video-jav.net

Papież odwiedził dziś wspólnoty rodem z Dziejów Apostolskich

Papież Franciszek odwiedził w czwartek 10 maja Toskanię, gdzie spotkał się z dwiema niezwykłymi wspólnotami życia: Nomadelfią oraz Miasteczkiem Focolarii w Loppiano. Obie społeczności starają się naśladować w sposobie życia pierwsze gminy chrześcijańskie.

Polub nas na Facebooku!

Papież Franciszek rozpoczął swoją wizytę apostolską w Nomadelfii, gdzie najpierw nawiedził grób założyciela tej wspólnoty, kandydata na ołtarze ks. Zeno Saltini a potem spotkał się z wszystkimi jej obecnymi członkami. Na wzór lokalnego zwyczaju położył na grobie ks. Zeno kamień podpisany swoim imieniem – Franciszek – jak robią to inni członkowie wspólnoty, noszący jedynie imiona. Następnie przejechał na miejsce spotkania z obecnie żyjącymi tu członkami wspólnoty, których jest ok. 350.

Należące dziś do gminy Grosseto w Toskanii miasteczko zawdzięcza swoją nazwę połączeniu dwóch greckich słów: nomos i adelfia które razem daje “miejsce, gdzie braterstwo jest prawem”. Powstało z inicjatywy ks. Zeno, który od początku swojego kapłaństwa budował niewielkie wspólnoty życia, gromadząc w nich rodziny oraz osierocone dzieci. W 1947 r. przejął pozostałości po dawnym obozie koncentracyjnym Fossoli, gdzie zaczął budować zalążki dzisiejszej Nomadelfii. Chciał uczynić to miejsce przede wszystkim domem dla licznych sierot wojennych – dzieci, których rodzice zginęli w czasie II Wojny Światowej.

Od początku chciał, by gmina żyła na wzór pierwszych gmin chrześcijańskich – bez własności prywatnej, w ścisłej wspólnocie życia, z poszanowaniem integralności wewnętrznej rodzin oraz swobodą opuszczenia tego miejsca.  Ks. Zeno chce by Nomadelfia tworzyła “nową cywilizację”, cywilizację “wolnych synów Bożych, którzy później będą świętymi”. Wspólnotę tworzą zarówno zamężne jak i niezamężne osoby świeckie, otaczające opieką nie tylko własne biologiczne dzieci, ale również te, które zostały tu przyjęte pod opiekę jak w rodzinach zastępczych. Zdarzało się, że jedna rodzina wychowywała tu nawet kilkadziesiąt dzieci, w czym rzecz jasna była wspomagana przez innych członków wspólnoty na zasadzie dalszej rodziny.

Dla państwa włoskiego Nomadelfia jest stowarzyszeniem, dla Kościoła – parafią, nie działa więc jak wspólnota zakonna, a przebywanie w niej nie wiąże się ze zobowiązaniami. Wszyscy, którzy chcą tu mieszkać są zaproszeni do “życia na wzór wczesnego Kościoła”. Nie ma tu wymiany pieniężnej, wszystko powstaje z pracy członków wspólnoty, obowiązkami dzielą się po równo. Wspólnota prowadzi szkołę dla mieszkających w niej dzieci.

Pierwszym papieżem, który odwiedził Nomadelfię był św. Jan Paweł II – było to w roku 1989, już po śmierci jej założyciela w 1981 r. W 2009 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. Zeno Saltini.

Prosto z Nomadelfii Franciszek poleciał helikopterem do Loppiano niedaleko Florencji, gdzie spotkał się z inną wspólnotą dzielącą ze sobą życie – miasteczkiem Focolari. Podczas dwugodzinnej wizyty papież modlił się w sanktuarium Maria Theotokos, spotkał się przed kościołem z fokolarinami i odpowiadał na ich pytania.

Przemawiając do nich Franciszek zwrócił uwagę, że małe “miasto” Loppiano “zrodziło się z Ewangelii i Ewangelią chce się karmić”. “Z tego powodu jest uznawane za swoje miasto wyboru i inspiracji przez wielu, którzy są uczniami Jezusa, także przez braci i siostry z innych religii i światopoglądów. W Loppiano każdy czuje się jak w domu!” – powiedział papież. Przypomniał słowa założycielki fokolarynów Służebnicy Bożej Chiary Lubich, która pragnęła aby “miasto” Loppiano było ilustracją misji Kościoła dzisiaj, tak jak ją nakreślił Sobór Watykański II.

Zaznaczył, że sensem “miasta-wspólnoty” jest ukazywanie radości Ewangelii w ubóstwie, w cierpieniu, w próbie, w doświadczeniach, w poszukiwaniach, w wątpliwościach oraz życie ewangeliczną mistyką „my”. “Nie jest to tylko fakt duchowy, ale konkretna rzeczywistość z niezwykłymi konsekwencjami – jeśli przeżywamy i rozwijamy autentycznie i odważnie jej różne wymiary – społeczne, kulturowe, polityczne, ekonomiczne” – powiedział Franciszek i dodał: “Loppiano jest powołane, aby tym być. I może próbować, z ufnością i realizmem, by stawać się tym coraz lepiej. To jest niezbędne. I stąd zawsze musimy zaczynać od nowa”.

