Chińscy dziennikarze podważają propagandę rządu w sprawie koronawirusa

Zamieszkali za granica chińscy dziennikarze Li Yuan w USA, Fok Yit Wai w Singapurze i wielu innych zwraca uwagę na toczącą się w Chinach walkę o pokazanie faktycznej sytuacji w kontekście epidemii koronawirusa. Publikowane na ten temat wypowiedzi, także w samych Chinach, zaczynają podważać zasady i ramy dotychczasowej komunistycznej propagandy partyjnej.

Polub nas na Facebooku!

Chińscy dziennikarze podważają propagandę rządu w sprawie koronawirusa
Zamieszkali za granica chińscy dziennikarze Li Yuan w USA, Fok Yit Wai w Singapurze i wielu innych zwraca uwagę na toczącą się w Chinach walkę o pokazanie faktycznej sytuacji w kontekście epidemii koronawirusa. Publikowane na ten temat wypowiedzi, także w samych Chinach, zaczynają podważać zasady i ramy dotychczasowej komunistycznej propagandy partyjnej.

W przestrzeni internetowej, często blokowanej przez cenzurę, ludzie otwarcie krytykują państwowe media, które jedynie wychwalają poświecenie personelu medycznego. “Cóż z tego poświęcenia, jeśli personelowi brakuje podstawowych środków takich jak np. chirurgiczne maski?” – pytają. Jeden z krytykujących działania władz blogów zatytułowano: “Pogrzeb zamieniony w Wesele”.

Triumfalistyczne materiały medialne zaczęły być kwestionowane. Ludzie widzieli na ekranach dziewczynkę, która płakała i wołała: “mamo, mamo”, w czasie gdy odwożono ciało jej zmarłej matki. Widzieli też samotną kobietę, która z balkonu za pomocą gongu na darmo próbowała przywołać karetkę pogotowia. Zobaczyli też twarz doktora Li Wenlianga, który pierwszy ostrzegał Chiny przed wirusem, tym samym, który go później zabił. Oglądano pielęgniarki, które „dobrowolnie zdecydowały się na zgolenie włosów na głowach. Jednakże niektóre z filmowanych kobiet wiezione do jednego z ognisk epidemii w prowincji Hubei płakały, co może budzić wątpliwości, co do ich „dobrowolnych” decyzji.

Prawnik Deng Xueping, który prowadzi blog “Pogrzeb zmieniony w Wesele” pisze o materiale filmowym ze szpitala w Wuhan, w którym pokazano „szczęśliwego, wyleczonego pacjenta ignorując zarazem wielu innych, cierpiących i umierających…” Oficjalne przekazy medialne w kółko pokazują darczyńców, którzy przynoszą do różnych państwowych instytucji, często anonimowo, ofiary pieniężne na walkę z wirusem itp.

Młodzi ludzie w Chinach zaczynają zauważać kłopotliwe aspekty rządzonego przez komunistów najludniejszego państwa świata, który de facto nie jest w stanie zaradzić ludzkim tragediom. 23-letnia Daisy Zhao, mieszkanka Pekinu tak opisuje zmianę swoich pogladów na otaczającą ją rzeczywistość: “Kiedyś wierzyłam w przekazy z państwowych mediów. Jednak teraz, jak, skoro lekarze, którzy pierwsi wykryli koronawirusa i chcieli z nim walczyć zostali nazwani „roznosicielami plotek”. Oficjalne media straciły już w naszych oczach wiarygodność”.

Z kolei 26-letnia mieszkanka Szanaghaju Stephanie Xia twierdzi, że młodych ludzi zaczyna ogarniać zamęt i gniew. Zaczyna pojawiać się przepaść między tym “kim młodzi ludzi w Chinach są, a tym jakimi chciałyby ich widzieć władze”.

Komunistyczny Związek Młodzieży dalej w mediach posługuje się tradycyjnymi maskotkami Jangshan Jiao i Hongqui Man, które jeszcze w duchu przewodniczącego Mao wyrażają “naród chiński” i „partię komunistyczną”. Jednakże te symboliczne postacie po prostu przestały kogokolwiek inspirować. W jednym z komentarzy, ktoś napisał: “Jiangshan Jiao i Hanqui Man jestem waszym obywatelem ale nie jestem waszym fanem”. Ta internetowa wypowiedź zyskała sobie dziesiątki tysięcy polubień.

Przedstawiciele starszej generacji z kolei obawiają się, że epidemia może zostać wkrótce zapomniana tak jak wiele innych chińskich tragedii przedtem. Tak uważa pisarz Yan Lianke, który niedawno podczas wykładu w Hongkong University of Science and Technology zaapelował: “Jeśli nie możemy tak jak lekarz Li Wenliang bezkompromisowo głosić prawdy, to przynajmniej starajmy się jej posłuchać. Jeśli nie możemy mówić głośno to przynajmniej mówmy szeptem. Stańmy się cichymi ludźmi, którzy jednak pamiętają i nie ustają w wysiłku budowania wspólnej pamięci”.

