video-jav.net

„Ocalony” czyli Różewicz wysyła Ci SMS-y

Każde pokolenie ma swojego Taco Hemingwaya / Sokoła / Kazika Staszewskiego / Kombi / … – tutaj wpiszcie sobie, co uważacie za stosowne. Nie zamierzam twierdzić, że wiem kogo słuchacie. Kiedy spytałem o to dziesięcioletnią córkę, to puściła mi coś o lamie w moim pokoju i wolałem tego nie drążyć. Naprawdę nie.

Wwwirgiliusz
zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Każdy osobnik jak Taco/Sokół… (prócz tej pomylonej od lamy) spełnia określone zadanie. Mówi coś, co jest dla danego pokolenia ważne. Różewicz był właśnie takim kimś. Mówił to, co czuło pokolenie. Bo miał z tym pokoleniem wspólne doświadczenia, które zawarł (jak to się pięknie mówi) w wierszu „Ocalony”.

Jedno ostrzeżenie. Z Różewiczem trzeba uważać, bo on jest bardzo lakoniczny. Pisze krótko, ale ma przemyślaną nie tylko każdą linijkę lecz każde słowo. On te słowa naprawdę z aptekarską dokładnością ważył. Wyobraźmy sobie to tak, że poeta z każdą linijką lub zwrotką wysyła nam jednego sms-a. Zacznijmy od pierwszego:

„Mam dwadzieścia cztery lata
ocalałem
prowadzony na rzeź.” 

 

Dużo się wydarzyło prawda? Dowiadujemy się, ile lat ma podmiot liryczny, że zdążył już otrzeć się o śmierć i od czego go ocalono. Od rzezi. To „prowadzony” nasuwa skojarzenia ze zwierzętami hodowlanymi, czyż nie? Zresztą nie trzeba się domyślać, bo zaraz pada dobitne: „Człowieka tak się zabija jak zwierzę”. Jeśli by ktoś miał wątpliwości, czy to prawda, to zaraz przeczyta krótką i dosadną linijkę. Linijkę na jedno słowo: „Widziałem”.

Miał na co patrzeć. Przez 6 lat wojny swoje życie straciło 6 milionów polskich obywateli, w tym niemal wszyscy, których Adolf Hitler ze swoimi koleżkami uznał za Żydów. Po takim czymś można stać się mało rozmownym. I to właśnie przydarzyło się Różewiczowi. Kiedy pisze:

„widziałem:
furgony porąbanych ludzi
którzy nie zostaną zbawieni.”

 

to brzmi trochę jak księgowy, bo kto inny może liczyć ludzi na furgony? Jednak to nie był jego pomysł. To naziści traktowali Polaków i wiele innych narodów właśnie jako logistyczne wyzwanie. Powinno nas (Was?) jeszcze jedno sformułowanie w tej zwrotce zainteresować: „którzy nie zostaną zbawieni”. Dlaczego ofiara miałaby stracić prawo do zbawienia? Żeby to zrozumieć trzeba wiedzieć, że żydowska wiara i obyczaj uznają, że szczątki ludzkie muszą czekać na przyjście Mesjasza i Dzień Sądu. Ludzie porąbani na kawałki, spaleni, zmieleni, a tak właśnie traktowali ich hitlerowcy, wg tradycji żydowskiej nie mogą doczekać Dnia Sądu. Ich śmierć więc staje się śmiercią podwójną, wieczystą. Może dlatego właśnie podmiot liryczny zwątpił we wszystko, czego go dotąd uczono:

„Pojęcia są tylko wyrazami:
cnota i występek|
prawda i kłamstwo
piękno i brzydota
męstwo i tchórzostwo.”

 

Nie wyobrażam sobie większej grozy, a Wy?

I co dalej? Czy on się poddaje, rezygnuje? Niekoniecznie. Przyznaje, że szuka „nauczyciela i mistrza”. Czego od niego chce? Prosi między innymi: „niech oddzieli światło od ciemności.” Kto kojarzy biblijny opis stworzenia świata przez Boga, bez trudu domyśli się, kogo szuka podmiot liryczny. Nie wiemy czy mu się udało, nie wiemy, czy Go znalazł. On nas z tym zostawia, tak jak jego pokolenie zostało z przeżyciami wojennymi.

