#2 ks. Piotr Kieniewicz MIC: Zagubiony fundament

- Chrześcijaninem nie jest ten, kto się za niego uważa, ale ten, kto jest nim rzeczywiście, a zatem myśli razem z Kościołem, czuje razem z Kościołem i postępuje razem z Kościołem - pisze ks. Piotr Kieniewicz MIC w drugim głosie debaty Catolico "Nietożsama tożsamość".

Polub nas na Facebooku!

Wśród różnych tematów, spraw i problemów, jakie z dużą wyrazistością wybrzmiały w ostatnich dniach po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, jest jeden, który wart jest szerokiej debaty w Kościele. Brzmi on tak: Wielu katolików nie podziela moralnej nauki Kościoła. Jaka to skala? Jak duży to problem? Jakie są tego przyczyny? I w końcu – co dalej? Chcemy przyjrzeć się “nietożsamej” tożsamości katolików – dziś głos ks. Piotra Kieniewicza MIC. 

Reklama

 

Zagadnienie kryzysu tożsamości współczesnych katolików towarzyszy mi od dawna. Przychodzi mi na myśl szczególnie podczas spotkań z narzeczonymi, gdy pytam tych, którzy od lat żyją jak małżeństwo, dlaczego chcą przyjąć sakrament i słyszę w odpowiedzi ich deklarację wiary chrześcijańskiej i katolickiej. Pytam ich wtedy, jak godzą przyjęty sposób życia z wyznawanymi wartościami. To samo pytanie zadaję politykom – choć nie tak bezpośrednio, bo kontaktów bezpośrednich nie mam: dlaczego ustanawiają prawo, które z nauczaniem Kościoła nie dają się pogodzić, mimo deklarowanej wiary i publicznego się z nią obnoszenia? Nie można też pominąć sprzeczności, jaka ma miejsce pomiędzy pełnieniem urzędów i funkcji w Kościele, a postępowaniem konkretnych osób, zarówno świeckich, jak księży i biskupów, którzy choć stanowią statystycznie niewielką, jednak znaczącą grupę przez swój wpływ na obraz całości. I też zadaję sobie pytanie, jak godzą to, kim są, z tym, jak postępują. Co jest dla nich prawdziwe: deklaracja czy czyny? 

 


PRZECZYTAJ: Monika Przybysz “Kościół małych wspólnot”.
Problem: brak więzi rodzinnych, wolność wyboru jako priorytet i nierozwiązane problemy Kościoła. Recepta: głębokie zmiany na różnych poziomach w Kościele, a probierzem – aktywne czyny miłosierdzia.

 

 


 

 

Myślę, więc…

Konsekwencje społeczne, nade wszystko w przypadku osób postawionych wysoko w hierarchii, tak społecznej, jak i kościelnej, są niezwykle poważne, przez ich wpływ na demoralizację całej wspólnoty (co nie znaczy, że ów rozdźwięk jest bez znaczenia w przypadku tzw. „zwykłych ludzi”). Przyzwolenie na rozdźwięk pomiędzy wyznawaniem wiary a praktyką codziennego życia skłania do postawienia pod znakiem zapytania wiarygodności wypowiadanych słów. Co świadczy o ludzkiej tożsamości – samookreślenie przez intencję, deklaracje i osobiste przekonania, czy czyny? Czy nie jest tak, że jeśli czyny danego człowieka przeczą jego słowom, to bardziej wierzymy czynom? A jednocześnie – w odniesieniu do nas samych – chcemy, by wierzono naszym słowom, nawet wbrew czynom. Kim jesteśmy, my chrześcijanie, katolicy początku XXI wieku? A może należałoby zapytać inaczej: czy my jeszcze jesteśmy chrześcijanami i katolikami?

Nasza chrześcijańska tożsamość jest jakoś dramatycznie nietożsama, nieokreślona, co może oznaczać dwie rzeczy: albo niemożność określenia tożsamości, jej niejednoznaczność, albo brak zgody na to, kim się jest, na tożsamość rozpoznaną acz odrzuconą. Parafrazując klasyka, można by rzec: wiem kim jestem i się z tym nie zgadzam.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że częstszym problemem jest sytuacja druga. Istotnie, wielu ludzi dziś, wyrósłszy w tradycji chrześcijańskiej i katolickiej, przyjmuje poglądy i postawy z tą tradycją sprzeczne. Wiara jest odrzucana, jeśli nie w sposób formalny, to pośrednio, przez dokonywane wybory i sposób życia, „jakby Bóg nie istniał”. Mam jednak wrażenie, że to jedynie wierzchołek góry lodowej, że prawdziwy problem tkwi nie tyle w przyjętych działaniach, postawach czy poglądach, ale znacznie głębiej. Współczesny chrześcijanin zagubił gdzieś swój fundament, swoją najgłębszą tożsamość i nie umie odpowiedzieć ani sobie, ani innym na pytanie: „kim jestem?”. Nie wie, kim jest, tak samo jak nie wie i nie rozumie, kim ma być. Tym bardziej nie potrafi powiedzieć, dlaczego miałby podjąć jakieś działania, by stać się tym, kim być powinien.

Kartezjańskie Cogito ergo sum wyrządziło więcej szkody myśli europejskiej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Zapewne wbrew intencjom samego Kartezjusza, nie tylko odcięło człowieka w jego poznawaniu świata od rzeczywistości – bo przecież ostatecznie poznaję nie rzeczy takimi jakimi są, a tylko własne myśli, rzeczy zaś w tym zakresie, o ile i na ile staną się przedmiotem mojego myślenia. Równolegle postępujący rozwój technologiczny doprowadził do sytuacji, w której myślenie refleksyjne, poszukujące przyczyn i sensu, zastąpione zostało bezmyślną percepcją bodźców audiowizualnych i równie bezmyślną, jak się wydaje, ekspresją mniej lub bardziej intensywnych pragnień i emocji. Rozważania na temat własnej tożsamości, tak w wymiarze konstatacji natury rzeczy jak i wyzwania, przed jakim stoi człowiek, stały się domeną nielicznych, zmarginalizowanych, a nierzadko ośmieszanych jednostek.

Reklama

 

Lekcje religii, lekcja wolności

Nasze polskie chrześcijaństwo początku XXI wieku też zostało dotknięte przez ten proces. W miejsce katechezy formującej tożsamość chrześcijańską i katolicką, katechezy opartej na rozpoznanej, przyjętej, zaakceptowanej i przekazywanej dalej własnej tożsamości dziecka Bożego i ucznia Pańskiego, wprowadzone zostały lekcje religii, których istotą jest przekazanie treści oderwanych od życia tak nauczyciela jak i ucznia, a jeżeli taki związek występuje, to ma on charakter w istocie przypadkowy i niekonieczny. To nie jest tylko kwestia wprowadzenia lekcji religii do szkół w miejsce katechizacji przykościelnej. Mam poważne obawy, że nawet w sytuacji pozostawienia w 1991 roku katechezy przyparafialnej, nie uniknęlibyśmy tego zjawiska. Jego źródłem były bowiem nie tyle decyzje biskupów i księży z jednej oraz polityków z drugiej strony, ale proces stopniowej laicyzacji rodzin, pochłoniętych możliwością wyrwania się z biedy i faktycznej lub rzekomej zaściankowości. Zachłysnęliśmy się odzyskaną wolnością polityczną, społeczną i gospodarczą, i przestaliśmy dbać o własną duszę, o naszą tożsamość. Zgubiliśmy to, kim jesteśmy i kim mamy być. Paradoksalnie, komunistyczny reżim zmuszał nas, by tego pilnować, bo tylko to nas trzymało przy życiu. Teraz utraciliśmy zdolność przekazania wiary naszych przodków następnym pokoleniom, ponieważ to przestała być nasza wiara.

Trudno jest przekazać komukolwiek treści, zwłaszcza te trudne i wymagające, jeśli się nie jest samemu do nich przekonanym. Innych karmimy tylko tym, czym sami żyjemy, zatem jeśli sami traktujemy Boże prawo heteronomicznie, zewnętrznie wobec własnej tożsamości i życia, nie może dziwić powielenie takiego nastawienia wśród osób z naszego otoczenia i kolejnych pokoleń. Samo intelektualne deklarowanie się jako chrześcijanina i katolika, samo nauczenie się dziesięciu przykazań czy nawet całego Katechizmu Kościoła Katolickiego niczego nie zmieni w człowieku, jeśli nie przyjmie ich w pełni jako swoich. O tym pisał w swojej programowej encyklice św. Jan Paweł II: „Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa. I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel, jak to już zostało powiedziane, «objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi». To jest ów – jeśli tak wolno się wyrazić – ludzki wymiar Tajemnicy Odkupienia. Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje w Tajemnicy Odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany na nowo. Stworzony na nowo!” (Redemptor hominis, nr 10).

 


 

 

Reklama

Więcej podobnych tekstów znajdziesz w CATOLICO – serwisie specjalnym, który zawiera pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań.

 

 


 

 

Prawo nie w sercu

Dla wielu współczesnych katolików wykład Magisterium nie jest częścią ich tożsamości, tylko jakimś zewnętrznym prawem, w gruncie rzeczy narzuconym przez instytucję Kościoła. Ponieważ z jednej strony jest to prawo wymagające, a z drugiej co jakiś czas pojawiają się przypadki naruszania tego prawa przez „kościelnych funkcjonariuszy”, reakcją wielu jest postulat zmiany linii nauczania. Wynika on, jak się wydaje, nade wszystko z niezrozumienia i braku akceptacji natury Magisterium. Ono jest wyrazem tożsamości Kościoła. Kościół nie może inaczej uczyć, bo nie byłby Kościołem!