KAI

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



ZE ŚWIATA

Założyciel Wspólnoty Sant’Egidio: Zamknięcie tylu kościołów we Włoszech wywołuje we mnie gorycz

Zamknięcie tylu kościołów w północnych Włoszech, odwołanie Mszy św., pogrzeby tylko w najmniejszym kręgu rodzinnym i podobne działania wywołały we mnie pewną gorycz- wyznał w komentarzu do turyńskiego dziennika „La Stampa” prof. Andrea Riccardi, założyciel Wspólnoty Sant’Egidio.

Polub nas na Facebooku!

Założyciel Wspólnoty Sant’Egidio: Zamknięcie tylu kościołów we Włoszech wywołuje we mnie gorycz
Zamknięcie tylu kościołów w północnych Włoszech, odwołanie Mszy św., pogrzeby tylko w najmniejszym kręgu rodzinnym i podobne działania wywołały we mnie pewną gorycz- wyznał w komentarzu do turyńskiego dziennika „La Stampa” prof. Andrea Riccardi, założyciel Wspólnoty Sant’Egidio.

Założyciel Wspólnoty Sant’Egidio, prof. Andrea Riccardi, skrytykował zamykanie kościołów jako środka zaradczego przeciwko rozprzestrzenianiu się koronawirusa. W komentarzu do turyńskiego dziennika „La Stampa” Riccardi stwierdził:

Zamknięcie tylu kościołów w północnych Włoszech, odwołanie Mszy św., pogrzeby tylko w najmniejszym kręgu rodzinnym i podobne działania wywołały we mnie pewną gorycz. Nie jestem specjalistą od epidemii, ale czy naprawdę mamy tak wielkie ryzyko, że musimy sobie radzić bez wspólnotowego życia religijnego? Ostrożność jest przydatna, ale może porwał nas wielki protagonista naszych czasów – strach

 

Historyk przywołał badania amerykańskiego socjologa Rodneya Starka na temat zachowań wczesnych chrześcijan podczas epidemii. Według Starka takie zachowanie było jednym z decydujących czynników wzrostu chrześcijaństwa w pierwszych wiekach. Chrześcijanie nie byli jak poganie uciekający z miasta i od innych, raczej odwiedzali się i wspierali – motywowani wiarą – modlili się razem i chowali zmarłych. Z powodu tego sumiennego wsparcia oraz z powodu więzi wspólnotowych i społecznych liczba osób, które przeżyły była wyższa jako ochrzczonych. „Czasy się zmieniają” – stwierdził w tym kontekście założyciel Wspólnoty Sant’Egidio i dodał: „Jednak najnowsze środki związane z koronawirusem wydają się trywializować przestrzeń kościoła i tym samym ujawniać mentalność rządzących”.

 

🔹 PRZECZYTAJ: 10 włoskich diecezji zawiesza Msze św. z powodu koronawirusa

 

W swoim komentarzu dotyczącym północnych Włoch Riccardi przypomniał, że sklepy, supermarkety i kawiarnie pozostały otwarte, a transport publiczny również nie został wstrzymany. “To jest w porządku. Z kolei miejsca kultu potraktowano prawie jak teatry i kina, które należy zamknąć. Kościoły mogłyby pozostać otwarte, ale bez wspólnej modlitwy. Trzeba zadać sobie pytanie, jakie niebezpieczeństwo niosą z sobą msze św. w dni robocze, w których bierze udział garstka ludzi, na pewno „mniej niż w pociągu metra lub supermarkecie”. Przypomniał, że tylko w regionie Emilia-Romagna możliwe są msze św. dni robocze.

Riccardi nazywał obecną sytuację „silnym sygnałem strachu”, ale także wyrazem zrównania Kościoła do poziomu instytucji obywatelskich. Podkreślił, że miejsca kultu są nie tylko ryzykownymi „miejscami spotkań”, ale także miejscami ducha. “Miejsca, które dają nadzieję i pocieszenie w trudnych czasach, przypominają, że nie można samemu się uratować” – napisał.

 

🔹 PRZECZYTAJ: Z powodu przeziębienia papież nie weźmie udziału w rekolekcjach

 

Założyciel Wspólnoty Sant’Egidio przypomniał św. Karola Boromeusza, który jako arcybiskup Mediolanu odwiedził chorych podczas wielkiej epidemii dżumy w stolicy Lombardii w latach 1576/77, modlił się z ludem i poprowadził procesję boso. “Wspólna modlitwa w kościele niewątpliwie przynosi nadzieję i poczucie solidarności” – zaznaczył Riccardi dodając, że “powszechnym doświadczeniem jest to, że silna motywacja duchowa pomaga przeciwstawić się chorobie”.

 

KAI, ms/stacja7

Szukasz wartościowych treści?

Zapisz się na cotygodniowy newsletter Stacji7


 

 



Copy link
Powered by Social Snap