśród wiernych zamieszania odnośnie do wartości małżeństwa.

Zważywszy na złożoność kulturalnego kontekstu, w którym Kościół żyje w wielu krajach, Synod polecił też dołożyć maksymalnej troski duszpasterskiej w przygotowanie nowożeńców i w uprzednie zweryfikowanie ich przekonań odnośnie do niepodważalnych zobowiązań, wpływających na ważność sakramentu Małżeństwa. Poważne rozeznanie tego zagadnienia może pomóc uniknąć sytuacji, w których poruszenia uczuciowe i płytkie racje skłaniają dwoje młodych do podjęcia odpowiedzialności, której nie potrafią potem uszanować. Zbyt wielkie jest dobro, którego Kościół i całe społeczeństwo oczekują od małżeństwa i od rodziny na nim opartej, aby nie zaangażować się dogłębnie w to specyficzne zadanie duszpasterskie. Małżeństwo i rodzina są instytucjami, które powinny być wspierane i bronione przed każdą możliwą dwuznacznością w pojmowaniu prawdy o nich, ponieważ wszelka szkoda im wyrządzona jest w rzeczywistości raną zadaną ludzkiemu współżyciu jako takiemu.

Polecamy również inne artykuły w dyskusji o synodzie:


Reforma Papieża Franciszka

Papież Franciszek reformę Kościoła rozpoczyna od rodziny



Rodzina to nie pole minowe

Szymon Hołownia: synod swój cel osiągnął zanim się rozpoczął



Problemy rodzin w Polsce

Aneta Liberacka: Rozpoczyna się synod, który ma nam pomóc w odkryciu piękna i siły rodziny



Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Narzeczeństwo. Kiedyś było inaczej!

W dzisiejszych czasach mężczyzna chcący się oświadczyć ma zazwyczaj na głowie dwa problemy: pierścionek oraz okoliczności, w jakich powinien to zrobić, żeby było możliwie oryginalnie i romantycznie. Kiedyś było inaczej

Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >

Minęły czasy, kiedy za swatanie młodych odpowiedzialni byli rodzice, kiedy funkcjonował nawet swoisty „urząd” swata, kiedy trzeba było wszystko zrealizować według przekazywanego z pokolenia na pokolenie rytuału.

Wybitny dziewiętnastowieczny polski etnograf, Oskar Kolberg, zbadał i spisał w kilkudziesięciu tomach kulturę różnych regionów, w tym zwyczaje związane z małżeństwem. Warto sięgnąć do jego dzieła, gdzie barwnym językiem atrakcyjnie opisuje przeróżne polskie tradycje,  przytacza teksty charakterystycznych dla danego miejsca i okoliczności pieśni, etc. Poniżej zaprezentuję kompilację obyczajów związanych z zaręczynami, starając się skupić się na elementach wspólnych dla większości regionów.

Zapewne czasem zdarzało się, że młodzi mogli sami zdecydować się na wspólne życie i udawało się uzyskać błogosławieństwo rodziców. Często jednak to rodzice dobierali dzieciom partnerów, w wielu miejscach korzystając z pomocy swatów

Swatami byli dojrzali, znający życie ludzie, którzy po ślubie byli przez zeswataną parę albo błogosławieni, albo przeklinani.

„Swatanie” przebiegało w kilku etapach:


Etap I: Wybór kandydatki


Swata i swatową odwiedza szukający żony kawaler z ojcem.

Narzeczeństwo. Kiedyś było inaczej!

Swata i swatową odwiedza szukający żony kawaler z ojcem.

Przez dwa czy trzy wieczory, obowiązkowo przy wódce, odbywają się narady dotyczące przyszłej żony swatanego.

Gdy zapadnie jakaś decyzja, swatowie razem z kawalerem i jego ojcem wybierają się (oczywiście zabierając ze sobą wódkę) do domu upatrzonej panny na zwiady. Koniecznie w dniu wolnym od postu (pamiętajmy, że dawniej postnych dni było dużo więcej niż dziś), najczęściej w czwartek wieczorem. Jeśli w okolicy nie ma instytucji swata, sam ojciec z synem udaje się do domu wybranki.


Etap II: Wizyta


Obowiązkowo najpierw pochwalą Pana Jezusa, po czym wygłaszają stosowną przemowę, bardziej lub mniej dowcipną. Kolberg przytacza takie zagajenia:

„Szukamy tego, czegośmy nie zgubili”.

„Chcemy się zapytać czy wasza jałoszka nie tęskni do byczka?”

„Czy nie macie towaru na przedaż, który młody kupi i dobrze zapłaci; kupisz nie kupisz, potargować nie zawadzi.”

„A gdzież wasza Antosia? co ma u nas ktosia!”

„Witajcież nam sąsiedzie,

gość tu do was przyjedzie,

 i coś z domu wywiedzie,

niechaj mu się powiedzie.

Witajcież nam sąsiadko,

skończymy tu na gładko;

dajcie tylko kielicha,

pan młody się uśmiecha."

Rodzice zazwyczaj odpowiadają poważniej, jednak również z adekwatną dozą humoru, jeśli chcą wydać córkę, np. tak:

„Znaleźliście co szukacie,

niedaleko, w naszej chacie.

Czas do baranka owieczka,

i do chłopaka dzieweczka.

Choć nasz towar nie dość tani.

ale go nikt nie pogani.