Zastanawia mnie nieustannie upór wielu tzw. postępowych katolików, którzy koniecznie chcą siebie nazywać katolikami, a jednocześnie domagają się całkowitego odejścia od moralnego nauczania Kościoła, niezmiennego w całej jego historii: o niegodziwości zabijania nienarodzonych, o moralności seksualnej i nierozerwalności małżeństwa, o naturze i warunkach godziwego przyjmowania Eucharystii, o kapłaństwie, nawet wtedy, gdy Pismo święte poszczególne sprawy rozstrzyga w sposób jednoznaczny i – wedle Magisterium Kościoła niezmiennie od początku – ostateczny.

Chrześcijaninem nie jest ten, kto się za niego uważa, ale ten, kto jest nim rzeczywiście, a zatem myśli razem z Kościołem, czuje razem z Kościołem i postępuje razem z Kościołem. Oczywiście, we wspólnocie są różni ludzie, z całym bogactwem zarówno charakterów jak i powołań, jednakże Tym, który spina całość i który wyznacza tożsamość jest Chrystus. To On jest Głową i Jego nauczanie wyznacza linię życia i nauczania. Problem w tym, że – znowu, przynajmniej po części, pokłosie Kartezjusza, choć nie tylko – pojawili się ludzie, którzy zaczęli przeinaczać zapisy zawarte w Piśmie Świętym albo wprost je kwestionować, jako wynikające wyłącznie z uwarunkowań kulturowych. 

Ten proces, zapoczątkowany w czasach Reformacji, nasilił się w XX wieku i trwa do dziś. Zaczęto mówić o kontekstualizacji tekstów biblijnych, interpretować je po swojemu albo wręcz niektóre fragmenty pomijać, rzekomo w imię zachowania wierności przekazu. „Przez zatwardziałość serc” znalazło się wśród wielu wierzących przyzwolenie na cudzołóstwo, na nieformalne i sformalizowane związki, które nie są sakramentalnym małżeństwem, na zachowania homoseksualne, na kłamstwa i nieuczciwości, na naruszanie dyscypliny sakramentalnej w odniesieniu w zasadzie do każdego z sakramentów. Wielu nominalnych chrześcijan domaga się zaakceptowania ich postaw i wyborów w imię uszanowania ich podmiotowości, jednocześnie jednak nie szanując podmiotowości i tożsamości Kościoła.

 

Przegłosować wszystko?

Zapewne w jakiejś mierze jest to również pokłosie demokracji, która rości sobie prawo do przegłosowania czegokolwiek i wszystkiego. Swoją drogą, warto zauważyć, że owo „demokratyczne nastawienie” przywoływane jest zazwyczaj jako uzasadnienie dla demoralizacji, ale nie w celu podnoszenia moralnych standardów i wymagań. W tej drugiej sytuacji „demokraci” domagają się uszanowania ich odrębności, podmiotowości i prawa do własnego zdania. 

Tak naprawdę, o wyborach moralnych człowieka decyduje nie prawo, choćby najdoskonalsze, ale ludzkie serce, które albo szuka Prawdy i Dobra i ku nim dąży, albo ich nie szuka i wówczas dąży do zaspokojenia aktualnych pragnień, pożądań i mniej lub bardziej realnych potrzeb. Święty Jan Paweł II kilkakrotnie zwracał uwagę, że demokracja sprzymierzona z relatywizmem moralnym prowadzi do jawnego lub zakamuflowanego totalitaryzmu. 

Warto tu zwrócić uwagę, że dla Papieża totalitaryzmem był każdy system, w którym człowiek – zwłaszcza najsłabszy i najbardziej bezbronny – był traktowany instrumentalnie, przedmiotowo, w którym jego godność była poniewierana i łamana. Swoistym papierkiem lakmusowym godziwości stosunków społecznych było uszanowanie prawa do życia nienarodzonych. Jest znamiennym dla naszych czasów, że w zasadzie wszystkie kraje demokratyczne są zatem w istocie krajami totalitarnymi, przyzwalając na zabójstwo nienarodzonych, a niekiedy także chorych i starych. Prawo do życia nie ma już w „rozwiniętym społeczeństwie” charakteru bezwzględnego i fundamentalnego.

Tymczasem zasada godności osoby ludzkiej i nienaruszalności ludzkiego życia ma charakter absolutny. Sytuacje dopuszczające zabójstwo nienarodzonego dziecka, choćby w ramach wyjątku, czynią wyłom w tej  strukturze; wyjątek w zasadzie bez wyjątków unieważnia zasadę jako taką. To dotyczy nie tylko godności i prawa do życia nienarodzonych, ale w ogóle Prawdy i Dobra. Albo coś jest prawdziwe i dobre, albo nie jest. Takie od początku było nauczanie Kościoła. Dziś wszakże, w miejsce twardego kryterium prawdziwości i godziwości, w wielu sercach funkcjonuje subiektywne odczucie słuszności i skuteczności, krótkowzrocznie zresztą postrzeganych.

Dlaczego zatem deklaratywni katolicy nie przyjmują nauczania moralnego Kościoła? Jestem przekonany, że ostatecznym powodem jest to, że nie chcą. Nie chcą, bo się z tym nauczaniem nie utożsamiają, nawet jeśli deklaratywnie się z nim zgadzają. To nie jest ich tożsamość, to nie jest ich Kościół. Chcą, by Kościół stał się ich, ale na zasadzie dostosowania do ich zapatrywań, oczekiwań i pragnień, a niekiedy – także ich grzechów, choć oczywiście nikt z nich tak tego nie ujmuje. 

 

Co dalej?

Kiedyś znajomy ksiądz powiedział rozpoczynając rekolekcje: „Będę wam głosił Chrystusa, jak Go znam i jak w Niego wierzę. Jeśli rozpoznacie w moich słowach Prawdę, dołączcie do mnie i idźmy razem”. Kościół tę samą postawę zachowuje od samego początku. Jest powiernikiem skarbu pozostawionego mu przez Chrystusa. Być może powraca czas, w którym chrześcijanie będą doświadczać prześladowań i samotności. Być może nadchodzi czas osamotnienia Kościoła. Ale, jak ktoś powiedział: „misją Powiernika jest być samemu”.

Napisałem ten tekst w formie refleksji o innych, ale tak naprawdę dotyczy ona również mnie. Sam stawiam sobie pytanie, na ile moje wyznanie wiary jest prawdą o mnie, a przynajmniej jest wyrazem pragnienia podążania drogą Ewangelii? Czy przypadkiem nie mnie dotyczą słowa Chrystusa o uczonych w Piśmie, którzy palcem ciężarów tknąć nie chcą, choć bez wahania nakładają je innym? Pytam siebie, czy Ewangelia Chrystusa jest moją Księgą Życia i czy wiara Kościoła jest moją wiarą. I nie mam pewności, bo nemo est iudex in causa sua.

 

 


ks. Piotr Kieniewicz – marianin, dr hab. teologii moralnej, specjalista w zakresie bioetyki. W latach 1998-2014 pracownik naukowo-dydaktyczny w Instytucie Teologii Moralnej KUL; 2011-2017 – wicedyrektor Licheńskiego Centrum Pomocy Rodzinie i Osobom Uzależnionym oraz dyrektor Ośrodka Wsparcia Płodności „NaProTechnologia” w Licheniu. Od 2017 sekretarz prowincji polskiej Zgromadzenia Księży Marianów. Od 2018 członek i sekretarz Zespołu Ekspertów KEP ds. Bioetycznych. Autor m.in. „W pół drogi” (Lublin, 1993, 1995 2006), „Bioetyczny labirynt” (Licheń, 2013), „Małżeński labirynt” (Warszawa, 2018), „Panie, Ty wszystko wiesz” (Warszawa, 2020).

 


To drugi głos w debacie Catolico “Nietożsama tożsamość”. Zapraszamy do tej debaty katolików zaangażowanych w życie Kościoła: świeckich i duchownych, publicystów i naukowców – oraz oczywiście zainteresowanych Czytelników.

Nie chcemy koncentrować się wyłącznie na kwestii ochrony życia od poczęcia, choć ten temat – i to w trudnym aspekcie, bo dotyczącym nienarodzonych obciążonych ciężkimi wadami – jest obecnie najgłośniejszy i niewątpliwie będzie stanowił ilustrację szerszego trendu obecnego w Kościele na całym świecie. Nie chcemy też podejmować innego – choć również wartego uwagi – tematu o miejscu Kościoła w pluralistycznym społeczeństwie, o dialogu ze współczesnym światem itp. Chcemy przyjrzeć się wyłącznie “nietożsamej” tożsamości katolików. Pytanie o tożsamość Kościoła trzeba sobie postawić również teraz, gdy analizujemy bardzo aktualny kryzys dotykający Kościół – głośne w ostatnich dniach sprawy kard. Gulbinowicza, kard. McCarricka czy kard. Dziwisza.

Nie chodzi nam o wskazywanie winnych i win, ale o sformułowanie diagnozy i wskazanie przyczyn: tych zależnych od Kościoła, jak i tych niezależnych: ogólnoświatowych trendów, złych strategii, popełnionych zaniedbań, przegapionych szans. Spróbujemy również zaproponować lekarstwo – albo inaczej, odpowiedzieć na pytanie: co zrobić z tą sytuacją.

Zapraszamy do lektury kolejnych tekstów.