Wwwirgiliusz autor bloga http://ojciecwwwirgiliusz.pl


Zajrzyj na Facebooka: Najpiękniejsze wiersze patriotyczne


Reklama

Wwwirgiliusz

Zobacz inne artykuły tego autora >
Wwwirgiliusz
zobacz artykuly tego autora >

„Orły na Europą”. Fenomen polskich pilotów

Książka Adama Zamoyskiego – brytyjskiego historyka o polskim pochodzeniu – „Orły na Europą. Losy polskich lotników w czasie drugiej wojny światowej” to wciągająca opowieść o ludziach tworzących legendę polskiego lotnictwa.


zobacz artykuly tego autora >

Polub nas na Facebooku!

Wbrew tytułowi nie ogranicza się tylko do okresu wojennego, pokazuje także trudne początki polskiego lotnictwa formowanego z mozołem po uzyskaniu niepodległości oraz losy żołnierzy, którzy musieli odbudować swoje życie po zakończeniu konfliktu w 1945.

Siłą wydanej nakładem Wydawnictwa Literackiego lektury jest niewątpliwie bogactwo anegdot związanych z historią lotników, liczne świadectwa uczestników wydarzeń, dzięki czemu bohaterowie to ludzie z krwi i kości, a wielką historię poznajemy przez pryzmat prywatnych losów. Autor zadbał, by daty i suche statystyki ożywić fragmentami dzienników żołnierzy polskich, ustnymi relacjami, angielskimi raportami, dzięki czemu otrzymujemy nie nudny wywód historyczny, ale fascynującą, barwną opowieść, która pozwala nam zrozumieć fenomen polskich pilotów.

Historia naszego lotnictwa zaczyna się od ludzi – pasjonatów, którzy zafascynowani lataniem przyczynili się do jego powstania w 1918 r., potem w czasie dwudziestolecia międzywojennego dbali o stopniowy rozwój kolejnych formacji, przemysłu lotniczego, systemu szkoleń, m.in. w Dęblinie, i starali się, choć nie zawsze skutecznie, przygotować do starcia z Niemcami. Zamoyski opisuje optymizm polskich żołnierzy, którzy w momencie ataku mimo przestarzałych samolotów byli pewni szybkiego zwycięstwa, oraz ich zderzenie się z rzeczywistością września 1939 r., przedstawia problemy, z jakimi borykali się lotnicy, błędy, zaniedbania dowódców, które doprowadziły do klęski, ale podkreśla także odwagę i determinację walczących do końca, choćby na maszynach połatanych aptekarskim plastrem.

 

Kolejne rozdziały poświęcone są wielkiej tułaczce, jaką przeżyli Polacy, którzy próbowali przedostać się do Francji lub Anglii.

Poznajemy też frustrację niedocenianych Polaków, przerażonych francuską beztroską wobec wroga, gorycz kolejnej przegranej bitwy i nadzieje związane tym razem z Anglią. Najwięcej miejsca poświecono oczywiście losom lotników w Wielkiej Brytanii, którzy przebyli długą drogę: od niechcianych intruzów, przez podziwianych bohaterów Bitwy o Anglię, aż po niepotrzebnych już i kłopotliwych obcokrajowców, którzy mogą po wojnie odebrać pracę Anglikom. Ważną rolę odegrał legendarny Dywizjon 303, jednak poznajemy też losy członków pozostałych oddziałów, o bohaterstwie których nie można zapominać. Zamoyski podkreśla, że walka polskich lotników nie skończyła się w 1940 r. i nie ograniczała do Anglii, opisuje też akcję wymiatania nad Francją, tzw. ,,cyrk Skalskiego” w Afryce, czy Witolda Urbanowicza, który walczył w 1944 r. w siłach amerykańskich i zestrzelił japońskie samoloty. Wkład polskiego lotnictwa to nie tylko walki powietrzne, które znamy z książki Fiedlera, to także szkolnictwo lotnicze, służba naziemna, polska jednostka balonów zaporowych, Dywizjon Budowy Lotnisk, polska kobieca lotnicza służba pomocnicza, w której służyły między innymi byłe więźniarki łagrów sowieckich.

