video-jav.net

Nursja: Boże Narodzenie pośród ruin

Pośród nędzy, chłodu i cierpienia przygotowują się w tym roku do Bożego Narodzenia mieszkańcy włoskich miejscowości, które zostały zniszczone przez niedawne trzęsienia ziemi. Przeor benedyktyńskiego klasztoru w Nursji o. Benedetto Nivakoff przypomina o bardzo trudnych warunkach życia tamtejszej ludności.

Polub nas na Facebooku!

Niektórzy wciąż mieszkają pod namiotami, inni nie mają do czego wracać. A pomimo tego u mieszkańców Nursji nie brak radości, która jest właściwa dla ostatnich dni Adwentu. To nam przypomina, że w chrześcijaństwie każda radość wypływa z cierpienia, a zmartwychwstanie poprzedza krzyż – mówi o. Nivakoff.

– My przeżywamy Boże Narodzenie w sposób bardzo symboliczny. Stajenka, którą budowaliśmy i rozwijaliśmy przez ostatnie lata, została zniszczona, bo była umieszczona w wieży kościelnej, która się zawaliła. Ale nawet to nieszczęście stało się bodźcem, który rozbudził u ludzi dużo dobrej woli. Bo ludzie, kiedy się tym dowiedzieli, zaczęli się organizować, by pomóc nam stworzyć nową szopkę. Jest to piękne świadectwo mieszkańców Nursji. Pozostało ich tu niewielu, ale starają się nam pomóc – przyznał przeor klasztoru w Nursji.

– Gościł też u nas kard. Robert Sarah z Watykanu. I kiedy nas zobaczył, powiedział, że przypomina mu to Betlejem. Odebraliśmy to jako komplement i potwierdzenie, że to jest punkt wyjścia dla odrodzenia naszego klasztoru. Przekonujemy się bowiem, że ubóstwo musi zawsze zajmować centralne miejsce w życiu zakonnym. Po trzęsieniu ziemi przeżywamy nasze ubóstwo w sposób bardziej realny, tym bardziej, że sami doświadczamy solidarności naszych sąsiadów, którzy również niczego nie mają – dodał przeor.


(KAI) RV / Nursja

 

Ciężkie naloty na Aleppo. 10 tys. cywilów ucieka z miasta

Powodem masowej ewakuacji są ciężkie bombardowania wschodnich dzielnic miasta. Armia syryjskiego prezydenta odbija te rejony z rąk umiarkowanej opozycji. Szacuje się, że wojsko przejęło już kontrolę nad 90 procentami terenów w których dotąd rządzili rebelianci

Polub nas na Facebooku!

Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża próbuje teraz ewakuować ludzi, którzy sami nie mogą opuścić miasta. Chodzi zarówno o osoby starsze jak i tych, którzy są w najniebezpieczniejszych rejonach wschodniego Aleppo.

 

Paweł Krzysiek z Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, który jest w Syrii mówi Polskiemu Radiu, że jedną z najtrudniejszych operacji była niedawna ewakuacja mieszkańców domu starców ze starego miasta w Aleppo. “Ten dom opieki to był również dom psychiatryczny. Poziom traumy, strachu i czasu, jaki zabrało nam przekonanie tych ludzi, aby oni z nami wyszli, jeden po drugim… To była dramatyczna operacja. Ludzki dramat, ciała pod gruzami, ludzie płaczący ze strachu, nie wiedzący o co chodzi” – opisuje Polak.

 

Jak mówi Paweł Krzysiek, każda taka operacja zostawia ślad w psychice ratowników. “Skala cierpienia, którą każdego dnia widzimy, przechodzi ludzkie wyobrażenie. Masz do czynienia nie z liczbami, nie z uchodźcami, tylko z ludźmi takimi samymi jak my. Stoisz i myślisz, że to mogła być moja kuzynka, moja babcia, rodzina. Widząc tych ludzi, ich strach w oczach, ich łzy, patrzysz na nich jako na jednostki ludzkie” – dodaje.

 

USA i Rosja zaproponowały umowę na podstawie której rebelianci i mieszkańcy mogliby bezpiecznie opuścić Aleppo, ale na razie jeszcze nie doszło do ostatecznego porozumienia w tej sprawie. Przewiduje się, że w najbliższym czasie Aleppo zostanie całkowicie przejęte przez syryjskie wojsko, wierne prezydentowi Baszarowi al-Asadowi.

 

Syryjska wojna domowa trwa już szósty rok. ONZ szacuje, że kosztowała życie co najmniej 300 tysięcy ludzi.


Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/BBC/RTR/SOHR/mg/sk