[email protected]

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Raport ws. McCarricka. Zeznania świadków, fakty, dokumenty

10 listopada watykański Sekretariat Stanu opublikował raport na temat „wiedzy i podejmowanych decyzji związanych z byłym kardynałem Theodorem McCarrickiem”. W tym tekście omawiamy najważniejsze kwestie w nim zawarte i przytaczamy zeznania najważniejszych świadków.

Arkadiusz Grochot
Arkadiusz
Grochot
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Raport to efekt decyzji papieża Franciszka z 6 października 2018 roku, który nakazał zbadać wszystkie okoliczności dotyczące nominacji ekskardynała McCarricka. Dokument ma ponad 450 stron. Został opublikowany w języku włoskim i angielskim. Jak czytamy we wstępie, to przegląd „wszystkich istotnych dokumentów”.

Reklama

W celu zbadania sprawy zostały sprawdzone archiwa Sekretariatu Stanu, Kongregacji ds. Biskupów, Kongregacji Nauki Wiary, Kongregacji ds. Duchowieństwa oraz Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Sprawdzono także dokumenty Nuncjatury Apostolskiej w Stanach Zjednoczonych, a także diecezjalne archiwa w Nowym Jorku, Metuchen, Newark i Waszyngtonie. Zbadano też dokumenty Konferencji Episkopatu USA i Uniwersytetu Seton Hall.

Na potrzeby raportu przesłuchano ponad 90 świadków. Rozmowy trwały od maja 2019 roku do października 2020. Jak zaznaczają autorzy, niektóre części tego dokumentu są drastyczne i nie są przeznaczone dla nieletnich – chodzi o rozdziały, które są poświęcone zeznaniom świadków.

Raport dokumentuje przebieg działalności McCarricka w strukturach Kościoła. Można w nim przeczytać o jego dzieciństwie, edukacji, pobycie w seminarium i pracy po święceniach. Szczegółowo mówi też o kulisach jego nominacji na biskupa. Spisane są szczegółowo wszystkie jego podróże i spotkania zagraniczne, oraz raporty, jakie składał do Stolicy Apostolskiej.

 

Reklama

Inteligentny, ambitny, ale z jedną wadą

Theodore McCarrick zostaje wyświęcony w maju 1958 roku w katedrze św. Patryka w Nowym Jorku. Od tego czasu sprawnie zaczyna się piąć po szczeblach kościelnej kariery. Studiuje filozofię i socjologię.

Pierwszą znaczącą funkcję obejmuje w 1971 roku, kiedy zostaje jednym z sekretarzy kardynała Terence’a Cooke’a, arcybiskupa Nowego Jorku. Wtedy zaczyna nawiązywać znajomości z ważnymi ludźmi Kościoła i polityki. Równocześnie przyszły biskup daje się poznać jako sprawny organizator. Z sukcesami pozyskuje fundusze od bogatych sponsorów dla archidiecezji nowojorskiej

Równocześnie McCarrick nawiązuje przyjaźnie z nowojorskimi rodzinami, bywa na obiadach, jest przyjacielem domu. Zabiera też dzieci na wycieczki, na których każe się nazywać „wujem Tedem”. Dzieci określa siostrzeńcami, mimo, że jest jedynakiem.

W raporcie szczegółowo zostało opisane też jego pierwsze spotkanie z przyszłym papieżem Karolem Wojtyłą. W 1976 roku, kiedy McCarrick był na wakacyjnej wyprawie na ryby z nastolatkami na Bahamach, dostał pilny telegram od kard. Cooke’a, aby natychmiast wracał do Nowego Jorku, ponieważ jest tam spodziewany kard. Karol Wojtyła, razem ze swoim sekretarzem ks. Stanisławem Dziwiszem. Metropolita krakowski był wtedy w podróży na Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny w Filadelfii.

Reklama

Kardynał Cooke obawiał się, że będzie miał trudność w rozmowie z Polakiem, a McCarrick miał być ich tłumaczem. W czasie śniadania z kardynałem Wojtyłą McCarrick żartobliwie żałował, że jego wizyta zrujnowała mu wakacje. „Kardynale, nie ma sprawiedliwości w tym domu. Bardzo miło mi cię poznać, ale czy wiesz, że musiałem wrócić z mojej wakacyjnej wyprawy na ryby, aby tu być dla Ciebie?” – żartował sekretarz.

Jak mówi raport, ks. McCarrick od 1968 roku był przymierzany do funkcji biskupa. W tym celu Nuncjatura Apostolska w Stanach Zjednoczonych zebrała podstawowe dane na jego temat, ale też wysłała 52 poufne kwestionariusze pytań do osób, które znały duchownego na różnych etapach życia. Wśród nich byli głównie księża z nowojorskiej diecezji. Poza standardowymi pytaniami nuncjatura chciała wiedzieć m.in.: jak oceniają jego zdolności umysłowe i cielesne, czy ma wystarczające kwalifikacje do przepowiadania, czy jego postępowanie moralne jest właściwe, czy praktykuje pokorę, czystość, trzeźwość i gorliwość, czy jest człowiekiem modlitwy i czy ma odpowiednio silny charakter. Respondenci zostali też poproszeni o podanie wszystkich informacji, które mogą wydawać im się przydatne.

W ankietach wszyscy oceniali go bardzo dobrze. Podkreślano, że jest inteligentny, jego moralność jest nie do zakwestionowania, „jest człowiekiem cnotliwym, solidnym i uduchowionym”. Jeden z informatorów napisał, że gdyby został biskupem, to z pewnością nie spowodowałby żadnego skandalu.

Zaledwie kilku informatorów w swoich ankietach napisało o jednej wadzie – stwierdzili, że może on być przesadnie ambitny. Zdarzały się też pojedyncze odniesienia do braku szczerości, ale w przeważającej większości dominowały pozytywne opinie.

McCarrick został biskupem pomocniczym Nowego Jorku w 1977 roku. Od razu stał się jednym z aktywniejszych hierarchów w episkopacie amerykańskim. W 1978 roku po wyborze Jana Pawła II na papieża, McCarrick pojechał do Rzymu. Tam spotkał się z polskim papieżem i przypomniał mu ich spotkanie z 1976 roku. Jan Paweł II odpowiedział: „Pamiętam Cię. Chcę wiedzieć jedno: czy miałeś kiedykolwiek wakacje?”.

 

Praca w Metuchen i pierwsze podejrzenia matki

W 1981 roku Theodore McCarrick został powołany na biskupa diecezji Metuchen. Od początku swojej pracy w nowoutworzonej diecezji, McCarrick skupił się na zwiększeniu powołań. W pierwszym roku wyświęcił 2 księży, a kilka lat później było to już 15. Przez to był bardzo dobrze oceniany przez innych biskupów amerykańskich. Zdołał też zebrać 10 milionów dolarów na potrzeby diecezji. Swoimi osiągnieciami chwalił się przed papieżem z którym spotykał się w Rzymie. W Metuchen zapoczątkował też tradycję organizowania letnich pikników, w których uczestniczyły całe rodziny. Nazywał to „Dniem wujka Teda”.

Dokumenty Watykanu z tamtego okresu nie wykazały żadnych zarzutów wobec McCarricka. Jednak jedna z kobiet z katolickiej rodziny z Nowego Jorku zeznała, że w tamtym czasie wysyłała listy anonimowe do innych biskupów amerykańskich, w których wyrażała niepokój związany z zachowaniem duchownego.

Jej rodzina była głęboko wierząca i zaangażowana w życie swojej parafii z Nowego Jorku. McCarricka do domu przyprowadził ojciec. Z czasem duchowny zaczął być częstym gościem. „Był długi okres, kiedy przychodził co tydzień. Powiedział nam, że jesteśmy jego rodziną i sprawiał wrażenie, że byliśmy dla niego wyjątkowi” – zeznała kobieta w raporcie. McCarrick ze swoich podróży przywoził dzieciom prezenty, a one mówiły do niego „wujku”. Zaczął też zabierać chłopców na wycieczki i na plebanię.

Kobieta z czasem zaczęła czuć, że McCarrick wyraża przesadne zainteresowanie chłopcami i mniej obchodzą go dziewczynki. Zauważyła też, że duchowny dotykał chłopców w sposób, który był niewłaściwy. „Wyszłam z kuchni, a na naszej kanapie siedział Ted. Po jego obu stronach siedzieli moi synowie, a Ted masował ich ręką po wewnętrznej stronie ud. To było więcej niż dziwne, to była nienormalne. Prawie upuściłam naczynie żaroodporne, które trzymałam w ręce. Mój mąż siedział naprzeciwko niego na krześle i wydawał się być nieświadomy jego zachowania” – zeznała kobieta.

Na wycieczkach, na które McCarrick zabierał chłopców, częstował ich alkoholem. Matka była temu przeciwna, bo wcześniej surowo tego zabraniała swoim synom. Pokłóciła się także z McCarrickiem, kiedy ten wywierał presję na jej synu, żeby zabrać go na weekendowy wyjazd. W tym czasie miał on uczestniczyć w turnieju tańca.

Jak zeznała kobieta, trudno jej było w jednoznaczny sposób przeciwstawić się duchownemu, bo był on bardzo miły dla rodziny i cieszył się dużym szacunkiem jej męża. Nie wiedziała też, do kogo mogłaby się zwrócić. W końcu zdecydowała się opisać swoje obawy i wysłać listy do wszystkich amerykańskich kardynałów i do nuncjusza. Listy były anonimowe. Opisała w nich niewłaściwe jej zdaniem zachowanie McCarricka wobec nastoletnich chłopców, które zaobserwowała.

