Nasze projekty

R. Stark: 580 mln chrześcijan w Chinach w 2040 r.

„Ujrzeliśmy Jego gwiazdę na Wschodzie” - te słowa Trzech Mędrców, szukających nowo narodzonego Jezusa, przypomina amerykański socjolog Rodney Stark w swej książce „A Star in the East. The Rise of Christianity in China” (Gwiazda na Wschodzie. Wzejście chrześcijaństwa w Chinach). Według jego prognoz już w 2030 r. Chiny będą krajem o największej liczbie katolików na świecie, detronizując Brazylię.

Autor, wykładający socjologię religii nie tylko w USA, ale także w Chinach, gdzie został honorowym profesorem Uniwersytetu Pekińskiego, przypomina, że w 1980 r, było w Państwie Środka zaledwie około 10 mln chrześcijan. W ciągu niespełna 30 lat ich liczba wzrosła sześciokrotnie. W 2007 r. było ich już tylu, ilu członków partii komunistycznej – około 60 mln. Gdyby taki wzrost utrzymał się przez najbliższe lata, to w 2030 r. byłoby ich już 294,6 mln, a w 2040 r. aż 579,5 mln.

Fakt, że Chińczycy tak licznie nawracają się na chrześcijaństwo w okresie rozwoju gospodarczego i wzrostu dobrobytu jest dla Starka dowodem na to, że wbrew twórcom marksizmu religia nie jest opium dla ludu, a więc pociechą dla ubogich. Znajduje natomiast swe naturalne podłoże wtedy, gdy ludzie dotknięci są wykorzenieniem kulturowym, typowym dla rozwoju gospodarczego, które przecięło więzy z kulturą przeszłości, niezdolną do odpowiedzi na nowe wyzwania. To dlatego – paradoksalnie – w interesie władz chińskich jest zrozumienie tego, iż dotychczasowe wskaźniki wzrostu gospodarczego można podtrzymać tylko wtedy, gdy pozwoli się obywatelom na podsycanie swych religijnych ideałów.

Stark, który sam jest agnostykiem, zauważa, że chrześcijaństwo szerzy się w Azji nie tylko i nie przede wszystkim z powodów demograficznych. Procent chrześcijan jest tam większy wśród osób z wyższym wykształceniem, gdyż religia ta jest postrzegana jako klucz do nowoczesności, ze względu na dowartościowywanie racjonalności w rozumieniu człowieka, świata i historii.

Reklama
Reklama

Według socjologa chińscy chrześcijanie, zarówno katolicy, jak i protestanci, są bardzo konserwatywni. Katolicy są tak skupieni na własnej tożsamości, że niektórzy mogliby ich nazwać fundamentalistami. Mają – zdaniem Starka – niewiele wspólnego z Soborem Watykańskim II. Dziesięciolecia brutalnych represji spowodowały, że tylko ci, którzy byli głęboko wierzący pozostali chrześcijanami i stali się zdolni do szerzenia wiary nie słowami, lecz za pośrednictwem swych więzi wspólnotowych – sieci relacji rodzinnych i przyjacielskich. Dzięki temu wiara przetrwała i się szerzyła mimo braku biskupów i księży – zaznacza Stark.


pb (KAI/Il Foglio) / Pekin

Reklama
Reklama

Najciekawsze artykuły

co tydzień w Twojej skrzynce mailowej

Raz w tygodniu otrzymasz przegląd najważniejszych artykułów ze Stacji7

Reklama

SKLEP DOBROCI

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

Reklama
WIARA I MODLITWA
Wspieraj nas na Patronite