Autor przypomina, jak wielką rolę odegrały polskie dywizjony bombowe, cenione i pożądane przez brytyjskie dowództwo. Oprócz szczegółowych informacji na temat licznych operacji wojskowych polskich dywizjonów można poznać dramatyczne historie konkretnych ludzi, jak pilota bombowca, Stanisława Targowskiego, który miał usłyszeć, że został odznaczony Krzyżem Lotniczym, a żona zaginiona w 1939 r. jest bezpieczna i wkrótce dotrze do Anglii. W tym dniu jego wellington nie wrócił z patrolu. 

 

Myślę, że każdego może zainteresować opis dostosowywania się Polaków do życia w obcym kraju.

Autor przytacza opowieści o nieporozumieniach, wynikających z bariery językowej, różnej mentalności, a nawet odrębnej tradycji wojskowej, opisuje wstrząs, jakim dla Polaków była kuchnia angielska (kleista legumina, ciepłe piwo!) oraz szok Anglików, gdy polscy samobójcy objadali się smażonymi borowikami i zachwycali kwaśnym mlekiem. Opowiada też o maskotkach różnych dywizjonów, np. psie Ciapku, który ocalał jako jedyny członek załogi zestrzelonego samolotu. Na pewno warto poznać przykłady przelotnych związków między żołnierzami a Angielkami, przekonanymi, że romans z polskim lotnikiem to niebanalna przygoda, czego przykładem jest Antoni Wczelik, który po lądowaniu na spadochronie został ugoszczony w barze klubu golfowego, dokumentnie spity, a pewna dama wypuściła go dopiero po trzech dniach, ale także miłości zakończonych mieszanym małżeństwem.

Zamoyski nie ukrywa, że początkowo dzięki wsparciu generała Władysława Sikorskiego i jego dyplomatycznym zabiegom polscy lotnicy mieli coraz mocniejszą pozycję, ale po jego śmierci naciski Stalina sprawiły, że prasa stawała się coraz bardziej nieprzychylna Polakom. Koniec wojny nie był dla nas jednoznaczny ze zwycięstwem, bo polski rząd utracił poparcie Anglików i Amerykanów, komunistyczna propaganda deprecjonowała użyteczność polskich żołnierzy w czasie wojny i niektórzy Brytyjczycy zaczęli okazywać swoim byłym obrońcom wrogość, pojawiły się nawet hasła: Polacy do domu! Różnie się układały powojenne losy polskich lotników, niektórzy prowadzili ciche życie w Anglii, inni wybrali awanturnicze, następni zrobili oszałamiające kariery. Część zdesperowanych Polaków podjęła trudną decyzję o powrocie do znów uciemiężonej ojczyzny, gdzie cierpieli prześladowania, trafiali do więzień, a niejednokrotnie byli mordowani.

 

Symboliczna jest historia przemyconego z Wilna w 1941 r. Sztandaru Polskich Sił Powietrznych, który wrócił do Polski dopiero w 1992 r.

Wyszyty na nim napis głoszący: ,,Miłość żąda ofiary” jest kwintesencją losów polskich lotników, którym niejednokrotnie przyszło zapłacić wielką cenę za bezgraniczne umiłowanie przestworzy i ojczyzny. Niewątpliwie książka Zamoyskiego jest lekturą obowiązkową nie tylko dla pasjonatów historii, ale wszystkich, którzy szukają ciekawych opowieści i pomoże przypomnieć niesłusznie zapomnianych i zdradzonych przez Zachód bohaterów.

Reklama

Zobacz inne artykuły tego autora >

zobacz artykuly tego autora >
Share via