W przeżywanej obecnie przemianie epokowej trzeba starać się nie tylko o spotkanie między osobami, kulturami i narodami, o przymierze między cywilizacjami, ale także, aby wspólnie sprostać doniosłemu wyzwaniu budowania wspólnej kultury spotkania, globalnej cywilizacji przymierza” – zachęcił Franciszek.

Wezwał do pójścia za Duchem Świętym praktykując rozeznanie wspólnotowe. “Wszyscy jesteśmy powołani, aby stać się twórcami rozeznawania wspólnotowego. To właśnie jest droga, aby Loppiano odkryło i szło krok po kroku drogą Boga w służbie Kościołowi i społeczeństwu” – powiedział Franciszek.

Leżące we włoskiej Toskanii Loppiano powstało w 1964 r. i dziś liczy 850 mieszkańców pochodzących z 65 narodowości. To międzynarodowe miasteczko jest ważnym miejscem spotkania ludzi różnych kultur i religii. Popularnie nazywane bywa „laboratorium braterstwa”.

Ruch Focolari trzy lata temu świętował 50-lecie powstania. W specjalnym przesłaniu Franciszek nazwał wówczas Loppiano bastionem chrześcijańskiej formacji. Podkreślił, że jest to miasto-szkoła życia, by przywrócić nadzieję światu, by dawać świadectwo, że Ewangelia jest naprawdę zaczynem i solą nowej cywilizacji miłości.

Ruch Focolari powstał w 1943 r. w Trydencie we Włoszech. Nazywany „ruchem jedności i powszechnego braterstwa”, rozwija duchowość i ekonomię komunii. Obecnie liczba jego członków wynosi ponad 120 tys., a sympatyków – około 1,5 mln. Wielu z nich należy także do Kościołów niekatolickich i innych religii. Ruch został oficjalnie uznany przez Stolicę Apostolską w 1964 r. Jest obecny w 194 krajach świata, w tym również w Polsce.

Anna Druś/Stacja7

Szokujące postulaty Prymasa Belgii

Prymas Belgii kard. De Kesel chce ceremonii religijnej dla związków jednopłciowych i poszanowania dla sposobu, w jaki osoby LGBT przeżywają swoją seksualność. Prymas sąsiedniej Holandii zastanawia się, czy w Kościele nie nastał czas apostazji.

Polub nas na Facebooku!

W Belgii nie słabną dyskusje po kontrowersyjnych deklaracjach stołecznego arcybiskupa na temat relacji jednopłciowych, które w sposób jednoznaczny sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła i biblijnej antropologii. W ubiegłym tygodniu kard. Jozef De Kesel spotkał się z przedstawicielami flamandzkich środowisk LGBT. Miał im powiedzieć, że Kościół powinien ich bardziej respektować, w tym również sposób, w jaki przeżywają swoją seksualność. Opowiedział się także za ceremonią religijną dla par jednopłciowych, jednakże bez błogosławieństwa czy wymiany obrączek, aby związek taki nie był mylony z małżeństwem. Prymas Belgii zapewnił, że stosunek Kościoła do homoseksualizmu bardzo się zmienił w ostatnich latach. Problemem jest jednak Afryka, Azja, i przede wszystkim niektóre kraje Europy Wschodniej, które nadal pozostają w tyle.

Opinie arcybiskupa Brukseli zostały przytoczone przez jego rozmówców. Podchodzono więc do nich na początku z wielką ostrożnością. Potem jednak rzecznik prasowy brukselskiej archidiecezji, poproszony o komentarz, nie zdementował słów kardynała, a potwierdził jedynie, że postulowana przez niego ceremonia religijna dla par jednopłciowych, które pragną symbolicznego uznania ich związku przez Kościół, nie powinna mieć charakteru błogosławieństwa.

Deklaracje kard. De Kesela zostały przyjęte z wielkim uznaniem przez belgijskie media, które przedstawiają go jako człowieka otwarcia. Katolicki dziennik La Libre Belgique zaznaczył jednak, że nie są to bynajmniej deklaracje rewolucyjne, choć wykraczają poza oficjalne nauczanie Kościoła. Jest to raczej wyraz przemiany, jaka dokonała się w belgijskim katolicyzmie i otwarte potwierdzenie już wcześniej wyrażanych stanowisk.
Zupełnie inaczej zareagował natomiast prymas Holandii. To właśnie w tym kontekście wydał on oświadczenie, w którym odnosi się on zarówno do decyzji niemieckiego episkopatu o interkomunii, jak i do proponowania przez niektórych kardynałów błogosławienia związków homoseksualnych, „co – jak przypomina – stoi w radykalnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła, opartym na Piśmie Świętym”. To właśnie w nawiązaniu do tej sytuacji padają dramatyczne i bezprecedensowe słowa kard. Willema Eijka, który przyznaje, że sytuacja ta przywodzi mu na myśl to, co Katechizm (n. 675) pisze o końcowej próbie, którą ma przejść Kościół przed ostatecznym przyjściem Chrystusa, kiedy to zachwieje się wiara wielu wierzących, a oszukańcza religia da ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy.

KAI/ad