Niestety nie znaleziono żadnego z egzemplarzy tego listu. Kobieta też w czasie zeznania wspomina, że miała nadzieję, że zobaczy jakąś reakcję wobec McCarricka, ale po paru miesiącach zrozumiała, że jej głos został zignorowany.

 

 


 

 

Więcej podobnych tekstów znajdziesz w CATOLICO – serwisie specjalnym, który zawiera pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań.

 

 


Energiczna praca w Newark

W 1986 roku McCarrick był jednym z głównych kandydatów do objęcia diecezji Newark. Nuncjatura ponownie rozesłała swoje ankiety do biskupów i innych duchownych, w których ci mieli wypowiedzieć się na temat duchownego. W odpowiedziach przeważały pozytywne opinie. Zwracano uwagę na jego wybitne kwalifikacje, pobożność i wrażliwość na biednych. Żadna z ankiet nie wskazywała na jego niewłaściwe zachowanie.

Pod koniec lat 80. i na początku 90. McCarrick poza pracą w diecezji zaczął zyskiwać znaczenie na arenie międzynarodowej. Angażował się w dialog międzyreligijny, działał w obronie praw człowieka, podróżował po całym świecie. Dzięki tym działaniom poznał najważniejszych polityków i przywódców religijnych. Zbudował też zażyłe relacje z przedstawicielami administracji amerykańskiej. Działał także w imieniu Stanów Zjednoczonych podróżując do Chin. Biskup często pisał listy do Jana Pawła II, w których informował go na bieżąco o swojej działalności międzynarodowej, wielokrotnie był też uczestnikiem papieskich pielgrzymek. Stale korespondował też z sekretarzem papieża Stanisławem Dziwiszem nazywając go w listach „Monsignor Stan”. W tym czasie McCarrick rozpoczął też swój wieloletni zwyczaj wręczania prezentów urzędnikom Kurii Rzymskiej i nuncjatury. Kontynuował tę praktykę do 2017 roku.

Równocześnie McCarrick był uznawany za dobrego zarządcę diecezji Newark. Zbudował nowe Centrum Archidiecezjalne i seminarium. Był znany ze swojej ciągłej pracy. Jeden z jego sekretarzy powiedział, że biskup pracował 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. „Zaczynał pracę o 5 rano, a kończył o 22 wieczorem. Nieustannie był zajęty pisaniem listów” – powiedział. „Gdy go poznałem, był pracoholikiem, nigdy nie brał urlopu” – wspomniał.

 

Informacje innych biskupów o zachowaniu McCarricka

Już w latach 80. inni biskupi amerykańscy otrzymywali informacje o niewłaściwym zachowaniu McCarricka. W 1989 roku ksiądz z diecezji Metuchen przekazał swojemu biskupowi Edwardowi Hughes’owi informację o niewłaściwym zachowaniu McCarricka. Początkowo biskup zaprosił go do siebie i pod pretekstem zbadania wysypki dotykał go po plecach i klatce piersiowej. „Wydawało mi się to dziwne, ale nie uważałem tych gestów za gesty seksualne. Myślałem, że ze względu na to, że biskup jest stary, to seksualność go nie interesuje” – zeznał.

Później McCarrick zaprosił jego i innych kleryków do swojego domku letniskowego przy plaży w Sea Girt. W czasie drugiej wizyty księdza, okazało się, że w domu jest mniej łóżek niż gości, dlatego jeden z nich musi spać z biskupem. Następnie McCarrick zainicjował masaż pleców, który przerodził się w obejmowanie ze strony biskupa. Kiedy ksiądz zdecydowanie przeciwstawił się McCarrickowi, ten się na niego zdenerwował i przestał się do niego odzywać.

Po powrocie kleryk opowiedział o sytuacji swojemu przełożonemu z seminarium, ale ten go upomniał, że oskarżenia, które on stawia biskupowi są bardzo poważne i mogą być przeszkodą do święceń. Zaaranżował on spotkanie młodego kleryka z doradcą seminarium, w trakcie którego ten niewłaściwie go dotykał. Wtedy młody kleryk zrozumiał, że nic nie wskóra swoimi doniesieniami.

Sytuacja zmieniła się w 1989 roku, kiedy biskupem diecezji Metuchen był Edward Hughes. Wtedy młody kapłan stwierdził, że opowie historię sprzed kilku lat swojemu nowemu ordynariuszowi. Kiedy mu ją przekazał, bp Hughes nie wyglądał na zaskoczonego. „Hughes był zły, zaczerwienił się, ale nie był zaskoczony i zszokowany tym, co mówiłem” – wspomniał kapłan. Biskup zapewnił, że zajmie się sprawą, ale nic się nie wydarzyło. Nigdy więcej ordynariusz nie rozmawiał o tym z wykorzystywanym księdzem, nie ma też żadnych dokumentów, które wskazywałyby na to, że biskup zrobił coś w tej sprawie.

W 1993 roku Hughes otrzymał kolejną informację o niewłaściwym zachowaniu bp McCarricka. Tym razem zgłosił się inny ksiądz diecezji Metuchen, który sam wykorzystywał seksualnie nastoletnich chłopców ze swojej parafii. W trakcie wyjaśnień opowiedział, że jako kleryk był wykorzystywany przez McCarricka w czasie wyjazdu na ryby i podczas podróży służbowej do Nowego Jorku. Rok później ksiądz, który był w trakcie leczenia, napisał do diecezji dwa listy, w których opisał te incydenty. Biskup je przyjął, ale nie podjął żadnych działań.

Kolejnym księdzem, który opisał niewłaściwe zachowanie McCarricka był kapłan pochodzący z Brazylii, który został przeniesiony do diecezji Newark, żeby pracować tam w parafii portugalskojęzyczną mniejszością. McCarrick zaprosił go do swojego domku letniskowego i również zainicjował masaż pleców i niewłaściwy dotyk. Ksiądz próbował się mu sprzeciwić, ale McCarrick przekonywał go, że aktywność seksualna między księżmi jest normalna i akceptowalna w Stanach Zjednoczonych, a szczególnie w tej diecezji. W 1993 roku ksiądz został zachęcony przez swego spowiednika, aby doniósł o sprawie biskupowi. Kiedy się z nim spotkał rok później, szczegółowo opisał bp Hughesowi swoje stosunki seksualne z McCarrickiem. Jak wspomina, bp Hughes pozostał niewzruszony. Po zakończeniu bp Hughes poradził księdzu, aby ten „wybaczył bp McCarrickowi dla dobra Kościoła”.

Raport opisuje też incydent z restauracji w Newark ze stycznia 1990 roku. W czasie kolacji, w której uczestniczyli inni duchowni, McCarrick dotykał krocza młodego księdza, który siedział obok niego. W spotkaniu uczestniczyło dwóch innych biskupów: John Mortimer Smith i James McHugh. Po tej sytuacji drugi z hierarchów natychmiast wyszedł ze spotkania i według zeznań swojego współpracownika, który też był obecny przy stole, widział całą sytuację. W drodze powrotnej stwierdził: „Wiesz, arcybiskup czasami mówi i robi rzeczy, które są bardzo różne”. Duchowni więcej nie rozmawiali o tej sytuacji. Nie ma też żadnych dowodów na to, że bp Smith i bp McHugh wszczęli jakiekolwiek działania.

W latach 90. do hierarchów kościelnych zaczęły przychodzić anonimowe listy, które wskazywały na to, że McCarrick wykorzystuje seksualnie inne osoby. Jedną z takich korespondencji  w 1992 otrzymał kard. John Joseph O’Connor, arcybiskup Nowego Jorku. Zamiast wszcząć jakiekolwiek postępowanie, przekazał tę korespondencję samemu McCarrickowi, który z kolei „podzielił się nią” ze swoimi przyjaciółmi z FBI, aby ci mogli zbadać to, kto jest jej autorem. Kolejne anonimy, które trafiały do diecezji Newak, były też przekazywane do McCarricka. Ten poinformował o tej sprawie nuncjusza apostolskiego w USA bp Agostino Cacciavillana.

Z czasem listy i emaile były też wysyłane do nuncjusza apostolskiego i innych hierarchów amerykańskich, ale nie podjęto żadnych działań. Jedna z korespondencji, która przyszła do nuncjusza i kard. O’Connora zawierała zdjęcie, na którym McCarrick kładzie rękę na kolanie młodego księdza.

 

Wizyta papieża w Newark i pierwsze informacje w Watykanie

W 1993 roku Watykan planował pielgrzymkę papieża Jana Pawła II do Stanów Zjednoczonych. Jednym z przystanków papieża miało być Newark. W związku z tym kardynał O’Connor i nuncjusz Cacciavillan korespondowali na ten temat zastanawiając się, czy podejrzenia wysuwane wobec McCarricka będą przeszkodą do przeprowadzenia takiej wizyty. Nuncjusz jednak stwierdził, że nie ma przeszkód do zorganizowania takiej uroczystości w Newark.

Kiedy wizyta papieża została przełożona na 1995 rok, Stolica Apostolska otrzymała informacje o niewłaściwym zachowaniu McCarricka. Nuncjusza zaalarmowała w tej sprawie siostra Mary Quentin Sheridan, przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia z Almy. Powiedziała, że w czasie rekolekcji młody ksiądz miał opisać niewłaściwe zachowanie McCarricka względem seminarzystów. Zachowała się krótka notatka nuncjusza z tej rozmowy: „Abp McCarrick na plaży z grupami kleryków, z jednym z nich w jednym łóżku. Ostatnio siedmiu młodych księży odeszło z kapłaństwa, w tym jeden z sekretarzy McCarricka. Niebezpieczeństwo skandalu, jeśli papież pojedzie do Newark”.

