Mihály Munkácsy: Golgotha | Fot. Wikipedia

Gdzie byli uczniowie Jezusa w Wielki Piątek?

Wiadomo, że w czwartek, w momencie aresztowania Jezusa przez zgraję z kijami i mieczami, wszyscy Apostołowie uciekli… A co robili w piątek?

Reklama

Opuszczenie

Być może stali gdzieś wmieszani w tłum gapiów, co zdają się sugerować słowa Łukasza: wszyscy Jego znajomi stali z daleka (Łk 23, 49). Zazwyczaj przyjmuje się jednak, że Apostołowie nie byli bezpośrednimi świadkami drogi krzyżowej i męki Jezusa na krzyżu. Bardzo prawdopodobne jest, że raczej ukryli się, gdyż woleli nie rzucać się w oczy.

Z pewnością byli nadal zaskoczeni i zdezorientowani gwałtownością i pośpiechem, z jakim rozgrywały się te wszystkie wydarzenia. Szybki proces i błyskawiczne skazanie Jezusa na śmierć przez rzymskiego prokuratora były jak uderzenie obuchem. Być może uczniowie zadawali sobie pytanie, czy Jezus naprawdę mógł być Mesjaszem, skoro miał zostać stracony w tak okrutny sposób. Trwali pewnie w poczuciu winy, smutku i rozczarowaniu, zagubieni, zdezorientowani i zaszokowani tym, co się stało. Opuścili Jezusa, choć byli Jego najbliższymi przyjaciółmi.

No ale z drugiej strony, co mieli robić? Próbować go odbić? Przeprowadzić spektakularną akcję wydobycia go z więzienia? Sam Jezus kazał przecież Piotrowi schować miecz… W bardzo ciekawy sposób postawę uczniów ukazał Ernest Bryll w poetyckim dramacie „Wieczernik”, nawiązującym do tradycji chrześcijańskich misteriów paschalnych. Według Ernesta Brylla po ukrzyżowaniu Mistrza, Wieczernik, który był miejscem Ostatniej Wieczerzy, posłużył także apostołom za doraźne schronienie. Uczniowie Chrystusa ukryli się tam, aby za szczelnie zamkniętymi drzwiami wzajemnie dodawać sobie otuchy w tej trudnej dla nich sytuacji. Roztrząsali swoje postępowanie wobec Jezusa i spekulowali na temat ewentualnych represji, które mogły ich dosięgnąć. Być może tak to właśnie wyglądało.

Reklama
Reklama

„Nowi uczniowie” na drodze krzyża

Puste miejsce apostołów podczas drogi krzyżowej zajęli „nowi” uczniowie, do których możemy zaliczyć Szymona z Cyreny, zmuszonego do niesienia krzyża Jezusa; dobrego łotra, ale także oficera rzymskiego, przedstawiciela pogan, który w momencie śmierci Jezusa wyznał: Prawdziwie ten był Synem Bożym ( Mk 15, 39). Należy też wspomnieć o starych przyjaźniach, ludziach nie należących do najbliższego grona uczniów, ale popierających Jezusa, którzy tam byli. Są to niewiasty, które szły za Jezusem od Galilei, Józef z Arymatei, Nikodem.

Czwarta Ewangelii jako jedyna zawiera krótką wzmiankę, że pod krzyżem znalazł się jednak również jeden Apostoł i to ten najbardziej umiłowany: A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki… ( J 19, 25-26).

Wychodzi na to, że tylko św. Jan, który był najmłodszy z grona Apostołów, miał okazję i odwagę podejść pod sam krzyż i widzieć wyraźnie Jego straszliwą agonię i cierpienie. To znaczy, gwoli ścisłości, przypuszczamy, że był to Jan, bo w Ewangelii według św. Jana czytamy, jak już wspominałem, o uczniu, którego Jezus miłował. Jest on utożsamiany przez komentatorów właśnie z Janem Ewangelistą, czyli domniemanym autorem Ewangelii, aczkolwiek nie brakowało także różnych fantastycznych hipotez, na przykład, że był nim… Łazarz, albo że jest to postać całkowicie fikcyjna i symboliczna.

Reklama
Reklama

„Umiłowany uczeń”

W czwartej Ewangelii umiłowany uczeń pojawia się prawie zawsze w związku z osobą Piotra. Jest on wzmiankowany w kontekście powołania Piotra, który został powołany jako drugi, po umiłowanym uczniu (J 1,35-42). Podczas Ostatniej Wieczerzy jest przy boku Jezusa, pełniąc rolę pośrednika między Nim a Piotrem (J 13,23-26). Jest też świadkiem, jak Piotr zaparł się trzykrotnie Jezusa (J 18,15.16). Właściwie tylko jeden raz umiłowany uczeń pojawia się na kartach czwartej Ewangelii bez przywołania przy nim obecności Piotra, czyli właśnie pod krzyżem Jezusa (J 19, 26).

Piotr wcześniej zaparł się Jezusa, podczas gdy Jan pozostał przy Jezusie do końca. Nawet gdy wszyscy uczniowie opuścili Jezusa w godzinie męki, on jeden, razem z Maryją i innymi kobietami, stał pod krzyżem (J 19,25-26). Ta mała grupka, składająca się z trzech niewiast i Jana, przedostała się tak blisko prawdopodobnie dlatego, że żołnierze rzymscy zgodzili się przepuścić ich przez kordon.

Paradoksalnie Jan zdołał dostać się pod sam krzyż, ponieważ był tylko nastolatkiem towarzyszącym kobietom. Rzymscy żołnierze mogli przymknąć oko na obecność jakiegoś młodego chłopca i płaczących niewiast, bo przecież ktoś taki nie stwarzał żadnego realnego zagrożenia dla sprawnego przebiegu egzekucji. A jednak to ten nastolatek podtrzymywał Matkę Jezusa, aby nie upadła pod krzyżem i to do niego Jezus ostatecznie skierował słowa, aby zaopiekował się Jego Matką, a zarazem oddał umiłowanego ucznia pod Jej opiekę. W ten sposób stał się on symbolem każdego ucznia Jezusa, a nowa więź pomiędzy między nim i Matką Pana posłużyła autorowi czwartej Ewangelii jako obraz miłości między Kościołem a jego dziećmi.

Reklama

Fragment tekstu „Porzucony przez uczniów” Romana Zająca

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę