Co wspólnego ma Google Translator z drugim przykazaniem?

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w 99 proc. sytuacji, w których mówię o Panu Jezusie, kompletnie nie uświadamiam sobie, co mówię i co wyznaję. Że mówiąc to daję Mu prawo do siebie, władzę nad sobą.

Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Pewien znajomy niezbyt biegle radzący sobie z językiem Szekspira, otrzymał polecenie przetłumaczenia listu do obcojęzycznego szefa, postanowił w akcie rozpaczy podeprzeć się tłumaczem Google. Każdy, kto korzystał z tego narzędzia wie jak podstępne potrafi ono być wobec tych, co nie znają choćby podstaw języka, na który tłumaczenie ma być dokonane (kto nie wie o czym mówię, niech weźmie z Internetu dowolny angielski tekst, wklei go do tłumacza Google każąc mu przełożyć to na polski, uprzednio przygotowawszy miękkie posłanie by nie skrzywdzić się gdy ogarną go paroskyzmy śmiechu). Tekst oryginalny brzmiał: „Drogi Panie, tak jak Pan prosił w załączniku przesyłam Panu plan współpracy“. Szef otrzymał zaś list, który zaczynał się tak: „Dear Lord, as the Lord asked the Lord attached the collaboration plan.“ Wszyscyśmy mieli dziś beczkę śmiechu, ale ja – znany z tego, że wszystko kojarzy mi się tylko z jednym – od razu zacząłem zastanawiać się nad tym dlaczego nas to śmieszy.

Durny automat użył zwrotu, który stosujemy tylko w okolicznościach religijnych. I to – mam wrażenie – najczęściej bezwiednie. Nie mając pewności, o co z tym Panem Jezusem chodzi, czy to bardziej – przechodząc znów na angielski – Mr. Jesus, czy Lord Jesus (gdybyśmy mieli tego świadomość, inaczej chyba akcentowalibyśmy ten zwrot, podobnie nierozumnie odczytujemy frazę „Abba, Ojcze“).

Tysiące razy wyjaśniano już nam, jak Adonai („Pan“ po hebrajsku“) stał się imieniem własnym boga Jahwe, którego świętego imienia nie wolno było wymawiać. Jak Kyrios („Pan“ po grecku) stał się synonimem Jezusa Chrystusa. Legendę zrobiłem z opowieści o moim oazowym animatorze, który nie chciał mnie puścić z fajnymi koleżankami na pobożne wakacje, dopóki nie odnotuję w stosownym formularzu: „przyjąłem Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela“. Teoretycznie wiem o co chodzi – do zbawienia wystarczy, że człowiek uzna, uwierzy w to, że Jezus jest Panem życia i śmierci, że jest Bogiem i Człowiekiem, który przyszedł naprawić błąd, który popełnił Adam. Dla chrześcijanina to jak podłączenie się do prądu, jak się nie podłączysz, trudno żebyś świecił, prąd nie wyjdzie z kontaktu i nie zaświeci cię na siłę. Ja nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że w 99 proc. sytuacji, w których mówię o Panu Jezusie, kompletnie nie uświadamiam sobie, co mówię i co wyznaję. Że mówiąc to daję Mu prawo do siebie, władzę nad sobą, robię to dobrowolnie, bo wiem, że nie jest tyranem, a kimś, komu zależy na tym, żebym był sobą – jak mawia młodzież – „na maksa“.

W „Bogu, Kasie…“ mówiłem o modlitwie Jezusowej, że w niej jest całe wyznanie wiary, cała teologia. Przecież ona zaczyna się od „Panie Jezu…“ właśnie. Chciałbym, żeby mój proboszcz zamiast podejmować przez godzinę w ramach Słowa Bożego dość rozpaczliwe próby zainteresowania mnie sposobem mocowania nowego żyrandola oraz jego kosztem, wyjaśnił mi co to znaczy gdy ganiamy za Jezusem chóralnie mówiąc mu: „Panie“. A może większym problemem, czymś co zagłusza nam tę całą sytuację niczym tort przyćmiewający smak wszystkich innych dań, jest słodkie zdrobnienie do „Jezu“? Dziś, na niedzielnej mszy u mnie w parafii ciąg dalszy betonowo – wylewkowo – tynkowego sprawozdania, będę miał więc dobre pół godziny by sobie nad tym pomyśleć…



Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Zobacz inne artykuły tego autora >
Szymon Hołownia
Szymon
Hołownia
zobacz artykuly tego autora >

Rzym: każdej nocy 3 tys. ludzi śpi pod gołym niebem

Trzy tysiące osób śpi w Rzymie każdej nocy pod gołym niebem, podczas gdy w tym samym mieście jest ćwierć miliona pustych mieszkań, których właściciele nie chcą wynająć. Na ten, jak wiele innych paradoksów, zwrócono uwagę podczas prezentacji 28. już edycji przewodnika dla potrzebujących, wydanego przez Wspólnotę Sant'Egidio. Adresowana do nich publikacja zatytułowana „DOVE mangiare, dormire, lavarsi, 2018” (GDZIE zjeść, przespać się i umyć) ukazała się w nakładzie ośmiu tysięcy egzemplarzy.

Przewodniczący wspólnoty Marco Impagliazzo zaapelował do władz komunalnych o stworzenie „publicznej agencji mieszkaniowej”, która gromadziłaby informacje na temat wynajmowanych mieszkań. Z ubolewaniem stwierdzono, że w ciągu ostatniego roku przybyło w Rzymie tylko czterdzieści miejsc noclegowych dla osób, które potrzebowałyby dachu nad głową w czasie zimowych chłodów czy nawet mrozów. Przypomniano, że do 25 grudnia zgłaszać można udział w kampanii solidarności „Miejsce przy stole na Boże Narodzenie”, połączonej ze zbiórką pieniędzy świąteczne obiady dla podopiecznych rzymskiej wspólnoty. Szacuje się, że w Wiecznym Mieście będzie ich sześćdziesiąt tysięcy, na całym świecie ponad dwieście tysięcy.

 

Z zaprezentowanego dziś przewodnika wynika, że w Rzymie jest 41 jadłodajni dla ubogich, którymi zajmuje się czterdzieści grup (w tym czternaście parafii). Jest 47 noclegowni, 27 punktów sanitarnych (o pięć więcej niż rok temu), 39 przychodni i punktów medycznych, a także 32 ośrodki dla leczących się z alkoholizmu i narkomanii i 19 z nałogu hazardu.

 

Sama Wspólnota Sant’Egidio rozprowadza każdego tygodnia pięć ton żywności i trzy tony odzieży oraz dwanaście tysięcy sztuk środków czystości osobistej w ciągu roku.


kg (KAI Rzym) / Rzym

Pomoc o wartości 54 mln zł dla ponad 20 tys. rodzin

W ramach tegorocznego finału akcji Szlachetna Paczka, który odbył się w miniony weekend, wolontariusze przekazali pomoc do ponad 20 tys. rodzin, a łączna wartość pomocy to prawie 54 mln zł. Akcja połączyła blisko milion Polaków: wolontariuszy, darczyńców oraz osoby potrzebujące.

– Wolontariusze przekazali pomoc do ponad 20 tys. potrzebujących rodzin, średnia wartość paczki dla jednej rodziny zadeklarowana przez darczyńców to 2689 zł, a łączna wartość pomocy przekazanej potrzebującym to prawie 54 mln zł, w ubiegłym roku wartość wyniosła ponad 47 mln – powiedziała KAI Paula Wolecka ze Stowarzyszenia Wiosna, podsumowując tegoroczną akcję.

 

– Tegoroczna Szlachetna Paczka zjednoczyła ponad 810 tys. osób, czyli darczyńców, wolontariuszy i obdarowanych. Jedną paczkę dla rodzin potrzebujących przygotowywało średnio 36 osób – dodała. Zdaniem organizatorów, akcja Szlachetna Paczka stała się już tradycją przedświąteczną Polaków.

