Zdjęcie ilustracyjne | Fot. CoWomen/Unsplash

Akademia Dziennikarstwa. „Wreszcie poczułam, że jestem na swoim miejscu”

Patrzę na moje dorastające córki i marzę o tym, żeby poczuły kiedyś to samo, co ja wtedy, podczas tego pierwszego wykładu na Akademii Dziennikarstwa; ogarniającą wszystkie zmysły, pochodzącą z głębi serca pewność, że właśnie tego szukało się całe życie, o tym się śniło i tego pragnęło.

Reklama

– Co ty dziecko wyprawiasz? – powiedziałam do siebie półgłosem, kiedy o 3:30 nad ranem zamknęłam za sobą drzwi swojego domu i ruszyłam na pierwszy zjazd Akademii Dziennikarstwa. Kilka godzin wcześniej odkryłam, że najmłodsza córeczka ma chyba objawy ospy wietrznej, i gdyby nie determinacja i upór mojego męża, prawdopodobnie odpuściłabym sobie całe to szaleństwo. Bo jak inaczej nazwać decyzję, by w wieku 33 lat z czwórką dzieci na koncie i porządnym prawniczym wykształceniem w kieszeni zdecydować się na roczną podyplomówkę z dziennikarstwa i to jeszcze w mieście oddalonym od Wrocławia o ponad 300 km?

Biłam się z myślami jeszcze na korytarzu Akademii Katolickiej tuż przed salą wykładową, gdy nagle podszedł do mnie nieznany mi ksiądz i zapytał o której dzisiaj wstałam. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że tuż przed trzecią, a potem opowiedziałam mu o ospie najmłodszej i kotletach z soczewicy, które najdzielniejszy z mężów będzie dzisiaj robił po raz pierwszy w życiu. Ksiądz uśmiechnął się serdecznie i – ku mojemu zaskoczeniu – obiecał, że jeśli nie będę w stanie być na jakimś zjeździe, osobiście przywiezie mi notatki do Wrocławia.

Wspólnie weszliśmy do sali wykładowej i wkrótce odkryłam, że moim rozmówcą był rektor AKW – ks. prof. Krzysztof Pawlina. „Panie, jesteśmy tutaj, aby słowem służyć Słowu” – usłyszałam po chwili jego modlitwę i nagle opuściły mnie wszystkie wątpliwości, zapomniałam o ospie, kotletach i tej nieszczęsnej trzeciej nad ranem, bo poczułam, po raz pierwszy w życiu wreszcie poczułam, że jestem na swoim miejscu i że dziennikarstwo katolickie to dokładnie to, co chcę robić.

Reklama
Reklama

CZYTAJ: „Brakujący puzzel właśnie wskoczył na swoje miejsce”. Absolwenci o Akademii Dziennikarstwa

Profesjonalizm i pasja

Stacja7 poprosiła, żebym napisała, co dała mi Akademia Dziennikarstwa. Bez cienia zawahania odpowiem – profesjonalny i na wskroś praktyczny warsztat dziennikarski, którego uczą prawdziwi pasjonaci. Do dziś czerpię pełnymi garściami z wykładów z red. Aliną Petrową-Wasilewicz i pewnie już do końca życia zostanie mi – zaczerpnięty od niej – nawyk oceniania książki po pierwszym zdaniu. Ilekroć mam przeprowadzić wywiad, przypominam sobie jej subtelną wskazówkę, że przy rozmowach dziennikarz powinien bardziej sprawiać wrażenie niedouczonego niż przemądrzałego, a kiedy wchodzę w obce środowisko staje mi przed oczami jej zawadiacki uśmiech, kiedy mówiła, że dobry reportażysta wygląda i zachowuje się tak, że od razu chce się z nim siadać do stołu.

Mogłabym w podobny sposób opisać zajęcia z każdym prowadzącym. Napisać o tym, jak za każdym razem, gdy piszę, przypominam sobie mistrzowski zabieg ks. Przemysława Śliwińskiego, który przy pomocy tonącego św. Piotra wbił mi do głowy, że największą moc mają teksty, które poruszają emocje.

