video-jav.net

Biskupi Nikaragui ratują ludzi z narażeniem własnego życia

Sytuacja w Nikaragui wymyka się spod kontroli. Bojówki proprezydenckie nie respektują nawet azylu w kościołach, gdzie bronią się ludzie, a za pomaganie bezbronnym atakowani są również biskupi. Biskup Abelardo Mata cudem uszedł z życiem z zasadzki na swoje życie.

Polub nas na Facebooku!

To był bardzo trudny weekend w Nikaragui. Pokojowe manifestacje studentów, którzy domagają się ustąpienia prezydenta Daniela Ortegi zostały krwawo stłumione. Pod osłoną zmroku na uniwersytet wtargnęli proprezydenccy bojówkarze, którzy zaczęli strzelać do protestujących. Studenci schronili się w leżącym nieopodal kościele Bożego Miłosierdzia, który stał się zarazem szpitalem polowym. Bojówkarze nie poszanowali jednak neutralności świątyni i przez kilkanaście godzin ostrzeliwali budynek. Zginęło dwóch studentów, a kilkudziesięciu zostało rannych.

Za pomocą telefonów komórkowych i mediów społecznościowych studenci wzywali pomocy. Na jej udzielenie nie zgodziła się jednak policja, która otoczyła budynek, nie pozwalając podjechać nawet karetkom. Kordon policjantów otoczyli ludzie z różańcami w rękach, którzy przez kilkanaście godzin trwali na modlitwie. W tym czasie negocjacje z bojówkarzami prowadzili kard. Leopoldo Brenes i nuncjusz apostolski abp Waldemar Sommertag. Po całej nocy rozmów uzyskali zgodę na ewakuację ok. 200 studentów. Pod kościół podjechały autokary, które wywiozły ich z zagrożonego miejsca. Świadkiem tego byli przedstawiciele ONZ oraz Międzyamerykańskiej Komisji Praw Człowieka. Kard. Brenes stwierdził, że „bojówkarze strzelali, żeby zabić. Mieli broń dużego kalibru”. Obserwatorzy podkreślają, że gdyby nie zdecydowane działania przedstawicieli Kościoła bilans tragedii mógł być dużo wyższy.

Dzień po tym wydarzeniu zastawiono zasadzkę na bp. Abelardo Matę, który jest mocno krytyczny wobec sandinistowskiego rządu. Samochód, którym jechał wraz z kierowcą, został ostrzelany. Z pojazdu wypadły szyby, karoseria nosi ślady kul, nikomu jednak nic się nie stało. Na wieść o kolejnym akcie przemocy episkopat Nikaragui wydał oświadczenie, w którym jednoznacznie potępia trwające represje. „W naszym kraju dotkliwie łamane są prawa człowieka” – podkreślają biskupi, którzy przez obie strony konfliktu zostali poproszeni, by być gwarantem i obserwatorem dialogu.

Napięta sytuacja w Nikaragui trwa trzeci miesiąc i kosztowała już życie ponad 300 osób. Prezydent nie zamierza podać się do dymisji, czego domaga się opozycja. Na najbliższy czwartek zapowiedział huczne obchody 39. rocznicy rewolucji sandinistowskiej, a jednocześnie objęcia przez niego władzy. Obecną falę protestów Daniel Ortega określa jako „próbę zamachu stanu”, a biskupów ujmujących się za bezbronną ludnością oskarża o sprzyjanie jego oponentom.

KAI/ad

Tragiczna sytuacja mieszkańców Strefy Gazy

Po zamknięciu przejścia granicznego w Karem Shalom, udostępnianego tylko do przewozu towarów, w Strefie Gazy zaczyna brakować podstawowych rzeczy potrzebnych do życia. Ludzie chcą opuścić to miejsce i szukać lepszego życia, gdzie indziej – opowiadał mediom watykańskim ks. Mario Da Silvy, proboszcz jedynej tamtejszej parafii katolickiej.

Polub nas na Facebooku!

Po zamknięciu przez Izrael przejścia w Karem Shalom utrzymująca się od miesięcy bardzo trudna sytuacja w Strefie Gazy jeszcze się pogorszyła. Ludzie mogą korzystać z prądu tylko przez 4 godziny w ciągu doby, w czasie których jest on wyłączany jeszcze na pół godziny. Zaczyna brakować podstawowych rzeczy. Ludzie martwią się, czy będzie jedzenie, lekarstwa, benzyna. Jest o nie bowiem coraz trudniej – stwierdził ks. Mario Da Silva. Dodał, że mieszkańcy Strefy Gazy coraz częściej są zdesperowani, bez nadziei, czekają na najgorsze. Wydaje się bowiem, że lepszych wiadomości nie mogą już oczekiwać.

Proboszcz katolickiej parafii w Strefie Gazy przyznał, że po zamknięciu przejścia granicznego przez Izrael inne, w Rafah, otworzyli Egipcjanie, poprzez które tysiące Palestyńczyków opuściło swoje miejsca zamieszkania bez planów powrotu. Nie ma bowiem nadziei, że sytuacja się poprawi.

Ks. Da Silva zapewnił, że ze swej strony Kościół katolicki stara się chronić mniejszość chrześcijańską w każdy możliwy sposób. M.in. dał zatrudnienie prawie 50 osobom, utworzył centrum kultury, gdzie można uczyć się angielskiego czy pracy na komputerze. Wspiera także finansowo 110 urzędników, którzy nie otrzymują wynagrodzenia za swoją pracę. „To jednak bardzo mało w stosunku do potrzeb – stwierdził tamtejszy proboszcz – stąd wielu, kiedy tylko nadarzy się okazja, opuszcza Strefę Gazy”.

VaticanNews, KAI/ad