 

Podczas “Weekendu cudów” paczki przygotowane przez darczyńców dla konkretnych rodzin trafiły do prawie siedmiuset magazynów w całej Polsce, a następnie zostały dostarczone potrzebującym przez wolontariuszy.

 

W pomoc co roku angażują się ludzie świata polityki i kultury. W tym roku wśród darczyńców znaleźli się m.in. Para Prezydencka. W pomoc włączyli się również piłkarze reprezentacji Polski, narodowa drużyna skoczków narciarskich oraz złoci medaliści olimpijscy, a także policjanci, strażacy, Wojsko Polskie, szkoły i uniwersytety.

 

Akcję Szlachetna Paczka organizuje od 2001 roku krakowskie stowarzyszenie Wiosna. W pierwszej edycji projektu grupa studentów z duszpasterstwa akademickiego w Krakowie kierowana przez ks. Jacka Stryczka obdarowała 30 ubogich rodzin. Obecnie jest już wydarzeniem o zasięgu ogólnopolskim. Projekt ten inspiruje społeczeństwo do pomocy potrzebującym. Akcja co roku łączy tysiące osób potrzebujących pomocy oraz darczyńców i wolontariuszy.


(KAI) led / Kraków

Akatyst ku czci św. Józefa [POSŁUCHAJ]

Akatyst to rodzaj hymnu liturgicznego, charakterystycznego dla Kościoła Wschodu. Śpiewany zawsze na stojąco chwali Jezusa Chrystusa, Maryję albo świętych. Posłuchaj niezwykłego wykonania Akatystu ku czci św. Józefa!

Posłuchaj Akatystu ku czci św. Józefa:

 

Jak powstaje życie w łonie matki? [ZOBACZ]

Od cudu poczęcia aż do narodzin. W 4 minuty możesz prześledzić całe 9 miesięcy rozwoju dziecka w łonie matki. Zobacz tę niesamowitą animację!

Papieski Twitter po 5 latach ma 43 mln obserwujących

Pięć lat od otwarcia konta @Pontifex na Twitterze, korzysta z niego ponad 43 miliony internautów. Spośród dziewięciu wersji językowych papieskie tweety najczęściej czytane są po hiszpańsku i angielsku (po 15,5 mln użytkowników). Kolejnych 9,2 mln wejść jest na wersję w języku włoskim (4,8 mln), portugalskim (3,4 mln) i francuskim (1 mln). Papieskie wpisy po polsku śledzi 996 tys. użytkowników, po łacinie 856 tys., po niemiecku 570 tys., a po arabsku – 398 tys.

Konto na Twitterze otworzył 12 grudnia 2012 papież Benedykt XVI. Pierwszy wpis papieski brzmiał: „Drodzy Przyjaciele! Z radością łączę się z Wami na Twitterze. Dziękuję za miłe odpowiedzi i z serca błogosławię”.

 

Substytut sekretariatu stanu, abp Angelo Becciu, który był obecny wówczas w Pałacu Apostolskim, wspominał tamtą ceremonię w rozmowie z Radiem Watykańskim. Jak powiedział, papież „był trochę nieporadny, zwlekał z naciśnięciem klawisza na tablecie. Jednocześnie widziałem jego radość, że będzie mógł mieć kontakt z internautami”.

 

Wraz z wyborem na papieża w marcu 2013 r. Franciszek przejął też konto @Pontifex. Najnowszy jego wpis, z 11 grudnia, brzmi: „Działalność polityczna musi naprawdę stać na służbie osoby ludzkiej, dobra wspólnego i ochrony stworzenia”.


(KAI) ts / Watykan

Włochy: Jan Paweł I zmarł śmiercią naturalną

Jan Paweł I zmarł śmiercią naturalną. Przekonana jest o tym siostra Margherita Marin, jedna z czterech zakonnic ze zgromadzenia Miłosierdzia Maryi-Dzieciątka, które opiekowały się nim podczas krótkiego pontyfikatu. Włoska zakonnica po raz pierwszy publicznie mówiła wczoraj o jego ostatnich chwilach w mieście Belluno na północy Włoch, o czym doniosła lokalna prasa.

Papież Jan Paweł I zmarł „w swoim łóżku, pogodny. Miał na nosie okulary, a w dłoni trzy kartki papieru. Śmierć była nagła”. Siostra Margherita Marin potwierdziła, że poprzedniego dnia, to jest 27 września 1978 roku, papież poczuł kłucie w sercu. „Powiedział o tym sekretarzom. Ale nie przywiązywał do tego wagi”.

 

Następnego dnia, mówiła włoska zakonnica, „o 5.15 przyniosłyśmy kawę do zakrystii. Poszłam po zakupy i o 5.30, widząc, że kawa była nietknięta, zaniepokoiłyśmy się. Siostra Vincenza poszła do pokoju, zapukała, ale nie było odpowiedzi. Otworzyła drzwi i zawołała mnie: chodź, chodź. Kiedy zbliżyła się do łóżka, wykrzyknęła: “Tego nie powinieneś był mi zrobić”. Na kartkach, które papież trzymał w ręku, siostra Margherita dostrzegła słowa „Oto żarłok i pijak”, z ewangelii św. Mateusza (11, 16-19). Przypuszcza, że były to notatki do przemówienia, jakie zamierzał wygłosić podczas najbliższej audiencji generalnej.

 

Po śmierci Jana Pawła I pojawił się szereg domysłów na temat jej przyczyn i okoliczności. Niektórzy posunęli się do sugestii, że papież został skrytobójczo zamordowany.


kg (KAI Wenecja) / Wenecja

 
 

Jak nie zepsuć Adwentu? 7 wskazówek

Adwent jest wyjątkowym czasem w życiu człowieka wierzącego. Kościół proponuje nam na te kilka tygodni bardzo obfitą paletę możliwości większego zaangażowania w oczekiwanie na przyjście Pana. Oto wskazówki, które pomogą dobrze przeżyć ten czas.

Otylia Brendel
Otylia
Brendel
zobacz artykuly tego autora >

1. Uświadom sobie, na co tak naprawdę czekasz

Jaka jest Twoja pierwsza myśl, gdy słyszysz “Boże Narodzenie”? Dla wielu z nas oznacza to: świętowanie, rodzinną atmosferę, wolne od szkoły czy pracy, możliwość odpoczynku. Ale czy to na to najbardziej czekamy? Adwent ma nas przygotować na przyjście Pana – zarówno na Jego powtórne przyjście na końcu świata, paruzję, jak i na Jego narodzenie. To na Nim powinno się skupić nasze oczekiwanie.

 

2. Pomyśl, kto czeka na Ciebie

Okres przedświąteczny zdaje się wyzwalać w ludziach większą otwartość, szczodrość i chęć pomocy. Rozliczne przedświąteczne zbiórki, charytatywne koncerty, przygotowywanie paczek z prezentami zachęcają nas do dawania siebie innym. Co ciekawe – mimo wielu wydatków w tym czasie, chętniej otwieramy swoje serca i portfele, by pomóc bardziej potrzebującym. Pomyśl, komu możesz w tym adwencie coś ofiarować, kto oczekuje Pana Boga i mógłby Go znaleźć w Twojej dobroci.

 

3. Roratnie wstawanie to nie wyścig po zaliczenie

Moda na roraty rozpowszechnia się. Kościoły w wielu parafiach są pełne wiernych, także i dzieci, mimo porannej pory. Łatwo jednak wpaść w przekonanie, że Adwent będzie ważny tylko z nimi. Roraty to nie konkurs z medalami. Jaka motywacja przyświeca Twojemu porannemu wstawaniu? Im bliższa jest Boga, tym lepiej. Roraty nie mogą być sposobem na udowodnienie sobie i komukolwiek, że jest się lepszym i wytrwalszym. One mają nas przybliżyć do Boga.

