video-jav.net

“Ojcze nasz”: Nowy cykl katechez Franciszka

O Panu Jezusie jako najlepszym nauczycielu modlitwy mówił dziś Ojciec Święty podczas audiencji ogólnej w Watykanie rozpoczynając nowy cykl katechez o modlitwie „Ojcze nasz”. Jego słów w auli Pawła VI wysłuchało dzisiaj około 7 tys. wiernych.

Polub nas na Facebooku!

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj rozpoczynamy cykl katechez o modlitwie „Ojcze nasz”.

Ewangelie przekazały nam bardzo żywe opisy Jezusa jako człowieka modlitwy. Jezus się modlił. Pomimo bezzwłoczności swojej misji i naglącej potrzeby tak wielu ludzi, którzy Go o coś proszą, Jezus odczuwa potrzebę odsunięcia się w samotność i modlitwy. Ewangelia Marka mówi nam o tym szczególe od samego początku misji publicznej Jezusa (por. 1, 35). Jego pierwszy dzień w Kafarnaum zakończył się triumfalnie. Po zachodzie słońca do drzwi, gdzie mieszkał Jezus przychodziły rzesze chorych: Mesjasz głosił i uzdrawiał. Wypełniały się starodawne proroctwa i oczekiwania wielu ludzi cierpiących: Jezus jest Bogiem bliskim, Bogiem, który wyzwala. Ale ten tłum jest jeszcze mały w porównaniu z wieloma innymi rzeszami, które zgromadzą się wokół proroka z Nazaretu. Niekiedy chodziło o zgromadzenia jak ocean, a Jezus jest w centrum wszystkiego, oczekiwany przez ludzi, spełniając nadzieje Izraela.

Jednak On uwolnił się z więzów; nie stał się zakładnikiem oczekiwań tych, którzy już Go wybrali na przywódcę. Zagrożeniem dla przywódców jest zbytnie przywiązanie się do ludzi i brak dystansu. Jezus zdawał sobie z tego sprawę i nie stał się zakładnikiem ludu. Począwszy od pierwszej nocy w Kafarnaum okazuje się być niezwykłym Mesjaszem. W drugiej części nocy, gdy zapowiada się świt, uczniowie wciąż Go szukali, ale nie mogli Go znaleźć. Gdzie jest? Dopóki Piotr nie znalazł Go w miejscu odosobnionym, całkowicie pochłoniętego modlitwą. Powiedział do Niego: „Wszyscy Cię szukają!” (Mk 1,37). Ów okrzyk zdaje się być klauzulą dołączoną do plebiscytu, dowodem na sukces misji.

Ale Jezus mówi swoim uczniom, że musi pójść gdzie indziej; że to nie ludzie mają Go szukać, ale to On przede wszystkim szuka innych. Dlatego nie może zapuszczać korzeni, ale zawsze musi być nieustannym pielgrzymem na drogach Galilei (ww. 38-39), a także pielgrzymem ku Ojcu, to znaczy modlić się do Niego, idąc drogą modlitwy. Jezus się modli.

Wszystko dzieje się podczas nocy modlitwy.

Na niektórych kartach Pisma Świętego wydaje się, że wszystkim rządzi przede wszystkim modlitwa Jezusa, Jego bliska relacja z Ojcem. Dotyczy to zwłaszcza nocy w Getsemani. Ostatni etap drogi Jezusa (absolutnie najtrudniejszy z tych, które przebył do tej pory) zdaje się znajdować swój sens w nieustannym słuchaniu Ojca przez Jezusa. Jest to z pewnością modlitwa niełatwa, co więcej jest to w pełnym tego słowa znaczeniu agonia, rozumiejąc przez to słowo współzawodnictwo sportowców, a jednak modlitwa zdolna do zniesienia drogi krzyżowej.

Oto punkt najistotniejszy: Jezus się modlił.

Jezus modlił się intensywnie w wydarzeniach publicznych, uczestnicząc w liturgii swego narodu, ale szukał również miejsc sprzyjających refleksji, oddalonych od zawirowań świata, miejsc, które pozwoliłyby zstąpić do tajemnic Jego duszy: jest prorokiem, który zna kamienie pustyni i wstępuje wysoko na góry. Ostatnie słowa Jezusa, zanim wyda ostatnie tchnienie na krzyżu, to słowa psalmów, czyli modlitwy Żydów, modlił się za pomocą modlitwy, których nauczyła Go Matka.

Jezus modlił się tak, jak modli się każdy człowiek na świecie. Jednak w Jego sposobie modlitwy zawarta była również pewna tajemnica, coś, co na pewno nie umknęło spojrzeniu Jego uczniów, skoro znajdujemy w Ewangeliach to błaganie tak proste i bezpośrednie: „Panie, naucz nas się modlić” (Łk 11,1 ). Widzieli jak Jezus się modlił i chcieli się nauczyć, jak to się robi stąd; „Panie, naucz nas się modlić”. A Jezus nie odmawia, nie jest zazdrosny o swoją bliskość z Ojcem, ale przyszedł właśnie po to, aby wprowadzić nas w tę relację. I tak staje się nauczycielem modlitwy dla swoich uczniów, podobnie jak z pewnością chce nim być dla nas wszystkich. Również my powinniśmy mówić: „Panie, naucz mnie się modlić”.