Nuncjusz skonsultował się w tej sprawie z kard. Jamesem Hickey’em, arcybiskupem Waszyngtonu. Ten stwierdził, że to może być oszczerstwo lub przesada. W liście do nuncjusza poręczył za bp. McCarricka twierdząc, ze nigdy nie był świadkiem jakiegokolwiek niewłaściwego zachowania seksualnego z jego strony i te sygnały mogą być efektem jego aktywnej działalności, w czasie której mógł zyskać wrogów. Nuncjusz nie kontynuował w żaden sposób sprawy, a papież ostatecznie odwiedził Newark.

O wykorzystywaniu seksualnym alarmował także dr Richard Fitzigibbons, który był terapeutą księdza, który sam wykorzystywał nastoletnich chłopców. Po konsultacjach z nuncjuszem udał się on do Rzymu i przekazał tę informację członkowi Kongregacji ds. Biskupów abp. Jorge Marii Mejii. W marcu 1997 roku Fitzigibbons dostarczył do prefekta kongregacji kard. Benjamina Gantina list, w którym opisał sytuację. Ocenił też, że jego pacjent według niego jest wiarygodny.

W archiwach watykańskich nie zachowały się dowody na to, że jakiekolwiek dochodzenie zostało podjęte po informacjach dr Fitzgibbonsa.

 

Nominacja na abp Waszyngtonu i list do kard. Dziwisza

Rok później, kiedy McCarrick był przymierzany do stanowiska arcybiskupa Chicago, między członkami Kongregacji ds. Biskupów zachowała się korespondencja, która mówiła o podejrzeniach wobec amerykańskiego duchownego. Jest w niej informacja, że „nuncjatura zbadała te podejrzenia i zostały one uznane za nieudowodnione”. Ostatecznie, mimo polecenia nuncjusza, McCarrick nie stanął na czele diecezji Chicago.

W 1999 roku papież rozważał McCarricka jako potencjalnego kandydata na arcybiskupa Nowego Jorku. Według watykańskich dokumentów był on faworytem do objęcia tego stanowiska. Jednak odchodzący biskup tej diecezji kard. O’Connor zdecydował się skierować do nuncjusza bp Gabriela Montalvo list, w którym opisał dotychczasowe podejrzenia wobec McCarricka. Wymienił w nim plotki na temat tego, że McCarrick w swojej letniej rezydencji sypia w jednym łóżku z chłopcami i mężczyznami, opisał też, że w diecezji Newark wśród kleryków powszechnie znany był fakt, że McCarrick zabiera ich do domku przy plaży i dzieli z nimi łóżko; opisał też sytuację księdza, którego biskup zabrał na wyjazd do Portoryko, a który opuścił kapłaństwo, stwierdził też, że w diecezji Metuchen krążyły historie o letnich wyjazdach biskupa z młodymi księżmi i klerykami. Napisał w nim: „Z głębokim żalem muszę wyrazić własne poważne obawy, że jeżeli abp McCarrick otrzyma wyższą godność w Kościele w Stanach Zjednoczonych, a szczególnie jeżeli zostanie podniesiony do godności kardynalskiej, to może temu towarzyszyć poważny skandal i niekorzystny rozgłos”.

List został przekazany do Kongregacji ds. Biskupów. Ta zleciła nuncjuszowi przeprowadzenie wewnętrznego dochodzenia, aby zweryfikować te informacje. W tym celu Montalvo skierował się do czterech biskupów: Vincenta Breena, Edwarda Hughesa (diecezja Metuchen), Jamesa McHugh (Rockville Centre) i Johna Smitha (Trenton).  

McHugh, który 10 lat wcześniej był świadkiem, jak McCarrick dotyka przy stole młodego księdza, w odpowiedz stwierdził, że nigdy nie widział niewłaściwego zachowania McCarricka, potwierdził też, że wie o tym, że biskup zapraszał do swojego domku letniskowego młodych księży i kleryków. Breen odpisał, że słyszał o różnych plotkach na temat McCarricka, ale nigdy ich nie weryfikował i nie wie, czy są prawdą. Jego poprzednik w Metuchen bp Hughes stwierdził, że nie ma bezpośrednich informacji, które potwierdzałyby takie podejrzenia. Wspomniał, że oskarżenia pochodzą m.in. od księdza, który sam wykorzystywał seksualnie chłopców. Martwił go tylko fakt, że te zarzuty pochodziły od przynajmniej dwóch różnych osób. Bp Smith w swoim liście wyraził szacunek i podziw dla McCarricka. Tłumaczył też, że często McCarrick nocował u siebie młodych „siostrzeńców”, bo ułatwiało im to powrót po odwiedzinach.

Nuncjusz Montalvo w wynikach swojego dochodzenia przekazanych członkowi Kongregacji ds. Biskupów bp Giovaniemu Battiście Re zaznaczył, że podejrzenia wobec McCarricka są „niepewne” i żaden z informatorów nie dostarcza potwierdzonych zarzutów. „Zarzuty wobec McCarricka nie są ostatecznie udowodnione, ani całkowicie bezpodstawne” – stwierdził nuncjusz.

Battista Re podsumował sprawę w memorandum.  4 lipca 2000 roku napisał w nim, że plotki i zarzuty, które pojawiają się w kontekście McCarricka nie są solidne. „Nie ma żadnych faktycznych informacji, które by jasno wskazywały na jakąkolwiek moralną słabość ze strony arcybiskupa” – napisał. Dodał też, że promowanie McCarricka na wyższe stanowiska kościelne może spowodować ponowne wysuwanie przeciwko niemu oskarżeń, nawet jeżeli są one bezzasadne. „To nie będzie służyć ani jemu, ani Kościołowi. Lepiej rozważyć inne kandydatury na arcybiskupa Waszyngtonu i nie ryzykować” – stwierdził. Dokument trafił 8 lipca bezpośrednio do Jana Pawła II. 10 lipca abp Re w poufnym liście do nuncjusza Montalvo przekazał, że papież przeczytał memorandum i jest skłonny wierzyć, że plotki i zarzuty wobec McCarricka nie mają podstaw. Papież jednak zgodził się, że nie warto ryzykować i najlepiej jest rozważyć innych kandydatów.

Niecały miesiąc po zakończeniu dochodzenia w nuncjaturze, swój list do kard. Stanisława Dziwisza skierował sam abp Theodore McCarrick. Napisał w nim, że niektórzy z jego przyjaciół donieśli mu, że „promuje się jego transfer” do bardziej prestiżowej diecezji. Zadeklarował pełne posłuszeństwo Ojcu Świętemu, ale jednocześnie stwierdził, że oskarżenia wysuwane wobec niego w liście przed kard. O’Connora wprawiają go w zakłopotanie.

W odniesieniu bezpośrednio do zarzutów stwierdził: „Na pewno popełniłem błędy i być może czasem brakowało roztropności, ale przez 70 lat mojego życia nigdy nie miałem żadnych stosunków seksualnych z nikim, mężczyzną, kobietą, młodym czy starym, osobą duchowną lub świecką. Nigdy też nie nadużywałem nikogo i nie traktowałem z brakiem szacunku” – napisał.

Wspomniał też, że przed kilkoma laty była rozsyłana seria anonimowych listów, które zarzucały mu niewłaściwe postępowanie. „Gdyby Jego Świątobliwość stracił zaufanie do mnie jako biskupa, chętnie zrezygnuję z mojej diecezji i przyjmę jakąkolwiek posługę, którą mi powierzy. Znasz moje oddanie Ojcu Świętemu i moją miłość do niego. Najbardziej bolesne jest dla mnie to, że to może zasmucić Ojca Świętego i da mu poczucie, że go zawiodłem”.

List McCarricka dotarł do kard. Dziwisza, gdy Jan Paweł II i biskup James Harvey, ówczesny prefekt Domu Papieskiego przebywali w letniej rezydencji w Castel Gandolfo. Kardynał Dziwisz wręczył kopię listu Harveyowi i poprosił go o przetłumaczenie go na włoski. „To był całkowity wyjątek, nigdy wcześniej nie byłem o to poproszony” – stwierdził Harvey. Po przetłumaczeniu zwrócił on tekst Dziwiszowi, który przekazał go Ojcu Świętemu. Polski sekretarz wspomniał też, że nigdy nie rozmawiał o treści listu z papieżem i że został on też przekazany substytutowi Sekretariatu Stanu abp Battiście Re. Ten w swoim zeznaniu wspomniał, że papież po lekturze listu został „przekonany o prawdomówności” McCarricka. Kilku księży pracujących w otoczeniu Jana Pawła II powiedziało w zeznaniach, że papież mógł uważać zarzuty za niewiarygodne ze względu na swoje doświadczenia w Polsce, gdzie duchowni często byli fałszywie oskarżani przez komunistyczne władze, aby zniszczyć reputację Kościoła.

Na początku września 2000 roku kard. Angelo Sodano Sekretarz Stanu był w Nowym Jorku, aby w imieniu papieża wystąpić na forum ONZ. Spotkał się tam z abp McCarrickiem i przekazał mu, że papież przeczytał list O’Connora i list McCarricka i poinformował go, że papież wierzy w to, co napisał i nadal jest jego przyjacielem.

Po powrocie do Watykanu we wrześniu Jan Paweł II przekazał kard. Sodano, żeby McCarricka dopisać do listy kandydatów na arcybiskupa Waszyngtonu. Przekazał tę wiadomość odchodzącemu prefektowi Kongregacji ds. Biskupów Lucasowi Moreirze Nevesowi.