 

4. Nastrój – tak, ale czemu od razu świąteczne piosenki?

Bolączką naszych czasów jest nieumiejętność czekania. Denerwują nas korki i kolejki, biegniemy na metro nawet jeśli kolejne przyjedzie za kilkadziesiąt sekund, a w sklepach choinki, bombki i światełka pojawiają się prawie obok zniczy na początku listopada. Adwent może być dla nas lekcją cierpliwego czekania. Ale nie da się tego zrobić, jeśli od początku fundujemy sobie świąteczne – urocze skądinąd – piosenki we wszystkich gatunkach muzycznych. Poczekaj z tym. W sieci można znaleźć wiele pięknych adwentowych utworów o niezwykle bogatych tekstach – spróbuj zrobić z nich swoją własną playlistę. Zdążysz jeszcze nasłuchać się kolęd i piosenek o Nowonarodzonym.

 

5. Nie zostawiaj wszystkiego na ostatnią chwilę

Przygotowanie Świąt to spore wyzwanie. Kiedy żyjemy w biegu, czas ucieka nam nie wiadomo kiedy i nagle robi się 22, 23 grudnia. Zdenerwowani biegamy od sklepu do sklepu w poszukiwaniu prezentów, przytłacza nas ogrom sprzątania, nie wspominając o gotowaniu. Spróbuj zrobić, co możesz, wcześniej – szczególnie jeśli chodzi o duchowe porządki czyli spowiedź. Pomoże Ci to zaoszczędzić stres i niepotrzebne nerwy.

 

6. Niech przygotowania nie będą ważniejsze od Gościa

Chyba wszyscy zgodzimy się, że celem adwentu i przygotowań na Boże Narodzenie nie jest wzorcowe posprzątanie domu, suto zastawiony stół i spełniające marzenia prezenty. Jezus przychodzi, by dać nam miłość i pokój, którymi będziemy mogli się dzielić w gronie najbliższych. W ferworze przygotowań nie zapomnij, że najważniejszy w tym wszystkim jest Pan Bóg. W końcu to jego narodzenie będziemy świętować – nie można zostawiać go na dalszym planie.

 

7. Nie nadymaj się tak

Bóg przyszedł na świat jako maleńkie dziecko. To, co może nam Go przesłonić, to przerost formy nad treścią. Zastanów się, co w adwencie pomoże Ci przygotować się na jak najszczersze przyjęcie Go do swego życia. Pomysłów może być wiele, ale aktywność to nie wszystko, bo “nic się nie zmieni, jeśli nic nie zmienisz”. Niech to będzie dla błogosławiony czas!

 

Otylia Brendel

Otylia Brendel

Z wykształcenia psycholog, z zamiłowania śpiewaczka, z Bożego (jak ufa) zamierzenia redaktor portalu Stacja7.pl. Wielbicielka muzyki liturgicznej, kawy i "Przyjaciół" oraz żywy dowód na to, że da się lubić Warszawę i Kraków jednocześnie.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Otylia Brendel
Otylia
Brendel
zobacz artykuly tego autora >

Papież zachęca: Dajcie się pocieszyć Bogu i nie narzekajcie!

Pozwólmy pocieszyć się Panu, a unikajmy narzekań i żalów – powiedział Franciszek podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Nawiązując do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (Iz 35,1-10), w którym prorok Izajasz cytuje słowa Boga obiecującego swe zbawienie, papież przypomniał słowa św. Ignacego z Loyoli, iż dobrze „kontemplować Chrystusa jako Pocieszyciela” i dodał, że porównywał on tę kontemplację do wzajemnego pocieszania się przyjaciół.

Ojciec Święty przypomniał także opis zmartwychwstania w Ewangelii św. Łukasza, gdzie mowa o wielkiej radości, bo uczniowie nie mogli uwierzyć, że Jezus żyje. „Wiele razy pocieszenie Pana wydaje się cudowne” – stwierdził Franciszek.