Reklama
Reklama

Albo wspomnieć zdanie red. Krzysztofa Skórzyńskiego, o tym, że nie ma takiego tekstu, którego nie można by skrócić dla jego dobra, i że dziennikarstwo najbardziej psują przymiotniki.

Wymieniam prowadzących, którzy szlifowali moje pióro, ale Akademia dała mi wszechstronne narzędzia dziennikarskie, z których użyteczności nie zdawałam sobie od razu sprawy. Nie sądziłam chociażby, że będę administrować strony internetowe i że to właśnie dzięki Akademii nie wystraszę się kokpitu WordPressa. Pamiętam też, jak z lekkim dystansem słuchałam red. Agaty Puścikowskiej, gdy opowiadała o specyfice pracy dziennikarza radiowego. Do głowy mi wtedy nie przyszło, że za kilka lat przyjdzie mi udzielać wywiadów radiowych i wiedza o tym, żeby nie pić napojów gazowanych przed wejściem na antenę, jednak się przyda.

Nie mogłam wreszcie przypuszczać, że pozornie zwykła rozmowa z red. Anetą Liberacką przerodzi się w zawodową przygodę życia. Stałyśmy na korytarzu i rozmawiałyśmy o tym, że wciąż za mało piszemy i mówimy w mediach katolickich o tym, jak przekazywać wiarę dzieciom. W którymś momencie Aneta wyjęła wizytówkę i powiedziała po prostu: „Napisz o tym i przyślij do nas”.

Reklama

ZOBACZ: To nie jest zwykły kurs. 7 faktów o Akademii Dziennikarstwa

Między pomidorówką a klawiaturą

Od tamtego dnia minęło siedem lat. Napisałam przez ten czas ponad 50 tekstów dla Stacji7, zrobiłam kilkanaście wywiadów, stworzyłam dwie strony internetowe i administrowałam kilka fanpage’y. Przeczytałam potężną liczbę książek, poznałam niesamowitych ludzi. Zaprzyjaźniłam się z kilkoma żeńskimi zakonami i oddałam im wiele godzin nad klawiaturą. Wreszcie… napisałam swoją pierwszą książkę. Szlifowałam swój warsztat w ogniu domowych obowiązków. Najlepsze pomysły wpadały mi do głowy zazwyczaj nad pomidorówką, następnie spisywałam je nocami, a korektę robiłam już rano z dzieciakami na kolanach. Znalazłam swój styl pisania i choć wciąż korci mnie budowanie dramaturgii licznymi powtórzeniami, stawiam coraz wyraźniej na powściągliwość i przejrzystość. Nauczyłam się szanować czytelnika i pisać przede wszystkim z myślą o nim, nie o sobie.

Pewność

Pomimo jako takiego doświadczenia, wciąż na widok pustego arkusza w edytorze tekstów zwyczajnie się boję. Za każdym razem, kiedy mam coś napisać, ogarnia mnie lęk, że tym razem zawiodę, że słowa będą stawać okoniem, że nie sprostam zadaniu. Czasem lęk jest tak silny, że potrafię posprzątać cały dom, nim wreszcie napiszę pierwsze zdanie. A jednak wciąż piszę. Uparcie siadam nad klawiaturą i zbieram okruchy myśli w logiczną całość. Dlaczego? Myślę, że z powodu tamtych kilku słów księdza rektora. Patrzę na moje dorastające córki i marzę o tym, żeby poczuły kiedyś to samo, co ja wtedy, podczas tego pierwszego wykładu na Akademii; ogarniającą wszystkie zmysły, pochodzącą z głębi serca pewność, że właśnie tego szukało się całe życie, o tym się śniło i tego pragnęło. Ta krótka modlitwa porwała wtedy mojego ducha i od kilku lat konsekwentnie prowokuje do szukania nowych form i przestrzeni, żeby jeszcze lepiej, jeszcze mocniej i jeszcze prawdziwiej służyć słowem… Słowu.

>>> DOŁĄCZ DO AKADEMII DZIENNIKARSTWA

Reklama

Dołącz do naszych darczyńców. Wesprzyj nas!

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

SKLEP DOBROCI

Reklama

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ
Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas - złóż darowiznę