Potem między biskupami nastąpiła wymiana korespondencji w sprawie nominacji na arcybiskupa Waszyngtonu. Brał w niej udział kard. Sodano, abp Cacciavillan i nowy prefekt Kongregacji ds. Biskupów abp Battista Re. Cacciavillan stwierdził, że McCarrick byłby najlepszym wyborem na to stanowisko, gdyż ma duże zdolności do pracy, doświadczenie i „dużą gorliwość duszpasterską”. Stwierdził też, że jego zaletą są dobre stosunki z władzami federalnymi, co jest szczególnie przydatne w pracy w Waszyngtonie. Dodał też, że gdyby pojawiły się zarzuty wobec jego moralności, to McCarrick będzie mógł się bronić.

Wszystkie te okoliczności w podsumowaniu zebrał arcybiskup Battista Re, który złożył je 14 października papieżowi Janowi Pawłowi II. 14 października 2000 roku w czasie sobotniego spotkania Jana Pawła II z prefektem Kongregacji ds. Biskupów Jan Paweł II mianował abp Theodore’a McCarricka arcybiskupem Waszyngtonu. Nominacja została ogłoszona w 21 listopada 2000 roku.

 

Nominacja nie oznaczała końca doniesień

Po nominacji McCarricka na arcybiskupa Waszyngtonu nie skończyły się doniesienia na temat molestowania seksualnego. O. Boniface Ramsey, dominikanin który był wykładowcą na Uniwersytecie Seton Hall słyszał na ten temat plotki już wcześniej, ale postanowił działać w momencie, kiedy usłyszał o nominacji. Po kontakcie z nuncjuszem napisał do niego list, w którym opisał plotki, które krążyły na ten temat w diecezji Newark. Montalvo z kolei przekazał korespondencję Sekretarzowi Stanu kard. Sodano, a ten dał go papieżowi Janowi Pawłowi II.

Do nuncjusza zaczęły wpływać kolejne zawiadomienia. Przekazał je m.in. emerytowany biskup Waszyngtonu kard. James Hickey. Listy o wykorzystywaniu seksualnym przez McCarricka wpływały też do samego bp Montalvo. Zawiadomienia dotyczyły głównie okresu, kiedy McCarrick pracował w Newark.

Ingres McCarricka do katedry w Waszyngtonie odbył się 3 stycznia 2001 roku. 21 lutego został on mianowany przez papieża kardynałem. McCarrick był aktywny w kraju i za granicą. Często spotykał się z prezydentem George’em Bushem, który powiedział o nim: „Nie ma lepszej osoby w naszym kraju niż kard. McCarrick. Jestem dumny, że nazywam go przyjacielem”.

Był jednym z czołowych hierarchów, którzy brali udział w opracowywaniu nowej polityki Watykanu dotyczącej wykorzystywania seksualnego dzieci w Kościele. Awansował także w strukturach kurii rzymskiej, gdzie został mianowany członkiem APSA, instytucji która zarządza majątkiem Stolicy Apostolskiej. W dalszym ciągu był też prezesem założonej w latach 80. Fundacji Papieskiej, przez którą pozyskiwał środki dla Watykanu. McCarrick regularnie też pisał raporty ze swoich podróży zagranicznych i wysyłał je przez nuncjusza do Rzymu. Szczególnie zajął się stosunkami watykańsko-chińskimi. Do Państwa Środka wyjeżdżał także jako przedstawiciel administracji amerykańskiej.

Doniesienia o nagannym zachowaniu McCarricka zaczęły też docierać do amerykańskich dziennikarzy. Jednak jak zauważa raport, dziennikarze po swoich śledztwach nie byli w stanie zweryfikować tych informacji, gdyż nie mieli dostępu do potencjalnych ofiar molestowania. McCarrick był też zaprzyjaźniony z wieloma dziennikarzami i w rozmowach z nimi odrzucał te oskarżenia.

 

Rezygnacja z kierowania diecezją Waszyngtonu

W listopadzie 2004 roku do nuncjusza trafiło też kolejne zawiadomienie, w którym ksiądz pracujący w diecezji Metuchen opisał, że jako kleryk wielokrotnie dzielił łóżko z biskupem. Opisywał także, jak był wykorzystywany seksualnie przez nauczyciela liceum prowadzonego przez diecezję. W swoim liście ksiądz nie zarzucał jednak wykorzystywania seksualnego McCarrickowi. Dokumenty nie wykazały, że nuncjusz przekazał tę sprawę do Watykanu, a diecezja zawarła z duchownym potajemną ugodę, w ramach której otrzymał on 80 tysięcy dolarów. Kard McCarrick nie był stroną w tej sprawie, ale dokumenty wskazują na to, że sam McCarrick wysłał do diecezji Metuchen 10 tysięcy dolarów na pokrycie roszczeń.

W 2005 roku po wyborze Benedykta XVI, Kongregacja Nauki Wiary, którą zaczął kierować Amerykanin kard. William Levada, otrzymała dokumenty dotyczące księdza, który wykorzystywał seksualnie dwóch nastoletnich chłopców, a który był też ofiarą kard. McCarricka. Do Watykanu trafiły raporty policyjne, oceny psychologiczne, korespondencja i fotografie. Równocześnie w czerwcu, kiedy McCarrick kończył 75 lat, złożył tradycyjną rezygnację z urzędu. Prefekt Kongregacji ds. Biskupów jednak rekomendował papieżowi, aby przedłużyć pracę kardynała o 2 lata. Benedykt XVI wyraził na to zgodę.

Równocześnie w Kongregacji Nauki Wiary toczyła się sprawa ofiary McCarricka. W memorandum podsumowującym watykańskie postępowanie czytamy, że zostało ono zamknięte 29 września 2005 roku.

Raport mówi, że wydaje się, że Benedykt XVI otrzymał informację od kard. Levady, że w Watykanie pojawiła się sprawa wykorzystywania seksualnego, w którą jest zamieszany McCarrick. Wtedy papież za pośrednictwem kard. Battisty Re wezwał go na spotkanie i poprosił o natychmiastową rezygnację z kierowania archidiecezją Waszyngtonu. 5 grudnia 2005 roku abp Re spotkał się z McCarrickiem w Rzymie i przekazał mu wiadomość o oskarżeniach.

Równocześnie 2 grudnia historia dzielenia łóżka McCarricka z jednym z księży została opublikowana na blogu dziennikarza Matta Abbotta. Ostatecznie do dymisji kard. McCarricka doszło po Świętach Wielkanocnych w 2006 roku, aby nie stwarzać wrażenia, że jest ona efektem publikacji internetowych. Jednocześnie McCarrick po raz kolejny napisał list, w którym podtrzymał swoją deklarację sprzed 6 lat, że nigdy w swoim życiu nie miał żadnych kontaktów seksualnych. Stwierdził w nim, że podejrzenia wobec mogą się brać z „traktowania seminarzystów jak członków własnej rodziny”. Dodał też, że oskarżenia mogły być powodowane tym, że nie wszyscy lubią jego styl duszpasterstwa. Na swoją obronę stwierdził też, że nigdy żadna ofiara nie zgłosiła nadużycia pod swoim imieniem i nazwiskiem.

 

Ograniczenie publicznej działalności McCarricka

Przejście McCarricka na emeryturę nie przerwało doniesień o jego przestępstwach seksualnych. W 2006 roku do nuncjatury trafiły kolejne dokumenty i zeznania, które go obciążały. Było to świadectwo tego samego księdza, który wykorzystywał seksualnie chłopców i który został później usunięty ze stanu kapłańskiego. Były duchowny w obszernych wyjaśnieniach opisał swoje kontakty seksualne z McCarrickiem, które miały miejsce w 1987 roku na obozie wędkarskim i w mieszkaniu w Nowym Jorku. Były to te same przypadki, które w swoim liście opisywał dr Fitzgibbons. Tym razem raport dokładnie opisuje te sytuacje: mężczyzna kilkukrotnie był świadkiem seksu biskupa z innym księdzem, był też wykorzystywany przez hierarchę w jego nowojorskim mieszkaniu. Nuncjatura w dokumencie, który przekazała do Watykanu zaznaczyła, że w tej sytuacji McCarrick wykorzystywał relację zależności między nim, a ówczesnym klerykiem.

W reakcji na kolejne doniesienia bp Battista Re stwierdził, że trzeba ograniczyć obecność publiczną McCarricka, aby nie wywoływać potencjalnych skandali. Rekomendowano też wyprowadzkę emerytowanego biskupa z waszyngtońskiego seminarium, w którym wtedy mieszkał.

Dodatkowo pod koniec grudnia abp Carlo Maria Vigano pracujący wtedy w Sekretariacie Stanu napisał memorandum do kard. Tarcisio Bertone, który był szefem tej instytucji. Przywołał w nim dotychczasowe doniesienia ws. McCarricka i stwierdził, że byłoby dobrze, jeśliby władze kościelne zajęły się sprawą. Dodał też, że sprawa dotyczy kardynała, więc powinien się nią zająć bezpośrednio Watykan.

Nowy nuncjusz w Stanach Zjednoczonych abp Pietro Sambi przekazał McCarrickowi zalecenia, aby ten wyprowadził się z seminarium Redemptoris Mater i prowadził bardziej ukryte życie. Po usłyszeniu tych zaleceń McCarrick zbladł, ale podziękował za przekazanie wiadomości. Po raz kolejny zapewnił o fałszywości tych zarzutów i dodał: „Jeśli muszę wycofać się do życia klasztornego, to jestem gotowy to uczynić, nawet jeżeli to będzie oznaczać moją śmierć”.