Kupcie; jeśli zapłacicie,

ucieszym się wyśmienicie.”

Znakiem, że goście będą dobrze przyjęci a rodzice panny są zainteresowani jej wydaniem, jest szybkie przygotowanie kieliszków do wódki. Jeśli gospodyni z podaniem kieliszków się ociąga, daje subtelny znak, że jeszcze dla ich córki nie czas, lub kawaler nie pasuje.


Etap III: Swaty


obraz: Rafail Sergeevich Levitsky

Panienka obowiązkowo cały czas jest schowana gdzieś w chałupie, zazwyczaj za piecem. Jeśli chce wyjść za młodego, gdy zebrani zaczynają pić i ona dołącza się do biesiady, przynosząc przekąskę. Jeśli nie podoba jej się przyszły narzeczony, płacze za piecem nad swoim losem…

W niektórych regionach pannę przyprowadza matka (funkcjonuje matczyne powiedzenie „Przecie to nosa dziewucha nie bydlę, abyśwa ją nieświadomo pozbywali”). Matka podaje córce wódkę, wychwalając jej urodę, pobożność, pracowitość i cnoty. Potem wychwalać ją zaczyna ojciec kawalera. Dziewczyna ze skromności nieśmiało  bagatelizuje komplementy. Przerywa komplementowanie jej ojciec, mówiąc np. „Nie psujta nam dziewuchy, a Bogu chwalą, ze wam tak dobrze wpadła”.


Etap IV: Oświadczyny i zaręczyny


Następnie starosta, swat, ojciec młodego lub sam kawaler (w zależności od zwyczaju) proszą rodziców panny o jej rękę. Ci zgadzają się, dziewczyna siłą rzeczy również (waga decyzji dziewczyny była różna w zależności od lokalnej tradycji czy rodzinnej sytuacji).

Kolberg wspomina, że „Jest zwyczaj, że [rodzice] nigdy do prośby tej zaraz się nie przychylą, bo by to (jak mówią) z ich córki było krzywdą, gdyćby to patrzało, ześwa ją radzi z domu pozbyć; dlatego zawsze wynajdą jakie przeszkody, a te najczęściej będąc wyrzutami przeciw postępowaniu dotychczasowemu młodzieńca, są zarazem napomnieniem i nauką, jak żyć nadal powinien, aby zyskał błogosławieństwo Boskie i przyjaźń ludzką”. Młodzieniec wtedy zapewnia, że się poprawi, po czym ojciec panny rzecze: „Mej taka wola Boga, otoć w imię Boże, bierzta ją sobie", wtedy oboje rzuciwszy się do nóg rodzicielskich, ściskając i całując je dziękują im, a rodzice złożywszy swoje ręce na głowach dzieci, błogosławiąc mówią: Błogosław Boże, scęść wam Boże!”

W niektórych miejscach znakiem przyjęcia oświadczyn jest wypicie przez dziewczynę podanego przez jej ojca kieliszka wódki, lub wypicie połowy i oddanie reszty przyszłemu mężowi, na znak wspólnego picia z kielicha, jaki im wola Boża przeznaczy.

Błogosławieństwo rodziców nie jest częścią oświadczyn, a zrękowin (zaręczyn).

Później ma miejsce wspólne biesiadowanie, któremu towarzyszy śpiewanie okolicznościowych piosenek. Podczas niego trwają też rozmowy o posagu, którym również towarzyszą często różne zwyczaje i stosowne przyśpiewki. Omawia się też wszelkie kwestie związane ze ślubem i weselem.


Etap V: Przygotowania do ślubu i wesela


Po zaręczynach zdarzają się typowe dla danego regionu sposoby zbierania na wesele.

Na przykład: młody daje wybrance kwiaty lub gotowe już wianki, w takiej ilości, by starczyło dla każdego domostwa w okolicy, albo przynajmniej dla każdej panny. Dziewczyna wianki roznosi po domach, zapraszając na zapowiedzi do kościoła. Przyjmujący zaproszenie biorą wianek, a dziewczynie w zamian ofiarowują jakieś jedzenie bądź napitek, którego uzbierać się powinno tyle, by urządzenie wesela nie stanowiło nadwyrężenia budżetu jej rodziny.

Najbliższej soboty młodzi idą do księdza dać na zapowiedzi, które będą odczytywane przez kolejne trzy niedziele. Ksiądz przy okazji wypytuje młodych o wolność decyzji oraz sprawdza ich wiedzę z katechizmu. Po wizycie u księdza młody wręcza przyszłej małżonce jakiś podarunek, np. chustę, w którą zawijał kilka srebrnych monet. Na dachu domu panny młodej wiesza się chorągiewkę o kolorach czerwonym i białym. Po zapowiedziach często ma miejsce pierwsza zabawa z muzyką, tańcami, i oczywiście wódką. Podczas niej mają miejsce okolicznościowe zabawy i specjalne tańce, np. w Małopolsce  taniec Zapraszalny (rodzaj krakowiaka).

Jak można łatwo wyliczyć, narzeczeństwo zazwyczaj nie trwało długo, bo około czterech tygodni.


Jeśli podobają Ci się nasze artykuły, możesz nas wesprzeć:

Wesprzyj nas
Dawid Gospodarek

Dawid Gospodarek

Zobacz inne artykuły tego autora >
Dawid Gospodarek
Dawid
Gospodarek
zobacz artykuly tego autora >