Ojciec Święty zauważył, że nie łatwo jest być pocieszanym; łatwiej jest pocieszyć innych niż otrzymywać pocieszenie. Dzieje się tak, ponieważ często jesteśmy przywiązani do tego, co negatywne do rany grzechu w nas i wydaje się nam, że łatwiej biernie leżeć na marach, niż powstać, bo nie lubimy być żebrakami i błagać o pocieszenie. Przypomniał przykład paralityka z sadzawki Siloe, który przez 38 lat tkwił ze swoją goryczą, mówiąc, że kiedy poruszały się wody, nikt mu nie pomógł. „Dla tych gorzkich serc piękniejsza jest gorycz od słodyczy” – zauważył papież, dodając, że wielu ludzi woli gorzki korzeń, bo przypomina nam o grzechu pierworodnym, a tak naprawdę jest to sposób, aby nie dać się pocieszać.

Franciszek zauważył, że często spotykamy ludzi nieustannie narzekających, zapominających, że powołaniem chrześcijanina nie jest narzekanie, lecz wielbienie Boga. Przypomniał, że św. Teresa od Dzieciątka Jezus przestrzegała siostry, by nie narzekały, iż doznały niesprawiedliwości. Wskazał na proroka Jonasza, który nie potrafił się cieszyć z nawrócenia mieszkańców Niniwy i narzekał, że Bóg ich ocalił. Zachęcił, byśmy nie szukali muchy w szklance mleka, ale cieszyli się z istniejącego dobra. „W obliczu żalów, narzekań Kościół mówi dziś: «odwagi»” – podkreślił Ojciec Święty. Zauważył, że prorok Izajasz zachęca nas, byśmy żywili otuchę: Bo Bóg „sam przychodzi, aby was zbawić”.

Franciszek raz jeszcze podkreślił przesłanie dzisiejszej liturgii – zachętę, byśmy pozwolili pocieszyć się Bogu. Ale wymaga to ogołocenia się z naszych egoizmów, z tego co uważamy za swe skarby – zgorzknienie, narzekania, czy wiele innych rzeczy. Zachęcił do dokonania rachunku sumienia i zadania sobie pytania: czy w naszych sercach jest zgorzknienie, smutek?

„Czy mój język jest wychwalaniem Boga, piękna, czy też nieustannych narzekań? Trzeba zawsze prosić Pana o łaskę odwagi, bo w męstwie przychodzi, aby nas pocieszyć. Trzeba też prosić Pana: przyjdź, aby nas pocieszyć” – zakończył swoją homilię papież.


st (KAI) / Watykan

 

“Wigilia bez granic”. Aby talerz dla przybysza nie został pusty

„Wigilia bez granic”, to akcja mająca na celu zachęcenie Polaków do przyjęcia obcokrajowców na wigilijnej wieczerzy, w tym uchodźców - zgodnie ze staropolską tradycją "dodatkowego talerza" dla przybysza.

“Wigilię bez granic” prezentują dziennikarzom: prof. Zbigniew Krysiak, prezes Instytutu Myśli Schumana; Ryszard Krzyżkowski, wiceprezes Instytutu, dyrektor „Wigilii bez granic”; ks. Marcin Iżycki, dyrektor Caritas Polska; senator Andrzej Kamiński, przewodniczący Parlamentarnej Grupy Schumana.

„Wigilia bez granic” zainaugurowana została przez Instytut Myśli Schumana. – Akcja ma stworzyć nowy model integrowania się obcokrajowców. Jej celem jest rozpowszechnianie wśród cudzoziemców znajomości polskiej tradycji, kultury, zwyczajów i korzeni chrześcijańskich oraz eliminowanie zjawisk jakimi są tzw. “getta”, które tworzą cudzoziemcy po przyjeździe do obcego kraju zamykając się w swojej społeczności – mówi prof. Zbigniew Krysiak, prezes Instytutu.