Jak wspomina kard. Bertone, w czasie spotkania w 2007 roku, papież Benedykt XVI był zaniepokojony tą sprawą i chciał, żeby działalność McCarricka została ograniczona. Nie był jednak zwolennikiem tego, aby wszcząć dochodzenie w Kongregacji Nauki Wiary. Po tamtym spotkaniu nie zachował się też żaden dokument, który by nakazywał rozpoczęcie takiej sprawy. Równocześnie były ksiądz zawarł potajemną ugodę z archidiecezją Newark i diecezją Metuchen, w ramach której otrzymał 100 tysięcy dolarów. Jak mówią dokumenty, chodziło o „niewłaściwe postępowanie w latach 1981-1987 przez niektórych księży związanych z obiema diecezjami”. W żadnych dokumentach związanych z tą sprawą nie zachowało się nazwisko McCarricka, nie ma też nigdzie śladu przyznania się do winy. Nic też nie wskazuje na to, że Stolica Apostolska otrzymała wiadomość o tej umowie.

 

McCarrick wysłannikiem papieża

Po przejściu na emeryturę i rozmowę z kardynałem Battistą Re aktywność McCarricka trochę spadła, ale po kilku miesiącach znów był aktywny w Stanach Zjednoczonych i za granicą. Brał też udział w wydarzeniach razem z papieżem Benedyktem XVI, był m.in. na Światowych Dniach Młodzieży w Sydney. Papież wybrał go też na swojego wysłannika na VII Sympozjum „Religia, Nauka, Środowisko”, które odbywało się w sierpniu 2007 roku na Grenlandii. Kardynał był też gościem na wielu wydarzeniach w Europie, choćby Forum Ekonomicznym w Davos. Z wielu z nich McCarrick pisał raporty do Watykanu i do amerykańskiego nuncjusza.

McCarrick nie zmienił też miejsca zamieszkania i cały czas przebywał w seminarium. W 2008 roku pojawił się kolejny sygnał o niewłaściwym zachowaniu McCarricka w przeszłości. Tym razem list otwarty do papieża Benedykta XVI opublikował w internecie Richard Sipe, były benedyktyn i psychoterapeuta, który potwierdził, że zna osobiście 4 księży, z którymi McCarrick miał stosunki seksualne i jest gotów dostarczyć na to dowody. List za pośrednictwem nuncjusza i urzędników kurii rzymskiej trafił do papieża. Jak mówi raport, Kongregacja Nauki Wiary nie wszczęła po nim postępowania, ponieważ nie było w nim bezpośredniego zarzutu, że McCarrick molestował osobę nieletnią. Rzekome niewłaściwe postępowanie dotyczyło z kolei osób dorosłych i to ponad 20 lat temu, co oznaczało przedawnienie. Papież mógł w drodze wyjątku je uchylić, ale się na to nie zdecydował.

Kardynał Giovani Battista Re był niezadowolony z tego, że McCarrick nie stosuje się do jego poleceń i nie ograniczył swojej działalności międzynarodowej. Z tego powodu po uzgodnieniu z papieżem napisał do niego list w 2008 roku, w którym poprosił go o wyprowadzkę z waszyngtońskiego seminarium Redemptoris Mater, a także o prowadzenie spokojnego życia i rezygnację z publicznych wystąpień. Zarekomendował także, że McCarrick nie powinien już być zapraszany do watykańskich dykasterii, których jest członkiem.

W odpowiedzi McCarrick napisał listy do nuncjatury, Sekretarza Stanu i prefekta Kongregacji ds. Biskupów. Stwierdził w nich, że nie może odmówić udziału w zadeklarowanych uroczystościach. Stwierdził też, że nie powinien przeprowadzać się do klasztoru, gdyż to wzbudziłoby podejrzenia mediów, że jest on odsuwany na bok przez Watykan. Wyszedł z propozycją zamieszkania w 4 miejscach: jego mieszkaniu przy uniwersytecie Seton Hall, w dowolnej parafii w Waszyngtonie, w jednym z uniwersytetów, bądź w mieszkaniu w Rzymie. Zadeklarował też, że w przyszłości nie będzie przyjmować zaproszeń do uczestnictwa w wydarzeniach bez pozwolenia nuncjatury i Stolicy Apostolskiej. Bezpośrednim nadzorcą emerytowanego kardynała w tej sprawie miał być abp Donald Wuerl, arcybiskup Waszyngtonu, jednak w dokumentach nie zachowało się żadne potwierdzenie, mówiące o tym, że Wuerl wie, że ma sprawować nadzór nad McCarrickiem.

Mimo wyraźnych nakazów Stolicy Apostolskiej, McCarrick dalej działał i o niektórych swoich spotkaniach pisał do Watykanu. Po amerykańskich wyborach prezydenckich w 2008 roku, kiedy zwyciężył Barack Obama, McCarrick spotkał się z nim z własnej woli i swoje spostrzeżenia opisał w liście do kard. Bertone. Zaznaczył, że ma w tym środowisku znajomości, więc mógłby być przydatny w przyszłości.

 

McCarrick wykorzystał słaby przepływ informacji

Raport pokazuje, że wskazania Watykanu w kwestii McCarricka były niejasne. Nie toczyło się żadne postępowanie, nie było też orzeczenia o winie. McCarrick prowadził swoją działalność krajową i zagraniczną. Wykorzystywał też brak przepływu informacji między nuncjaturą a Watykanem; równocześnie korespondował w swojej sprawie z nuncjuszem, Sekretarzem Stanu, prefektem Kongregacji ds. Biskupów i arcybiskupem Waszyngtonu. Wiadomości o działalności kardynała często nie docierały też do samego papieża.

McCarrick w 2009 roku pozostał aktywny na arenie międzynarodowej. Dodatkowo Stolica Apostolska odnowiła jego paszport dyplomatyczny, który przysługiwał mu z racji tytułu kardynała. Służył mu szczególnie w czasie jego licznych podróży na Bliski Wschód, gdzie angażował się w dialog z muzułmanami. Jeździł także do Chin, zdając relacje o niektórych swoich podróżach do Watykanu, ale też bezpośrednio do papieża. 80-latek doradzał też prezydentowi Obamie. Nie unikał wizyt w Watykanie, był choćby obecny na konsystorzu w 2010 roku.

McCarrick zmienił też miejsce swojego zamieszkania: W 2009 roku przeniósł się na plebanię kościoła św. Tomasza Apostoła w Waszyngtonie, a rok później zamieszkał w domu niedaleko kościoła św. Jana Chrzciciela w Hyattsville koło Waszyngtonu.

Po niespodziewanej śmierci nuncjusza Sambiego, jego następcą został abp Carlo Maria Vigano. Instrukcje, które dostał z Watykanu na początku urzędowania nie mówiły nic o McCarricku, ale kard. Marc Ouellet zeznał, że rok wcześniej mówił Vigano o podejrzeniach wobec McCarricka i o jego ograniczeniach dotyczących wystąpień publicznych. Vigano po przybyciu do USA ponownie przedstawił je McCarrickowi, choć w nuncjaturze nie zachował się żaden dokument, który potwierdzałby takie spotkanie. Nowy nuncjusz nie wpłynął jednak na zachowanie McCarricka, który występował w mediach amerykańskich, odbierał nagrody i podróżował po całym świecie. Swoje podróże regularnie opisywał w liście do nuncjusza.

Tymczasem do Vigano zaczęły docierać kolejne informacje o nadużyciach seksualnych McCarricka z przeszłości. Anonimowa kobieta opisała jego działalność i określiła go w liście „drapieżcą seksualnym”, a pewien ksiądz wniósł do sądu skargę przeciwko diecezji Metuchen i Newark. Obie diecezje nie przekazały tej wiadomości do nuncjatury, ale zrobił to ksiądz, który napisał list do abp Vigano. Opisał w nim przemoc seksualną ze strony McCarricka. List został przekazany do Kongregacji ds. Biskupów i nowego prefekta, kard. Marca Ouelleta. Ten polecił Vigano zweryfikowanie tych oskarżeń, ale raport mówi, że Vigano nigdy nie skontaktował się z księdzem, który wniósł skargę. „Czułem, że nuncjusz nie zwraca uwagi na coś, co było dla mnie bardzo ważne” – stwierdził w zeznaniach. Jedyne działanie, jakie nuncjusz podjął, to skontaktował się z biskupem Bootkoskim, ordynariuszem diecezji Metuchen i dowiedział się od niego, że ksiądz wnoszący oskarżenie „nie jest wiarygodny”. Nuncjusz nie przekazał tej informacji do Watykanu. Po 2 latach postępowanie zakończyło się tajną ugodą diecezji i księdza – ta informacja z kolei została przekazana przez Vigano do Stolicy Apostolskiej. Dokumentacja w tej sprawie była jednak niekompletna, więc  Kongregacja ds. Biskupów nie zdecydowała się na wszczęcie postępowania.

 

Franciszek nie wiedział o oskarżeniach wobec McCarricka

W 2013 roku papieżem został Franciszek. Jak mówi raport, Ojciec Święty znał McCarricka i wiedział, że ten jest aktywny na arenie międzynarodowej, nawet po przejściu na emeryturę. W momencie rozpoczęcia pontyfikatu Franciszek nie zdawał sobie sprawy o oskarżeniach wysuwanych wobec McCarricka, nie rozmawiał też na ten temat z Benedyktem XVI.