Nawet jeśli modlimy się od wielu lat, zawsze musimy się uczyć! Modlitwa człowieka, ta tęsknota, która rodzi się tak naturalnie z jego duszy, jest prawdopodobnie jedną z najbardziej nieprzeniknionych tajemnic wszechświata. I nawet nie wiemy, czy modlitwy, które kierujemy do Boga, są tymi, które chce On usłyszeć. Biblia daje nam także świadectwo modlitw nieodpowiednich, które ostatecznie zostają odrzucone przez Boga: wystarczy przypomnieć przypowieść o faryzeuszu i celniku. Tylko ten ostatni wraca do domu ze świątyni usprawiedliwiony. Faryzeusz był bowiem człowiekiem pysznym i podobało się jemu, gdy ludzie widzieli, że się modli, ale udawał modlitwę. Jego serce było zimne. A Jezus powiedział, że ten człowiek nie jest usprawiedliwiony, „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony” (Łk 18,14). Pierwszym krokiem do modlitwy jest pokora. Udanie się do Ojca i powiedzenie: Ojcze; udanie się do Matki Bożej i powiedzenie: „Spójrz na mnie: jestem grzesznikiem, jestem słaby, niedobry”. Każdy wie, co powiedzieć. Ale zawsze zaczynamy od pokory – a Pan słucha. Pokorna modlitwa jest wysłuchana przez Pana.

Zatem rozpoczynając ten cykl katechez o modlitwie Jezusa, rzeczą najpiękniejszą i najsłuszniejszą, jaką wszyscy powinniśmy uczynić jest powtórzenie prośby uczniów: „Nauczycielu, naucz nas się modlić”. Warto powtórzyć te słowa obecnie, w okresie Adwentu: „Panie, naucz mnie się modlić”. Wszyscy możemy pójść nieco bardziej do przodu i lepiej się modlić. Trzeba o to jednak prosić Pana: „Panie, naucz mnie się modlić”. Uczyńmy to w obecnym okresie Adwentu. Z pewnością nie pozwoli On, aby nasze błaganie trafiło w próżnię. Dziękuję.

KAI/ad

Franciszek: Adwent to czas dążenia do pokoju

Okres Adwentu jest czasem sposobnym do budowania pokoju w naszej duszy, w rodzinie i w świecie – powiedział papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. Zwrócił uwagę zwłaszcza na małe konflikty rodzinne.

Polub nas na Facebooku!

Ojciec Święty zauważył, że budowanie pokoju jest trochę podobne do naśladowania Boga. Wymaga stawania się pokornymi, nie obmawiania innych i nie ranienia ich. W swojej refleksji Franciszek wyszedł od czytań liturgicznych wtorku pierwszego tygodnia Adwentu (Iz 11,1-10; Łk 10,21-24). Podkreślił, że w słowach Izajasza można dostrzec obietnicę, iż nadejdą czasy, gdy Pan zaprowadzi pokój, a wszystko to jest opisane trochę sielankowo: „wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał”. Oznacza to – wyjaśnił papież – że Jezus przynosi pokój, który może zmienić życie i historię. Dlatego jest nazywany „Księciem Pokoju”.

Ojciec Święty wskazał, że okres Adwentu ma nas przygotować nas na to przyjście Księcia Pokoju. Jest to czas pojednania ze sobą, wprowadzenia pokoju do naszej duszy. Zatem powinniśmy przypatrzeć się naszej duszy. Następnie Franciszek wezwał do wprowadzania pokoju w rodzinach i postawienia sobie pytań, o to, czy nie ma w nich rozdarć i konfliktów.

Wreszcie papież zwrócił uwagę na napięcia w świecie, w którym jest więcej wojny niż pokoju, wiele nierówności, nienawiści, wyzysku. Zachęcił do budowania pokoju i pojednania w tych przestrzeniach, w których żyjemy na co dzień: w miejscu pracy, we wspólnotach, w grupach społecznych.

Ojciec Święty zauważył, że pokój zawsze domaga się postępu, nigdy się nie zatrzymuje, jest owocny. – Zaczyna się od duszy, a następnie powraca do duszy dokonawszy całego procesu pojednania – powiedział papież.

– A czynienie pokoju jest trochę naśladowaniem Boga, który zechciał pojednać się z nami i nam przebaczyć oraz posłał Swojego Syna, aby zawarł pokój, aby był Księciem Pokoju – stwierdził Franciszek. Dodał, że pojednanie i budowanie pokoju wymaga pokory i stawania się sługą innych.

Na koniec Ojciec Święty zachęcił, abyśmy w okresie Adwentu modlili się o pokój.

– Za każdym razem, gdy widzimy, że istnieje możliwość małej wojny zarówno w domu, jak i w moim sercu, czy to w szkole, czy w pracy, zatrzymajmy się i próbujmy zawrzeć pokój. Nigdy, przenigdy nie rańmy drugiego. Nigdy. «Ależ Ojcze, jakże mogę zacząć, by nie ranić drugiego?» – «Nie obmawiaj innych, nie rzucaj pierwszej bomby». Gdybyśmy wszyscy to zrobili, tylko to – nie obmawiali innych – pokój czyniłby postępy. Niech Pan przygotuje nasze serca na Boże Narodzenie Księcia Pokoju. Ale przygotuje nas, gdy my wykonamy to, co do nas należy, aby wprowadzić pokój: pojednamy nasze serce, duszę, wprowadzimy pokój do mojej rodziny, szkoły, dzielnicy, miejsca pracy, stając się ludźmi pokoju – powiedział papież na zakończenie swej homilii.

KAI/ad