Prof. Krysiak dodaje, że wspólna wigilia spełnia skłoni też obcokrajowców, żeby nie ignorowali polskiej kultury, bo kiedy ją poznają, to nabierają do niej większego szacunku. – Tak było po pierwszej edycji “Wigilii bez granic”. Mieliśmy reakcje np. Muzułmanów, że po wigilii zobaczyli, że w nas żyje Bóg, że nie jest to tylko historia – zaznaczył. Do stołów wigilijnych zaproszeni są zarówno ci, którzy przyjechali do Polski niedawno, jak i ci, którzy mieszkają tu od lat.

– Jestem bardzo zadowolona, że będą mogła spędzić Wigilię z polskim rodzinami i dowiedzieć się więcej o waszej kulturze i o tym, jak spędzacie ten wieczór. Polecę wszystkim swoim znajomym tę akcję – mówi cudzoziemka Merry na filmie umieszczonym na stronie projektu “Wigilia bez Granic”.

Partnerem medialnym akcji są m.in. Katolicka Agencja Informacyjna, Gość Niedzielny i Niedziela. Partnerem strategicznym “Wigili bez granic” jest Caritas.

Pierwsza edycja projektu „Wigilia bez granic” zorganizowana przez Instytut Myśli Schumana odbyła się w grudniu 2016 roku. W projekcie wzięło udział kilkaset polskich rodzin, które z przyjęły cudzoziemców przy swoich wigilijnych stołach. Zagraniczni goście pochodzili m.in. z Turcji, Indii, Chin, Egiptu czy Armenii.

Instytut Myśli Schumana jest fundacją założoną przez prof. Zbigniewa Krysiaka 13 kwietnia 2016 roku. Fundacja ma na celu m.in. popularyzację myśli Roberta Schumana, propagowanie wartości chrześcijańskich w życiu publicznym, wspieranie działań społecznych związanych z rozwojem demokracji i społeczeństwa obywatelskiego w Polsce i Europie.


mp, abd / Warszawa

Marcin Styczeń i Ernest Bryll w koncercie “Zejdźmy się jak na wilię”

Na poetycko-muzyczną opowieść o Bożym Narodzeniu zaprasza Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie. Przedświąteczny koncert wykonają 18 stycznia Marcin Styczeń i Ernest Bryll.

Papieski Wydział Teologiczny w Warszawie zaprasza wszystkich chętnych na wykłady otwarte w cyklu „Duchowość dla Warszawy”. W miejsce wykładu odbędzie się przedświąteczny koncert poetycki pt.: „Zejdźmy się jak na wilię”, który wykonają poeta Ernest Bryll oraz pieśniarz i kompozytor Marcin Styczeń.

Artyści podejmują temat Bożego Narodzenia w poezji Cypriana Kamila Norwida, Jana Pietrzyckiego, Jerzego Lieberta, Józefa Czechowicza, Emila Zegadłowicza oraz Ernesta Brylla, czytane także przez autora. Dla wszystkich tych wielkich polskich poetów Boże Narodzenie to punkt wyjścia do głębszych rozważań egzystencjalnych dotyczących sensu życia, narodzin i śmierci, wreszcie ponownego narodzenia, czyli nawrócenia.

Koncert odbędzie się 18 grudnia (poniedziałek) o godzinie 19.00,
w Bibliotece Rolniczej (ul. Krakowskie Przedmieście 66).

Wstęp wolny!

 

“Bierzmowanie to nie meta, ale początek przygody z Bogiem”

– Bierzmowanie to nie jest meta. To jest początek możliwej przygody i przyjaźni z Bogiem – mówił w homilii bp Andrzej Przybylski. 10 grudnia biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej przewodniczył Mszy św. w parafii św. Otylii w Rędzinach. Podczas Mszy św. bp Przybylski udzielił sakramentu bierzmowania 53 młodym ludziom.

W homilii bp Przybylski odnosząc się do czytań mszalnych podkreślił, że „Bóg posyła proroków, apostołów, aby umocnili wiarę”.