Z kolei kard. Angelo Becciu, substytut Sekretarza Stanu, przekazał papieżowi w jednej z rozmów w 2014 roku informacje o zarzutach wysuwanych pod adresem McCarricka. Papież jednak uznał, że skoro Jan Paweł II nie zajął się tą sprawą, to podejrzenia były bezpodstawne.

McCarrick mimo dojrzałego wieku cały czas podróżował po świecie. Korespondował też stale z papieżem Franciszkiem, między 2013 i 2017 rokiem napisał do niego 17 listów. W niektórych z nich kardynał sugerował Franciszkowi nominacje biskupie, ale nie ma ostatecznych dowodów na to, że odegrał znaczącą rolę w kształtowaniu amerykańskiego episkopatu.

 

Zgłoszenie z archidiecezji Nowego Jorku

8 czerwca 2017 roku archidiecezja Nowego Jorku otrzymała zgłoszenie od mężczyzny, który twierdził, że McCarrick niewłaściwie go dotykał, kiedy ten miał 16 i 17 lat. Było to pierwsze zgłoszenie na ten temat do Watykanu, które wpłynęło bezpośrednio od ofiary. Diecezja zgłosiła sprawę do sądu i wysłała list do Sekretarza Stanu Pietro Parolina. Ten przekazał wiadomość Ojcu Świętemu, który 18 października polecił kard. Timothy’emu Dolanowi biskupowi Nowego Jorku, przeprowadzenie wstępnego dochodzenia.

Sprawa toczyła się od grudnia 2017 roku do kwietnia 2018 przy pomocy świeckich śledczych. W skład komisji badającej doniesienie wchodzili prawnicy, psychologowie czy lekarze. Przesłuchany został mężczyzna, który wniósł skargę, a także kard. McCarrick. Diecezja uznała zarzuty za wiarygodne. Angelo Becciu przekazał papieżowi, że zarzuty wobec McCarricka potwierdziły się – papież miał być tym zszokowany. Sprawa została przekazana do Kongregacji Nauki Wiary, a McCarrick otrzymał polecenia od Pietro Parolina, żeby powstrzymał się od wystąpień publicznych do czasu zakończenia watykańskiego postępowania. 28 lipca 2018 roku papież przyjął też rezygnację McCarricka z członkostwa w Kolegium Kardynalskim.

Po tej informacji zgłosiły się kolejne osoby, które oskarżały McCarricka o wykorzystywanie seksualne. Zostały one przesłuchane, a 11 stycznia 2019 roku Kongregacja Nauki Wiary uznała McCarricka za winnego nakłaniania w czasie spowiedzi do czynności seksualnych i wykorzystywania seksualnego z „czynnikiem obciążającym nadużycie władzy”. W efekcie McCarrick został wydalony ze stanu duchownego. 13 lutego złożył on jednak odwołanie, które zostało odrzucone.

Ofiary, które przez lata nie zgłaszały nadużyć stwierdziły w trakcie zeznać, że czuły się bezsilne. Obawiały się też, że nikt nie uwierzy ich słowom. Raport podaje, że część zeznań jest bardzo prywatnych, dlatego nie zostały one ujawnione. W dokumencie jednak znalazły się relacje 17 osób, które doświadczały wykorzystywania ze strony McCarricka, lub były jego świadkiem.

Raport zwraca uwagę, że oprawca działał na kilka sposobów: wykorzystywał stosunek władzy w kontaktach z księżmi i klerykami, budował też bliskie relacje z rodzicami chłopców, których później nazywał „siostrzeńcami”. McCarrick podróżował ze swoimi ofiarami do tych samych miejsc: obóz rybacki Eldred, mieszkanie w Nowym Jorku, dom na plaży w Sea Girt, mieszkanie w Founding Hospital na Manhattanie. Organizował także nocne wizyty w rezydencjach biskupich w Newark i Metuchen. Często McCarrick dawał też swoim ofiarom alkohol, zachęcał też swoje ofiary do spania z nim w jednym łóżku. Często też inicjował kontakt poprzez pocieranie pleców czy obejmowanie. Zdarzały się sytuacje, w których inicjował kontakt seksualny w miejscach publicznych.

 


 

Autorskie wnioski dotyczące raportu

 

– McCarrick był notorycznym kłamcą i manipulatorem. Oszukiwał od samego początku swojej publicznej działalności. Zaprzeczał wszystkim oskarżeniom, deklarował swoją niewinność do samego końca.

– McCarrick był niezwykle zdolnym człowiekiem. Przez lata doskonale odnajdywał się w kręgach kościelnych, ale też wśród polityków i biznesmenów. Był skuteczny w pozyskiwaniu funduszy, miał znajomości wśród przedstawicieli najwyższych władz amerykańskich i międzynarodowych. Dzięki swojemu talentowi dyplomatycznemu był przez lata bardzo przydatny w międzynarodowych kontaktach. Robił dobre wrażenie wśród ludzi.

– McCarrick oszukał nie tylko władze kościelne, ale też administrację amerykańską. Duchowny przez lata był obecny wśród najważniejszych ludzi w państwie i nikt nie zaalarmował żadnego z prezydentów, że może być on przestępcą.

– Raport ws. McCarricka w największym stopniu obciąża biskupów amerykańskich. Jak pokazuje dokument, już w latach 80. otrzymywali oni sygnały, że McCarrick może wykorzystywać seksualnie chłopców. Dwóch amerykańskich biskupów widziało, jak w 1990 roku McCarrick atakuje młodego księdza, a mimo to nic z tym nie zrobili. Co więcej, bp James McHugh na piśmie potwierdził, że nigdy nie był świadkiem niewłaściwego zachowania McCarricka.

– Dodatkowo doniesienia wobec McCarricka dochodziły do różnych hierarchów amerykańskich, ale żadne wiadomości w tej sprawie nie były kierowane do Watykanu.

– Jan Paweł II nie był świadomy przestępstw McCarricka. Do Watykanu docierały plotki na temat jego niewłaściwego zachowania, ale nie były one w żaden sposób potwierdzone. Co więcej, przed nominacją na arcybiskupa Waszyngtonu Watykan przeprowadził dochodzenie, ale 4 amerykańskich biskupów na piśmie potwierdziło, że McCarrick to dobry kandydat.

– W sprawie McCarricka Jan Paweł II podjął złą decyzję. Na podstawie raportu nie można stwierdzić, że Jan Paweł II i kard. Stanisław Dziwisz w jakikolwiek sposób tuszowali niewłaściwe zachowanie McCarricka. Dodatkowo o niewinności McCarricka polskiego papieża mógł przekonać list, w którym ten przysięgał swoją niewinność.

– McCarrick uśpił czujność Watykanu tym, że sam aktywnie zaangażował się w walkę z przestępstwami seksualnymi w Kościele na początku XXI wieku.

– Benedykt XVI wiedział o podejrzeniach wobec McCarricka, ale nie podjął decyzji o wszczęciu postępowania, gdyż zarzuty nie były konkretne i nie dotyczyły dzieci.

– Benedykt XVI świadomy podejrzeń kazał McCarrickowi szybciej przejść na emeryturę. Chciał też ograniczyć jego publiczną działalność.

– McCarrick wykorzystał słaby przepływ informacji między urzędnikami watykańskimi i nuncjaturą. Kiedy prefekt Kongregacji ds. Biskupów zasugerował mu ograniczenie publicznej działalności, McCarrick wybiórczo informował o swoich podróżach i zobowiązaniach nuncjusza i Watykan. Korzystał z tego, że żaden z biskupów nie był formalnie wyznaczony, do sprawowania nadzoru nad kardynałem.

– Papież Franciszek na początku swojego pontyfikatu nie był świadomy oskarżeń przeciwko McCarrickowi. W 2014 w rozmowie miał mu je przekazać kard. Angelo Becciu.

– Pierwsze doniesienie od ofiary o nadużyciach seksualnych trafiło do Watykanu dopiero w 2017 roku. To spowodowało uruchomienie wszystkich procedur.

 

ANALIZA CATOLICO – Arkadiusz Grochot

 

Przeczytałeś jedną z analiz przygotowanych przez zespół “Catolico”. To nowa przestrzeń, w której znajdują się pogłębione, eksperckie artykuły w formie analiz, raportów oraz podsumowań. Oto inne teksty, które do tej pory przygotowaliśmy:

DEBATA CATOLICO: Monika Przybysz: Kościół małych wspólnot

NA OŁTARZE: Wanda Boniszewska – nierozumiana stygmatyczka

ANALIZA CATOLICO: Komunia na rękę. Analizujemy spór

ANALIZA CATOLICO: Konsystorz w maseczkach

ANALIZA CATOLICO: Kardynałowie – nominaci. Od ludzkiej strony

FACT-CHECKING: Słowa papieża o LGBT. Sprawdzamy, analizujemy, wyciągamy wnioski

ANALIZA ks. Stanisław Adamiak: Metropolici. Realna władza czy symboliczna funkcja?

ANALIZA CATOLICO: Neokatechumenat. Od madryckich slumsów do ogólnoświatowej wspólnoty

FACT-CHECKING: Zmiany w “Ojcze Nasz”. Sprawdzamy kontrowersje

ANALIZA CATOLICO: Sny o prymasie

Arkadiusz Grochot

Arkadiusz Grochot

Zobacz inne artykuły tego autora >

Reklama

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


Reklama

Arkadiusz Grochot
Arkadiusz
Grochot
zobacz artykuly tego autora >
Copy link
Powered by Social Snap