– Tym, co określa człowieka wierzącego, jest modlitwa. Lepsze jest określenie “chrześcijanin modlący się” i “nie modlący się”. Jest bardziej wyraziste, aniżeli “chrześcijanin praktykujący” i “nie praktykujący” – mówił bp Przybylski za teologiem Romano Guardinim.

Biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej odniósł się do problemu wiary. – Wiara żywa jest wtedy, gdy jest modlitwa w naszym życiu, Msza św. i karmienie się Bogiem. Wiara żywa jest ściśle złączona z miłością. Nie może zabraknąć miłości w wierze – mówił biskup.

– Bierzmowanie trzeba przyjąć ze względu na Boga, dla życia duchowego. To największy dar z nieba, kiedy otrzymujemy Ducha Świętego. Najbardziej potrzebujemy w życiu daru Ducha Świętego – przypomniał młodzieży bp Przybylski i dodał: „Olej krzyżma świętego mówi nam, że potrzebne jest światło, żeby w życiu człowieka nie było ciemności”.

– Duch Święty chce przeniknąć wasze życie, żeby się coś w waszym życiu nie popsuło – wołał bp Przybylski.

– Sakrament bierzmowania wskazuje na moc Bożą, siłę. Jednak dar od Boga nie jest gotowym produktem. Można go zmarnować i nie wykorzystać. Bez modlitwy, Mszy św. można ten dar Boży zmarnować – kontynuował biskup.

Duchowny przypomniał również, że „bierzmowanie to nie jest meta. To nie jest koniec przygody z Kościołem. To jest początek możliwej przygody i przyjaźni z Bogiem”.

Bierzmowani otrzymali krzyż i Katechizm Kościoła Katolickiego. Do uroczystości wierni przygotowywali się poprzez rekolekcje adwentowe, które w dniach 7-9 grudnia przeprowadził ks. Mariusz Frukacz, redaktor tygodnika katolickiego „Niedziela”.

Podczas nauk rekolekcjonista wskazał na prawdę, że jesteśmy wypisani na dłoniach Boga. – Jesteśmy wypisani na Jego dłoniach krwią i gwoździami – mówił rekolekcjonista.

Ks. Frukacz wskazał na świętość jako powołanie każdego chrześcijanina. Podkreślił jak ważna jest czystość i pokora serca.

Mówiąc o znaczeniu słowa Bożego w życiu każdego chrześcijanina odniósł się do sceny nawrócenia św. Augustyna, opisanej w VIII księdze „Wyznań”. – Bóg także do nas zwraca się głosem dziecka: „Weź i czytaj”. Bóg nie narzuca się nam, ale Jego słowo wywołuje poruszenie w naszym sercu. Czasem jest to wielka burza. Niekiedy to słowo rani, bo burzy nasz własny uśpiony świat, nasze przyzwyczajenia – mówił ks. Frukacz.

– Tak ważny jest powrót do Boga, bo grzech nas poniża, wyrywa nas Bogu. Musimy słuchać sumienia, które jest sanktuarium naszych spotkań z Bogiem, ale także naszych powrotów do Boga. Sumienie to w pewien sposób sanktuarium powrotu syna marnotrawnego – mówił rekolekcjonista podczas jednej z konferencji.


ks. mf / Częstochowa

 

Plaster miodu. Odcinek 8: Kim jesteś?

Boże, daj nam poznać naszą wartość i godność i daj nam stanąć na wysokości zadania, jakie nam powierzyłeś.

Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >

 

Adam Szustak OP

Adam Szustak OP

Dominikanin, wędrowny kaznodzieja, były duszpasterz krakowskiej "Beczki". Jest autorem kilkunastu książek i audiobooków o tematyce religijnej, a także rekolekcji internetowych (Wilki Dwa, Plaster miodu, Jeszcze 5 Minutek). Prowadzi blog i kanał Langusta na Palmie, na którym można znaleźć wszystkie nagrania jego homilii i konferencji.

Zobacz inne artykuły tego autora >
Adam Szustak OP
Adam
Szustak OP
zobacz artykuly tego autora >